oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

13 Stron V  « < 11 12 13  
Reply to this topicStart new topic
> Bóg, Przemyślenia.
stray.ghost
post 17.02.2013 - 02:02
Post #253


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(Moeritherium @ 17.02.2013 - 01:39) *
...ludzie zyjący w dziczy od zawsze wiedzą bardzo dobrze ze zjadanie się nawzajem nie jest czymś złym, lecz poprostu koniecznością...Jedyne co wydaje się mi nieprawidłowe to prawa rządzące cywilizacją. Nieudolne, nienaturalne prawa, których nie powinno się porównywać z prawami naturalnymi...Wątpię by Bóg tworząc wszechświat kierował się czymś tak trywialnym jak miłość...
Cóż, ilu ludzi, tyle systemów wartości. Niektóre z nich nie mają szans na znalezienie wspólnego mianownika. Staram się przyjmować ten stan rzeczy z pogodną rezygnacją... :)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
RychuBaca
post 17.02.2013 - 12:03
Post #254


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(stray.ghost @ 16.02.2013 - 22:54) *
Ból fizyczny (oczywiście o dostatecznie dużym natężeniu) jest czymś najbardziej realnym we wszechświecie. Nic równie skutecznie nie sprowadza na ziemię i nie kotwiczy w fizyczności przypominając, jak bezwzględnie jest ona nieodwołalna. W obliczu bólu fizycznego wszelkie koncepcje dualizmu, iluzji, same stają się odległym złudzeniem. A twierdzenia o gorszych rzeczach od fizycznego bólu biorą się albo z braku jego rzeczywistego doświadczenia, albo też są przejawem patosu, ludzkiego upodobania do postrzegania własnej natury przez pryzmat wzniosłości.
Jest coś w tym i może dlatego ludzie, którzy sporo wycierpieli (oczywiście nie zawsze tak jest) odznaczają się czymś, co można by określić z jednej strony większą wrażliwością, z drugiej siłą (twardością) charakteru tzw. hartem ducha i serca.

Miałem kilka takich momentów (cierpienia) w życiu i w obliczu bólu oraz bezsilności i całej beznadziejności sytuacji, jednym szczerym pragnieniem była chęć uwolnienia się. Były momenty rzeczywistego godzenia się z sytuacją, ze śmiercią, choć były też takie, gdzie zdawałem sobie sprawę, że to może nie być jeszcze ten czas, więc uciekałem świadomością, swoją wolą od przytomności (starałem się odlecieć). Wszystko to, aby uwolnić się od bólu. Prawdą jest, że ból zakotwicza, ale może też prowadzić do zerwania tej fizycznej więzi, przywiązania i odpuszczenia sobie, poddania się temu, co się będzie działo (co ma być to będzie), prowadzić do odnalezienia w sobie gotowości(?).

Oczywiście to (przynajmniej bezpośrednio) nie daje odpowiedzi, nie tłumaczy szczegółowo tego, co budzi wątpliwości (także w kontekście boga), ale w jakiś sposób pokazuje, że jest coś w nas, co może pozwolić sobie na oderwanie od tego, co fizyczne, od tego, co bywa tzw. treścią życia, że w takich momentach zmienia się perspektywa nie tylko fizyczna, ale i psychiczna. Sam czuję w tym dużą, trwałą wartość, której wymowy, znaczenia, nie oddadzą piękne słowa, chyba że przyjmiemy, iż prawda i piękno są tożsame(?).

Z racji tego, że mam sporo kontaktu z innymi osobami, często także starszymi, mam wiele ciekawych doświadczeń związanych z tym tematem. Czasem wyraźnie czuję, że rozmawiając czy nawet zwyczajnie patrząc siebie w oczy, dotykamy się zupełnie na innym planie. Są to bardzo wartościowe, wzruszające i głębokie doświadczenia. Osoby w obliczu śmierci, które znają życie z wielu stron (i tych pięknych i tych trudnych do zniesienia), są jakby pełniejsze, a jednocześnie gotowe na jeszcze więcej (także tego, co niewiadome). Jest jakiś rodzaj pogodzenia, ufności z minimalizacją oczekiwań i pretensjonalności.

