|
  |
Pozory A Szczerość |
|
|
Pavveł
|
26.08.2015 - 11:14
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
Tak mnie jakoś natchnęło na taki temat. Ile i w czym pozorów w dzisiejszym świecie i mentalności współczesnego człowieka i dlaczego... i gdzie podziała się szczerość, zarówno w stosunku do innych i do siebie. Jakie są ludzkie intencje i dlaczego i jak one się mają do tego, co ludzie myślą i robią (a może w ogóle się nie mają, o dziwo). Temat otwarty.
Zacznę przykrym spostrzeżeniem, że ludzie w dzisiejszych czasach niestety w wielu przypadkach patrzą na okładkę, zapominając o treści, karmią się pozorami, szpanują i ulegają szpanowi, nawet gdy sądzą, że nie (albo tak sobie przynajmniej tłumaczą, oszukując się). Bo ile uwagi skupia się na tym, by dobrze wyglądać, a szczególnie lepiej od kogoś, od konkurencji w pracy czy do serca drugiej osoby. Ile uwagi wkłada się by być lepszym tylko dlatego, a nie dla siebie samego, z korzyścią dla siebie i otoczenia. Ile uwagi wkłada się, by zabłysnąć, nawet gdy nie współgra to z naszym wnętrzem. Ile uwagi poświęca się tytułom, jakby one coś naprawdę znaczyły. Ile uwagi poświęca się chwilowym błazenadom, zapominając o trwałych i wartościowych rzeczach. Zauważyliście, że ludzie więcej uwagi poświęcają pieniądzom, niż temu do czego one służą? Pieniądze dziś stały się celem samym w sobie, a nie obiektem pośrednim mającym służyć ludzkiemu dobru. Dziś, jeśli można zarobić na szkodzie drugiego człowieka, czyni się to otwarcie i z przyzwoleniem, a nawet wsparciem rządu, paranoja. Podobnie dla ludzi liczy się rytuał małżeństwa i obrączka na palcu, gdzie i tak wiele małżeństw się rozpada, zamiast liczyć się to co jest w sercach dwojga ludzi. Dziś liczą się certyfikaty i tytuły, podczas gdy niewiele odzwierciedlają one faktyczną wiedzę i umiejętności. Dziś liczą się kontakty (niejednokrotnie zdobywane przy zbiorowej libacji), układy i układziki, a nie rzetelność, szczerość, zaangażowanie, uczciwość i dobra wola. Ludzie wielbią idoli, którzy są głośni i sprawiają wrażenie, że mają coś do powiedzenia (a sami nie mogą ze sobą wytrzymać, dlatego skupiają usilnie uwagę innych, by się nią karmić), zamiast naśladować ludzi, którzy nie dbają o zewnętrzne pozory, ale są wierni swoim zasadom i wytrwale dążą do czegoś, chcą zbudować coś co jest trwałe, dobre i się liczy. Gdy poruszyć w dzisiejszych czasach w wielu gronach ludzi jakiś ważny temat, np. fakt zalewania kontynentów przez topniejącą wodę, albo trujące jedzenie, wyzysk i kontrola umysłów, to większość weźmie Cię za wariata. Dopóki ich te problemy bezpośrednio bardziej nie dotkną (niektórzy mają szczęście, że ich to tymczasowo w mniejszym lub większym stopniu omija). Ale wcześniej nabawisz się przykrości zostając wyrzutkiem społeczeństwa i nie znajdując u niego zainteresowania, scenariusz apokalipsy może się szybko spełnić, a wtedy na nic już jego akceptacja i zainteresowanie. A właśnie a propos apokalipsy. Wiecie, że apokalipsa z greki nie oznacza wcale końca świata? Oznacza dosłownie - odsłonięcie kurtyny. W końcu może maski i pozory opadną i ludzkość stanie się bardziej szczera, wobec siebie i innych... bardziej ludzka.
