CYTAT(EverDream @ 06.12.2012 - 13:58)

Gdybym miał takie dziecię z naturalnymi dla niego umiejętnościami, pozwałabym mu się rozwijać, a nie straszyć nie potrzebnie. Wspierałbym dzieciaka jakbym mógł. Dzieci bardzo łatwo jest zachęcić jak i nastraszyć, przez co uraz może być na całe życie, lub motywacja.
[...]
Daj swojemu dzieciakowi rozwinąć skrzydła. Bo co rodzic chce najbardziej dla swojego dziecka? Odpowiedź brzmi.... SZCZĘŚCIA!
Wrócę jeszcze do tego, po części odnosząc się jeszcze do mojego poprzedniego posta, a właściwie powodów podzielenia się fragmentem siebie w kontekście tego tematu. Chodziło mi o to, że na własnym przykładzie dostrzegam, iż każdy z nas posiada własny obszar indywidualnej przestrzeni i można to doświadczać praktycznie od dziecka (a przynajmniej mogę tak napisać o sobie). Rodzic naturalnie wyraża swoją troskę wobec
swojej pociechy, chce dla dziecka jak najlepiej i czasem ma silne przekonanie, że wie, co jest dla dziecka najlepsze. Niekiedy w tym przekonaniu umyka gdzieś ta indywidualna sfera życia dziecka, jego potrzeb, potencjału, wewnętrznych przeżyć i pokładów bogactwa. To przekonanie o własnej miłości, świadomości, że wiemy lepiej, nie zawsze będzie pokrywać się z tym, kim nasze dziecko jest, jako druga, odrębna indywidualność, jako inna osoba z własną przestrzenią, w której kształtuje i odkrywa siebie na wielu poziomach.
Dlatego odnosząc się zarówno do siebie z dzieciństwa (m. in. dlatego ten własny przykład), jak również do relacji i doświadczeń z własnymi dziećmi, mogę napisać, że mimo szczerych i dobrych chęci, niekiedy nasze uczucia, starania, troska, wysiłek, poświęcenie, ale też oczekiwania, nie zawsze i z każdą osobą (dzieckiem) będą przynosiły zamierzone efekty. Sam uświadomiłem to sobie dosyć późno, bo dzieci były już w wieku przedszkolnym, ale dzięki temu zacząłem bardziej zwracać uwagę na indywidualność, potrzeby oraz wyjątkowość wyrażania, jak również realizowania się dzieci, jako odrębnych istot z własną autonomią, a które poprzez naturalne uczucia traktowałem jako część siebie (z przewagą
ja,
moje). Oczywiście (co wcale nie jest proste) wiązało się to również z akceptacją tego, czego nie oczekiwałem, z większą możliwością i akceptacją popełnianych błędów, samodzielnego wyciągania wniosków (różnych), wyrażania siebie bez poczucia rodzicielskiej protekcji i poczucia zawodu (nie jest to łatwe z różnych powodów).
Wspominam o tym wszystkim, gdyż w moim odczuciu ma to związek, a przynajmniej można przełożyć również do sytuacji, którą opisał
sunstone, jak również do tego, co wyrazili inni. Moje dzieci są już dorosłe, więc to, co miało się wydarzyć, już się wydarzyło, ale np. obserwując mojego 7-letniego siostrzeńca, czasami można dość wyraźnie dostrzec, jak edukacja, wychowanie ma duży wpływ właśnie na "podcinanie" tych wewnętrznych skrzydeł, potencjału, otwartości, elastyczności, fantazji, kreatywności i indywidualności. Niekiedy bywa to przerażające, jak wciska się te młode osoby w sztywne ramy różnych schematów, wyobrażeń, zachowań, reakcji, poglądów, przekonań itp. A wszystko w imię miłości, dobra i szczęścia dziecka.
Kurde, piszę chyba jak stary zgred, a przecież wciąż we mnie jest dziecko. :)