"Zabiegamy o wartości, które u progu śmierci stają się zerem. Pod koniec życia nikt cię nie pyta ile masz stopni naukowych ani ile wybudowałeś pałaców, ani na ile Rolls-Royców mogłeś sobie pozwolić. Tego cię uczą umierający pacjenci."

"Najpiękniejsi ludzie, jakich znałam, to ci, którzy poznali porażkę i cierpienie, zmaganie i stratę, oraz odnaleźli drogę wyjścia z otchłani. Takie osoby wykazują docenienie, wrażliwość i zrozumienie życia, które wypełnia ich współczuciem i głęboką, miłosną troską. Piękni ludzie nie przydarzają się ot tak."


Elisabeth Kubler-Ross
Go to the top of the page
 
+Quote Post
pigsonwings
post 17.02.2013 - 12:48
Post #255


haereticus
*******
Grupa: Podróżnicy


Notatnik


RychuBaca jak zwykle komentarz z wysokiej półki, apropo Boga końca życia etc. Mnie zawsze ciarki przechodzą jak sobie mysle o tych co gineli w obroni jakieiś wartości z podniesiona głową, świadomym porażki swojej sprawy jak Pilecki to dopiero godna fizyczna smierc w pojednaniu ze sobą lecz w bólu który zakotwicza serce.

pzdr odkrywcy


Go to the top of the page
 
+Quote Post
RychuBaca
post 17.02.2013 - 13:37
Post #256


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(stray.ghost @ 16.02.2013 - 22:54) *
Dla mnie Bóg oznacza absolutną doskonałość, a absolutną doskonałością jest tylko czysta, bezinteresowna miłość (ile jej w sobie mamy, tyle mamy w sobie Boga). Dlatego nigdy nie postawię znaku równości między Bogiem a Stwórcą. Oczywiście nie wykluczam, że wszechświat stworzyła jakaś istota (istoty) i że przenika ona każdą cząstkę tego wszechświata, w tym każdą cząstkę nas. Ale to nie jest doskonałość. Oczywiście nikomu nie zabraniam nazywania jej Bogiem, jeśli w ten sposób go pojmuje. Jednak jej "dzieło stworzenia", wszelkie (znane nam) biologiczne życie, opiera się, poczynając już (co najmniej) od poziomu komórkowego (po wielkie systemy polityczne i społeczne - używając skrótu myślowego) na trzech absurdalnych dążeniach: za wszelką cenę rozmnożyć się, za wszelką cenę nie dać się pożreć silniejszemu, za wszelką cenę pożreć słabszego. A biologiczna ewolucja (przy założeniu, że każdy biologiczny byt posiada jakiś poziom świadomości, a więc odczuwa cierpienie) jest spiralą okrucieństwa, pomimo bezustannego tworzenia "doskonalszych form".
To, co opisałeś można by porównać do koncepcji, które znane są w tradycji gaudija wisznuizmu (znanej też jako Wisznuizm), gdzie to nie bóg bezpośrednio zajmuje się kreacją, tworzeniem, unicestwianiem itd., ale czyni to albo poprzez swoje ekspansje, inkarnacje, albo też inne istoty, które są upełnomocnione do kreślonych zadań. Dla przykładu, według filozofii gaudija, twórcą (ale nie stwórcą) naszego wszechświata (a mają być ich nieliczone ilości) jest Brahma, zaś ojcami ludzkości są Manu (prajapati). W każdym wszechświecie są też inne potężne istoty, które spełniają różne funkcje (dla nas bogów), mających swoje obszary działania, wpływów i pewnie popleczników. Według tej filozofii bóg (Przyczyna Wszystkich Przyczyn) właściwie nie robi on nic poza zabawą, przyjemnościowymi, wymianą uczuć, emocji, relacji oraz miłosnych związków z tymi, którzy mają pragnienie uczestniczyć w tej zabawie. Znaczącą częścią tych poglądów jest koncepcja aczintja bheda abheda tattwa - co można rozumieć jako "niepojmowalna jedność i różność".

