|
|
![]() ![]() |
19.10.2013 - 21:47
Post
#1
|
|
|
Gość Rodziny ![]() Grupa: Podróżnicy |
Witam wszystkich ;)
Chciałbym zacząć przygodę z OOBE, ale najpierw chciałbym zadać kilka pytań. Jeśli taki tamat już był, to bardzo przepraszam. 1. Czy gdy pierwszy raz wyjdę to spotkam Przewodnika ? 2. Czy ten Przewodnik może udawać że chce mi pomóc, a będzie miał inne intencje ? 3. Czy częste wyjścia mogą zaszkodzić psychice ? |
|
|
|
19.10.2013 - 22:02
Post
#2
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
1. Niekoniecznie.
2. Niekoniecznie. 3. Niekoniecznie. Tak jak ze wszystkim innym w życiu. A jak podejdzie do ciebie w realu jakiś starszy pan w płaszczu, bez spodni w parku o zmierzchu i będzie udawać, że chce ci pomóc, to jak myślisz, jakie będzie miał intencje? Masz rozum, to sam rozeznasz, w zależności od sytuacji, co jest czym, a nie chcesz jednej odpowiedzi, która z góry rozwiąże wszystkie sytuacje i możliwości... Wszystko może zaszkodzić psychice. Telewizja może, koledzy mogą, nieudany związek, alkohol, niezdrowe jedzenie, szkoła, czasem rodzice... Nie to jest więc kwestią, co szkodzi, tylko jak ty się do tego odnosisz. Bo jeśli nie myślisz samodzielnie, tylko dajesz się sterować innym, ulegasz innym nawet wbrew sobie, wtedy sobie szkodzisz. Podobnie oobe, na pewno zmieni coś w twojej psychice, ale jak to na ciebie wpłynie, to zależy wyłącznie od ciebie. Tak samo jak przeczytasz jakąś książkę, albo obejrzysz jakiś film, też zmieni coś w twojej psychice, ale od ciebie zależy, jak to na ciebie wpłynie. To dotyczy każdego doświadczenia w życiu, więc bez sensu się tego wystrzegać, o ile jawnie nie szkodzi nam, np. naszemu ciału, jak niezdrowe jedzenie, ale po prostu trzeba doświadczać, a tym samym obserwować i uczyć się, by być bardziej zorientowanym w rzeczywistości, by być bardziej świadomym, mądrym, by potrafić opierać się wszelkim manipulacjom i świadomie iść przez życie... Pozdro :) |
|
|
|
19.10.2013 - 22:13
Post
#3
|
|
|
Gość Rodziny ![]() Grupa: Podróżnicy |
A jak to jest ze złymi istotami? Jest jakiś sposób żeby ich nie spotkać? Czy może prędziej czy później i tak będzie taki moment?
|
|
|
|
19.10.2013 - 22:17
Post
#4
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Kolejny co popada w paranoję zła -.- A co, w życiu nie spotkałeś nikogo "złego"?
Nie ma złych istot, to sam jesteś zły, jeśli kogoś nazywasz złym i go przez to dyskryminujesz, wysyłasz do niego nienawiść, strach i inne negatywne emocje, próbując go odtrącić jak najdalej od siebie... i takim właśnie zachowaniem dostarczasz sobie adekwatnych doznań i doświadczeń :/ |
|
|
|
19.10.2013 - 22:24
Post
#5
|
|
|
Gość Rodziny ![]() Grupa: Podróżnicy |
Poprostu bardzo dużo o tym czytam i chcę się upewnić. ;)
|
|
|
|
19.10.2013 - 23:29
Post
#6
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
W porządku, że czytasz, ale jak chcesz w ten sposób się upewnić czy coś jest zgodne z prawdą? Jaką masz pewność czy to, co czytasz, jest zgodne z prawdą? Póki sam nie doświadczysz, to nie będziesz wiedział. Będziesz co najwyżej miał różne koncepcje, ale też różne ograniczenia i bariery, których nabierzesz razem z zawartością tych tekstów... Pamiętaj, że cokolwiek czytasz (nawet przepis kucharski), żebyś to analizował sam krytycznie, myśląc samodzielnie, samemu sprawdzał bazując na własnym doświadczeniu i nigdy nie przyjmował za pewnik, tylko dlatego, że ktoś tak pisze, czy nawet kiedy dużo ludzi tak pisze.
Dla przykładu pewien cytat: "Ludzie jedzcie gówno, miliony much nie mogą się mylić!" ;) Chyba to obrazuje, jak większość "ma" rację ;) |
|
|
|
20.10.2013 - 03:38
Post
#7
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Validating Notatnik |
osoby które zadają takie pytania nigdy nie wyjdą, to jest pewne, idź lepiej do kościoła
|
|
|
|
20.10.2013 - 05:27
Post
#8
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Nie mów tak z nienawiścią... po co ci takie zachowanie? W dodatku to, co piszesz, to jeszcze nieprawda... bo:
"Kto pyta, nie błądzi" :) |
|
|
|
20.10.2013 - 17:28
Post
#9
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
1.Nie zawsze. Poza tym po co ci go zobaczyć? Prawdziwi przewodnicy/opiekunowie tak na prawdę nie mają postaci. Mogą się pod jakąś postacią ukazywać by przekaz był lepszy, ale tak na prawdę to tylko iluzja. Ty masz ich czuć w sercu a nie widzieć.
