2) SOBOTA:Siadając na fotelu w zaciemnionym pokoju, zastanawiałem się co będzie się dzisiaj działo .
Ukończyłem rano malarstwo ścienne w klubie gier i zadowolony z siebie, postanowiłem dzisiejszego wieczoru przetestować odmienna postawę w czasie eksploracji.
Zawsze, gdy się do niej zabierałem, zamierałem w bezruchu na parę minut, obserwując zwalniający się rytm oddechu. Gdy przyglądałem się mu zanadto, odnosiłem wrażenie, ze przestaje wręcz oddychać, zakłócając naturalny jego przebieg. Po chwili koncentracji, wzmacniając wole gromadzącą się samoczynnie energia, ruszałem w akcje, wyobrażając sobie w ciele mentalnym przestrzeń, w której się ruszałem w rożnych kierunkach. Wymuszałem powstawanie wrażeń , naciskając w ciemności na nieistniejące przedmioty. Pojawiały się one opornie. Bez widocznej formy, będąc jedynie tworem myślowym, którymi się na codzien ciągle otaczam. Przyzwyczajony do nich, nie przypisuje im zbyt wielkiego znaczenia. Przestrzeń w której się one pojawiają zdaje się być wewnętrznym planem w umyśle mnie samego, kojarząc się raczej z czymś nierealnym, nie istniejącym, a wręcz zmyślonym w marzeniach, nie mającym żadnego znaczenia. Ignorowane prze ze mnie wielokrotnie , również dzisiaj nie wydawały mi się godne dokładnemu przyjrzeniu się.
GDZIE JESTEŚ STACHU!! – wołam niefizycznego przyjaciela.
Pusto, żadnej odpowiedzi, w zamian utknąłem w jeszcze większym bezruchu. Nic mi się nie chciało, było bez znaczenia czy do was dolecę na Wawel, czy będę siedzieć tak pól wieku na fotelu.
Tym razem działo się coś inaczej.
Zamarłem w bezruch, nie mając ochoty na naciskanie akcji. Co za lenistwo!!
Starając się wyrwać z tego stanu, poddałem się po chwili szarpaniny. Nie miałem wsparcia. Ten aktywny element woli, został czymś zamrożony. Cos go wchłonęło, unieruchomiło, pozostawiając jedynie leniwy bezruch. Przy kolejnym proteście, wystrzeliło mi coś z głowy w bardzo subtelnym planie, coś się dzieje w ciele mentalnym i przyczynowym. Nie miałem w to wglądu, zbyt będąc zajętym uwaga dolnymi ciałkami. Świadomością tkwiłem gdzieś w dolnych planach, odbierając jedynie intensywne doznania.
Trwając w tym stanie, słyszę Staszka, JEST DOBRZE, OBSERWUJ.......
Ach to ten stan bezruchu ,o który zabiegają podróżnicy przed wyprawa astralna.
Należy w nim trwać, aż pojawi się paraliż , trans się pogłębi i zmieniający się pryzmat energetyczny, doładuje ciałko astralne, nowy pojazd kosmiczny.
Starając się rozpoznać różnice miedzy tym całkowitym bezruchem a oczekującym i pełnym zaciekawienia stanem, poprzedzającym podroż mentalna, zrozumiałem znaczenie kreacji, to nastawienie na przygodę, wypychające mnie z ciała w przestrzeń niefizyczna.
W przypadku pierwszego, pojawiały się we mnie obrazy bez żywej głębi astralnej, zgromadzone w mojej pamięci. Znajdowałem się ponownie w rożnych znanych mi miejscach, spoglądając na nie z tej samej perspektywy w jakich postrzegałem je wcześniej. Obrazy te były realistyczne, zachowujące zasady perspektywy, nie mające jednak tej rozedrganej, pełnej doznań, żywej głębi astralnej, jaka wyczuwam poza ciałem. Zamieniać się one mogły w sekwencje filmowe, wzbogacone doklejanymi prze zemnie postaciami. Cale takie scenki były bardzo wyraziste, niczym się nie różniące od tych postrzeganych w świecie fizycznym. Były jednak zawsze zapisem stanu swiadomosci z danej chwili. Choć ćwiczyłem przez parę dni postrzeganie planów jak reżyser, oceniając odcienie, układ form czy nawet uświadamiając sobie co rusz perspektywy, to były one ciągle takie same, opierając się nowemu doświadczeniu. Nie dawały się łatwo przekształcić i wzbogacić nowym spojrzeniem.