|
|
|
|
|
|
Vamdou
|
26.08.2015 - 12:40
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 179
Dołączył: 04.10.2011
Nr użytkownika: 8595

|
Myślę, że nie jest aż tak ŹLE, jak to przedstawiasz. Po prostu skupiasz się na tych negatywnych aspektach ludzkiej strony - może nawet nie jakoś specjalnie świadomie, może po prostu ciąży Ci to i jesteś na te zjawiska bardziej wyczulony. Zawsze dostrzegamy wpierw co to złe. No dobra, sam też to widzę, ale w sumie nie przejmuję się tym. Nie mam na to zbyt wielkiego wpływu. Mam jedynie wpływ na to, co sam wpuszczam do mojego świata. A co do tych wszystkich negatywnych rzeczy, które wymieniłeś? Cóż, ja to wyjaśniam sobie mniej więcej w ten sposób: Ludzkość, a raczej ludzkie dusze są teraz na akurat takim poziomie rozwoju a nie innym i być może potrzebują takich lekcji, jak te które widzimy dookoła. To też jest potrzebne. Ty to dostrzegasz. Możesz brać w tym udział lub nie. Być może już nie musisz, bo swoją lekcję już przerobiłeś. Skieruj więc uwagę w inną stronę i rób, co Cię rozwija. Nie ma co zmieniać świata na siłę.
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
26.08.2015 - 13:47
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
Vamdou, słuszne bardzo rzeczy rzeczesz. Jednak to nie jest tak, że tylko to widzę. To jest tylko tak, że w tym temacie postanowiłem ten aspekt uwypuklić. Po to, by właśnie wyłożyć go na światło dzienne, być może niektórym to uświadomić lepiej i pomóc w ten sposób zmienić coś na lepsze. Zielu, niby tak. Jednak jest to tak oklepana "prawda" "duchowa", a mimo to coś w niej zgrzyta, bo nie do końca sprawdza się z rzeczywistością. Prosty dowód. Porównajmy to do takiej sytuacji, gdzie jedziesz samochodem lub rowerem, obojętnie gdzie, po prostu jako użytkownik drogi. I teraz możemy mieć różne postawy kierującego. Te skrajne wyglądałyby np. tak, że albo kierujący dyga ze strachu i obawy przed możliwym wypadkiem, albo jedzie pewny siebie, że go nie spowoduje ani on, ani nikt inny, choćby nie wiem co. Pierwszy przypadek możemy porównać do postawy, gdzie dana osoba popada aż w depresję przejmując się strasznie smutkami, cierpieniami, negatywami i poświęcając im prawie całą swoją uwagę i energię i czas. Zaś drugi przypadek możemy porównać do postawy, gdzie olewa się negatywne doznania i ich przyczyny, ignoruje na siłę wszelkie smutki odrzucając je, udając przed sobą i oszukując że nie istnieją, a zamiast tego na siłę szuka niepełnej i nietrwałej wtedy (bo poprzez odrzucenie i niepełną wizję i wykorzystanie potencjału niedualnej rzeczywistości) radości i sztucznego i chwilowego uśmiechu. W pierwszym przypadku być może dzięki takiej ostrożności nie dojdzie do wypadku, albo właśnie wręcz przeciwnie - przyciągnie się go, lub samemu spowoduje. W drugim przypadku być może przyciągnie się bezpieczną jazdę, a dzięki pewności siebie kierowca szybko i efektownie dojedzie na miejsce, a może też jednak przez nieuwagę spowodować wypadek. Wniosek taki, że żadna z tych postaw nie niesie przewidywalnych ustalonych skutków, że obie są ryzykowne, nierozważne, niewłaściwe, a także że zarówno przyczyna pierwsza może spowodować skutek A lub B, jak i druga, choć przeciwna do pierwszej, również może spowodować zarówno A, jak i B. Co więc robić? Nic z tych rzeczy. Dopiero zachowując równowagę i nie wyrzekając się prawdziwego wyglądu rzeczywistości, by na siłę próbować (nieskutecznie) manipulować nią w te lub wewte, można być na tyle ostrożnym i jednocześnie na tyle pewnym siebie, by bezpiecznie i bez zbytniej frustracji dojechać bezpiecznie do domu. To samo zalecam w pozostałych przypadkach. Jeśli na świecie dzieje się zło, to nie należy odwracać od tego wzroku, co jest tak popularnie propagowane przez kręgi (pseudo)duchowe, bardziej jako bezkrytyczna moda, niż duchowa mądrość. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że zło na świecie dzieje się nie przez osoby, które czynią zło (takie uproszczenie), ale przez te, które patrzą na nie obojętnie. Ale to nie znaczy, że mamy popadać w tą skrajność (i drugą też nie). Przejmując się złem, dajemy wyraz części naszego człowieczeństwa i staramy się to naprawić / poprawić na lepsze, zaś druga część naszego człowieczeństwa wyraża się poprzez szczerą radość i uprzejmość. Jedno wyraża jak nie robić, drugie jak robić. Jedno wyraża myślowe ramy naszej drogi, a drugie działanie. To, że jest pierwsze, nie musi oznaczać, że nie ma drugiego, Vamdou. Pozdrawiam.