2.Prawdziwy przewodnik nie. A z resztą tak jak wychodzę już prawie rok to nigdy nie spotkałam ,,fałszywego" przewodnika. Jak coś będzie miało co do ciebie złe intencje to prędzej czy później cie ugryzie (w dosłownym i nie tego słowa znaczeniu). Częściej jednak prędzej niż później. 3.Ja nie słyszałam o takich przypadkach, chyba że mówimy o tych sceptycznych bajkopisarzach którzy próbują zniechęcić ludzi do OOBE, bo nigdy nie udało im się wyjść, a więc w ten sposób próbują złagodzić swoją samotność i pogłaskać swoje ego. |
|
|
|
20.10.2013 - 20:01
Post
#10
|
|
|
Przyjaciel Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Pierwszy raz wyszedłem i żadnego przewodnika nie spotkałem. Czy możesz spotkać złych przewodników? A kim są owi przewodnicy? Kto to, lub co to jest? Paweł, piszesz, że można rozeznać swoim rozumem czy ci przewodnicy są dobrzy czy źli. A co jeśli są źli? Sam rozum wystarczy do obrony? Ja wierzę w to, że te istoty, nazwę je duchami, są raczej potężniejsze od ludzi i raczej sam mój rozum, bądź opór woli może nie wystarczyć do obrony. Takie moje wolne myśli na ten temat. Ktoś powie, że straszę chłopaka. Okej, można mieć prawo do takiego sądu, jednak robię to po to, bo uważam to za uczciwość z mojej strony - po prostu uważam, że człowiek wystawiając się na tak bliskie działanie tych bytów duchowych może mieć poważny problem.
Jeśli jest inaczej, to proszę o jakieś posty potwierdzające niesłuszność mojego myślenia. Co do psychiki to się nie wypowiadam, bo nie wiem :). |
|
|
|
20.10.2013 - 21:13
Post
#11
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Ci opiekunowie/przewodnicy to są te istoty, które nazywasz aniołami stróżami, a w rzeczywistości są tobą (tobą w sensie tego, co sobie wyobrażasz jako siebie), między innymi, bo są czymś jeszcze, co łącznie jest prawdziwym tobą... są twoją wyższą jaźnią (MTJ - Moja Totalna Jaźń). Oni są tobą, a Bóg jest nimi i wszystkim innym. Taka matrioszka :) Bywa, że tym aniołom stróżom dopomagają inne istoty i tak na przykład przy tobie mogą czuwać ze 3 istoty...
A co jeśli są źli? Wyczujesz to, poznasz... intencje się czuje. Np. jeśli cię nachalnie namawia do czegoś, próbuje sterować twoją wolą, to raczej taka istota ma na myśli swój jakiś cel, a nie twoje dobro. Czy są silniejsze? A z czego takie założenie? Odnieś sobie tutaj to, co doświadczasz w tym wymiarze. Też spotykasz "złe" istoty, niektóre tylko ci dokuczają, albo wyżywają się na tobie, wykorzystują cię, ale od ciebie zależy czy im ulegniesz. Tak samo tam. Tylko, że tam jeszcze prawa mentalne, niecielesne są jeszcze mocniejsze. Tzn. nie walczysz siłą mięśni, tylko działasz umysłem, duchem... Silny jesteś na tyle, na ile uwierzysz we własną siłę, bo tak naprawdę każdy jest silny duchowo nieskończenie, tylko że dozujesz sobie tą siłę w zależności od wiary, i tylko że ta siła, jej wolność działa na zasadzie: "moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się twoja wolność" (co znaczy niemożność wpływania na cudzą wolę, jeśli tamta osoba na to nie zezwoli). Co jeszcze trzeba dodać, walczyć możesz jedynie ciałem w wymiarze cielesnym, ale umysł i duch tu czy tam, zawsze są w wymiarze pozacielesnym, te światy się przenikają. I tymi "przestrzeniami" rządzą trochę inne zasady. Umysłem ani duchem nie walczysz. Kiedy bowiem nastawiasz się na walkę, to tworzysz niepotrzebnie scenerię walki, warunki walki, grę w walkę, a więc konieczność przegranego i wygranego, stwarzasz sobie automatycznie wroga, z którym musisz walczyć, nawet gdy go nie ma, albo nie jest twoim wrogiem... Dlatego wszelka walka mentalna czy duchowa tu czy poza, kończy się porażką, do momentu, w którym uzmysłowisz sobie, że jesteś silny na tyle, że możesz z miłością potraktować wszystkich innych i jest to silne na tyle, że wcale nie musisz walczyć, by wygrać, a w dodatku wtedy wszyscy wygrywają, nie ma przegranych :) Czasem zdarzają się tu ludzie niebezpieczni, z bronią, to i tam. Ale cóż z tego? Wierzysz w Boga? To nie powinieneś obawiać się, że cię nie obroni czy tu, czy tam. Co więcej jeśli nie prowokujesz ludzi, nie dajesz im zaczepki, powodu, jeśli nie chodzisz po podejrzanych miejscach, to prawdopodobieństwo wpakowania się w tarapaty maleje. Tak samo tam, jeśli będziesz się bał, to przyciągniesz takie istoty do siebie takimi myślami, tym bardziej jeśli będziesz je traktował jako złe i wysyłał negatywne myśli do nich, to ich sprowokujesz. To samo i w tym wymiarze, prawie każdego sprowokujesz osądzając go jako złego. Dlatego miłość i szacunek dla każdego, to podstawa :) A jakby zdarzyły się jakieś ekstremalne przypadki, to nic nie bój, bo od tego są opiekunowie i Bóg. Niby wierzysz w Boga J.J. a piszesz, jakbyś w niego nie wierzył, że ci nie pomoże, dziwne takie podejście, nieprawdaż? Jeżeli wierzysz w możliwość pomocy i wyrazisz jej chęć (żeby chcieć pomocy trzeba w nią wierzyć, nieprawdaż? ^^), to ją dostaniesz, ale tylko w ostateczności, żeby uczyć cię samodzielności. Nikt nie da ci pomocy, wbrew twojej woli, jeśli jej nie chcesz. To dotyczy nie tylko poza, ale też tego wymiaru. A jeśli komuś dzieją się nawet tu jakieś wypadki, to dlatego, że nic nie dzieje się bez przyczyny, taki musiał być wybór duszy. Dlatego nie ma co siać paniki, tylko eksplorować, doświadczać i wyciągać z tego jak najwięcej :) ^^. Pozdro. |
|
|
|
21.10.2013 - 19:22
Post
#12
|
|
|
Przyjaciel Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Dobrze, ładnie to wszystko brzmi i sobie nad tym myślę dość długo już. Ten wątek z miłością, że jesli uzmysłowię sobie, że jestem silny przez to, że mogę kochać wszystkie istoty (tak to zrozumiałem) bardzo mi się podoba. Czyli siła leży w miłości. To jest kapitalne dla mnie.
