Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 777
Dołączył: 11.03.2012
Nr użytkownika: 8755

|
Witajcie. Okazało się, że z tym dziełem jest jak z nowym Hobbitem - im bardziej się staram, tym dłuższe wychodzi. Dlatego postanowiłem podzielić Wam ten odcinek na dwa mniejsze. Tym samym nie będę zamieszczał spoilera kolejnej części. Początek jest trochę niemrawy, ale z czasem się rozkręca. No to jadym. Zachęcam do komentarzy poniżej.
Uwaga! Zbieżność osób i nazw jest przypadkowa.
„Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!"
Przesłanie Lewiatana – Rozdział II.
Ostatnio wraz z Poncjuszem Romanusem Piłatusem próbowaliśmy rozwiązać zagadkę daty apokalipsy. Niestety przerosło to nasze umiejętność. Szczególnie, że Romanus miał w barku kilka niezłych nalewek pigwowych 65 vol zwanych potocznie „syropkiem” (mniam!). Historia tego trunku jest iście fascynująca, więc postanowiłem zrobić małą dygresję:
- Te nalewki pigwowe mają już kilka tysięcy lat. – Stwierdził PRP łojąc z szelmowskim uśmiechem czwartą szklankę bez zapitki (OMG!!!) – Dawno temu znałem pewnego Jezusa, syna Józefa. Jezus był przedsiębiorczym chłopakiem, więc otworzył bimbrownię na szeroką skalę. Z jego destylatorrni pochodziły prawdziwe cuda, a zaopatrywał w rozmaity samogon wszystkie weselicha w Judei, Galilei i aż po krańce Samarii. Ale w tym biznesie nigdy nie było łatwo. Podpadł podobno niejakiemu Sanhedrynowi z Pruszkowa i słuch po nim zaginął. Kilka dni przez tym faktem wbił do mnie z czterdziestoma butelkami syropku na taczce wraz z wielkim kamieniem garncarskim. Butelki chętnie przyjąłem, ale po jaki kij mi ten kamień? A on do mnie rzekł: „Kamień ten zaprowadzi Cię do miejsca, gdzie wielu podąża, niewielu jest z tego szczęśliwych, a tylko ja wróciłem.” Stwierdziłem, że chodzi mu pewno o jakiś masochistyczny burdel, bo Jezus lubił się podobno pobiczować do spóły z Grycankami i Nergalem. Przynajmniej tak na Pudelku pisali.
Stwierdziłem, że chętnie ten kamień obejrzę. No i co? Zwykły kamień garncarski. Wielki, ciężki i tylko miejsce zajmuje. Więc postanowiliśmy go hop-siup wyjebać przez okno z dwunastego piętra (bo piliśmy w Hiltonie w Pattayi przecież). No to ja go z jednej, Poncjusz z drugiej i pooooooddddnosimy… a tu rach-ciach otworzyliśmy niechcąco tunel czasoprzestrzenny i wessało nas jak odkurzacz….
Piłatus leżał obok kiedy się ocknąłem. Nie ma jak to kilka haftów przez ramię na dzień dobry. A ciągle w TV powtarzają, żeby nie podróżować takimi wirami po pijaku. PRP podniósł się również a naszym oczom ukazała się wielka brama z napisem:
MIĘDZYWYMIAROWE PRZEDSIĘBIORSTWO ENERGETYKI CIEPLNEJ PRZEDWIECZNA OTCHŁAŃ SP. Z Ł.O.
Na bramie wisiała jeszcze jedna mała kartka, a na niej odręczna notatka: „ W sprawie rozmowy kwalifikacyjnej pytać o Mario Belziego.”
Stoimy zszokowani. Co to ma kurwa być? Nagle brama się otwiera, wychodzi przez nią gość w śmiesznej czapeczce z literą M i koszulce z napisem:
NIE PAL WIĘCEJ PAPIEROSKA W PIEKLE SKOŃCZY SIĘ TWA TROSKA
Niezły typek, nie ma co. Uśmiechnął się przyjaźnie, co pozwoliło mi ustalić, że ząbki to on ma… jak mój stary znajomy – Lewiatan. Zaraz, zaraz… PRZEDWIECZNA OTCHŁAŃ, napis na koszulce, zęby Lewiatana? Ups…
- Tak przyjacielu, dobrze myślisz – Mario uśmiechnął się – Jestem Mario Belz, Pan Piekieł, z zamiłowania hydraulik. Lewiatan mówił, że masz wpaść z jakimiś kartkami z planem apokalipsy. A ty – twarz MB spochmurniała patrząc na Poncjusza – Tobie Panie Poncjuszu Romanusie Piłatusie obetniemy frędzla.
- Ejejej… Jak to obetniemy frędzla? O co Ci chodzi? – spytał Poncjusz ze strachem.
- Normalnie, nożyczkami. A o to mi chodzi, że nie po to dałem Ci kilka tysięcy lat życia, żebyś sobie żył jak gwiazda rocka, chlał nalewki z pigwy i pukał tysiące panienek. Miałeś szerzyć zło i agitować za potępieniem, żebyśmy mieli pracowników pod dostatkiem. A przez twoje lenistwo brakuje nam stu tysięcy etatów. Całe zaświaty się same nie ogrzeją geniuszu. Wszechmogący się wkurza na mnie, zabiera mi przepustkę na wakacje w niebie, tnie premię. Skoro on się na mnie wyżywa, to ja też na kimś muszę. Brać go. Może jak Ci obetniemy coś niecoś to się za robotę weźmiesz.
Z czeluści bramy wyjechał Nick Cage jako Ghost Rider i porwał biednego Poncjusza w głębię ciepłowni.
Ciąg dalszy nastąpi...
|