|
|
![]() ![]() |
15.03.2013 - 22:08
Post
#1
|
|
|
Gość Rodziny ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Witam. To mój pierwszy post na tym portalu. I nie mam w tym doświadczenia (zn. w pisaniu postów). Chciałbym podzielić się z Wami swoim przeżyciem sprzed dwóch lat.
Obudziłem się w nocy, po chwili usłyszałem szum, który ogarnął moje całe ciało i uniosłem się. Poczułem, że gdzieś pędzę i straciłem na jakiś czas świadomość. Nagle zdałem sobie sprawę, że biorę u dział w wyprawie. Był ze mną mój przyjaciel i opiekun, który nam przewodził. Lecieliśmy gdzieś.. W pewnym momencie wlecieliśmy do czegoś co przypominało grotę lub jakąś wnękę w skale u brzegu kanionu. Mój przyjaciel zdawał się być nie obecny myślami, stał gapiąc się przed siebie albo skakał z kąta w kąt, bez celu. W pewnym momencie wykonał skok na drugą stronę kanionu i wtedy zareagował mój opiekun, który skoczył zaraz za nim i sprowadził go z powrotem tłumacząc byśmy się nie oddalali od niego i że po drugiej stronie kanionu nie jest bezpiecznie. Na miejscu opiekun przedstawił mi pewną istotę, miałem wrażenie, iż jest to bardzo stary mężczyzna. Nie wiem czemu ale nazywałem go Kustoszem. Jakiś czas prowadziłem z nim konwersację na temat istoty przeznaczenia i ogólnie życia na Ziemi. Były tam również inne postacie, m in. młoda kobieta która czekała na przybycie kogoś jej bliskiego (później okazało się, że powitała starszą kobietę, która zakończyła życie ziemskie), lecz moją uwagę przykuła postać bardzo nie wyraźna, szczupła, stała wpatrując się w nas i nie uczestnicząc w rozmowach. Ktoś powiedział, że to jakiś Franek. Podszedłem do niego i zapytałem: Czemu tak nam się przygląda? Wtedy Kustosz powiedział, że ta osoba nie jest Frankiem. Bo Franek jest bardzo żywiołowy i wszędzie go pełno. Zapytałem jego więc: Kim jest? Odpowiedział mi nie śmiało, że nie wie... Jednocześnie przeprosił za zamieszanie i podszywanie się pod inną osobę ale sam nie wiedział jak wygląda a coś go do nas przyciągnęło, więc przybrał postać Franka, który jest stałym bywalcem tego miejsca, a w tym czasie ten prawdziwy gdzieś w pośpiechu odleciał. Powiedziałem, że mogę pomóc mu wybrać jakiś wizerunek i nie wiem skąd w moim ręku pojawił się ekran, na którym pokazywałem mu jak mógłby wyglądać. Wtedy opowiedział mi swoją krótką historię. Powiedział, że był w brzuchu matki, miał się narodzić ale nie wiedział czemu nagle musiał opuścić tamto miejsce. Czuł się bardzo zagubiony. Nie wiedział kim jest. Stanął przed ponownym wyborem kobiety, która będzie jego matką. Pokazał mi jakiego wyboru dokonał. Na tym samym ekranie ukazała mi się szczupła, młoda, ciemno włosa kobieta. Powiedział jeszcze, że chce być chłopcem i by dano mu na imię Dawid. Chciałem jeszcze zadać jakieś pytania ale nagle powróciłem do ciała. Jeszcze tego samego dnia w rozmowie ze swoją narzeczoną a obecnie żoną poruszyłem temat dzieci. Nie opowiadałem Jej wcześniej, o tym co przeżyłem. Ona stwierdziła, że gdyby miała kiedyś urodzić chłopca to dała by mu na imię