|
Wątpię, że ten temat się rozwinie, ale czuję jakąś potrzebę wyrzucenia tego z siebie. Kiedyś byłem zagorzałym fanem mangi i anime. Ostatnio kiedy widzę te infantylne nimfetki rysowane w stylu manga, o modrych oczach na pół twarz i wyrazie twarzy mówiącym "zaopiekuj się mną" to wzbierają we mnie jakieś pokłady agresji. Mam ochotę wytarmosić taką postać za ucho. Mam to już od jakiegoś czasu. Ale ostatnio zauważyłem nowe implikacje tego dziwactwa. Kiedy widzę nadmiernie puchate zwierzątka, albo nawet twarze uśmiechnięte w stylu świętego, który głaszcze dzieciątko po głowie, albo oczy (o to najbardziej mnie wqrwia) te takie głębokie, bezdenne ze zmarszczkami od uśmiechu po bokach to też wzbiera we mnie coś takiego, że trudno to opisać. Mam ochotę podbić takie oko i zmazać ten uśmiech z twarzy. Pojawiły się jeszcze dalsze objawy podobnej agresji. Są dosyć świeże bo trwają już ze trzy dni, ale jak słyszę o CBM, czyli energii czystej bezwarunkowej miłości to mam ochotę chwycić za ręcznik i machając nim rozproszyć opary tej dziwnej energii.
Co ciekawe wqurwiają mnie tylko zewnętrzne objawy CBM typu nadmierna wesołość, infantylność, oczy w stylu "kocham cały świat". Sama w sobie energia CBM nie budzi we mnie negatywnych odczuć, ale zewnętrzne pozory tej energii budzą we mnie Hulk'a , Hyde'a , agresora... AGHHHEER!!!
...ot takie dziwactwo- ulżyło mi :)
|