Co do innych spraw: Zrozumiałem to tak, że te prawa duchowe opierają się głównie na relacjach zachodzących między dwoma istotami i ich sposobami patrzenia na świat. Czyli jeśli ja będę wytwarzał emocje strachu, lęku, gniewu, agresji, to takie coś lub takiego kogoś (coś, czy kogoś :)?) tam spotkam. Ale wtedy rodzi się pytanie, skąd są tam istoty, które mają w sobie te lęki, agresje i chęć walki, że się do mnie przylepiają. Czyżby nie zrozumiały, że miłość jest najważniejsza? Są głupsze w tym od nas? Z góry zakładam, że większość tych istot jest miliardy, miliardy, eony lat starsza od nas. Zatem nie starczyło im czasu na zrozumienie, że miłość jest najważniejsza? A może wiedzą o tym, ale świadomie to odrzucają i chcą, by inni, mniej świadomi (ludzie) też ją odrzucili, by mogli się nad nimi pastwić, skoro są źli (mają takie uczucia wobec nas: lęku, agresji gniewu etc...) I co wtedy, kiedy okaże się, że w konfrontacji z takim czymś, jeśli do niej dojdzie, ta istota okaże się dużo bardziej emm silniejsza duchowo ode mnie przez doświadczenie życia w tamtym świecie, które można liczyć (jak dla mnie) nawet na miliardy miliardów lat? Mówisz, że mój duch ma moc nieskończoną i nie muszę się niczego bać. Dla mnie to bardzo śmiałe założenie, bo uważam, że człowiek tak jak tu, tak i tam nie jest istotą wszechpotężną. I uważam, że mogą tam być z definicji silniejsze istoty duchowo od nas, tak jak na Ziemii lew czy tygrys z łatwością rozwalą człowieka fizycznie. Co do MTJ (Moja Wyższa Jaźń) to moi Aniołowie Stróżowie (zawsze podejrzewałem, że jest ich więcej niż jeden :)) mają okazać się po prostu aspektami mnie, które dopiero muszę jakoś odkryć i przyjąć prawdę, że oni to ja, a my wszyscy razem wzięci (albo raczej ja poskładany w całość plus cała ludzkość i natura) to jest Bóg? Dla mnie jest to odmiana panteizmu. Bóg jest wszystkim i wszędzie. To się kłóci z moim podejściem, jest to typowo wschodnie podejśćie, gdzie człowiek jako jednostka, osoba nie odgrywa jakiejś znacznej roli, bo wszystko i tak rozpłynie się w Brahmanie, bo celem jest nirvana. Dla mnie fundamentem jest to, że ja jestem osobą, że drugi człowiek jest odrębną ode mnie osobą, że duchy (jakkolwiek je nie nazwę: anioły, demony, lepsze części mnie udające na początku nie-mnie) są osobami. I wierzę, że Bóg jest Osobą i zależy mu na moim szczęściu w takim rozumieniu, że ja będę z Nim jako ja, jako J.J, a nie rozpłynę się w nim i koniec. Wierzę Pawle, że Bóg dopomógłby mi w starciu z takimi istotami, tylko wierzę też w coś takiego, że On szanuje moją wolność i jeśli ja dobrowolnie poddaję się konfrontacji z takimi istotami, co do których nie mam pewności kim są i czego ode mnie chcą, to poniosę skutki takiej konfrontacji. Więcej, wierzę, że te istoty non stop są przez Boga w jakiś sposób powstrzymywane, by nam już teraz tu nie zrobić za dużo złego.Bo dla mnie nie są one częściami mnie, ani częścią jednego ,wielkiego systemu, który jest Bogiem. Dla mnie one są sobą, a ja sobą. Przepraszam, jeśli ktoś to potraktuje jako off-topic, chociaż na temat zagrożeń o które autor tematu pytał jakoś się tu wypowiedziałem też :-). P.S: Chyba, że całkowicie źle zrozumiałem sprawę MTJ i poprawniejsze byłoby mówienie, że tak naprawdę nie ma mnie jako mnie i że nikt z nas nie jest tym kim jest, ale dopiero wszyscy jesteśmy razem w Bogu (bliżej nieokreślonym, czy to energia, czy osoba, czy pustka i nicość) jako całość nawet nie kimś, ale wszystkim. Wtedy faktycznie cała moja tyrada o walce duchowej z innymi duchami nie ma sensu, bo to wszystko i tak całość wszystkiego, a nie odrębne istoty. No, ale ja w to nie wierzę tak czy siak :). |
|
|
|
21.10.2013 - 21:34
Post
#13
|
|
|
Gość Rodziny ![]() Grupa: Podróżnicy |
A jak ktoś jest satanistą i wierzy w tą drugą stronę ? :)
|
|
|
|
21.10.2013 - 21:49
Post
#14
|
|
|
Przyjaciel Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Potraktuję to pytanie poważnie :).
