|
Pewnego dnia stałem z bratem przed kościołem podczas mszy. Podszedł do nas starszy pan i brata za ucho i nim zaczął rzucać. (?) Potem mnie chciał złapac lecz nie pozwoliłem więc dostałem kilka razy po gębie. Potem chiałem odejsć od kościoła ale on za mną szedł (jakiegoś szału dostał) i mnie okłada, więc pytam czy nic nie pił, a on na to JA? PIJANY? JA JESTM ORGANISTA TEGO KOŚCIOŁA! PO chcili w szale się wywrócił chciałem mu pomóc wstać ale znów plombe dostałem Więc zadzwoniłem po pogotowie, a kiedy przyjechali wyzwał mnie i powiedział, że to ja go pobiłem i że jestem mordercą. a po prześwietleniu wyszło, że złamał sobię kość udową. Gdzie? przy panewce. Taa.... Poszedłem zgłośić to na Policję i do Prałata, (prałat ma u mojej matki dług, jako że moja matka jestr lekarzem uratowała mu 2 razy zycie...) on powiedział, że nic nikomu nie powie, porozmawia z organistą. A na następnej mszy co? Mówi, żeby modlić się za poboznego organistę, bo go huligani pobili. głosi to przez miesiąc od tej pory. ;/ co o tym myślicie? Ciekawa sprawa...
|