|
Strach na pewno nie prowadzi do niczego pozytywnego, ale najgorzej, że trudno się go pozbyć. Zasypiałem niby wyzbyty lęku w 100%, odzyskuję świadomość i czuję, że zaczyna się "proces wyjścia", nagle coś rzuca mi się na szyję i okazuje się, że jednak wcale lęku się nie wyzbyłem :). Strach tylko opóźnia to, co moglibyśmy dokonać, gdyby go nie było.
Co do obciążeń, to faktycznie jakby skupić się tylko na teraźniejszości, to obciążenia automatycznie znikają. Problem w tym, że skupienie się wyłącznie na teraźniejszości, przynajmniej dla mnie, jest w zasadzie niemożliwe. Kiedyś dużo medytowałem i owszem, mogłem się skupić bardziej na chwili obecnej, ale żeby tylko na niej, dla mnie to zbyt wysoka szkoła jazdy. Poza tym chyba lubię nawet rozkminiać zarówno przeszłość, jak i przyszłość :).
Rozumiem też, że samo zastanawianie się nad poruszoną przeze mnie kwestią, może u kogoś wzbudzić jakieś obawy, zatrzymać u kogoś swobodne myślenie i cieszenie się chwilą, bo zacznie się zastanawiać, czy i przy nim nie ma jakiegoś obciążenia. Jeśli ktoś czytając ten wątek poczuje choć nutkę strachu, to bardzo przepraszam, nie to było moim zamierzeniem. Strasznie mnie po prostu ta kwestia ciekawi, a gdzie, jeśli nie na tym forum, mam szansę uzyskać satysfakcjonujące odpowiedzi.
Załóżmy więc, że ktoś nie umie wyzbyć się myśli dotyczących przeszłości i przyszłości. Autor zalinkowanej strony twierdzi, że wielu ludzi jakby od urodzenia ma do siebie poprzyczepiane te obciążenia (na pewno wchodzą tutaj do rozważań sprawy karmiczne, więc wiele osób być może od razu uzna, że to brednie, jeśli nie wierzy w karmę). Sprawiają one, że nasza dusza nie jest jakby "czysta", nie jest do końca sobą czyli tym, czym mogłaby być, gdyby tego obciążenia nie było. Zastanawiam się nad tym dlatego, że jeśli to prawda, to tak naprawdę całe ziemskie zło nie jest jakby winą samych ludzi, tylko jest spowodowane przez poprzyczepiane do nich istoty, które sugerują, aby coś robić, aby dążyć do czegoś, co ma na celu jedynie odwieść nas od bycia naprawdę dobrymi istotami i spowolnić nasze uwolnienie się z fizycznego świata. Np. osoby wpadające w złość po alkoholu, jakieś zbrodnie w afekcie. Zawsze w takiej sytuacji uznajemy, że ten człowiek jest zły, że to on jest winny, a może on jest po prostu podatny na "podpowiedzi". Jakby każdy człowiek zaczął ogarniać tematy związane z duchowym oczyszczaniem się, medytacją itd. te symbionty, nie miałyby wtedy żadnej siły przebicia. Szkoda, że tak nie jest :)
Zbierając do kupy spisany przeze mnie chaos, chodzi mi o to, czy faktycznie krążąc w tym drugim świecie, albo rozmawiając ze swoimi wyższymi jażniami, opiekunami udało się komukolwiek dostrzec, dowiedzieć się, czy za niektórymi duszami (czy w niektórych duszach) ciągnie się jakiś symbiont, jakaś porcja zła. Czy to kim jesteśmy to jesteśmy zawsze tylko my, czy może są jakby w nas także elementy obce, o których być może nie zdajemy sobie nawet sprawy.
Wiele osób pobieżnie stwierdzi, że tematu nie ma co rozwijać, bo tylko nabawimy się lęków itp. Uważam jednak, ze zrozumienie czym jest zło na ziemi, wręcz ułatwi nam pozbycie się ewentualnych lęków teraźniejszych czy przyszłych, łatwiejsze nieocenianie innych ludzi za ich negatywne czyny, gdyż będziemy dla nich bardziej wyrozumiali.
Pozdrawiam.
|