Jeśli tak jest, to jest to jedna z niewielu spraw których dorpawdy w ogóle nie pojumuję. Jak można wierzyć w "tędrugą stronę", o której się wie, że jest złem, które chce nas zniszczyć i w ogóle. Do tego dochodzi kwestia potęgi Boga, która jest nieskończona i potęgi złego ducha, który, choć silny, to ma ograniczone pole działania. Nawet logicznie rzecz ujmując i tylko logicznie, to się nie opłaca. Już pomijając aspekt miłości, szczęścia wiecznego z Bogiem, a tego, co może zły duch "zaoferować". No chyba, że szatan jawi się jako wewnętrzna moc, światło oświecające i takie tam. Też bieda jak dla mnie :). |
|
|
|
21.10.2013 - 22:59
Post
#15
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Zacznijmy od tego, że wszystko, co ci napisałem i napiszę, to tylko, albo i aż, moje zdanie...
Dobrze, ładnie to wszystko brzmi i sobie nad tym myślę dość długo już. Ten wątek z miłością, że jesli uzmysłowię sobie, że jestem silny przez to, że mogę kochać wszystkie istoty (tak to zrozumiałem) bardzo mi się podoba. Czyli siła leży w miłości. To jest kapitalne dla mnie. Dla mnie też ;> Co do innych spraw: Zrozumiałem to tak, że te prawa duchowe opierają się głównie na relacjach zachodzących między dwoma istotami i ich sposobami patrzenia na świat. Czyli jeśli ja będę wytwarzał emocje strachu, lęku, gniewu, agresji, to takie coś lub takiego kogoś (coś, czy kogoś :)?) tam spotkam. Ale wtedy rodzi się pytanie, skąd są tam istoty, które mają w sobie te lęki, agresje i chęć walki, że się do mnie przylepiają. Czyżby nie zrozumiały, że miłość jest najważniejsza? Są głupsze w tym od nas? Z góry zakładam, że większość tych istot jest miliardy, miliardy, eony lat starsza od nas. Zatem nie starczyło im czasu na zrozumienie, że miłość jest najważniejsza? A może wiedzą o tym, ale świadomie to odrzucają i chcą, by inni, mniej świadomi (ludzie) też ją odrzucili, by mogli się nad nimi pastwić, skoro są źli (mają takie uczucia wobec nas: lęku, agresji gniewu etc...) Odnieś sobie to do tej rzeczywistości, potocznie zwanej realem. Bo te światy się przenikają i nawet teraz siedzisz w astralu, siedząc np. przed kompem w realu. Jeśli więc wyzwalasz emocje bazujące na strachu, wtedy adekwatnie się do tego czujesz, a to przyciąga podobne. Jednocześnie w takim stanie twoje działania bazują na strachu, a skutki jak łatwo przewidzieć tylko potęgują różne doznania i sytuacje ściśle związane ze strachem. I w drugą stronę, z miłością. Skąd takie istoty? Trzeba by się wgłębić w inny temat, ale tak w skrócie - jak już wspominałem istnieje tylko Bóg i nic poza nim i on jest wszystkim, co jest i wszystkimi. Wcielił się w to wszystko (nie rezygnując jednocześnie ze swojej całościowej świadomości) po to, aby zbadać/doświadczyć siebie od środka, jako jednostka popatrzeć na pozostałe jednostki i wspaniałość kreacji, by doświadczyć tego wszystkiego, czyli Boga od środka. Aby to było możliwe, musiał "zapomnieć", że jest Bogiem i całej wiedzy z tym związanej, aby móc patrzeć z punktu widzenia względnie ograniczonej jednostki, stąd nasza niepamięć. Ale Bóg posunął się jeszcze dalej, bo jako jesteśmy stworzeni na jego podobieństwo, w tej postaci działamy tak samo - zasada fraktalności wszechświata. I w ten sposób obdarzył nas wolną wolą. Ale wolna wola to nie jest coś, co skutkuje się karaniem, jeśli ta wola nie jest zgodna z jakąś odgórną, bo to nie byłaby wolna wola, tylko jej iluzja. Poza tym karanie nie koreluje z bezwarunkową miłością i jej bezgraniczną mocą. Tak więc po prostu w postaci oddzielonych pozornie jednostek, z niepełną pamięcią, możemy wybrać czy chcemy być Bogiem - tj. nie uważać się za bogów ograniczając się do ciał, ale świadomie identyfikować się z całością i traktować wszystko jako jedność... czy wolimy się od całości oddzielić i patrzeć maksymalnie lokalnie, tj. tylko na wyobrażenie siebie (bo my to tylko iluzoryczne wyobrażenia naszego prawdziwego ja, którym jest Bóg w istocie). Przy takim oddzieleniu występuje większa niepamięć, niewiedza, co jest skutkiem nieświadomego i niepoprawnego korzystania z zasad przyczynowo-skutkowych, przez co takie istoty pragnąc czegoś, zupełnie nie po drodze do tego dążą. A każda istota pragnie szczęścia i miłości, niezależnie jak to nazwie. I takie "złe" istoty robią co robią i jak robią, nie dlatego, bo są złe, bo zło to tylko twór słowny z przypisanymi fałszywymi wyobrażeniami. Te "złe" istoty czynią tak, bowiem nie wiedzą jak właściwie dążyć do upragnionych głęboko celów. Każde zło wynika z niewiedzy, lub z czynników zewnętrznych, które na te istoty wpłynęły, przez co one to powielają bezmyślnie. Tak to już jest. Do momentu, aż się ockną, gdy nabiorą już wystarczająco doświadczenia i świadomie wybiorą znów