Przynudzacie chłopaki z tymi radami, a szczególnie z ta szkodliwością kościoła. Do wora z wami.
Często tam chodzę z rodzinka i miałem parę fajnych wyjść w czasie mszy świętej.
Raz wpadła do mnie świecąca babka na budowę w realu, stanęła pod drzwiami i mi truła, ze jestem gruby.
Uszanowałem ja, bo solidnie świeciła a mi brzuszysko rośnie, przyznaje.
Potem się dowiedziałem ze Herbina w tym czasie za mną ganiała na półświadomie i myślała ze przytyłem a takich nie lubi. Innym razem wciągnęło mnie żywcem na drzewo i ktoś zaczął mi grzebać w ciele. Nie poznałem kto to.
Herbina potem powiedziała,- robiłam ci psikusa wyobrażając sobie ciebie na drzewie, wyprawiałam swoje honolulu, tyle ze dzień się nie zgadzał, a i tak się dało.
Na zlocie ciągnęli mnie za nogę , trochę potem bolało. Conchi podsunąłem się pod twarz i pogmerałem jej po policzkach. Miala podobne wrażenia jak ty z ta ręka a ja stałem sobie przecież fizycznie dwa metry od niej i tylko się przyglądałem.
Słabniemy często, gdy ludzie się fazują w naszym pobliżu, zwłaszcza przy tych eterycznych zmianach, dostrajamy się do nich samoczynnie. Nie przygotowani , sami sobie winni, trwonimy wtedy energie, eksploduje ona jak światło na boki.
Msza wprawia ludzi w trans, ludzie stoją, poszerzają się niefizycznie. Trzeba się trochę przesunąć albo zjeść cukierka, tez pomaga. Słabniecie i nieprzyjemne palenie nie zaszkodzi, daje nam znać, ze coś zachodzi w naszej energii, jakieś spięcia.
W czasie ustawianek na zlocie, Kronopia pociągnęło za rękę , wielkie dziwy, wszystkich ciągnie co rusz i do wszystkich wpadają niefizycznie koledzy, a ze się trochę pośmieją.
Piętnaście opasłych eksperymentów z AP, trzeba czytać, sa trochę długawe ale sporo wyjaśnia.
http://cialka.net/tag/eksperymenty/pl/trochę dla rozluźnienia
http://zenforest.wordpress.com/2009/05/03/...a-do-medytacji/