Jest wiele podobnych i różniących się koncepcji, które starają się odpowiedzieć lub są próbą wytłumaczenia tego, co sprawia nam trudności w pojmowaniu, zrozumieniu czy zaakceptowaniu(?). Mnie zastanawia czasem czy nie są to jakby "tematy zastępcze" albo to my sami wpisujemy się w tą zastępczą naturę i znaczenie życia, a tym samym może tracąc coś lub słabiej dotykając jego istotności? Oczywiście może nie ma nic złego w koncepcjach, ale niekiedy mam wrażenie, że ta "możliwość w człowieku" mieści się poza teoriami, zwłaszcza jeśli świadomie wykorzysta się sposobność, aby wyjść poza ramy intelektualnych przekonań? Tak się czasem zastanawiam właśnie, ale bez tragizowania...(?). :)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
stray.ghost
post 17.02.2013 - 19:05
Post #257


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(RychuBaca @ 17.02.2013 - 12:03) *
Z racji tego, że mam sporo kontaktu z innymi osobami, często także starszymi, mam wiele ciekawych doświadczeń związanych z tym tematem...Osoby w obliczu śmierci, które znają życie z wielu stron (i tych pięknych i tych trudnych do zniesienia), są jakby pełniejsze, a jednocześnie gotowe na jeszcze więcej (także tego, co niewiadome). Jest jakiś rodzaj pogodzenia, ufności z minimalizacją oczekiwań i pretensjonalności.
Jeśli to nie tajemnica, czy współpracujesz może z jakimś domem opieki?

CYTAT(RychuBaca @ 17.02.2013 - 13:37) *
To, co opisałeś można by porównać do koncepcji...gdzie to nie bóg bezpośrednio zajmuje się kreacją, tworzeniem, unicestwianiem itd., ale czyni to albo poprzez swoje ekspansje, inkarnacje, albo też inne istoty, które są upełnomocnione do kreślonych zadań...
Raczej nie. "Mój" Bóg nie ma z tymi istotami nic wspólnego. Niczego nie kreuje ani nie ceduje twórczych kompetencji na innych. On po prostu świeci jak słońce. Jego promienie padają z ciepłą łagodnością na obszary, które pozwalają tym promieniom do siebie dotrzeć. Nie dostają się do ukrytych pomieszczeń, głębokich lochów, krętych zakamarków. Nie przenikają murów, bo miłość nie jest ekspansywna, nie narzuca się. Dowodem na istnienie "mojego" Boga jest tylko ta odrobina dobra, którą ma w sobie spora część ludzi i innych stworzeń (kartezjański schemat myślowy).
Moja wiedza o gnostykach jest płytka, "wikipedyczna", ale zacytuję jeszcze raz te kilka zdań, z którymi w pewnym stopniu się utożsamiam: "Zgodnie z przesłaniem gnostyckim, człowiek egzystuje w nieprzyjaznym świecie, do którego został "wrzucony". Świat jest obcy Prawdziwemu Bogu i nie jest jego dziełem, lecz dziełem sił niższych...Człowiek jest niespójnym konglomeratem ciała, duszy oraz ducha (pneumy). Jego prawdziwą jaźnią jest pneuma, równie obca światu, jak Bóg. Prawa natury zniewalają człowieka, a jego ciało i dusza (w tym psychika) aktywnie mu się przeciwstawiają, ograniczają i upokarzają".