zjednoczyć się z Bogiem :) co prędzej czy później nastąpi w przypadku każdego :) Co do wieku istot, to wszyscy jesteśmy wiecznym Bogiem, a to ile ma lat twoje ciało, czy dusza, to są tylko twoje wyobrażenia o tobie i to nie ma ostatecznie znaczenia. Poza tym twoja dusza może być starsza niż myślisz. Co więcej takie nieprzychylne istoty, o których piszesz, również mogą zapadać w niepamięć, tak jak my inkarnując. I co wtedy, kiedy okaże się, że w konfrontacji z takim czymś, jeśli do niej dojdzie, ta istota okaże się dużo bardziej emm silniejsza duchowo ode mnie przez doświadczenie życia w tamtym świecie, które można liczyć (jak dla mnie) nawet na miliardy miliardów lat? Zacznijmy od tego, że miłość zawsze jest silniejsza. Tak jak światło zawsze rozgania mrok, jak nóż kroi stopione masło. Więc konfrontacja może ci zagrozić tylko wtedy, gdy masz nieczyste myśli, przepełnione nienawiścią, gniewem, czy innymi emocjami opartymi na strachu, nie na miłości. Jeśli więc na starcie potraktujesz taką osobę jako złą, tą gorszą, którą należy omijać, itp. to możesz ją sprowokować, a w dodatku sam bez niej już siebie atakujesz x) Tak więc miłość, szacunek i akceptacja wolnej woli to podstawa ;) W świecie mentalnym i duchowym bezwzględnie działa pewne prawo, które mówi: "moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się twoja wolność". Tak więc jeśli sam nie zapoczątkujesz negatywnych działań w sobie, to nikt nie ma prawa ich zapoczątkować. Jeśli zaś to zrobisz, to inni mogą to potraktować jako zaproszenie na ucztę, bo skoro sam sobie to robisz, to czemu inni nie mogą, skoro widocznie to jest zgodne z twoją wolą? Ale zawsze jak jeszcze nie masz na tyle świadomości, albo wyćwiczonego tego w praktyce, to w ekstremalnych przypadkach ratują cię twoi opiekunowie. Bóg nie ma czego cię ratować, bo jak to, przed sobą samym? x) To z resztą ty musisz uratować się wpierw przed sobą samym, swoim negatywnym myślom i jeśli znajdziesz w sobie połączenie z Bogiem, to wtedy "Bóg ci pomoże", wtedy uda ci się. Tak jak mówi pewne powiedzenie, że Bóg pomaga tym, co sami sobie pomagają. Innymi słowy, kto wierzy w pomoc od Boga, ten ją ma, pośrednio czy bezpośrednio ;) Mówisz, że mój duch ma moc nieskończoną i nie muszę się niczego bać. Dla mnie to bardzo śmiałe założenie, bo uważam, że człowiek tak jak tu, tak i tam nie jest istotą wszechpotężną. I uważam, że mogą tam być z definicji silniejsze istoty duchowo od nas, tak jak na Ziemii lew czy tygrys z łatwością rozwalą człowieka fizycznie. "Dusza ludzka jest nieśmiertelna". Znasz to? Więc jest niezniszczalna. Nic ci nie grozi. Jedynie manipulacja, ale ta też wieki trwać nie może. Prędzej czy później prawda wychodzi na jaw, taką ma właściwość ;) Jeśli naprawdę wierzysz w Boga, to nie musisz się niczego bać. To powinno być wszystko i więcej nie powinienem musieć nawet napisać w tym temacie, bo to powinno wystarczyć. Ale rozszerzę trochę... Człowiek nie jest istotą wszechpotężną tylko dlatego, że tkwi w iluzjach, w oddzieleniu od Boga. Gdy odnajdzie to połączenie i przejrzy przez iluzję, aktywuje się w nim nieskończona moc, która zawsze tam była, ponieważ to jesteśmy Bogiem, który jest nami, i wszystkim innym. Fizyk działa troszkę inaczej, niż mental czy świat duchowy. Natomiast jeśli takie twoje przeznaczenie, twoja wiara, to ani tygrys, ani lew też ci nic nie zrobią, albo dlatego, bo nie wejdziesz im w drogę, albo bo uda ci się uciec, albo zestrzelić, albo inny "fuks" x) albo jeśli taka potrzeba, w ekstemalnych przypadkach nadchodzi pomoc z poza :) Mnie np. mój opiekun uratował nie raz, może nie przed lwem czy tygrysem, ale przed przejechaniem przez samochód, dając nagły silny impuls do odskoku w ostatnim czasie, mimo że samochodu nie widziałem, ani nic ^^. Co do MTJ (Moja Wyższa Jaźń) to moi Aniołowie Stróżowie (zawsze podejrzewałem, że jest ich więcej niż jeden :)) mają okazać się po prostu aspektami mnie, które dopiero muszę jakoś odkryć i przyjąć prawdę, że oni to ja, a my wszyscy razem wzięci (albo raczej ja poskładany w całość plus cała ludzkość i natura) to jest Bóg? Dla mnie jest to odmiana panteizmu. Bóg jest wszystkim i wszędzie. To się kłóci z moim podejściem, jest to typowo wschodnie podejśćie, gdzie człowiek jako jednostka, osoba nie odgrywa jakiejś znacznej roli, bo wszystko i tak rozpłynie się w Brahmanie, bo celem jest nirvana. Ograniczasz się do jakiś gotowych definicji. Wyjdź poza to. Bóg jest wszystkim i wszędzie i to wcale nie kłóci się z twoim podejściem. Już św. Paweł pisał jakoś tak, że w Bogu żyjemy, istniejemy, poruszamy się. Polecam w tym celu obejrzeć wywiad z pewnym fizykiem, współtwórcą teorii strun (zamieszczam tylko 1 część wywiadu, drugą sobie