|
Kiedyś , jak bylam bardzo bliska śmierci ( bylam okolo 5 min pod woda) po przebudzeniu juz na brzegu obraz przed oczami zrobil mi sie niebieski i uslyszalam glos ''wszystko bedzie juz dobrze''. Po wyjsciu ze szpitala(brudna woda w plucach) zaczely mi sie pierwsze paralize. Pozniej byl spokoj okolo 8 lat i w momencie kiedy wpadlam w depresje po stracie dziecka ( znów bylam bliska smierci bo dostalam krwotoku) te stany wrocily. Zaczely sie kolejno: Przerazajace paralize ( budzilam sie z martwymi ludzmi w lozku (obok domu mam kosciol i prawie zawsze na drugi dzien byl pogrzeb) w pokoju w paralizu bylo pelno much , demony szarpaly mnie ,dusily , wyly chodzily po domu ,zakrwawione krzyczaly ze umieraja , ze boli itp. przestalam sypiac bo balam sie ze serce mi nie wytrzyma .) Potem to ustalo i przerodzilo sie w wychodzenie z ciala. Najpierw wyciagalam rece , pozniej dochodzilam najdalej do lazienki ale mnie cofalo , potem zaczelam otwierac sobie okno i wychodzilam z ciala , latalam i zaczelam spotykac byty. Wychodze na zewnatrz okolo roku. Czesto nie moge wrocic , wybudzam sie raz, wychodze przez okno chce wrocic, ciagle jednak budze sie w innym wymiarze , kolejny raz sie budze znów astral ale nie moge juz wyjsc bo czesto ....klamki w oknach są już odwrócone na zewnatrz! Wale z calej sily w sciany , drzwi , okna ale byty sie tym nie przejmuja , radosnie do mnie machaja zza szyby;/ Czesto musze przejsc przez okolo 10 , 15 roznych miejsc co przypomina przeciskanie sie przez grube kotary i zzera okropnie duzo energii. Co jest nie tak?
|