|
  |
?, ??? |
|
|
Pavveł
|
05.04.2015 - 22:14
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
Czyż nie jest tak, że pytania rozjaśniają i poszerzają percepcję, świadomość..? Bez pytań nie ma inteligencji, bez inteligencji świat jest pogrążony w ciemności... nie tak? Poza tym, zdaje się, że mamy więcej pytań, niż odpowiedzi i więcej odpowiedzi, niż pytań, co rodzi kolejne zapytania o to, która z odpowiedzi jest ważna... zgadza się? Także czyż to, o co pytamy, w dużej mierze nie definiuje tego, kim i jacy jesteśmy, oraz na co szukamy odpowiedzi, a więc i czego doświadczamy..? Wygląda na to, jakby pytania miały w sobie wielką moc i magię... Czy nie jest tak, że bez pytań nie ma odpowiedzi? A więc bez pytań nie ma też tworzenia, nie ma działania, prawda? A więc zaczynam więcej pytać, by znaleźć więcej odpowiedzi. Więcej słuchać, by gdy się odezwę, mówić rozważnie i skutecznie. Bowiem ile wspaniałych pytań jest do odkrycia? Ile wspaniałych odpowiedzi jest do odkrycia? Ile pytań jest jednocześnie odpowiedziami? I dokąd one nas prowadzą? I dlaczego? Dlaczego... wyszło jak wyszło... po co i dlaczego po to właśnie... i jak... jak jeszcze wyjdzie... Wiele pytań czeka na ich zadanie......
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
05.04.2015 - 22:22
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
... a czy będąc gdziekolwiek w jakimkolwiek momencie swojego życia, to czy przyjmując postawę pytającą [niż działającą bezwiednie na podstawie tego, co wydaje nam się, że już wiemy (a nie jest tak, że często wydaje się nam zwykle, że na dany temat wiemy niemal wszystko, albo przynajmniej bardzo wiele, na tyle żeby się nie zastanawiać zbytnio nad innymi opcjami i w ogóle najlepiej się nie zastanawiać?)] nie dostrzegamy więcej? czy nie czujemy się wtedy "bardziej"? żywiej? lżej? bardziej tajemniczo? wolno? podekscytowani? taka różnica jak znajdujemy się w danym miejscu po raz pierwszy, a po raz enty... coś w tym jest, c'nie? ^^ a więc ile zależy od naszego podejścia, od stosunku naszej percepcji do naszej projekcji... a może raczej nasza percepcja jest nierozerwalna z naszą projekcją (a projekcja z percepcją), wtedy pytanie powinno brzmieć raczej - ile zależy od stosunku naszej szczerej projekcji z głębi duszy do cudzej projekcji, którą bezkrytycznie przyjmujemy za własną, z opłakanym skutkiem w postaci cierpienia.... ?
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
06.04.2015 - 13:36
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
poprzez pytania ćwiczymy umysł... często trudno znaleźć odpowiedź na dane pytanie, ale już samo to, że pytamy, stawia naszą świadomość w pewnym stanie gotowości czy poszukiwania danej odpowiedzi, koncentrujemy się na znalezienie jej... i nawet jeśli znajdziemy kilka różnych odpowiedzi i nie wiemy którą z nich wybrać, to już i tak jesteśmy dalej, niż byśmy w ogóle nie postawili tego pytania... tak więc czasem nie mamy odpowiedzi na pytanie (więcej pytań, niż odpowiedzi), a czasem na jedno pytanie mamy kilka odpowiedzi (więcej odpowiedzi, niż pytań)... a czasem nawet pytanie samo w sobie jest odpowiedzią... nie mówię, że nie warto słuchać, co mają do powiedzenia inni, ale mówię, że nie warto słuchać ich bezwzględnie, wykonywać wszystko podług ich interpretacji, nie zważając na własne odczucia i myśli... tak się składa, że każda istota ma najwięcej danych odnośnie siebie samej, aniżeli ktokolwiek z zewnątrz, stąd też ważne jest, by każdy zadawał sam sobie pytania, wsłuchiwał się we własne wnętrze... nawet wtedy, gdy nie znamy od razu odpowiedzi, warto nie uciekać od pytań, lecz rozważać różne opcje i metodą prób i błędów dochodzić do stanowiska, w jakim naprawdę czujemy się dobrze...