CYTAT(RychuBaca @ 17.02.2013 - 13:37) *
...Jest wiele podobnych i różniących się koncepcji, które starają się odpowiedzieć lub są próbą wytłumaczenia tego, co sprawia nam trudności w pojmowaniu, zrozumieniu czy zaakceptowaniu(?). Mnie zastanawia czasem czy nie są to jakby "tematy zastępcze" albo to my sami wpisujemy się w tą zastępczą naturę i znaczenie życia, a tym samym może tracąc coś lub słabiej dotykając jego istotności? Oczywiście może nie ma nic złego w koncepcjach, ale niekiedy mam wrażenie, że ta "możliwość w człowieku" mieści się poza teoriami, zwłaszcza jeśli świadomie wykorzysta się sposobność, aby wyjść poza ramy intelektualnych przekonań?...
Moje koncepcje powstają biernie, nie czynnie. To nie jest tak, że teraz siadam i wysilam umysł, żeby stworzyć nową, mądrą koncepcję. Czuję się raczej jak liść niesiony wiatrem. Koncepcje są tylko produktem ubocznym, skutkiem intelektualnej defensywy wobec kolejnych, niechcianych przeżyć, "nieproszonych" doświadczeń, są tylko tym, co jeszcze wyziera po zeskrobaniu kolejnych warstw złudzeń.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
RychuBaca
post 18.02.2013 - 10:10
Post #258


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(stray.ghost @ 17.02.2013 - 19:05) *
Jeśli to nie tajemnica, czy współpracujesz może z jakimś domem opieki?
Nie, ale myślę o jakiejś formie zaangażowania w ramach ośrodka opiekuńczego dla dzieci porzuconych i z rodzin patologicznych. Jednak czuje, że musi dojrzeć we mnie ta decyzja. Ze starszymi ludźmi mam kontakt poprzez fakt, że odwiedzam ich w domu raz lub dwa razy w roku na terenie wiejskim kilku gmin. Oprócz wielu różnych rzeczy, które robię, to od paru lat pracuję również jako kominiarz. :)

CYTAT(stray.ghost @ 17.02.2013 - 19:05) *
"Mój" Bóg nie ma z tymi istotami nic wspólnego. Niczego nie kreuje ani nie ceduje twórczych kompetencji na innych. On po prostu świeci jak słońce. Jego promienie padają z ciepłą łagodnością na obszary, które pozwalają tym promieniom do siebie dotrzeć. Nie dostają się do ukrytych pomieszczeń, głębokich lochów, krętych zakamarków. Nie przenikają murów, bo miłość nie jest ekspansywna, nie narzuca się. Dowodem na istnienie "mojego" Boga jest tylko ta odrobina dobra, którą ma w sobie spora część ludzi i innych stworzeń (kartezjański schemat myślowy).
Moja wiedza o gnostykach jest płytka, "wikipedyczna", ale zacytuję jeszcze raz te kilka zdań, z którymi w pewnym stopniu się utożsamiam: "Zgodnie z przesłaniem gnostyckim, człowiek egzystuje w nieprzyjaznym świecie, do którego został "wrzucony". Świat jest obcy Prawdziwemu Bogu i nie jest jego dziełem, lecz dziełem sił niższych...Człowiek jest niespójnym konglomeratem ciała, duszy oraz ducha (pneumy). Jego prawdziwą jaźnią jest pneuma, równie obca światu, jak Bóg. Prawa natury zniewalają człowieka, a jego ciało i dusza (w tym psychika) aktywnie mu się przeciwstawiają, ograniczają i upokarzają".
[...]
Moje koncepcje powstają biernie, nie czynnie. To nie jest tak, że teraz siadam i wysilam umysł, żeby stworzyć nową, mądrą koncepcję. Czuję się raczej jak liść niesiony wiatrem. Koncepcje są tylko produktem ubocznym, skutkiem intelektualnej defensywy wobec kolejnych, niechcianych przeżyć, "nieproszonych" doświadczeń, są tylko tym, co jeszcze wyziera po zeskrobaniu kolejnych warstw złudzeń.
Twoja wizja jest piękna, a jej estetyka w odbiorze powoduje, że jest bardziej pociągająca niż np. ten opis gnostyczny. :) Może nie bez powodu widziane w poza świetliste istoty często przyjmowane są za boskie lub boga? Kiedyś Natasza porównywała życie do snu, co miało ukazać nasze złudzenie, ale też niezależność cierpienia od boga(?). Mnie jakby automatycznie skojarzył się z tym obraz śniącego dziecka, którego twarz podczas snu czasem przyjmuje grymas smutku, a czasem szczęścia. Rodzic może widzieć, że w świecie snu dziecko może przeżywać różne stany od cierpienia po szczęście, ale wie, że to tylko sen, że w rzeczywistości nic dziecku się nie stanie, chociaż w śnie realność strachu, płaczu czy szczęścia jest całkowita. Mało tego, rodzic z troską zapewni odpowiednie warunki, aby sen był spokojny i niezakłócany. :)