Za to te świeżo zapisane w pamięci, przywoływane powtórnie, już po tym wzbogaceniu sztuki podglądania, zawierały w sobie cały, nowo zdobyty kunszt inscenizacji, nowej umiejętności jaka w sobie rozbudziłem.
Te obrazy wydobywane ze wcześniejszych doświadczeń , ograniczone były starym stanem wiedzy, z momentu jej zapisu. Było to dla mnie wystarczającym dowodem ,ze odczytuje w bezruchu jedynie obrazy z pamięci, mysloksztalty z płaszcza mentalnego i ożywiam je na nowoje przezywając powtórnie przeszłość.
*
W czasie eksperymentu postrzegłem siebie w paru miejscach budowy.
Pojawiłem się przy suficie malując niebo, przy barku i na stacji metra. Scenki te stanowiły dokładna kopie widzianych wcześniej planów w przestrzeni fizycznej, zawierając w sobie jej właściwości i charakterystyczne cechy.. Perspektywa widzenia i znaczenie widzianych przedmiotów było takie sama jaka miałem w momencie ich zapisu. To co mnie wtedy najbardziej intrygowało zostało zapisane. To co wtedy widziałem, a nawet czułem, było teraz dla mnie również widoczne.
W przypadku kreowania mentalnego w czasie eksploracji, nie mam do czynienia z zapisem a wytwarzaniem nowych obrazów. Wspieram się tylko nimi na początku, w chwilach, gdy nie mogę wytworzyć w sobie wrażenia przestrzeni mentalnej. Stanowią one dla mnie jedynie wsparcie, by nie zawisnąć w niewyobrażonym.
Gdy wzmacniam jakimś starszym doświadczeniem kreatora, to uwalniam się wkrótce od niego, bez trudu przezywając podroż mentalna. Nie potrzebuje wtedy już zgromadzonej pamięci, wytwarzam akcje z substancji mysloczującej.
Wpuszcza mnie ona w siebie, swoja żywa przestrzeń, dostarczając bodźców z zewnatrz mnie, nie będąc moim osobistym tworem. Biorę wtedy odział w kreowaniu substancji astralnomentalnej, stajać się jednym z miliardów jej artystów.
*
Oczekiwanie w absolutnym bezruchu wydawało mi się trochę nudne. Pierwszy raz siedziałem tak długo oczekując czegoś.
Najczęściej chwytam za pędzel mentalny i maluje zabawne historyjki, pozwalam sobie na coś czego nie mogę uczynić w świecie fizycznym.
Ogarnia mnie wtedy wesołość i figlarność błazna..
Tym razem, nie wydarzyło się nic szczególnego w czasie wyprawy na Wawel. Zajęty bylem obserwowaniem swoich doznań i postrzeganiem różnicy miedzy dwoma odmiennymi postawami - stanami, trwaniu w bezruchu i kreowania.
Budząc się nad ranem, wygrzebałem z trudem nocne sny. Budowałem wielkie rzeźby, spotykałem mnóstwo ludzi i brałem udział w wielu przygodach. Odzyskiwałem w nich dziwiąca się świadomość, zdeterminowany fabula snu, plątając śmieszne figle współtowarzyszom przygód..
W czasie wyprawy na Wawel, postrzegłem parę nieznanych mi osób. Miedzy innymi Conti, przedzierająca się miedzy ciasno pookładanymi krzesłami. Szla za kimś z rozwianymi rudymi włosami. Krzesła były pookładane regularnie w rzędach- jakieś spotkanie, wykłady. Przyglądając sie jedynie Conti nie zwróciłem uwagę na przeznaczenie pomieszczenia. Cos świeciło się bez znaczenia dla mnie po lewej stronie, w centralnym miejscu pomieszczenia, wskazanym układem krzeseł.
Przy moim barku ,w klubie gier, stało parę nieznanych mi osób i podglądali mnie jak stałem na drabinie malując niebo. ( Tak wygląda Paul?) Nie odczuwając ciała miałem wrażenie, ze się unoszę przy suficie.
Spotkałem na schodach, w kaplicy tuz przy drzwiach, stojącego, bardzo przystojnego,wysokiego mężczyznę. Przyglądałem się mu dosyć długo, dziwiąc dobremu dostrojeniu, uśmiechał się życzliwie. Był on świadomą istota. Świadome osoby opierają się wymuszanej fabule, najczęściej się uśmiechają i przyglądają z wesoła iskra w oczach. Dostrzegam w nich wtedy pulsujący żar energie ich ducha. Jest to coś mżącego i pulsującego w ich oczach, coś się z nich wydobywa, rozbudzając moja czujność i przyciągając na dłużej do nich moja uwagę.
