CYTAT(sunstone @ 05.12.2012 - 22:05)

Lecz przeraziłem się gdy następnego ranka opowiedziała mi że widziała siebie śpiącą i że unosiła się nad łóżkiem. Zbadała cały pokój, nawet gadżety na parapecie. Opowiadałem owszem o cudownym świecie ze snu ,ale to się potoczyło za daleko. Co radzicie, jestem wystrachany że nie powiem osr... żałuję że jej opowiedziałem.
10 lat to już sporo. Oczywiście odnoszę to do własnej oceny siebie, jako dziecka w podobnym wieku, a nawet młodszym. Nie będzie to porada, ale wspomnienie podobnych, własnych doświadczeń z dzieciństwa, poczynając od 4-6 roku życia. Nigdy nie dzieliłem się tym z moimi rodzicami, w tamtym czasie nie było też internetu, a w telewizji były tylko dwa programy. Tak jak to pamiętam, a zachowało się to wyraźnie w pamięci, nie były to dla mnie jakieś niezwykłe przeżycia. Traktowałem je tak samo, jak to, co się działo ze mną normalnie, ponieważ odbierałem świat z dziecięcą otwartością bez zbędnej krytyki itd. Opowiadałem babci, że widziałem sam siebie, że umiem fruwać, a ona to akceptowała, uznając pewnie, że to moja dziecięca fantazja. Dodam, że przeżycia te były bardzo przyjemne i takie trochę inne, ale mieściło się to w ramach mojej pojęciowej "normy".
Później, kiedy dowiedziałem się, że podczas gorączki można mieć halucynacje, że może się coś wydawać, to wszystko, to co wydawało mi się inne od tego, czego doświadczałem na co dzień, tłumaczyłem gorączką. Dodam, że nie miałem problemu z udrożnieniem świadomego śnienia od tego, co nie było snem. Oczywiście wówczas nie znałem tych pojęć, ale wiedziałem, że jeśli nawet miałem świadomość we śnie, to wiedziałem, że to sen. Inaczej było, kiedy nie był to sen i np. poruszałem się w domu normalnie, ale nie mogłem czegoś zrobić, np. napić się, wziąć zabawki do ręki, czasem coś mi się nie zgadzało w ustawieniu mebli, przesunięte drzwi itd. Traktowałem to jednak bez większych emocji, bez nadmiernego kwestionowania i najczyściej, kiedy męczyłem się moją bezradnością lub niezdolnością rozumienia czegoś, kładłem się ponownie do łóżka. Akceptowałem nawet to, że czasem był ktoś już w łóżku (oprócz mnie samego, tego drugiego). Pamiętam tylko jeden negatywny przypadek, kiedy drugi ja niechciał mnie wpuści do łóżka.
Doświadczenia te zmniejszyły się (miałem je rzadziej), kiedy rodzice wyprowadzili się z domu babci (miałem wówczas 6 lat). Świadome sny miałem cały czas, bez większej świadomości tego zjawiska, do czasu okresu dorosłego. Doświadczenia z pogranicza tego, co określa się jako OBE, miałem i mam spontanicznie. Mam nadzieję, że nie wpłynęło to negatywnie czy niekorzystnie na moją psychikę, osobowość, a z perspektywy czasu i posiadanych obecnie doświadczeń (już bardziej świadomych), uważam to za całkiem naturalną rzecz. Myślę, że gdyby w naszej kulturze, cywilizacji, ten aspekt związany z naszą świadomością był elementem naturalnej edukacji, wiedzy, doświadczeń, był świadomie i odpowiedzialnie rozwijany od dzieciństwa, mogłoby to korzystnie wpływać na stopień samoświadomości jednostek(?).
Kilka lat temu w rozmowie z siostrą mojej żony "odkryła" ona, że również miała podobne przeżycia, ale nigdy nie traktowała ich, jako coś niezwykłego, tzn. czegoś, co wskazywałoby na to, że jest w jakimś innym stanie świadomości. Jej głównym doświadczeniem było to, że bojąc się spać z wyłączonym światłem, przysypiała, gdy świeciło się w pokoju. Kiedy w nocy przebudzała się (z powodu lęku przed ciemnością miała czujny sen) by sprawdzić czy się pali światło, wstawała, a kiedy okazywało się, że jest zgaszone, próbowała je zapalić. Nigdy jednak nie mogła tego uczynić, co ją zawsze dziwiło, ale nie na tyle, aby włączyła się krytyczna analiza. Po prostu próbowała, próbowała, aż w końcu znużona i śpiąca kładła się ponownie spać. Ponieważ spała z siostrą nigdy nie zwróciła uwagi na siebie samą w łóżku. Myślę, że takich przypadków, przykładów można by zebrać od wielu, wielu ludzi.