|
|
|
|
|
|
Vamdou
|
26.08.2015 - 14:35
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 179
Dołączył: 04.10.2011
Nr użytkownika: 8595

|
No, ale chyba na tym polega rozwój (bez dalszego przymiotnika), by wypróbować, doświadczyć każdej z tych możliwości (czy to w jednym życiu tu i teraz, czy poprzez kilka, kilkanaście, a może nawet kilkaset wcieleń) od jednej skrajności poprzez złoty środek aż po drugi biegun. I myślę sobie, że nie zawsze jest wskazane zalecanie, by trzymać się tej w miarę bezpiecznej ścieżki po środku, bo nie wiemy, co komu jest w aktualnym momencie (rozwoju) potrzebne. Dlatego najlepiej, żeby każdy robił to, co aktualnie robi, co czuje, że powinien robić a nie wzorował się fałszywie na innych osobach (bo tak wypada), bo może przyjść z tego więcej szkody, niż pożytku – szczególnie dla niej samej.
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
26.08.2015 - 15:02
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
Niby tak, ale jednak nie. Zważ na to przecież, że celem rozwoju jest właśnie unikanie błędów, a nawet nie tylko celem, bo składową jego drogi jest staranie się unikania tych błędów. Nie jest nim zaś celowe wyszukiwanie błędów, czy jeszcze ich wynajdywanie i dbanie, by nie zniknęły. Nie chodzi o wynajdywanie większej ilości problemów, by znaleźć większą ilość rozwiązań i się cieszyć że zna się tyle rozwiązań, bo tak można w nieskończoność - bez sensu. Co więcej rozwój jest jakby efektem ubocznym błędów, bo gdyby ich nie było, gdyby nie było zła, to coś takiego jak rozwój by nie istniało, bo wszyscy byliby już na maksa rozwinięci w tym aspekcie. Tak więc rozwój dla samego rozwoju jest bez sensu, jak i utrzymywanie zła, by ten rozwój był możliwy. Zasadność takiego błędnego myślenia można by porównać do wydarzenia, gdzie pewna osoba by włamywała się do cudzych domów i robiła w nich spustoszenie, by sprawdzić zabezpieczenia i dać ludziom nauczkę, by robili mocniejsze zabezpieczenia - i to wszystko niby dla ich dobra. Do góry nogami to.