Dawid, bo zawsze Jej się podobało to imię. A ja w tym momencie doznałem szoku. Wszystko było dla mnie jasne. Otóż o wiele wcześniej byłem z kobietą która zaszła w ciążę lecz poroniła... Tamten związek nie wypalił... Potem poznałem obecną żonę, która bardzo była podobna do tej kobiety, którą wybrał na matkę przyszły Dawid. Parę tygodni później dowiedzieliśmy się o tym, że będziemy mieć dziecko. Od samego początku byłem przeświadczony, iż będzie to chłopiec. Obecnie mam przecudownego synka Dawidka. Przeżyliście coś podobnego, bądź słyszeliście o podobnym przypadku? |
|
|
|
15.03.2013 - 22:22
Post
#2
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Jeej :D
Wspaniała historia :P Ja nigdy czegoś takiego nie przeżyłam, ale kto tam wie, może coś podobnego mi się przytrafi :) Trochę ciekawi mnie fakt że chłopiec raz był w brzuchu twojej poprzedniej żony, a teraz obecnej. Tak jakby był najbardziej związany z Tobą :P Ale co ja tam wiem :) Może jak chłopiec dorośnie opowiesz mu o tym? Co więcej czytałam gdzieś że dzieci do 3 roku życia pamiętają swoje poprzednie życie i podróże duchowe po śmierci. Nie mówią jednak o tym bo wydaje im się to normalne, a potem o tym zapominają. |
|
|
|
15.03.2013 - 23:11
Post
#3
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Uhuhuuhuu... Dzieki Ci za zajebiste ciary na całym ciele. :) Piękna historia :)
|
|
|
|
15.03.2013 - 23:13
Post
#4
|
|
|
Znajomy Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Niesamowita historia, jedna z tych, która może stać się potężnym, motywującym kopem na rozpęd dla ciała astralnego.
|
|
|
|
15.03.2013 - 23:43
Post
#5
|
|
|
Gość Rodziny ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Mnie to przeżycie utwierdziło w tym, że to co się ze mną dzieje praktycznie od dzieciństwa, jest czymś prawdziwym (chodzi mi o paraliże senne, wiszenie w ciemnościach pod sufitem i podróże w nieznane, itp).
|
|
|
|
16.03.2013 - 10:36
Post
#6
|
|
|
Dupa Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Ciekawe, ale z tytułem tematu nie zgodzę się, gdyż to co po narodzinach zrobi z nami umysł, społeczeństwo, realia to zupełnie inna historia. Możemy chcieć być szczęśliwym królem, któremu nieszczęśliwy lud i tak zetnie łeb:)
--- Do Adminów: Jak nie otrzymam tostera za 3000pkt. to podam Was do Sądu Koleżeńskiego! W zapomnienie puszczam zepsuty czajnik za 2000 pkt., ale toster musi być! |
|
|
|
16.03.2013 - 11:01
Post
#7
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
w trzecim etapie życia jest bardzo interesująco, nie dość że mamy wiedze absolutną i nieskończenie wielką inteligencje to co wtedy, jak się ma wielką przyjemność żyć jak nędzak i doświadczać na nowo wciąż tego samego. Piękne
Zielarzu, dusza zawsze ma rozwiązanie na swoją iluzję, gdyby nie miała byłbys tym co by nazywali bestią bez człowieczeństwa. Nawet nie wiedziałbyś że istniejesz ^.^ |
|
|
|
16.03.2013 - 13:35
Post
#8
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Ja miałem sytuację dość zbliżoną, chociaż niestety bez szczęśliwego zakończenia.
