Doznania, Sen |
|
|
krzychu.dd
|
12.03.2011 - 13:00
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 136
Dołączył: 12.03.2011
Nr użytkownika: 8380

|
A więc witam wszystkich. Na początek powiem tylko że mam 16 lat i OOBE interesuję się jakiś niecały rok. Przez ten czas wyszedłem (można powiedzieć niechcący) raz. Nie wiem czy to dobry dział, jeśli jest jakiś właściwszy proszę o przeniesienie :). Opiszę moje pierwsze wyjście, które miało miejsce jakiś czas temu. Jak co dziennie medytuję sobie, leżąc, starając się wyciszyć umysł. Tamtego dnia przysnąłem podczas medytacji... Odzyskałem po jakimś czasie świadomość. Poczułem że moja świadomość kurczy się do punktu na środku klatki piersiowej, na czakrze serca. Wtedy nie byłem zaznajomiony jeszcze z czakrami czy jakimikolwiek tego typu rzeczami. W miarę kurczenia świadomości a co za tym idzie tracenia kontroli nad ciałem pojawił się szum, pisk, falowanie i ostatecznie paraliż. Podczas niego oczywiście musiała się pojawić wizualizacja demona, żeby utrudnić. Emanowało z niego okropne zło, dosłownie odczucie zła, tak realne jak dotyk czy słuch w świecie materialnym. Na marginesie powiem tylko że chciał dotknąć mojej głowy lecz coś go zatrzymywało, był pewien opór. Przezwyciężyłem strach i zacząłem wychodzić. Czułem się przyklejony do ciała fizycznego, podobnie tak jak to opisywał Monroe, z małą różnicą, opór pojawił się tylko w tym punkcie na środku klatki piersiowej a nie na całym ciele, jak to nieraz zdarza mi się przeczytać na forach. W końcu wyleciałem, strach ustał, zupełnie o nim zapomniałem. Potem chodziłem sobie po domu, ogólnie rzecz biorąc nic ciekawego. Gdy cofnęło mnie do ciała przypomniałem sobie o strachu, został w moim mózgu. Uspokoiłem się i poszedłem spać. Zdarza się mi pewna rzecz najczęściej gdy jestem dość zmęczony. Kładę się załóżmy o 12 w nocy. Układam się wygodnie, zamykam oczy i w tym samym momencie pojawiają się głosy w głowie. Słychać je co kilka sekund, czasem pojawiają się dwa lub kilka na raz. Są to zupełnie przypadkowe słowa, czy też zdania jakie mogły by być użyte podczas dnia codziennego np. "kup chleb", "jajka", "jadę autem", "chcę kotka" itp. itd. Doszedłem do wniosku, że mózg mógłby powtarzać to co słyszałem kilka dni temu czy tego samego dnia, ale tego nie może robić ze względu na to, że takowych nie słyszałem. Najlogiczniejsze zdanie jakie się pojawiło to "Ty i Ja, jednym jesteśmy". Mam takie odczucie w środku że to nie są moje myśli. Dlaczego? A no dlatego, że nie da się ich wyciszyć, tak jak to robię podczas medytacji. Wyciszę jedną, pojawia się chwila spokoju, lecz wtrąca się następna, bez powodu, od tak sobie przychodzi. Wyciszanie umysłu w miarę mam opanowane więc normalnie dało by się to wyłączyć, ale się nie da za nic. Pytanie brzmi, co to jest, czy ktoś coś podobnego miał? Od kiedy to mam trzy razy w ciągu 5 ostatnich dni miałem takie jakby niedokończone odłączenie od ciała. A więc kładę się na łóżku, staram się delikatnie utrzymywać świadomość. Po pewnym czasie tracę ją i odzyskuje po pewnym czasie. Dzieje się to za sprawą pisku i szumu identycznego jak przy pierwszym OOBE. Tak jak wtedy czuje że świadomość zaczyna się kurczyć do czakry serca, robię się taki malutki, szum narasta, pojawia się dźwięk pulsowania. Teraz powinien pojawić się paraliż i wyjście z ciała a najnormalniej cofa mnie do normalnego stanu, trwa to