|
|
|
|
|
|
Garot
|
06.04.2015 - 14:12
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 508
Dołączył: 22.07.2013
Nr użytkownika: 9427

|
Kiedy niema odpowiedzi, to niema pytania, tym samym niema problemu. Odpowiedzi egzystencjalne, tworzą pytania, które z kolei tworzą zamęt a pytania w kwestii praktycznej tego zamętu nie tworzą. Poszukiwanie "prawd" po to by poczuć się "wyżej", poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, które samo w sobie jest jakimś złudzeniem to strata czasu i energii. Poszukiwanie, pytanie musi być na tyle absorbujące, by nie dawało możliwości na podważenie samego powodu poszukiwań czy istnienia pytania - w ten sposób unika się zmian, które przyniosły by zamieszanie. Nawet w momencie gdy pojawi się zwątpienie w sens "swoich" wartości, to i tak zadziała system samoobrony, które te wątpliwości zakryje, lub będzie szukał jeszcze silniejszego ideału, który da błogie poczucie nieomylności i zwiększy zaabsorbowanie uwagi "sobą" - "własną zajebistością lub pokrzywdzeniem". To czego chcemy nie musi być tym czego potrzebujemy i właśnie to co myślimy że chcemy doprowadza nas do szaleństwa. Moim zdaniem proces myślenia ludzkiego organizmu uległ zaburzeniu, odtwarza obrazy, które tworzą przyjemność i strach, które zmuszają do kontroli i to wszystko powoduje izolacje ciała od innych ciał. Wrażliwość ciała ulega uszkodzeniu w skutek ciągłego powtarzania tego co uznało się wcześniej jako "dobre" jako "przyjemność" co powoduje bardzo częste przemieszczanie się z ekscytacji do dołka i na odwrót. Większość uwagi skupia się na obrazach z powodu ich nadmiaru i wielkiej wagi, mniej uwagi kieruje się na reszcie ciała i otoczeniu. Z tego powodu i z powodu stresu, mięśnie są sztywne i napięte. Ciało jest jakby w skurczu pozbawione swojego czucia/wrażliwości, oddychanie bywa bardzo zaburzone. Nie wiem czy moja wypowiedź brzmi sensownie. CYTAT ile zależy od stosunku naszej szczerej projekcji z głębi duszy do cudzej projekcji, którą bezkrytycznie przyjmujemy za własną, z opłakanym skutkiem w postaci cierpienia.... szczerej projekcji z głębi duszy? i o jakiego typu pytania ci chodzi?
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
06.04.2015 - 20:30
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
nie jest strata czasu np zadanie sobie pytania co sie chce w zyciu robic... jasne, mozna juz z gory zarzucic jakiekolwiek myslenie i rozmyslny wplyw na rzeczywistosc, majac nadzieje ze nie bedziemy tez myslec o oplakanej jakosci zycia, jaka powstala na skutek biernosci i braku zastanowienia sie, wsluchania sie, zadania sobie pytania i poszukania odpowiedzi...
tak, szczerej projekcji z glebi duszy, tj swiadomym tworzeniu wyplywajacym z sedna naszej istoty, a nie z przyjetych roznych schematow z zewnatrz na skutek roznych negatywnych uwarunkowan, jak kompleksow, strachu, braku akceptacji itp.
wszelkie pytania... wszelkie... na kazdy temat... kwestionujace cala wiedze, dajace przestrzen dla nowej wiedzy i uczace spogladac wielowymiarowo, kompleksowo, z roznych punktow widzenia...
|
|
|
|
|
|
Garot
|
06.04.2015 - 22:32
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 508
Dołączył: 22.07.2013
Nr użytkownika: 9427

|
Czym albo jakie wg ciebie jest "sedno naszej istoty"?