Najpierw opiszę pierwszy sen związany z sytuacją. Wprawdzie nie miałem świadomości, ale byłem bacznym obserwatorem całej akcji z boku i dużo szczegółów z tego snu zapamiętałem. Otóż byłem lekarzem, w jakiejś starszej epoce, na pewno kilkaset lat wstecz od teraz. Facet gdzieś ok. 40 lat, broda, dość poważany w wiosce/miejscowości. Miałem nieślubne dzieci z jedną z mieszkanek wsi, 2 dziewczynki. Nikt nie mógł się we wsi/miejscowości dowiedzieć, że to ja jestem ojcem dzieci. Co by powiedzieli, różnica klas, ja lekarz i jakaś chłopka (straszne podejście swoją drogą). Obie dziewczynki zachorowały. Wówczas panowała jakaś epidemia i myślałem, że są one chore właśnie na tą chorobę. Uznałem, że nie ma szans im pomóc i lepiej będzie pozwolić im szybko umrzeć, niż starać się pomóc. Jeszcze okaże się, że utrzymywanie ich przy życiu zarazi kogoś z mi bliskich, a dziewczynkom i tak przecież nie można pomóć. Oczywiście umarły, a okazało się później, że wcale nie były one jednak chore na tą chorobę, która była przyczyną epidemii, ale na inną, uleczalną, a więc można było je wyleczyć, lecz tego nie zrobiłem ... Wiadomo obudziłem się zapisałem sen. Odebrałem go jako wydarzenie z poprzedniego wcielenia, może się myliłem, może zwykły sen. Miałem jednak wyraźnie przeświadczenie graniczące z pewnością, ze to poprzednie wcielenie. Ogólnie duże wyrzuty, że przeze mnie 2 dziewczynki zmarły, że byłem gburem i teraz jestem dużo lepszy, na pewno nie zachowałbym się tak samo, jak "ja z brodą" w śnie. Wówczas, kiedy śnił mi się ten sen, nie byłem w żadnym związku. Później poznałem moją aktualną dziewczynę, z którą po jakimś czasie spodziewaliśmy się dziecka. Zupełnie o wyżej opisanym śnie, przyśnionym wiele miesięcy wcześniej, nie pamietałem. W początkowym okresie ciąży przyśnił mi się natomiast taki sen. Wychodzę z domu swoich rodziców, jestem na klatce. Od kilku miesięcy mieszkałem gdzie indziej, więc uświadomiłem sobie, że śnię. Nagle leżę na plecach tak jak w łóżku, z tym że na schodach klatki w bloku rodziców. Nade mną stoi dziewczynka taka ok. 10 lat w takiej starej białej piżamce do stóp. Stoi jak manekin, ale wygląda jak człowiek. Stoi tak, że ma stopy tóż za moją głową. W dłoniach trzyma taką tradycyjną żółtą świeczkę na małym białym podstawku. Ogólnie image taki sprzed kilkuset lat. Wstaję, przyglądam się jej dokładnie, ale ona ani rusz. Nagle mnie olśniewa, że to ta sama dziewczynka, której pozwoliłem umrzeć w śnie sprzed kilku miesięcy. W tle wyraźnie odczuwam, bo nie widzę, drugą postać. Nie mam pojęcia, kto to jest, ale czuję 100% drugą istotę, która jakby czeka na coś. Obudziłem się z przeświadczeniem, że dusza tej dziewczynki czeka, aby zostać moim dzieckiem w tym życiu, dlatego ją widziałem, dlatego mi się ukazała. To jej dusza miałą być w ciele mojego dziecka. Byłem o tym silnie przekonany, co oczywiście nie znaczy, że faktycznie tak miało być. Zasmuciło mnie tylko, ze była jakby zamrożona. W ogóle się nie ruszała, nie reagowała na żadne gesty i słowa. Kilka tygodni później razem z dziewczyną 1 nocy mamy sen, że coś jest nie tak z ciążą. Oboje rano budzimy się smutni i mówię, słuchaj miałem śniło mi się, ze coś nie tak. Kurcze mi też. Wiadomo sen snem, trzeba myśleć pozytywnie w takich