może z minutę. Wszystko ucicha. Czemu nie mam paraliżu choć powinien być. Zaznaczam, że kładę się normalnie spać bez żadnych metod 4+1 czy czegokolwiek innego z tego rodzaju. Idąc dalej, napiszę o dwóch przypadkach jakie się zdarzyły ostatnio. Parę dni temu około pierwszej w nocy, grałem sobie na kompie. W pewnym momencie pojawiło się uczucie coś jak panicznego lęku, przeświadczenia, że coś się zaraz bardzo złego wydarzy.To uczucie było także bardzo realne jak np. dotyk. Było to uczucie bardzo podobne do tego które towarzyszyło mi podczas paraliżu. Po chwili to ustąpiło. Nic złego się nie stało, nie wiem skąd się to uczucie wzięło. Zauważyłem, że pies sąsiada zaczął wtedy szczekać i przestał w tym samym momencie jak to uczucie mnie opuściło. Powtórzyło się to parę dni później. Nie wiem czy ma to jakiś związek ale, ostatnio miało miejsce tsunami na wybrzeżu Japonii, a ostatnimi czasy Japonią się interesuję, ich kulturą, językiem itd. Można powiedzieć, że jest jakaś więź, może powiązania z poprzedniego wcielenia, kto wie :). Przeczytałem kiedyś na tym forum temat, bodajże na wakacjach. Pewien forumowicz pisał o tym, że miał bardzo realny sen. Pisał o tym, że siedział w jakimś pomieszczeniu, było tam dużo ludzi. Znajdowała się też tam pewna dziewczyna, jak ją wtedy określił, podobna do jego koleżanki. Coś mówiła lecz nie wiedział co. Po śnie czuł cholerną tęsknotę do niej. Po co to mówię? Dlatego, że parę dni wcześniej zanim tamten temat powstał miałem ten sam sen. Zgodność była przerażająca. Dokładnie to samo czułem. Opiszę troszkę bardziej szczegółowo: Znajduję się w pustce jaka ma miejsce pomiędzy snami, nie wiem czy to kiedyś ktoś poczuł. Często czuję ją gdy śpię. Mam szczątkową świadomość istnienia, jest tylko nic. Nie ma celu, nie ma powodu by robić cokolwiek.... Zaczyna się pojawiać obraz pomieszczenia, prawdopodobnie prostokątnego. Siedzę wśród ludzi, siedzimy dookoła pokoju, chyba na jakiś ławeczkach. Nie zauważałem szczegółów osób. Nie było to wtedy ważne. W sercu czuję że to jest jakaś ceremonia, na którą czekałem bardzo długo, ma zajść swego rodzaju przemiana, nie wiem jaka. Czuję nutkę ekscytacji. Nagle zauważam młodą dziewczynę, podobną do mojej koleżanki, była naprawdę piękna. Miałem wrażenie, że znam ją bardzo długi czas. Podchodziła kolejno do każdego kto siedział na ławeczkach i całowała go. Każdy czekał cierpliwie na swoją kolej. Ekscytacja rosła, zbliżała się do mnie... W końcu podeszła, uśmiechnęła się, poczułem radość i miłość emanującą z niej. Spytała: - Jesteś gotowy? Pojawiło się wątpliwość co odpowiedzieć. Taki lekki brak pewności, czy to już, czy jestem gotowy na to "coś" na co czekałem. Odpowiedziałem "Tak, jestem". W tym samym momencie dziewczyna zbliżyła się i pocałowała mnie. Obraz znikł na chwilę, pojawiły się "takie jakby mroczki. Czułem jak by płynął przeze mnie silny prąd, lecz nie było bólu. To było piękne, przepełnione miłością uczucie. Coś jak połączenie. Otrzymałem coś w rodzaju energii. Nie trwało do długo. Gdy po chwili wróciłem do siebie zapytała "Wszystko dobrze?". Odpowiedziałem tak. Na koniec uśmiechnęła się i poszła dalej w prawo do kolejnej osoby. W tym momencie sen się urwał i wróciłem do ciała fizycznego. Zacząłem płakać, to było zbyt silne, zbyt piękne. Ogarnęła mnie tęsknota do tego świata, doskonałego świata, pełnego miłości, do tej dziewczyny. Zrozumiałem wtedy