|
Żeby temat miał w ogóle sens, przyjmijmy na początku założenie R. Monroe o tym, że nasze inkarnacje są 'równoległe', nie następują po sobie w odstępach czasowych. Tłumacząc z polskiego na nasze, znaczy to że będąc teraz Małgosią z Krakowa możemy być jednocześnie Jasiem z Lublina. Jeżeli wybraliśmy sobie takie wcielenia, usytuowane mniej więcej w tych samych punktach naszej ziemskiej czasoprzestrzeni, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo spotkania ich w tej rzeczywistości. Spotykamy ich i..? No właśnie. Czasem znajdujemy przyjaciół na całe życie, czasem rozmawiając z nową osobą mamy wrażenie jakbyśmy ją znali od zawsze, czasem zakochujemy się od pierwszego wejrzenia. Czy tak naprawdę przyjaźnimy się po prostu z samym sobą? Czy na tej zasadzie odnajduje się swoje 'drugie połówki', znajduje się siebie? A jeśli tak, to dla czego w tym momencie mam świadomość swojego istnienia tylko 'tutaj' a nie 'tam', skoro 'tam' też jestem? Szukaliście może kiedyś odpowiedzi na podobne pytania podczas waszych wypraw? A może któremuś z Was udało się określić miejsce przebywania swojego innego wcielenia?
|