CYTAT(Krisss @ 11.12.2012 - 21:16)

Inaczej zaczyna patrzec sie na smierc. Inaczej tez patrzy sie na zycie, ktore nabiera raptem zupelnie innego sensu.
Gdzieś w '86 lub '87 roku moja ciotka miała operację, była pod pełną narkozą. Opowiadała, że po jakimś czasie odzyskała świadomość, uniosła się ok. metra nad stołem operacyjnym i pofrunęła w stronę drzwi, których nie powinno być w ścianie. Drzwi były lekko uchylone, ale nie było nic widać oprócz jasnego, oślepiającego światła. Mówiła, że stanęła przed drzwiami, ponieważ coś ją tam
ciągnęło, jakieś niezwykłe, przyjemne uczucie, ciekawość, oczekiwanie. Miała też pewne obawy, ponieważ wiedziała, że ma operację i brała pod uwagę, że to, co się z nią dzieje, to może już śmierć. Jednak to przykuwające jej uwagę uczucie było tak silne, że się temu poddała i przeszła przez drzwi.
Na początku nic nie widziała (oślepiało ją światło), ale po jakimś czasie zaczęła dostrzegać, że znajduje się na jakiejś zielonej łące z pięknymi kwiatami, świeciło słońce, było słychać śpiew ptaków. Mówiła, że poczuła się tak dobrze, błogo, cudownie, że chciała tam zostać, jednak w którymś momencie przypomniała sobie o dzieciach, o tym, że nie może ich zostawić, że musi dla nich żyć, ale decyzja powrotu nie była tak jednoznaczna (w tym samym roku została wdową z dwójką małych dzieci). Myśląc o dzieciach, wróciła do drzwi, a kiedy przez nie przeszła znalazła się na sali operacyjnej.
Mówiła, że wszystko widziała, tzn. lekarzy, co robili, mówili itd. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ponieważ pochłonęło ją coś innego. Widziała także siebie i mówiła, że się przeraziła oraz miała niezbyt miłe odczucia względem swojego ciała, pomijając, że miała te wszystkie rurki, kable itd. W pewnym momencie zaczęło się jej robić ciemno przed oczami i straciła świadomość, to co się później stało, to było jej wybudzeniem, ale zapamiętała wszystko. Pamiętam, że nie wierzyła w
takie rzeczy, ale od tego czasu coś się w niej zmieniło. Myślę, że dla osób, które przeżyły takie doświadczenie, może to być znaczący moment w życiu.
Sam przeżywałem swoją śmierci kilka razy, ale działo się to we śnie - moment śmierci był momentem odzyskiwania świadomości. Myślę, że można byłoby zaliczyć to do tego, co określa się jako LD, OBE lub NDE, gdyż odczucia i doświadczenia są w tych kategoriach (szok związany ze śmiercią i uświadomieniem sobie, że to koniec, a następnie uświadomienie, że wciąż istnieję, dalej czuję, myślę, postrzegam, widzenie swojego martwego ciała, podróż do światła, odzyskanie pełnej świadomości itp.)
Pamiętam, że ładnych parę late temu był film dokumentalny w TVP o osobach, które przeżyły śmierć kliniczną. Nie oglądałem całego, ale temat, opisy doświadczeń, zmian w życiu nawiązują do tego, co napisałeś w swoim poście o NDE.