co znaczy że nasz świat jest tylko lichym cieniem prawdziwego życia. To zdarzenie odmieniło mnie. Zacząłem dostrzegać piękno świata wszędzie, Zdałem sobie sprawę, że nasza matka Ziemia może być też takim rajem, lecz nasze Ego, żądza władzy, pieniędzy, zatwardziałość serca i ignorancja na wewnętrzny głos wołający "Nawróć się!" nie pozwala nam żyć w raju. Szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, jak powstał świat, czemu to tak działa, pchamy się wszędzie z naszą umiejętnością analitycznego myślenia, zamiast to pokochać za to jakim jest, bez zgłębiania zasad czegokolwiek. Można to porównać do tego co czujemy do prawdziwego przyjaciela. Kochamy go za to jakim jest, nie próbujemy go zmienić, nie kroimy go i nie patrzymy jak na królika doświadczalnego, nie staramy się go wykorzystać. Dlaczego tak nie zrobić ze światem, z naszą Ziemią. Teraz rozumiem sens akceptacji wszystkiego, ponieważ to jedyna droga do szczęścia... Teraz odnośnie czakr. Przed tym jak wyszedłem z ciała, podczas medytacji czułem, że w okolicach czakry splotu słonecznego czuję, jakby ktoś mnie tam uderzał i to mocno, dosłownie aż się zginałem, całe plecy się napinały. Czytałem, że to oznaka, iż czakra splotu słonecznego jest aktywna. Co dziwne, po pewnym czasie(ok. 2 tyg.) zjawisko to znikło. Czemu? Co do tego tematu mam coś do powiedzenia: http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopic=5855. Chodzi o "...4 tą sercową też można wbić kołek młotkiem dużym i za uderzeniem czuje się miejsce tej czakry po czym odsuwa się kości...". Jak raz tak zrobiłem z tym kołkiem i młotkiem to poczułem okropne gorąco w tym punkcie. Od tej pory cały czas czuje czakrę serca, nawet podczas zwykłego dnia. Czemu się tak dzieje? Czytałem, że otwarcie czakry serca prowadzi do umiejętności uzdrawiania, a ja nic takiego nie mam. Więc czemu poczułem to gorąco? Ostatnio podczas medytacji zauważyłem, że gdy staram się otworzyć czakrę gardła pojawia się ta słynna "kula w gardle" świadcząca o blokadach nałożonych na tą czakrę. Może ktoś podpowiedzieć jak tą czakrę odblokować? Od kiedy sięgam pamięcią to zawsze gdy pomyślałem o punkcie między oczami, zaczynałem czuć takie fajne muskanie jak by ktoś dotykał czoła palcem. Bawiłem się tak nieraz jak byłem mały. Jakieś 1,5 roku temu dowiedziałem się zagadnieniu czakr. Zorientowałem się wtedy, że to co czułem do tej pory to była czakra trzeciego oka. W zasadzie pracę z czakrami, podczas medytacji rozpocząłem jakieś 3 miesiące temu, ale dopiero ostatnio, podczas energetyzowania i skupianiu się na tej czakrze zacząłem odczuwać silny "prąd", łaskotanie, nie wiem jak to nazwać. Podczas zwykłego dnia coraz częściej i silniej odczuwam tą czakrę. Czy o przesłanka że niedługo się otworzy całkowicie? Zainteresowanych tematem, posiadających wiedzę na temat czakr proszę o pomoc :). Trochę się przeciągnęło ale dostałem weny :). Pozdrawiam.
|
|
|
|
|
|
masa
|
12.03.2011 - 17:23
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 1723
Dołączył: 25.02.2010
Nr użytkownika: 7779

|
Żeś sie rozpisał ale milo się czytało:) Te głosy pojawiają się zwykle przed stratą świadomości, na granicy, zauważ że słyszysz je w chwili kiedy znowu ją odzyskujesz a one na chwile znikają a słuchając ich wciągasz się w sen. Nie wiem czy to czyjeś myśli wydaje mi się bardzie ze raczej my je kreujemy jakaś nie świadoma w tym momencie cześć nas.
