|
Witajcie!
Możecie mnie zrównać z ziemią za tego posta, no ale forum służy wymianie i konfrontacji opinii. Ok. 1,5 roku temu byłam zagorzałą "adeptką" OOBE i codzienną czytelniczką tego forum. Byłam, bo porzuciłam zupełnie te zainteresowania, albo raczej odcięłam się od nich na tyle, na ile to możliwe. Robert Monroe przestrzega w jednej ze swoich książek, żeby przemyśleć poważnie swoje zaangażowanie w OOBE, przyrównując to do kotary, której nie można już zaciągnąć, kiedy zdecydujemy się na jej rozsunięcie. Dzisiaj żałuję swojej decyzji i wam również polecam chwilę refleksji w tym temacie, ażeby uchronić się od tego, czego już później się nie pozbędziecie.
Co złego OOBE wprowadziło w moje życie? Strach. Już samo czytanie o tym zjawisku może być przerażające (byty wysysające energię z naszych ciał astralnych itp. itd.), a co dopiero tego doświadczanie. Nie byłam recydywistką w sprawach opuszczania ciała, ale zaliczyłam kilka pomniejszych wyjść, z każdym kolejnym razem coraz bardziej obawiając się tego kolejnego. Przez okres roku mojej działalności, połowę tego czasu nocami dręczyły mnie okropne, obrzydliwe, smutne, przerażające sny. Zaczęłam obawiać się zasypiania, ponieważ śniłam co noc. W snach cierpiałam, byłam prześladowana, kaleczona, opuszczana, poniżana i zabijana. Koszmary cechowała logiczność, negatywność, realizm, a czasem i powtarzalność lub kontynuacja. Wcześniej nie miałam problemów w tej kwestii - powiem szczerze, że rzadko cokolwiek mi się śniło, także fakt, iż każdej nocy przeżywam jakąś "historię", zaczynał mnie z czasem niepokoić. Stałam się również bardziej lękliwa w życiu realnym, szczególnie wieczorami, unikając ciemności i często śpiąc przy zapalonej lampce. Zaczęłam zwracać uwagę na takie rzeczy, jak gasnące lampy uliczne itp. "Dość" powiedziałam sobie, kiedy zaliczyłam wyjątkowo paskudny paraliż przysenny, który sprawił, że czułam się jak w piekle. Odcięłam się od tych kwestii, od wszelkich prób, relacji i lektur, zmieniłam swoje poglądy oraz zainteresowania. Wciąż miewam problemy z koszmarami, ale zdarzają mi się znacznie rzadziej, chociaż nadal wywierają na mnie ogromne wrażenie. W każdym bądź razie lęki pozostały i chociaż nieco bledsze, zapewne już zawsze będą mi towarzyszyły.
Stawiam tutaj pytanie - po co tak właściwie jest nam potrzebne OOBE? Nasze życie i nasz czas istnieje tutaj, w tym świecie i to tym powinniśmy się interesować. Wychodzenie z ciała jest trochę jak podglądanie prezentów gwiazdkowych - kiedy wiesz, co przypadnie ci udziałem, święta nie będą już takie same. Bądźmy ludźmi, ciałami astralnymi możemy być zawsze po śmierci.
|