|
|
|
|
|
|
Vamdou
|
26.08.2015 - 15:29
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 179
Dołączył: 04.10.2011
Nr użytkownika: 8595

|
W moim przekonaniu celem rozwoju jest ZBIERANIE DOŚWIADCZENIA. Różnorodnego doświadczenia – i tego miłego i tego bolesnego. Także popełnianie błędów przez nas samych jest zbieraniem doświadczenia. I, o ile popełnianie ciągle TYCH SAMYCH błędów świadczy o braku umiejętności (lub chęci) wyniesienia jakiejś pożytecznej nauki z ich popełniania i jest po prostu głupotą, to popełnienie PIERWSZEGO błędu w danej dziedzinie uważam za przydatne i potrzebne. I tak jak wcześniej, nie mówię, by teraz, w naszym obecnym życiu świadomie i masowo zacząć popełniać błędy w KAŻDEJ dziedzinie – w imię zbierania doświadczenia. Nie! To by było bez sensu i pokazywało ogólne niezrozumienie tej materii. Chodzi o pewną zasadę. CYTAT(Pożeracz Chmur @ 26.08.2015 - 16:02)  Tak więc rozwój dla samego rozwoju jest bez sensu, jak i utrzymywanie zła, by ten rozwój był możliwy. Tutaj się nie zgodzę. Często zdarza mi się słyszeć/czytać, że nasza Ziemia, nasza rzeczywistość jest pewnym ewenementem w skali Wszechświata, polem doświadczalnym, poligonem, by dusze mogły DOŚWIADCZAĆ różnych rzeczy, tego, czego same chcą, czego pragną się nauczyć. I podobno dla tych wszystkich innych istot jest to takie dziwne, zaskakujące, że tutaj jest to możliwe, ale jednocześnie jest to aprobowane, a także nadużywane. CYTAT(Pożeracz Chmur @ 26.08.2015 - 16:02)  rozwój dla samego rozwoju jest bez sensu A więc w skali MAKRO, jaki Ty byś ustanowił dla wszego stworzenia nadrzędny CEL, do którego powinni dążyć? Co innego niż rozwój, doskonalenie się, poznawanie siebie i innych itd.?
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
26.08.2015 - 15:52
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
CYTAT(Vamdou @ 26.08.2015 - 16:29)  W moim przekonaniu celem rozwoju jest ZBIERANIE DOŚWIADCZENIA. Różnorodnego doświadczenia ? i tego miłego i tego bolesnego. Także popełnianie błędów przez nas samych jest zbieraniem doświadczenia. I, o ile popełnianie ciągle TYCH SAMYCH błędów świadczy o braku umiejętności (lub chęci) wyniesienia jakiejś pożytecznej nauki z ich popełniania i jest po prostu głupotą, to popełnienie PIERWSZEGO błędu w danej dziedzinie uważam za przydatne i potrzebne. I tak jak wcześniej, nie mówię, by teraz, w naszym obecnym życiu świadomie i masowo zacząć popełniać błędy w KAŻDEJ dziedzinie ? w imię zbierania doświadczenia. Nie! To by było bez sensu i pokazywało ogólne niezrozumienie tej materii. Chodzi o pewną zasadę. No ale chyba jednak rozwijasz się po to, by to doświadczenie było w jakiś sposób lepsze, a nie wszystko jedno jakie, a więc jest to unikanie błędów, a nie zbieranie wszelkiego doświadczenia, jak piszesz. Zbieranie różnorodnego doświadczenia jest etapem rozwoju, ale nie jego celem, jak sądzę. Powiedz mi, czy musisz sobie odciąć rękę ten pierwszy raz, żeby wiedzieć, że to był błąd? Nie każde cierpienie jest potrzebne, tak jak nie każda wiedza jest potrzebna, a przynajmniej niewarta popełniania danego błędu. Co więcej wiele błędów na ziemi jest popełnianych nagminnie, już od dłuższeeego czasu. CYTAT(Vamdou @ 26.08.2015 - 16:29)  Tutaj się nie zgodzę. Często zdarza mi się słyszeć/czytać, że nasza Ziemia, nasza rzeczywistość jest pewnym ewenementem w skali Wszechświata, polem doświadczalnym, poligonem, by dusze mogły DOŚWIADCZAĆ różnych rzeczy, tego, czego same chcą, czego pragną się nauczyć. I podobno dla tych wszystkich innych istot jest to takie dziwne, zaskakujące, że tutaj jest to możliwe, ale jednocześnie jest to aprobowane, a także nadużywane. Mam wrażenie, że tą częścią wypowiedzi zaprzeczyłeś swojej pierwszej części wypowiedzi. I ja czytałem o tym w wielu miejscach, ale co to znaczy? Nic nie znaczy. To, że ktoś sobie wymyślił taki argument, nic nie znaczy. To znaczy znaczy. Tylko tyle, że jest taka możliwość. Ale nikt z nas nie ma na to pewności, żadnego dowodu. I co więcej - usprawiedliwianie swojej bierności na zło za pomocą wyimaginowanego argumentu nie jest zbyt racjonalne. CYTAT(Vamdou @ 26.08.2015 - 16:29)  A więc w skali MAKRO, jaki Ty byś ustanowił dla wszego stworzenia nadrzędny CEL, do którego powinni dążyć? Co innego niż rozwój, doskonalenie się, poznawanie siebie i innych itd.? Nie rozwój sam w sobie. Bo różnica między rozwojem a tym, do czego on dąży jest wielka. To jak ktoś wskazywałby nam palcem księżyc, a my patrzyli na palec, a nie księżyc. Dla mnie celem jest tworzenie i doświadczanie szczerego piękna, wspaniałości i powszechnej radości we wszelkiej formie i dążenie do nich, jeśli zostało się wyprowadzonym z równowagi, z tej fazy.