"Przed tym jak wyszedłem z ciała, podczas medytacji czułem, że w okolicach czakry splotu słonecznego czuję, jakby ktoś mnie tam uderzał i to mocno, dosłownie aż się zginałem, całe plecy się napinały. Czytałem, że to oznaka, iż czakra splotu słonecznego jest aktywna. Co dziwne, po pewnym czasie(ok. 2 tyg.) zjawisko to znikło. Czemu?"
Z moich obserwacji wynika bardziej to ze kiedy własnie czujesz to w taki sposób to nie jest aktywna ale to jakby ktoś pukał ci do drzwi żebyś otworzył Czu odczuwałeś mocny gniew jakoś wcześniej przed tym zdarzeniem? Zauważ ze własnie przymkniętą czakrę gardła czy oka czujesz trochę inaczej każdą z nich a jednak je czujesz. Teraz nie czujesz czakry splotu słonecznego albo czujesz ją jako pustkę wiec?
Żeby otwierać czakrę oka podobno wystarczy własnie tylko obserwacja jej żeby szybciej zacząć ja odczuwać możesz spróbować medytować z otwartymi oczami patrząć bez mrugania w jeden punkt. Spróbuj coś takiego: Idż do lustra i patrz skupiony w siebie, możesz najpierw patrzeć tylko na jedno swoje oko "cofać jakby wzrok" obejmując cały obraz. Napisz coś widział:)
Pozdrawiam
Edit: Aczkolwiek mogę się mylić co do interpretacji, a z twojego opisu wynika ze to co robisz wspaniale działa wiec;p
|
|
|
|
|
|
krzychu.dd
|
12.03.2011 - 17:28
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 136
Dołączył: 12.03.2011
Nr użytkownika: 8380

|
Pablo, co rozumiesz pod tym, że nie masz warunków? Grozi ci ktoś, za to, że próbujesz medytować? W moim przypadku dotarcie do tego momentu w którym teraz jestem wcale nie było na siłę tak jak to się niektórym wydaje. Dwa lata temu zdałem sobie sprawę z tego, że rodzice i moje otoczenie zbyt ingeruje w to kim jestem, w moje zachowania, mówiąc tego nie wolno, a tego broń boże. Zacząłem szukać w internecie odpowiedzi, nie prawników czy ludzi "uczonych przez system" by nas mamić jaki ten świat konkurencji, bogactwa i pieniędzy jest dobry. Nawet w tym wieku człowiek to zauważa, że z tym światem jest coś nie tak. A więc tak szukałem zdań innych szarych ludzi którzy również buntowali się z tego czy tamtego powodu. Zastanawiałem się czemu skoro tyle ludzi zauważa problem istniejący w tym świecie, jest jak jest. Było to męczące, naprawdę. Widziałeś jak ludzie ślepo chodzą za pieniędzmi, sławą, spychając swoje potrzeby, prawdziwe potrzeby na drugi plan, spychając chęć bycia kochanym i szczęśliwym. Zastanawiałem się nad tym dość długo i niedawno mnie olśniło. Problem nie leży w naszym otoczeniu tylko w tym jak my postrzegamy świat. Wszystko jest przykryte, takim kurzem który robi nam chęć bycia lepszym, bogatszym. Ciągle chcemy karmić swoje ego a warstwa kurzu narasta. Do czego dążę? To wszystko zaczyna nam coraz bardziej przysłaniać prawdziwy cel ludzkiego istnienia. Medytacja, kontemplacja myśli, marzenia... między innymi przez takie czynności zaczynamy widzieć świat od nowa. Hmm, dlaczego od nowa skoro to już było w nas od zawsze, tylko przykryte przez innych ludzi którym dawaliśmy się manipulować, przyjmując ich myślenie za swoje własne. Zamiast iść swoją ścieżką która dam nam najwięcej szczęścia ludzie próbują upodabniać się do kogoś. Jest to niemożliwe. Medytacja to nic innego