Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 827
Dołączył: 12.05.2009
Skąd: Poznań
Nr użytkownika: 7097

|
Ken Kesey w Próbie Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie Toma Wolfe`a
Próba Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie to kronika działalności Kena Keseya i jego grupy- Prankstersów. Najtrudniejsze są początki, więc pozwólcie, że ułatwię sobie zadanie i zacznę cytatem.
(…)Sufit się rusza - nie wiruje jak szalony, ale płynie po własnych płaszczyznach, własnych płaszczyznach światła, cienia i powierzchni wcale nie takiej ładnej i gładkiej, jaką zamierzył tynkarz, Pan Supergips, wspomagany niezawodnym bąbelkiem w rurce poziomnicy z mętnym miodowym syropem Karo, niestety nie tak niezawodnym, jak ci się wydawało, kolego. Tam trochę grudek, tu fałdek, kolego, i kreski, kreski jak kolce na grzbietach fal białego piasku filmowej pustyni, każda z hollywoodzkim, cieniowanym ujęciem złowieszczego Araba nadciągającego w dalekim planie zza najbliższej wydmy, jako że tylko ten ponury Saracen zna drogę, i wcale nie wiedziałeś, ile tam zostawiłeś podrzędnych wątków, Panie Gips, kiedy starałeś się wygładzić to do końca, do końca, swoim bąbelkiem w miodowej rurce poziomnicy, abyśmy wszyscy tu na dole patrzyli w górę i widzieli tylko sufit, bo wiadomo co to sufit, bo tak się nazywa, sufit, a więc to tylko sufit - nie ma miejsca dla Arabów tam na górze w Krainie Poziomu, co, Panie Gips?(…)
Wstęp Próby Kwasu to opowieść o kiełkującym talencie Kena Kesey`a. Sama historia powstania słynnego Lotu Nad Kukułczym Gniazdem jest fascynująca. Lata sześćdziesiąte- kwasowa, lizergowa mania; psychiatrzy pędzą, by zbadać oddziaływanie na ludzką świadomość legendarnego środka, odkrytego przez Alberta Hoffmana. Płacono chętnym za bycie królikami doświadczalnymi, więc Kesey nie pogardził taką możliwością zarobienia. Dotąd był zapaśnikiem i jego dobytkiem pisarskim były kilka opowiadań. Pod inspiracją sesji psychodelicznych z LSD, Ken napisał Lot nad Kukułczym Gniazdem. Książka przyniosła autorowi sławę i rzesze fanów. Obiecujący pisarz rozpoczynał swój trip.
(…)- Oto co, mam nadzieję, wydarzy się na tej wyprawie - mówi. - Co, mam nadzieję, będzie się dalej wydarzać, bo już się zaczęło. Wszyscy zaczynamy robić swoje i tak będzie nadal, zupełnie otwarcie i nikt nie będzie sprzeciwiał się temu, co robi ktoś inny. - Gówno prawda - mówi Jane Burton. Keseya zatkało na chwilę, ale sobie poradził. - Oto cała Jane - mówi. - I właśnie robi swoje. Gówno prawda. To jest jej i ona to robi (…)
Opowieść Toma Wolfe`a, to opis trwającego kilka lat, pobytu w autobusie. Wyprawa Kena Kesey`a i jego grupy, w głąb Ameryki, była podróżą poszukiwania sensu. Autobus, wymalowany barwami Day Glo, z napisem Daalej, pełen sprzętów do nagrywania wideo, dźwiękowych i muzycznych, przeobraził się w symbol bycia Prankstersem. Książka obfituje w metafory i skróty myślowe i mam nadzieję, że zrozumiałem chociaż połowę z nich. Życie w drodze nie było bynajmniej nowością w tamtych latach. Pomysł Kesey`a nie był naśladowaniem mistrzów przeszłości(Jack Keroyac); raczej próbą nagrania własnego filmu, zsynchronizowania się i lotu w kwas i ponad kwas.