|
|
|
|
|
|
Vamdou
|
26.08.2015 - 16:50
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 179
Dołączył: 04.10.2011
Nr użytkownika: 8595

|
To już jest kwestia indywidualnej oceny, które doświadczenie jest lepsze, a które gorsze. Dla kogo? Z czyjej perspektywy? Zresztą to wszystko są wartości i oceny. Czy jakieś doświadczenia są dobre czy złe, potrzebne czy nie. Dla jednej osoby będą takie dla innej przeciwnie, bo każdy jest na innym poziomie i potrzebuje, skupia się na czymś innym. Nie ma jednego, jedynego wzorca, według którego wszyscy powinni podążać. Nie dałbym sobie uciąć ręki jak każdy, wiadomo, ale skąd Ty wiesz NA PEWNO, że obcięcie sobie ręki byłoby błędem? Doświadczyłeś czegoś takiego? Pewnie jak większość osób myślisz sobie, że to by było naprawdę przej****e. Same czarne wizje. Np. o połowę mniej samodzielności, utrata pracy, narzeczonej/żony i w ogóle katastrofa. A tak naprawdę, to mogłoby się to wszystko potoczyć na tysiąc różnych sposobów. Może dopiero wtedy Życie naprawdę by się zaczęło. Nie ważne. Chodzi mi o to, że dopiero z perspektywy czasu można stwierdzić, czy coś było błędem czy jednak nie. Nawiążę jeszcze do tego ZŁA, bo wydaje mi się, że to Cię najbardziej boli i oburza, że tylu jest biernych. Pamiętaj, sam świata nie zbawisz. Możesz próbować, jeśli masz taką ochotę, poczucie misji lub coś w tym stylu. Jeśli dzięki temu się w jakiś sposób spełniasz to dobrze. Ja np. nie mam takiej misji albo nie chcę tego robić na siłę, za jednym zamachem i pozbawiać świat całego zła. Jesteśmy na różnych etapach po prostu. CYTAT(Pożeracz Chmur @ 26.08.2015 - 16:52)  Dla mnie celem jest (...) No właśnie – DLA CIEBIE. Może nie każdy chce tworzyć i doświadczać szczerego piękna. I może nawet nie mieć nic przeciwko temu. Po prostu przeżył już kiedyś ten etap – doświadczył go i teraz np. woli doświadczać szczerego cierpienia albo… ot, zacząć sadzić marchewki :)
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
26.08.2015 - 17:22
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
Vamdou Pożeracz Chmur
To już jest kwestia indywidualnej oceny, które doświadczenie jest lepsze, a które gorsze. Dla kogo? Z czyjej perspektywy? Zresztą to wszystko są wartości i oceny. Czy jakieś doświadczenia są dobre czy złe, potrzebne czy nie. Dla jednej osoby będą takie dla innej przeciwnie, bo każdy jest na innym poziomie i potrzebuje, skupia się na czymś innym. Nie ma jednego, jedynego wzorca, według którego wszyscy powinni podążać.