jak czyste obcowanie z umysłem, bez ingerencji czegokolwiek z zewnątrz. Wszystkie religie świata powiedzą Ci, że prawda jest w wewnątrz każdego z nas, lecz jest przykryta. Osoba gotowa do tego zacznie ją zauważać, zacznie samodzielnie myśleć, przestanie patrzeć na resztę społeczeństwa jak na coś co jest wszechwiedzące. "Mogę pokazać ci drzwi, ale sam musisz przez nie przejść". Tak więc do roboty, nie ulegajcie wpływom innych, lecz sami w głębi serca zastanówcie się czy coś ma sens, czy to ma jakiś pożyteczny wpływ na wasze samopoczucie. Zmieniając siebie, zmieniamy świat. :)
Do masa: Co do tych głosów. Ty mówisz o głosach które również zaobserwowałem przed zaśnięciem. Nieraz zamiast takich głosów słychać muzykę czy coś podobnego. Prawdopodobnie chodzi Ci o takie bardzo realne tak jakby było je słychać w uszach. Lecz ja pisałem o innych. One są podobne do zwykłej myśli np. włączam kompa i pojawia się "co by tu dzisiaj robić". Jedyna różnica to, że są bardziej wyraźne od zwykłej myśli, nie wiem jak to wytłumaczyć. Nie, odczuwałem gniewu, przynajmniej nie pamiętam. Jedyne co czułem to irytację, że całą relaksację szlak trafiał bo dosłownie podskakiwałem z łóżka podczas tego uderzenia. Tak jak by ktoś przystawiał ci nóż do pleców a ty odskakujesz. Co do czakry trzeciego oka. No więc stanąłem przed lustrem i patrze. Co się działo? Cała twarz się deformowała dziwnie. Raz usta się powykrzywiały, a to oczy były całe czarne. Cuda, cudeńka. Dwa razy pojawiła się plama czerwono-pomarańczowa taka iskrząca o średnicy tak z 7cm kapke wyżej od linii oczu. No i to co zawsze się dzieje jak się patrzy w jeden punkt, obraz zaczął zanikać. A co miałem widzieć. :D
|
|
|
|
|
|
krzychu.dd
|
13.03.2011 - 10:30
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 136
Dołączył: 12.03.2011
Nr użytkownika: 8380

|
Niech ktoś powie co to może oznaczać. Mam takie coś, że praktycznie w każdym momencie mogę wywołać wibracje, takie falowanie ciała. Czasami dopada mnie to jak np. siedzę sobie przy kompie, tak samo z siebie ciało zaczyna falować. Takie przyjemne uczucie. Przychodzi ono tylko gdy ciało fizyczne się zrelaksuje, nie ruszam się przez jakiś czas. Mogę to wywołać nawet gdy mam otwarte oczy, wtedy cały obraz się delikatnie trzęsie, lecz się nie deformuje. Im więcej medytuje tym mam większą "władzę" nad tym zjawiskiem. Chciałem też nawiązać do tego, iż ma ono swoją właściwość. Jeszcze miesiąc temu wibracje miały większą częstotliwość, ale ostatnimi czasy częstotliwość delikatnie spadła. Ja w rzeczywistości się nie ruszam lecz mam takie uczucie. Druga sprawa ma się pewnej rzeczy, która często ma miejsce podczas gorączki. Może ktoś to miał. Jest to taki jakby specyficzny sen. W moim przypadku podczas niego oglądam taką jakby taflę wody. Gdy owa tafla jest nieruchoma lub tylko delikatnie faluje czuje się tak dobrze, spokojnie jak byś się najarał czegoś, jest taka pusta w umyśle. Im bardziej to zaczyna falować, fale robią się takie malutkie, czuję takie bardzo nieprzyjemne uczucie, wręcz złe. Coś jak by ktoś machał nad tobą siekierą a ty nie mogłeś uciekać xD. Coś trzyma mnie w tym, nie mogę uciec od tego uczucia czy to jest ten spokój czy też ta