|
Po „oddzieleniu” też mi się zdarzało, szczególnie w początkowym okresie moich „podróży”, że nic nie widziałem. Przed oczyma miałem tylko gęstą czerń. Ta czerń miała pewna strukturę - była jakby trójwymiarowa i ziarnista. Tę samą czerń można ujrzeć, jeszcze zanim doświadczy się upragnionej eksterioryzacji. Jak sobie z tym problemem radziłem? Otóż, powtarzałem sobie w myślach, że „chcę widzieć”, „potrafię widzieć” itp., i wówczas stopniowo ukazywały się przed moimi oczyma zarysy, kształty i kolory otoczenia niefizycznego, w którym się znajdowałem. A potem, gdy już miałem pełną kontrolę nad przebiegiem doświadczenia, to mogłem sobie spokojnie polatać i pozwiedzać te niefizyczne obszary mojego umysłu, czy tam astralu - nazwa nie jest aż tak istotna, gdyż liczy się samo doświadczenie.
|