Być może część tego typu alegorii to wynikające z wewnętrznych potrzeb próby wytłumaczenia prostym językiem (sobie i innym) bardziej złożonych zależności (i tajemnic) związanych z ludzką egzystencją, co może dawać poczucie wytchnienia dla wewnętrznych niepokojów i wątpliwości? Myślę, że na pewny etapie czy poziomie taki rodzaj koncepcji jest potrzebny i pomocny. Pisząc we wcześniejszym poście o tym, bardziej miałem na myśli te koncepcje, które w historycznej perspektywie przyjmują postać aksjomatyczną, jeśli nie w całości, to przynajmniej w podstawowych założeniach (na poziomie przekazu i odbiorcy). Osobiste koncepcje rozumiem chyba podobnie jak ty, jako przejaw wewnętrznej aktywności (fajnie opisałeś proces ich powstawania i znaczenia), od której myślę, zależy również to, co z naszymi będzie się z nimi działo dalej(?). Jeśli sam miałbym się utożsamić z jakimś poglądem, to najbliżej kompatybilny z moimi odczuciami, zrozumieniem i doświadczeniem jest agnostycyzm, może nie w pełnej sokratejskiej formie "wiem, że nic nie wiem", ale "wiem, że nie wiele wiem, a czym więcej poznaję, przekonuję się, jak bardzo nie wiele". :)

PS
Drogi stray.ghost'cie, dodam jeszcze, że bardzo rzadko w swoich wypowiedziach odnoszę się bezpośrednio do poglądów i wypowiedzi rozmówcy, nawet jeśli je cytuję. Chodzi mi o taki wymiar osobistych uwag, oponowania, przekonywania, poprawiania czy pouczania. Jeśli mam do zakomunikowania jakiś bardziej osobisty przekaz, staram się to wyraźnie zaznaczyć (także powody, motywację itd.) i najczęściej korzystam z WP, jeśli to możliwe. Piszę o tym, aby być dobrze rozumianym, tym bardziej że rozmowa przez internet ma swoje ograniczenia, nie wspominając o moich własnych związanych z wyrażaniem się, doborem słów itd. Pozdrawiam. :)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
stray.ghost
post 18.02.2013 - 16:13
Post #259


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(RychuBaca @ 18.02.2013 - 10:10) *
...Ze starszymi ludźmi mam kontakt poprzez fakt, że odwiedzam ich w domu raz lub dwa razy w roku na terenie wiejskim kilku gmin. Oprócz wielu różnych rzeczy, które robię, to od paru lat pracuję również jako kominiarz. :)...
Kojarzy mi się to z "dziejami" Zenona Laskowika, który na pewnym etapie życia porzucił karierę estradową na rzecz posady listonosza. I chyba, podobnie jak Ty, główną motywację czerpał nie z tego, czym to zajęcie jest samo w sobie, ale właśnie z jego rozmaitych (tych wyższych) "wartości dodanych".
Mnie również zdarzyło się w swoim życiu wyczyścić (nieprofesjonalnie) kilka kominów, a nawet rozebrać zapchany sadzą piec, niestety raczej nikt nie trzymał się w tym czasie za guzik :) Muszę przyznać, że jest to zajęcie podnoszące adrenalinę (zwłaszcza, gdy chodzi o zdradliwe i niedostępne kominy wymagające spacerów po kalenicach).
Sorry za lekki offtop, zakładam, ze dopóki mówimy o "wartościach" wciąż jeszcze nawiązujemy do tematu Boga. W każdym razie świat z perspektywy komina wydaje sią czasem piękniejszy a i niebo jakby trochę bliższe :)