nieprzyjemność. Podczas tego czuje się takie połączenie ze wszechświatem, tak jak bym to ja był nim. Mój brat zaobserwował to samo z ta różnicą, że nie widzi fali tylko bąbelki analogicznie mniejsze i większe. Im większe tym lepiej się czuje i na odwrót. Ostatnio takie coś podczas gorączki spotkało mnie parę lat temu. Zaobserwowałem, że występuje u mnie zawsze gdy mam wysoką gorączkę w okolicach 38-39 stopni. Dlaczego piszę o takim w zasadzie nic nie znaczącym śnie? Można przecież sobie powiedzieć, że podczas gorączki mózg nie funkcjonuje jak powinien czy coś, dlatego takie coś się pojawia. Zaraz napiszę dlaczego. Jakiś czas temu przypomniałem sobie to tym zjawisku i postanowiłem wywołać je w pełni świadomie podczas medytacji. Położyłem się, zacząłem usilnie przypominać sobie to uczucie, to co czułem, widziałem. Po pewnym czasie zaczynał się pojawiać obraz tego, stawało się to prawdą. Była fala, było uczucie spokoju, uczucie swego rodzaju połączenia ze wszechświatem. Gdy fala zaczynała falować coraz intensywniej, nachodziło uczucie dyskomfortu. Zmieniała się średnio co kilka sekund, lecz nie w równych odstępach czasu. Miałem delikatne pole manewru, co do zmiany kształtu owej fali. Zauważyłem jeszcze jeden szczegół, wydawał się dawniej nie istotny, lecz on istniał. Zauważyłem, że obrazowi falowania towarzyszyło coś co wyrastało mi z czubka głowy. Miało to kształt skierowanego czubkiem na sam środek głowy, pustego w środku stożka. Ścianki miały grubość kilku centymetrów. Czułem to tak normalnie jak czuć mogłem nogę. Mogłem tym delikatnie obracać. To jakby masowało sam czubek głowy. Po pewnym czasie, gdy zabawa się znudziła wyszedłem z medytacji. Do czego dążę? Obu zdarzeniom towarzyszyła ta dziwna rzecz wyrastająca z czubka głowy, z tym, że podczas gorączki nie była aż tak odczuwalna, nie zwróciłem na nią zbytniej uwagi. Jakiś czas po eksperymencie z medytacją zacząłem czytać o czakrach. Czytałem, czytałem aż w końcu natrafiłem na to jak odczuwa się aktywną czakrę korony. Przejrzałem kilka obrazków na różnych stronach. Widzę kwiat o tysiącu płatków na czubku głowy rysunkowego gościa... i pomyślałem "O kur...". Na domiar tego, jednym z efektów działania tej czakry jest uczucie jedności ze wszechświatem, a przecież JA TO CZUŁEM! Z tego całego tekstu pytania: 1) Po co, podczas gorączki, ciału astralnemu potrzebna jest bardziej niż normalnie czakra korony? Gdyby była potrzebna zawsze to czy nie odczuwał bym jej cały czas? Dlaczego akurat podczas gorączki(podczas choroby), a nie wtedy gdy organizm jest najbardziej wyniszczony po samej chorobie. 2) Dlaczego skoro jest możliwa aktywacja czakry korony W PEŁNI ŚWIADOMIE, nie jest aktywna cały czas? Czyżby wiązała ze sobą pewne niebezpieczeństwa, gdyby osoba niegotowa zaczęła ją normalnie czuć i z niej korzystać? 3) Skąd pojawiają się wibracje podczas normalnego stanu świadomości, choć z tego co wiem, pojawiają się tylko przed OOBE czy podczas głębokiego relaksu?
Jeśli ktoś ma jakieś przemyślenia proszę się nimi podzielić. Wiem, że opisuje dziwne zjawiska, mogliście się z nimi nie spotkać, ale po prostu chcę się dowiedzieć skąd to się u mnie wzięło, bo być może rozgryzł już takie zagadki.