znajdziesz): http://www.youtube.com/watch?v=QxS2d0PQ_OM. W moim pojęciu (i pewnie nie tylko moim, ale mówię za siebie), Bóg jest wszystkim i wszędzie, ale to nijak nie zabiera roli jednostki, wręcz przeciwnie! To pokazuje jak ważna jest jednostka, że Bóg wcielił się w każdą z nich, tzn. że miał powód, że stworzył taki wehikuł w postaci mnie i ciebie, w którym rezyduje jego część świadomości, by poznawać siebie. Więc skoro postanowił badać siebie, m.in. przeze mnie, to jestem bardzo ważny! Po drugie jednostka jest bardzo ważna, bo jednostka tak naprawdę nie istnieje w oderwaniu od wszystkiego, więc jako taka, a jest tylko tworem wyobraźni, która postrzega lokalnie, a nie widzi całościowego obrazu w tym wypadku, w związku z czym nie jesteśmy częściami świadomości Boga, ale dosłownie Bogiem, tym całościowym, który jest nami :) Bo oprócz niego nie ma nic innego, nie ma nas, jakiś małych ludzików. Jest tylko on :) Jesteśmy nim. Jesteśmy MY :) Dla mnie fundamentem jest to, że ja jestem osobą, że drugi człowiek jest odrębną ode mnie osobą, że duchy (jakkolwiek je nie nazwę: anioły, demony, lepsze części mnie udające na początku nie-mnie) są osobami. I wierzę, że Bóg jest Osobą i zależy mu na moim szczęściu w takim rozumieniu, że ja będę z Nim jako ja, jako J.J, a nie rozpłynę się w nim i koniec. No tak, wszyscy oni są osobami. Ale ulegasz tu błędnym wyobrażeniom opartym na zbyt wąskim postrzeganiu, oderwanym od całości. Bowiem będąc z nim, "wtapiając się" w niego, jednocząc się na powrót, uświadamiając sobie prawdę, nie możesz wtedy być bardziej sobą, bo to jest szczyt twojego ja. To teraz nie jesteś sobą w pełni. Twoje szczęście to jego szczęście, jego szczęście to twoje szczęście, bo jesteście jednym. Nie rozpłyniesz się w Bogu, nie stracisz swojego dżejdżejstwa, spokojnie :) Nie stanie się tak dlatego, że Bóg jest już dżejdżejem i wszystkim innym. To że będziesz czymś jeszcze, nie znaczy że przestaniesz być dżejdżejem. Tak samo jak dzisiaj jesteś wczorajszym dżejdżejem plus to, co dziś przeżyłeś, doznałeś itp. Czy to sprawiło, że nie jesteś sobą? Nie, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej ten dzień pozwolił ci poznać siebie. A co dopiero mówiąc o różnicy pomiędzy tobą w wieku 5 lat, a teraz... Wierzę Pawle, że Bóg dopomógłby mi w starciu z takimi istotami, tylko wierzę też w coś takiego, że On szanuje moją wolność i jeśli ja dobrowolnie poddaję się konfrontacji z takimi istotami, co do których nie mam pewności kim są i czego ode mnie chcą, to poniosę skutki takiej konfrontacji. Jakim sposobem, myślisz, że Bóg pomagałby ci zwalczać inne istoty? Bóg nie stosuje przemocy, to istoty oddzielone od świadomości całości stosują ją z niewiedzy jedynie... Przestań myśleć o jakiejkolwiek konfrontacji, to jej nie będziesz miał. Sam sobie stwarzasz wrogów i konfrontacje takim myśleniem. Jeśli się nastawiasz od razu na niewiadomo jak okropne skutki, to dopuszczasz możliwości, które powodują takie skutki, a wtedy niepostrzeżenie możesz podług tego czynić i takie doświadczenie przywołać. Intencja podświadomie kieruje naszymi działaniami, a więc też przyczynami, ustalając z góry zakres skutków. Tak więc lepiej mieć dobre intnencje, wtedy skutki też są dobre :) Więcej, wierzę, że te istoty non stop są przez Boga w jakiś sposób powstrzymywane, by nam już teraz tu nie zrobić za dużo złego.Bo dla mnie nie są one częściami mnie, ani częścią jednego ,wielkiego systemu, który jest Bogiem. Dla mnie one są sobą, a ja sobą. Nikt nei jest powstrzymywany, bo to byłaby ingerencja w wolną wolę. Jedynie działa prawo, o którym mówiłem, o niemożności ingerencji w cudzą wolę. Jeżeli ktoś daje sobie ingerować, to dlatego, że na to pozwala. No patrząc wąsko i krótkowzrocznie tak to wygląda, kiedy nie masz pamięci ani percepcji całości, ani choć dość zbliżonej do całości. Jednak wszyscy jesteśmy połączeni. Wszyscy jesteśmy miłością. Choćby w ten sposób ci to wyjaśnię: Jezus uczył, by kochać nawet swojego wroga. Więc te "złe" istoty też musisz kochać, bo gdy ich nie kochasz, jesteś tak naprawdę inną "złą" istotą w "dobrej" skórze, i tyle. Dlatego koncepcje zła i dobra niektórzy negują, bo są wymyślone przez ludzi i różnie przez nich traktowane, co nie zawsze zbiega się z faktycznym stanem rzeczy. W każdym razie kochasz te istoty i co z tego wynika? Ano to, że miłość łączy. W takim razie jesteś z nimi jednym. A poczujesz to, doświadczysz tego, gdy nie będziesz stawiał granic swojej miłości i będziesz kochał mimo różnych warunków. Wtedy poczujesz jedność z tymi, których kochasz, czyli jeśli pokochasz wszystkich i wszystko, to będziesz jednym ze wszystkim, bo tym jest Miłość, tym jest Bóg - Miłością, Jednością. P.S: Chyba, że całkowicie źle zrozumiałem sprawę MTJ i poprawniejsze byłoby mówienie, że tak naprawdę nie ma mnie jako mnie i że nikt z nas nie jest tym kim jest, ale dopiero wszyscy jesteśmy razem w Bogu (bliżej nieokreślonym, czy to energia, czy osoba, czy pustka i nicość) jako całość nawet nie kimś, ale wszystkim. Wtedy faktycznie cała moja tyrada o walce duchowej z innymi duchami nie ma sensu, bo to wszystko i tak całość wszystkiego, a nie odrębne istoty. No, ale ja w to nie wierzę tak czy siak :). No tak właśnie jest :) Tylko, że dobrze zdawać sobie z tego sprawę, ale i tak praktyczne jest mówienie "ty" i "ja", póki posługujemy się tymi ciałami do osobnego doświadczania. Wierzysz tak, jak sobie zechcesz. Wolna wola ;) |