CYTAT(RychuBaca @ 18.02.2013 - 10:10) *
...Twoja wizja jest piękna, a jej estetyka w odbiorze powoduje, że jest bardziej pociągająca niż np. ten opis gnostyczny. :) ...
Ale dopiero razem dają jakiś obraz tego o co mi chodzi :)
I obraz ten w moim odczuciu w ogóle nie jest pociągający, raczej ponury, chociaż z nutką nadziei.

CYTAT(RychuBaca @ 18.02.2013 - 10:10) *
...dodam jeszcze, że bardzo rzadko w swoich wypowiedziach odnoszę się bezpośrednio do poglądów i wypowiedzi rozmówcy, nawet jeśli je cytuję. Chodzi mi o taki wymiar osobistych uwag, oponowania, przekonywania, poprawiania czy pouczania...
Nie krępuj się :) Twoje "oponowanie" to sama słodycz :)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
iumi
post 18.02.2013 - 18:39
Post #260


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy


Notatnik


"Bóg zgodnie z nauką Jezusa Chrystusa byłby znacznie bardziej zadowolony, widząc waszą przemianę niż waszą religijność. Byłby znacznie szczęśliwszy z powodu waszej miłości niż z powodu waszej adoracji."
Jezus nawoływał abyśmy przyznawali pierwszeństwo temu , co najważniejsze. Istota ludzka jest ważniejsza od szabatu.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
bielik110
post 19.02.2013 - 19:45
Post #261


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Kocham was Boże:))))

Ja znam dużo religii:)

Ale wybrałem MIŁOŚĆ I AKCEPTACJĘ:)

MIŁUJĘ I POZDRAWIAM:)))
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Kronopio
post 01.03.2013 - 13:21
Post #262


zdrogi.blogspot.com
Ikona Grupy
Grupa: OOBE VIP


Notatnik


Zagadka:
"Będziesz kochał Pana Boga swego". Co zamierzasz z tym uczynić? Jeśli mocno próbujesz kochać Boga, możesz spytać siebie: "Dlaczego to robię?". Odkryjesz, że robisz to, ponieważ chcesz być prawy. W końcu Bóg jest panem wszechświata i jeśli nie kochasz go, to znajdziesz się w smutnym stanie. Zatem uświadamiasz sobie, że kochasz go, ponieważ obawiasz się tego, co stałoby się z tobą, gdybyś go nie kochał. Myślisz wtedy: "To dość parszywa miłość, nieprawdaż? To zła motywacja. Chciałbym to zmienić. Chciałbym kochać Boga szczerym sercem". Lecz dlaczego chcesz to zmieniać? Uświadamiasz sobie, że powodem, dla którego chcesz mieć inny motyw, jest ten sam motyw. Mówisz zatem: "Na niebiosa, Boże mój, mam problem. Proszę, pomożesz mi?". Wtedy on przypomina ci: "Dlaczego to robisz? Po prostu poddajesz się, czyż nie? Prosisz, by ktoś inny przejął twój problem". Nagle zdajesz sobie sprawę, że utknąłeś...
Go to the top of the page
 