Pozdrawiam :)
|
|
|
|
|
|
krzychu.dd
|
13.03.2011 - 20:05
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 136
Dołączył: 12.03.2011
Nr użytkownika: 8380

|
Jestem na forum od wczoraj a już mnie lubią. Miło mi i nawzajem. :) Co do wykończenia, masz rację. Najbardziej falowanie jest odczuwalne podczas gdy robię sobie nockę w CSa czy cuś takiego. Im bardziej jestem zmęczony (patrz niewyspany) tym mocniej to odczuwam. Podoba mi się to falowanie bo to jakby masaż całego ciała, bardzo relaksujący. Tak rozróżniam wibracje od tego falowania choć przy ostatnich "prawie" wyjściach z ciała pojawia się falowanie, szum, pisk lecz nie ma paraliżu. Podczas dzisiejszej medytacji postanowiłem wyjść z ciała moją prywatną metodą "na pałę". Co to znaczy? Po prostu intuicyjnie robię to co może mnie przybliżyć do wyjścia, nie trzymając się jakichkolwiek reguł. Tak więc po ok. 15-20 minutach medytacji zacząłem czuć ciało astralne, pływało sobie z ciele fizycznym. Było czuć falowanie, delikatny jakby prądzik na całym ciele a najbardziej w okolicy szyszynki(dla niedoinformowanych to sam środek mózgu). Lecz niestety ciało fizyczne nie chciało za nic wypuścić mnie astralnego na zewnątrz. Z moich ostatnich, że tak to powiem badań wynika, osoba mało ogarnięta w temacie np. ja, nie jest w stanie opuścić ciała świadomie, gdy ciało jest w miarę wypoczęte i ma siłę zatrzymywać ducha próbującego się wydostać. Medytowałem około 15-16 po południu tak więc zmęczony to nie byłem. Aha i takie małe pytanko. Czy podczas wychodzenia, w jakimkolwiek miejscu, czy to dopiero relaksacja, paraliż występuje takie napierdzielanie serca jak by miało wyskoczyć? Miałem tak dawniej lecz to również ustało zaraz po tym jak sądzę ustabilizowała się czakra splotu słonecznego i przestałem uczuć uderzenia w tamto miejsce. Mówi się, że czakra serca to brama do świata astralnego. Podczas medytacji mogę wywołać takie jakby szybsze bicie serca i takie jakby dyszenie, poprzez wymuszenie większego przepływu energii czy czegoś tam przez czakry. Myślę, że mogła się tamtego czasu ustabilizować przez co już tak nie szaleje na nadmiar energii, prany czy czegokolwiek innego. Ale to raczej odpada ze względu na to, że powinna mnie(jeśli jest stabilna) wypuszczać ciałem astralnym na zewnątrz.
Zagmatwane to ale tak pokrótce opisałem moje dzisiejsze przemyślenia. Życzę dobranoc wszystkim, jutro coś sklecę, może będę miał wenę :D.
Pozdrawiam
|
|
|
|
|
|
krzychu.dd
|
14.03.2011 - 16:42
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 136
Dołączył: 12.03.2011
Nr użytkownika: 8380

|
Wiem, że szukam dziury w całym, ale odpowiedź "bo ciało fizyczne musi spać" mnie nie satysfakcjonuje. Być może przez te zabawy nie wyjdę nigdy bo mogę to robić źle. Chcę po prostu zbadać to od początku, czemu tak się dzieje, w jaki sposób do tego dochodzi, że oddzielamy się od ciała i skąd się biorą zjawiska które zauważam a inni nie. Nie chcę na gotowca łykać wszystkiego (może to i głupie i bezsensowne takie odkrywanie na nowo to co zostało odkryte), bo coś przeczytałem. Nawet jeśli jest to w 100% sprawdzone, to i tak na pewno jest szybszy i łatwiejszy, przynajmniej ja w to wierzę. Bo jak wytłumaczyć przypadkowe wyjścia z ciała podczas normalnego, codziennego funkcjonowania, a takie się zdarzają. Rzadko bo rzadko ale są. Może podważam tym waszą wiedzę tak twierdząc, trudno. Cya
|
|
|
|
|
|

2 Stron
1 2 >
|
 |
|