|
|
|
21.10.2013 - 23:16
Post
#16
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Potraktuję to pytanie poważnie :). Jeśli tak jest, to jest to jedna z niewielu spraw których dorpawdy w ogóle nie pojumuję. Jak można wierzyć w "tędrugą stronę", o której się wie, że jest złem, które chce nas zniszczyć i w ogóle. Do tego dochodzi kwestia potęgi Boga, która jest nieskończona i potęgi złego ducha, który, choć silny, to ma ograniczone pole działania. Nawet logicznie rzecz ujmując i tylko logicznie, to się nie opłaca. Już pomijając aspekt miłości, szczęścia wiecznego z Bogiem, a tego, co może zły duch "zaoferować". No chyba, że szatan jawi się jako wewnętrzna moc, światło oświecające i takie tam. Też bieda jak dla mnie :). Odpiszę w drugim poście, jako że trochę na inny temat, niż mój poprzedni post. Odpiszę, bo nie patrzę na inne wierzenia z dogmatycznego punktu widzenia, który zakłamuje inne wierzenia, w dodatku coś niecoś na temat satanizmu skądinąd wiem... Zakładasz, że satanizm to dokładne przeciwieństwo chrześcijaństwa, w dodatku z punktu widzenia chrześcijaństwa, a to tak nie do końca. Po pierwsze są różne wersje satanizmu. Jedna to taka, gdzie sataniści nie wierzą w żadnego szatana, ani Boga, tylko posługują się tym obrazem by wyrazić swój światopogląd, odmienny od narzucanego im przez doktryny chrześcijańskie. Światopogląd ten wygląda tak, że podstawą ich działań jest egoizm, bez żadnego wglądu we własne działania. Po prostu ich działania wynikają z natury człowieka i nie ma co się wstydzić nautry, takie są ich założenia. Za to taki satanista może też czynić dobrze jeśli zechce, czasem bywa, że robi tak często, choć nie zawsze tak postępuje... Jednak jak na egoistę i hipokrytę przystało, nienawidzi zła u innych. Tak więc jeśli sataniście ktoś dopiecze, to ten mu bez skrupułów odda. Dlatego też złe istoty bez skrupułów atakują hipokrytycznych chrześcijan, którzy tak się utwierdzają w przekonaniu, że są tacy kochający, a zieją nienawiścią do siebie i innych niejednokrotnie (a szczególnie do "złych" istot). Są też inni sataniści, którzy wierzą w Boga i szatana na wzór chrześcijańskiego modelu dogmatycznego, jednak wierzą że to szatan wygra tą wojnę, nie bóg, dlatego opowiadają się za tą stroną. I tutaj motywy mogą być różne, ale raczej prezentowany światopogląd podobny, jak powyższy, choć różnie może być. Myślę, że oprócz tego, mogą być takie przypadki wierzeń, że lucyfer, jako dosłownie z łaciny "niosący światło", oznacza że zbuntował się przeciw złemu bogu, a to on jest tym dobrym, i to co dobre przypisuje się jemu, a co złe - Bogu. Chrześcijanie z założenia przyjmują swoją wersję, ale skąd mogą wiedzieć, czy ta nie jest słuszna? Ano to jest właśnie problem gubienia się w mało znaczących dogmatach, historyjkach, itp. a nie skupianie się na mądrościach życiowych, duchowych, itp. czego właśnie uczył Jezus. Ważniejsze dla dzisiejszych chrześcijan jest odprawić rytuały i pochwalić jak Jezus "umarł za nasze grzechy", cokolwiek to znaczy... a i tak żyją w wielu przypadkach, jakby jego nauki mieli gdzieś, albo przynajmniej nie do końca biorąc je do siebie. No cóż, mam nadzieję tylko, że wyrwałem cię J.J. z oków fałszywego mniemania na ten temat, aczkolwiek nie zamierzam tutaj ani ciebie, ani nikogo namawiać do satnizmu, bo sam nie uważam, żeby było warto ^^. Chodzi tylko o posiadanie niezakłamanych informacji. Pozdrawiam :) |
|
|
|
22.10.2013 - 06:39
Post
#17
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
|
|
|
|
22.10.2013 - 20:13
Post
#18
|
|
|
Przyjaciel Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Pawle, przeczytałem co napisałeś na temat satanizmu i powiem Ci, że miałem i mam bardzo podobną wiedzę na jego temat :). Nic nowego nie odkryłem. To co napisałeś zawarłem lapidarnie w ostatnim zdaniu mojego posta, mówiąc, że może ktoś szatana traktuje jako światło (Lucyfer jako symbol) albo wewnętrzna moc (no, może źle ująłem, chodziło i o poczucie, że ja to mogę wszystko i reszta mnie nie obchodzi - egoizm, tak, dobre słowo).