sytuacjach. Uznaliśmy, chcieliśmy wierzyć, że to pewnie nasze lęki, chociaż obawialiśmy się, że skoro śniło się i jej i mi to może jednak coś w tym niestety jest. Jej śniło się, że zwyczajnie poroni. Mi natomiast, że były problemy z ciążą. Byliśmy w jakimś dziwnie mrocznym, takim troszkę szpitalu z przyszłości, ale takiej brudnej i trochę zniszczonej jakimiś konfliktami czy katastrofami. Ale miałem przeczucie, że mimo braku jakiejś sterylności, lekarze są na pewno najwyższej klasy (takie miałem odczucie w śnie, po obudzeniu miałem wyrzuty, że dałem komuś w śnie badać ciążę w takim nieprzyjemnym miejscu, nie mam świadomości w snach, więc łatwo pewnie podszyć się i mnie zwieść). Okazało się, że faktycznie coś nie gra i nie jest dobrze. Probowałem przenosić się w czasie, aby coś zdziałać. Za każdym razem jednak, kiedy próbowałem coś zmienić, to było coraz gorzej. Ogólnie schemat był taki. Skapnąłem się, że coś jest nie tak i próbuję się przenieść, cos zrobić. Wracam, ale brzuszek jest mniejszy niż poprzednio, więc orientuję się, ze sytuacja jest jeszcze gorsza. I tak kilka razy przenoszę się w różne lokacje i próbuję coś zrobić, aż w końcu ciąży nie ma w ogóle. Niedługo później doszło do poronienia. Wiadomo, nie zapamiętałbym żadnego z tych snów, pewnie doszłoby do poronienia również. Ale zapamiętałem. Dużo myślałem, fizyczne problemy z ciążą? - na pewno. Karma za dopuszczenie do śmierci tej dziewczynki, teraz mi odebrano dziecko szybciej niż to powinno mieć miejsce? - może też. Ktoś kto nie powinien przyjrzał się ciąży? - najmniej prawdopodobne. Większość osób zwraca uwagę, tylko na fizyczność. I na pewno fizyczne aspekty mają tutaj rolę niezwykle istotną, bo jednak żyjemy w fizycznym świecie i tylko te fizyczne kwestie da się wytłumaczyć dowodowo i namacalnie. Jednak uważam, że fizyczność nakłada się z duchowością. Są jak taki kilkuwarstwowy tort :) i 1 ma wpływ na 2. Jestem niemal pewien, że nie były to zwykłe sny z serii "ale fajnie mi się śniło", tylko jednak istotne przekazy, przesyłające istotne dla mnie informacje, które miały do mnie dotrzeć i informować mnie wcześniej co się dzieje, że poza fizycznością odbywają się duchowe procesy, których efekty będą widoczne dopiero w naszym fizycznym świecie. Smutna historia, zwłaszcza dla nas, zostawia pewien ślad na całe nasze życie. Wierzymy jednak oboje, że następnym razem zostaniemy szczęśliwymi rodzicami :D Pozdrawiam, a autorowi wątku gratuluję synka :) |
|
|
|
16.03.2013 - 14:23
Post
#9
|
|
|
Gość Rodziny ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Ja miałem sytuację dość zbliżoną, chociaż niestety bez szczęśliwego zakończenia. Najpierw opiszę pierwszy sen związany z sytuacją. Wprawdzie nie miałem świadomości, ale byłem bacznym obserwatorem całej akcji z boku i dużo szczegółów z tego snu zapamiętałem. Otóż byłem lekarzem, w jakiejś starszej epoce, na pewno kilkaset lat wstecz od teraz. Facet gdzieś ok. 40 lat, broda, dość poważany w wiosce/miejscowości. Miałem nieślubne dzieci z jedną z mieszkanek wsi, 2 dziewczynki. Nikt nie mógł się we wsi/miejscowości dowiedzieć, że to ja jestem ojcem dzieci. Co by powiedzieli, różnica klas, ja lekarz i jakaś chłopka (straszne podejście swoją drogą). Obie dziewczynki zachorowały. Wówczas