Żeby zrezygnować z kompleksów trzeba też zrezygnować z ekscytacji jaką daje ta sama myśl. Wiedza typu jak się powinno wyglądać co prawda jest potrzebna w tym społeczeństwie żeby nie wyjść na świra, dostać pracę, czy ułatwić sobie drogę do sexu, ale jeżeli robi się z tego obraz, poczucie siebie, to jest to inna bajka, jakiś omam.
Czy pytanie czym/jaki jestem ma sens? Najpierw widzi/słyszy/czyta... się coś, następuje interpretacja, później stwierdzenie "lubię to/nie lubie" - i zostaje zakodowane "tym/taki właśnie jestem". Obrazem z pamięci, przeszłości, czymś martwym.
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
07.04.2015 - 08:26
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
Sedno naszej istoty nie jest do opisania w kilku zdaniach. W ogóle nie mieści się w słowach. Można jednak tego doświadczyć "zanurzając się w sobie" podczas kontemplacji. Jednak mogę spróbować słowami naprowadzić co nieco, czym to jest. Jest to nasz rdzeń, element pierwotny i trwały, świadomość, życie... Jest to coś nieobrośnięte w skórki uwarunkowań, coś czym byliśmy, jesteśmy i będziemy, choćby nie wiem co... Coś czego odwiecznie pragniemy i do czego realizacji dążymy, nawet gdy sobie z tego nie zdajemy sprawy. To jest wewnętrzny zew, wołanie, powołanie, przeczucie, wewnętrzna misja, sumienie, siła napędowa, motywacja, energia, życie...
Jakiej ekscytacji z kompleksów?
Owszem, jeśli człowiek identyfikuje się wyłącznie z zewnętrznymi uwarunkowaniami, to jakiś omam, iluzja siebie, lunatykowanie. Właściwy obraz płynie z równowagi pomiędzy niezakłóconą ekspresją własnego wnętrza, a kontrolowanym uwarunkowaniem zewnętrznym zgodnym z tą ekspresją.
Owszem, takie pytanie ma sens. Na przykład, gdy widzisz przed sobą staruszka, który się przewrócił, to pytanie weryfikuje czy mu pomożesz czy nie, a to niesie ze sobą dalsze konsekwencje. I stwierdzasz czy to, co zrobiłeś, podoba Ci się, czy dobrze się z tym czujesz (a zwykle, po rozłożeniu sytuacji na czynniki pierwsze, okazuje się, że dane uwarunkowania są powtarzalne i wspólne dla wszystkich, więc nie są pustą iluzją, ale obiektywno-subiektywnym tworem - tj. jednocześnie po części takim i takim), żeby na przyszłość nie tracić czasu i energii i nie zastanawiać się nad tym znowu, tylko od razu działać. Czasem ocena jednak nie jest słuszna za pierwszym razem, wtedy z czasem ulega przemianie i tak postępuje ewolucja, nauka. Ale człowiek jest istotą wielowymiarową i tak jest potencjałem każdej z możliwości (np. w powyższym przykładzie pomocy, lub jej odrzucenia, dziadkowi), a zarazem jedną z możliwości - tą wybraną. Człowiek jest zarówno obrazem siebie z przeszłości, a zarazem plastycznym potencjałem z teraźniejszości. Równowaga. Popadanie w którąkolwiek ze skrajności prowadzi do pewnych zaburzeń (dlatego i Twoja teoria dopuszcza sporo wyjątków [jak ten, który sam podałeś wyżej, że w pewnych warunkach trzeba myśleć o wyglądzie]).
|
|
|
|
|
|

|
 |
|