Co do dogmatów to ja nie uważam, żeby one złe były. Zwykle ludzie nie rozumieją po co są dogmaty i na czym one polegają, w jaki sposób powstały. To nie jest tak, na Boga :D, że ktoś sobie usiadł przy biurku, biskupi czy inni i wymyślili z dnia na dzień, że od dzisiaj to wierzymy w to, a jak ktoś inaczej myśli, to jest dureń. Dogmaty ksztatłowały się przez wieki. Kościół pierwsze w coś wierzył mocno. I jak była potrzeba, zwykle dlatego, że ktoś się kłócił z daną prawdą wiary, to Kościół badał swoją wiarę, badał stanowiska przeciwne (nieraz bywało, że fałszywa wiara była w przewadze w Kościele, jak było z airanizmem, gdzie większość biskupów była arianami) i rozstrzygał Kościół w swoim łonie w co tak naprawdę wierzy. W dogmacie jest istota wiary. I tej istoty wiary nie można zakwestionować. Z tego Kościół wyrósł, inaczej przeczy sam sobie. Jeśli jest dogmat, że Jezus jest Bogiem, to jeśli stwierdzę, że Bogiem nie jest, to całe nauczanie Kościoła jest bez sensu. A Kościół wierzy mocno, że to co robi, ma głęboki sens, a nie iluzoryczny. Stąd obrona dogmatów. Reszta, późniejsze dogmaty wyłaniają się z doświadczenia Kościoła. I ważne są tu słowa Chrystusa, gdy mówi do Apostołów, że Duch Święty doprowadzi ich do całej prawdy. Stopniowo :). |
|
|
|
22.10.2013 - 21:00
Post
#19
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Witam wszystkich ;) Chciałbym zacząć przygodę z OOBE, ale najpierw chciałbym zadać kilka pytań. Jeśli taki tamat już był, to bardzo przepraszam. 1. Czy gdy pierwszy raz wyjdę to spotkam Przewodnika ? 2. Czy ten Przewodnik może udawać że chce mi pomóc, a będzie miał inne intencje ? 3. Czy częste wyjścia mogą zaszkodzić psychice ? 1. Niekoniecznie. 2. Niekoniecznie. 3. Niekoniecznie. Tak jak ze wszystkim innym w życiu. A jak podejdzie do ciebie w realu jakiś starszy pan w płaszczu, bez spodni w parku o zmierzchu i będzie udawać, że chce ci pomóc, to jak myślisz, jakie będzie miał intencje? Masz rozum, to sam rozeznasz, w zależności od sytuacji, co jest czym, a nie chcesz jednej odpowiedzi, która z góry rozwiąże wszystkie sytuacje i możliwości... Wszystko może zaszkodzić psychice. Telewizja może, koledzy mogą, nieudany związek, alkohol, niezdrowe jedzenie, szkoła, czasem rodzice... Nie to jest więc kwestią, co szkodzi, tylko jak ty się do tego odnosisz. Bo jeśli nie myślisz samodzielnie, tylko dajesz się sterować innym, ulegasz innym nawet wbrew sobie, wtedy sobie szkodzisz. Podobnie oobe, na pewno zmieni coś w twojej psychice, ale jak to na ciebie wpłynie, to zależy wyłącznie od ciebie. Tak samo jak przeczytasz jakąś książkę, albo obejrzysz jakiś film, też zmieni coś w twojej psychice, ale od ciebie zależy, jak to na ciebie wpłynie. To dotyczy każdego doświadczenia w życiu, więc bez sensu się tego wystrzegać, o ile jawnie nie szkodzi nam, np. naszemu ciału, jak niezdrowe jedzenie, ale po prostu trzeba doświadczać, a tym samym obserwować i uczyć się, by być bardziej zorientowanym w rzeczywistości, by być bardziej świadomym, mądrym, by potrafić opierać się wszelkim manipulacjom i świadomie iść przez życie... Pozdro :) podstawowe FAQ do OoBE... :) |
|
|
|
23.10.2013 - 02:45
Post
#20
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
|
|
|
|
![]() ![]() |
| Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park |