panowała jakaś epidemia i myślałem, że są one chore właśnie na tą chorobę. Uznałem, że nie ma szans im pomóc i lepiej będzie pozwolić im szybko umrzeć, niż starać się pomóc. Jeszcze okaże się, że utrzymywanie ich przy życiu zarazi kogoś z mi bliskich, a dziewczynkom i tak przecież nie można pomóć. Oczywiście umarły, a okazało się później, że wcale nie były one jednak chore na tą chorobę, która była przyczyną epidemii, ale na inną, uleczalną, a więc można było je wyleczyć, lecz tego nie zrobiłem ... Wiadomo obudziłem się zapisałem sen. Odebrałem go jako wydarzenie z poprzedniego wcielenia, może się myliłem, może zwykły sen. Miałem jednak wyraźnie przeświadczenie graniczące z pewnością, ze to poprzednie wcielenie. Ogólnie duże wyrzuty, że przeze mnie 2 dziewczynki zmarły, że byłem gburem i teraz jestem dużo lepszy, na pewno nie zachowałbym się tak samo, jak "ja z brodą" w śnie. Wówczas, kiedy śnił mi się ten sen, nie byłem w żadnym związku. Później poznałem moją aktualną dziewczynę, z którą po jakimś czasie spodziewaliśmy się dziecka. Zupełnie o wyżej opisanym śnie, przyśnionym wiele miesięcy wcześniej, nie pamietałem. W początkowym okresie ciąży przyśnił mi się natomiast taki sen. Wychodzę z domu swoich rodziców, jestem na klatce. Od kilku miesięcy mieszkałem gdzie indziej, więc uświadomiłem sobie, że śnię. Nagle leżę na plecach tak jak w łóżku, z tym że na schodach klatki w bloku rodziców. Nade mną stoi dziewczynka taka ok. 10 lat w takiej starej białej piżamce do stóp. Stoi jak manekin, ale wygląda jak człowiek. Stoi tak, że ma stopy tóż za moją głową. W dłoniach trzyma taką tradycyjną żółtą świeczkę na małym białym podstawku. Ogólnie image taki sprzed kilkuset lat. Wstaję, przyglądam się jej dokładnie, ale ona ani rusz. Nagle mnie olśniewa, że to ta sama dziewczynka, której pozwoliłem umrzeć w śnie sprzed kilku miesięcy. W tle wyraźnie odczuwam, bo nie widzę, drugą postać. Nie mam pojęcia, kto to jest, ale czuję 100% drugą istotę, która jakby czeka na coś. Obudziłem się z przeświadczeniem, że dusza tej dziewczynki czeka, aby zostać moim dzieckiem w tym życiu, dlatego ją widziałem, dlatego mi się ukazała. To jej dusza miałą być w ciele mojego dziecka. Byłem o tym silnie przekonany, co oczywiście nie znaczy, że faktycznie tak miało być. Zasmuciło mnie tylko, ze była jakby zamrożona. W ogóle się nie ruszała, nie reagowała na żadne gesty i słowa. Kilka tygodni później razem z dziewczyną 1 nocy mamy sen, że coś jest nie tak z ciążą. Oboje rano budzimy się smutni i mówię, słuchaj miałem śniło mi się, ze coś nie tak. Kurcze mi też. Wiadomo sen snem, trzeba myśleć pozytywnie w takich sytuacjach. Uznaliśmy, chcieliśmy wierzyć, że to pewnie nasze lęki, chociaż obawialiśmy się, że skoro śniło się i jej i mi to może jednak coś w tym niestety jest. Jej śniło się, że zwyczajnie poroni. Mi natomiast, że były problemy z ciążą. Byliśmy w jakimś dziwnie mrocznym, takim troszkę szpitalu z przyszłości, ale takiej brudnej i trochę zniszczonej jakimiś konfliktami czy katastrofami. Ale miałem przeczucie, że mimo braku jakiejś sterylności, lekarze są na pewno najwyższej klasy (takie miałem odczucie w śnie, po obudzeniu miałem wyrzuty, że dałem komuś w śnie badać ciążę w takim nieprzyjemnym miejscu, nie