***
3) NIEDZIELA:
ZAMROŻONE SERCE.Wieczorem słuchałem Vangelisa, wyobrażając sobie Kolumba podbijającego Ameryce.
Kilkanaście razy ta sama piosenkę, huśtając się w jej rytm przy krysztale.
Gdy tak bujałem się blogu, kryształ złapany został w siatkę i podniesiony do góry.
Mnóstwo rak wychylonych w rozpaczliwym geście starało się go dotknąć. W tym momencie kryształ pękł na kawałki , rozsypując się na śnieżne drobinki, przeciskając przez masywne sznury.
Zakończyło się wesołym rzucaniem śnieżek.
Na Wawelu graliśmy w siatkówkę. Rozgrywkę rozpocząłem z Herbina. Wspaniała zabawa, piłka wznosi się wielokrotnie pod sufit (ślad po mistrzostwach piłki ręcznej)
Przywołałem Herbine. Stanęła przy mnie. Przytroczyłem jej do szyi CD, obiecana już od dawna.
Z prawej strony pojawiła się Conti, przyglądając jak zwykle z uśmiechem. Wyglądało to trochę jak bym dusił Herbine. Zakłopotany starałem się załagodzić to niezręczne wrażenie, cd wymyka mi się z reki i mknie w stronę ołtarza. Wyklikniecie.
O czwartej obudził mnie zegarek. Uświadomiłem sobie, ze nie śpię a tylko marze, wspominając wczorajszy dzień. Po godzinie słuchania muzyki, zdecydowałem się na przegląd moich obrazów.
Oglądając je przy świetle migoczącej żarówki, przypomniałem sobie proces ich powstawania.
Przesuwając uwagę po namalowanych kształtach, oceniałem wynik swojej pracy. Nie dostrzegłem, mżących emocji, towarzyszących mi przy tej czynności. Delikatne doznania towarzyszyły moim wyobrażeniom, wzmacniając przemykające się myśli w umyśle. Oh jak fajnie.
Dostrzegłem odchodzącego Staszka i jego uwagę na pożegnanie.
ZAMROŻONE SERCE.
To twoja sprawka!!!
Siadając szybko przypominam sobie szczegóły kolejnego spotkania. Na początku surowo oceniałem swoja prace. Były to analityczne wnioski, suche w doznaniach z ukryta pogarda do owoców mojej pracy. Gdzieś na dnie skrywała się rozpacz, nie udały się. Widziałem przecież tysiące lepszych.
W którymś momencie, nastrój mi wypogodniał i te same nieudolnie namalowane przedmioty, wydały mi się teraz wesołe i promieniujące wewnętrznym pięknem. Surfując po nich wzrokiem, odczuwałem emocjonalne dopełnienie myśli.
Czynności mentalne dopełnione zostały wrażeniami astralnymi.
Rozmyślając w astralu, odczuwam zawsze ciągnące się za myślą emocje. Każdej myśli towarzyszy odczucie łaskoczącej, ciągnącej się we mnie masy czuciowej.
To samo zdarzyło mi się teraz przy oglądaniu moich obrazów.
Nie lękając się porażki, otworzyłem w sobie plan astralny, umożliwiający mi przezywanie silnych emocji. Zrozumiałem wtedy , ze w momentach wielkiej pasji, moja astralna płaszczyzna była bardziej aktywna aktywna niż zwykle. Stawało się to przyczyna przezywanej satysfakcji. Ten techniczny trik, umożliwił mi nawet przezywanie euforii twórczej.
W momencie destrukcyjnych myśli, bolących doznań, zamykałem astralną furtkę, stajać się wyłącznie myślącym umysłem.
Tak zabezpieczony przed bólem, moglem borykać się z trudnościami, nie odczuwając bolesnych śladów konfrontacji. Czułem się pewnie i bezpiecznie tyle, ze nie potrafiłem wskrzesić w sobie tej twórczej energii, motywującej do działania.
Wewnętrzne napięcia są przyczyn....... , przypominam sobie fragmenty tekstów Oshy.
A wiec to miał on na myśli piszac to zdanie.
DLA PRZYPOMNIENIA OSHA:
http://avariat.webpark.pl/site/osho/psycho/212-08.htmP.s.
Dziewczyny szykują ciekawe teksty.