(…)Następnie do Boise w Idaho i wszędzie Kesey i Babbs na dachu autobusu, z fletami, bezlitośnie trylują amerykański naród, który tłoczy się wokół autobusu i nawet się w tym powoli wyrabia. To tu, to tam grymas na twarzy, gdy jakaś przestraszona muszla z populacji ujarzmionej trzeszczącymi, czarnymi, błyszczącymi butami orientuje się, na sto procent, że to właśnie jego wybrali - oni grają moją piosenkę, rozpaczliwą ścieżkę dźwiękową z mojego filmu - a Kesey i Babbs zbierają punkt za punktem, jak legendarni łucznicy Zen, bo już nie grają do ludzi, ale w nich, w środku. Grają w ich środku, o bezlitosny nurcie(…)
To, co różniło Kena Kesey`a od Tima Larry`ego, to otwarte awanturnictwo, bez przykrywek pseudo duchowych i poszukiwania nirwany w klasztornym zamknięciu i ciszy; jak to miało miejsce w zakonie Learitów. Jego numery, jak i numery wykręcane przez jego grupę, porażają swoją bezkompromisowością i prowokatorstwem. Co jednak warto przyznać, zieje to potężnego, motywującego ducha psychodelii. Motyw grania we własnym filmie często się pojawia w książce Toma Wolfe`a. Wyraża skrajny relatywizm i pełne odrzucenie wiary w jedyną prawdziwą rzeczywistość, jak i granice między normalnością a obłędem.
(…)No właśnie! Doświadczenie - to było to słowo!, i wszystko zaczynało pasować. W istocie żadna z wielkich religii(…), nie zaczęła się od zrębów filozofii, czy nawet od jakiejś centralnej idei. Wszystkie zaczynały się od zapierającego dech w piersiach nowego doświadczenia, które Joachim Wach nazwał "doświadczeniem bóstwa", a Max Weber, "boskim nawiedzeniem," poczucia, że jest się naczyniem boskim, naczyniem Wszystkojednego. Pamiętam, że pierwszy raz czytając o tych sprawach nie rozumiałem właściwie, o co im chodziło. Po prostu trzymałem ich za solidne niemieckie słowo. Jezus, Mani, Zaratustra, Gautama Budda - na samym początku przywódcy nie oferowali kręgowi swych zwolenników lepszego statusu potem, czy wyższego ładu społecznego, ani żadnej nagrody innej niż pewien "psychologiczny stan tu i teraz", jak określa to Weber. Nie pojmowałem, obawiam się, że miał na myśli faktyczne doświadczenie mentalne, przez które oni wszyscy przechodzili, krótko mówiąc, ekstazę(…)
Czy ruch pranksterski i fala LSD szybko rozchodząca się po Ameryce i reszcie świata miała w sobie coś głębszego od narkotyku? Czy istnieje coś głębszego od ekstazy? Myślę, że drugie pytanie jest tym właściwym. Doza duchowości w Autobusie jest dość widoczna; jak inaczej można nazwać nastrój zupełnej jedności, której według Toma Wolfe`a doświadczali momentami, albo czasami bolesną, lecz wszechobecną akceptację? Platońskie chrześcijaństwo wyewoluowało w filozofię antyekstatyczną. Ekstaza została poświęcona na ołtarzu ideału i idei Platona, a rzeczywistość duchowa zupełnie oderwana od ludzkiego doświadczenia. Twardo wierzymy w rzeczywistość, jako cywilizacja mocno trzymamy się tego słowa, jednak gdzie jest prawda? W technologii niosącej śmierć roślinności i życiu na ziemi, czy w kosmiczno-gajańskim Autobusie tu i teraz?
(…)Avalon robił to tak samo, ze szczegółami takimi, jak stroboskopy i sekcje sali, gdzie można było bawić się farbami Day-Glo pod ultrafioletową lampą. Wszystko z wyjątkiem tego... czwartego wymiaru... tego Cosmo... tego syndromu trzeciej nad ranem... tego doświadczenia, tego kairos... Wiedzą, gdzie to jest, ale nie wiedzą, co to takiego... W każdym razie, te tańce były jak wielkie zaproszenie i frontowe drzwi... do Życia(…)
Próba Kwasu W Elektrycznej Oranżadzie dostarcza wielu pytań, lecz gdzie odpowiedzi? Prankstersi mówią: w doświadczeniu. Książka zachęca do sięgnięcia głębiej i namacania po ciemku granicy, nici dzielącej normę od obłędu; tylko kto jest dość odważny lub romantyczny, by podjąć się tego wyzwania?
www.obeart.blogspot.com
|