mam świadomości w snach, więc łatwo pewnie podszyć się i mnie zwieść). Okazało się, że faktycznie coś nie gra i nie jest dobrze. Probowałem przenosić się w czasie, aby coś zdziałać. Za każdym razem jednak, kiedy próbowałem coś zmienić, to było coraz gorzej. Ogólnie schemat był taki. Skapnąłem się, że coś jest nie tak i próbuję się przenieść, cos zrobić. Wracam, ale brzuszek jest mniejszy niż poprzednio, więc orientuję się, ze sytuacja jest jeszcze gorsza. I tak kilka razy przenoszę się w różne lokacje i próbuję coś zrobić, aż w końcu ciąży nie ma w ogóle. Niedługo później doszło do poronienia. Wiadomo, nie zapamiętałbym żadnego z tych snów, pewnie doszłoby do poronienia również. Ale zapamiętałem. Dużo myślałem, fizyczne problemy z ciążą? - na pewno. Karma za dopuszczenie do śmierci tej dziewczynki, teraz mi odebrano dziecko szybciej niż to powinno mieć miejsce? - może też. Ktoś kto nie powinien przyjrzał się ciąży? - najmniej prawdopodobne. Większość osób zwraca uwagę, tylko na fizyczność. I na pewno fizyczne aspekty mają tutaj rolę niezwykle istotną, bo jednak żyjemy w fizycznym świecie i tylko te fizyczne kwestie da się wytłumaczyć dowodowo i namacalnie. Jednak uważam, że fizyczność nakłada się z duchowością. Są jak taki kilkuwarstwowy tort :) i 1 ma wpływ na 2. Jestem niemal pewien, że nie były to zwykłe sny z serii "ale fajnie mi się śniło", tylko jednak istotne przekazy, przesyłające istotne dla mnie informacje, które miały do mnie dotrzeć i informować mnie wcześniej co się dzieje, że poza fizycznością odbywają się duchowe procesy, których efekty będą widoczne dopiero w naszym fizycznym świecie. Smutna historia, zwłaszcza dla nas, zostawia pewien ślad na całe nasze życie. Wierzymy jednak oboje, że następnym razem zostaniemy szczęśliwymi rodzicami :D Pozdrawiam, a autorowi wątku gratuluję synka :) Dziękuję. :) A ja życzę Wam byście doczekali się w końcu swojej pociechy :) A co do tematu, który poruszyłeś, jeśli rzeczywiście ma to związek z Twoim poprzednim wcieleniem to powinieneś zajrzeć w głąb siebie i zastanowić się nad tym, czy zakorzenione głęboko w Twojej podświadomości wyrzuty sumienia nie sprawiają, że próbujesz się sam ukarać za błędy z poprzedniego życia. Może moje przemyślenia idą zbyt daleko w tej sprawie ale ja osobiście nie wierzę w karmę i to że mielibyśmy płacić za błędy, jakie popełniliśmy w poprzednim wcieleniu. Ale skoro mamy w sobie, w naszej duszy cały zapis poprzedniego życia, to i możemy nie być świadomi emocjonalnych blokad, które ciągną się za nami poprzez inkarnacje. A nasze myśli mają duży wpływ na to co się dzieje w świecie fizycznym. Mam nadzieje, że nie zakręciłem się w tym co chciałem przekazać i jest to zrozumiałe :P |
|
|
|
16.03.2013 - 17:25
Post
#10
|
|
|
Dupa Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Ja kiedyś na grzybach widziałem swoją córkę a od trzech lat widzę ją w realu. Takie mam doświadczenie:)
|
|
|
|
23.03.2013 - 22:23
Post
#11
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Nie wiem na 100% czy to właśnie to...
Czy to wspomnienie z mojego wyboru, z mojego przed życia??? -> http://www.oobe.pl/park/index.php?automodu...=11326#comments |
|
|
|
![]() ![]() |
| Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park |