|
Mój temat dotyczy, kolejnych starć z botami strażnikami.
Rzadko wychodzę, kiedy już się zdarzy, to męczę się z botami. Przestałem się ich obawiać, doszedłem do wniosku, że to one są odpowiedzialne za wszelkie nieszczęścia podczas snu.
Kiedy już łapie mnie specyficzne mdlenie, pojawia się specyficzna substancja, która zaczyna się po mnie rozprowadzać.
Próbowałem wstać, nie mogę otworzyć oczu. Chcę się wyrwać, i zaczynam się unosić. Naglę, przybiło mnie do łóżka, totalnie unieruchamiając. Nie mogę nic zrobić. Słyszę głos:
"Zniszczę ci ten kręgosłup, nigdy się nie ruszysz."
Czyżby to była prawda? Nie mogę nic zrobić, brakuje mi sił. Leżę. Naglę zaczynam czuć, naciskanie, coraz mocniejsze. Nie wierzę.. Choć było ciężko udało mi się ruszyć ręką. Obudziłem się.
To już kolejny raz. Specyficzne mdlenie. Patrzę na brata. Zacząłem mieć halucynację. Ruszał ręką, niczym wężem, a głowa zaczęła się rozmazywać. Przestraszyłem się.
Byłem przekonany, że takie zwidy to dobra zabawa. Myliłem się. Gdyby to nie był sen. Oszalałbym, widząc wszędzie twarze które chcą mi zrobić krzywdę.
Specyficzna substancja zaczyna się rozlegać...
"Zabiję cię" usłyszałem głos.
Nie mogłem wstać, mając to coś na sobie, wziąłem rękę i ściągałem to gówno z siebie. Czarna substancja, która teraz zmieniła się w gumę.
I stanąłem tak, trzymając w lewej ręce, niczym trofeum, bota strażnika. W tej walce, byłem sam. Pozostawiony przez jedynego kompana. Gdzie się podział, nie wiem. Lecz wiem jedno, tą bitwę wygrałem, ale nie wojnę. Gdzieś tam wciąż jest bot, który nie spocznie tak długo jak długo trwać będzie moja własna misja, Tutaj.
|