+Quote Post
RychuBaca
post 01.03.2013 - 14:46
Post #263


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(Kronopio @ 01.03.2013 - 13:21) *
"Będziesz kochał Pana Boga swego". Co zamierzasz z tym uczynić? Jeśli mocno próbujesz kochać Boga, możesz spytać siebie: "Dlaczego to robię?". Odkryjesz, że robisz to, ponieważ chcesz być prawy. W końcu Bóg jest panem wszechświata i jeśli nie kochasz go, to znajdziesz się w smutnym stanie. Zatem uświadamiasz sobie, że kochasz go, ponieważ obawiasz się tego, co stałoby się z tobą, gdybyś go nie kochał. Myślisz wtedy: "To dość parszywa miłość, nieprawdaż? To zła motywacja. Chciałbym to zmienić. Chciałbym kochać Boga szczerym sercem". Lecz dlaczego chcesz to zmieniać? Uświadamiasz sobie, że powodem, dla którego chcesz mieć inny motyw, jest ten sam motyw. Mówisz zatem: "Na niebiosa, Boże mój, mam problem. Proszę, pomożesz mi?". Wtedy on przypomina ci: "Dlaczego to robisz? Po prostu poddajesz się, czyż nie? Prosisz, by ktoś inny przejął twój problem". Nagle zdajesz sobie sprawę, że utknąłeś...
Może jednym z kluczy jest uświadomienie sobie i zaakceptowanie własnej sytuacji? Uzmysłowienie, że to, co nam się zdaje (tzn. tym, co jest naszym przekonaniem, wiarą, pokładem nadziei), jest głównie tym, co się zdaje (we własnym obszarze samoświadomości, jak i postrzeganiu świata)? Po części to wymaga uczciwości wobec siebie, a wpierw dostrzeżenia i uznania przed sobą własnej nieuczciwości (ograniczoności). Czasem rezygnacji, ze swoich koncepcji, idei, nadziei (które często tak naprawdę nie są własnymi) i przywiązania do nich. Oczywiście to nie musi oznaczać końca, mogą czekać (i pewnie będą) kolejne utknięcia i zapętlenia, ale z mojej osobistej perspektywy, są to bardzo wartościowe doświadczenia.

"Prawda niekoniecznie musi być jednoaspektowa.(...) Tylko w relacji do tego, co fałszywe, tylko w relacji do innych ujęć można powiedzieć o czymś, że jest prawdą. Natomiast koncepcja prawdy ponadczasowej, wiecznej, bez punktu odniesienia, wydaje się problematyczna."
-- Tenzin Gjaco
Go to the top of the page
 
+Quote Post
pigsonwings
post 01.03.2013 - 19:47
Post #264


haereticus
*******
Grupa: Podróżnicy


Notatnik


CYTAT(Kronopio @ 01.03.2013 - 13:21) *
Zagadka:
"Będziesz kochał Pana Boga swego". Co zamierzasz z tym uczynić? Jeśli mocno próbujesz kochać Boga, możesz spytać siebie: "Dlaczego to robię?". Odkryjesz, że robisz to, ponieważ chcesz być prawy. W końcu Bóg jest panem wszechświata i jeśli nie kochasz go, to znajdziesz się w smutnym stanie. Zatem uświadamiasz sobie, że kochasz go, ponieważ obawiasz się tego, co stałoby się z tobą, gdybyś go nie kochał. Myślisz wtedy: "To dość parszywa miłość, nieprawdaż? To zła motywacja. Chciałbym to zmienić. Chciałbym kochać Boga szczerym sercem". Lecz dlaczego chcesz to zmieniać? Uświadamiasz sobie, że powodem, dla którego chcesz mieć inny motyw, jest ten sam motyw. Mówisz zatem: "Na niebiosa, Boże mój, mam problem. Proszę, pomożesz mi?". Wtedy on przypomina ci: "Dlaczego to robisz? Po prostu poddajesz się, czyż nie? Prosisz, by ktoś inny przejął twój problem". Nagle zdajesz sobie sprawę, że utknąłeś...



Dlatego skoro Bóg jest jednym z twoich aspektów, jest tobą, jest wszyskim, nieskończoną miłością w której możesz sie skapać, łatwiej zrozumieć miłość do niego, jest ona miłością do samego siebie, do bliźniego. Siebie przeciez musisz pokochać aby czysto myśleć, bez miłości do siebie nie ma miłości do Boga. Bez miłości do siebie nie ma miłości dla bliźniego.
Go to the top of the page
 
+Quote Post

13 Stron V  « < 11 12 13
Reply to this topicStart new topic

 

Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park