|
ja dodam, wczoraj sobie medytowałem i też nagła potężna fala gorąca mnie dopadła, ale postanowiłem zastosować metodę byrdona czyli oddychania żywiołami i tak: ogień ciepło, woda zimno, powietrze nie działa na temp. jedynie na ruch i ziemia też nie na ciepło a na paraliż. Oddychałem wodą tzn wyobrażałem sobie że jestem pod wodą lodowatego arktycznego oceanu i tam wdycham wode do czakry serca a przy wydechu wydycham bąbelki powietrza normalne do wody i co 5 oddechów namagazynowaną energię wody rozlewam po całym ciele i wystarczyło 20-25 jakos takich sesji po 5 i ciało było rzeczywiście schłodzone do tego stopnia, że było mi za chłodno potem, ale pomyślałem tylko chwilke o ogniu i się wyrównało, a potem ziemia ziemia ziemia i ciała nie czułem w ogóle i trwało to od połozenia się do paraliżu tak z 15 minut, więc jak zaciepło to oddychać wodą i ją do czarry serca, no może nie do czakry, ale magazynować w grapefrucie (wielkość kuli) za mostkiem, a jak za chłodno to ogniem:)
|