Nie chodzi mi o wyobrażenie dobra. Chodzi mi o obiektywne dobro. Takie, które niezależnie od tego, co kto ma pod czerepem, rozpłakałby się z radości jednakowo, gdyby tego doznał. Tak jak chemia - możesz być bardzo inteligentnym człowiekiem, a upijesz się to i tak staniesz się kretynem.
Nie dałbym sobie uciąć ręki jak każdy, wiadomo, ale skąd Ty wiesz NA PEWNO, że obcięcie sobie ręki byłoby błędem? Doświadczyłeś czegoś takiego? Pewnie jak większość osób myślisz sobie, że to by było naprawdę przej****e. Same czarne wizje. Np. o połowę mniej samodzielności, utrata pracy, narzeczonej/żony i w ogóle katastrofa. A tak naprawdę, to mogłoby się to wszystko potoczyć na tysiąc różnych sposobów. Może dopiero wtedy Życie naprawdę by się zaczęło. Nie ważne. Chodzi mi o to, że dopiero z perspektywy czasu można stwierdzić, czy coś było błędem czy jednak nie.
Skomentuję to tak - to czemu jeszcze sobie jej nie uciąłeś/nie utniesz?
Nawiążę jeszcze do tego ZŁA, bo wydaje mi się, że to Cię najbardziej boli i oburza, że tylu jest biernych. Pamiętaj, sam świata nie zbawisz. Możesz próbować, jeśli masz taką ochotę, poczucie misji lub coś w tym stylu. Jeśli dzięki temu się w jakiś sposób spełniasz to dobrze. Ja np. nie mam takiej misji albo nie chcę tego robić na siłę, za jednym zamachem i pozbawiać świat całego zła. Jesteśmy na różnych etapach po prostu.
Może i zbawiłbym, w końcu to nie kto inny, jak jednostki zmieniają historię, wszystko zaczyna się od jednostek, opiera się na jednostkach i buduje się dzięki jednostkom. Skoro jednostki mogą czynić dużo zła, to jednostki też mogą czynić dużo dobra. Poza tym funkcjonuje jeszcze efekt domina. Gdyby tak więcej osób myślało tak jak ja, wówczas świat byłby piękniejszym miejscem. A że większość usprawiedliwia się tak, jak Ty, świat jest taki piękny, jaki jest teraz. I nie chodzi mi o własne spełnienie, jako pomagacz. Wolałbym nie musieć tego robić, żeby już wszystko było w porządku i móc spokojnie zająć się własnym życiem. Fajnie dodatkowo byłoby, gdyby pewne czynniki tej cywilizacji mnie w tym nie ograniczały. Można więc próbować zmienić tą cywilizację, albo dla siebie, własnego dobra i wygody, albo dla obopólnego dobra, jeśli jest się altruistą, ale w zasadzie na szerszą skalę to dobro jednostek i ogółu są ze sobą i tak powiązane. Nie chodzi o czynienie dobra, dla samego chełpienia się tym przed kimś czy przed sobą. Chodzi o zasady i staranie się osiągnięcia efektu i możliwość cieszenia się nim i danie jej innym. Na pewno dochodzi jakaś duma czy satysfakcja z dobrze wykonanej roboty, jeśli taka jest, ale to chyba normalne. Wydaje mi się z kolei, że nienormalna jest obojętność na powszechną krzywdę i ogólnie niedorozwiniętą konstrukcję cywilizacji. Mądry jest pewien komentarz, odnośnie podobnej kwestii, niestety nie pamiętam czyjego autorstwa. Mianowicie mówi on o tym, że bardzo przykre jest, że ludzie potrzebują jakiejś obietnicy nagrody w niebie, żeby czynić dobro, a nie mogą robić tego dla samego dobra. Jeśli rzeczywiście potrzebują jej i nie mogą tego robić dla samego dobra, to coś jest z nimi nie tak. Tak więc jeśli nawet sam świata nie zbawię, to zamierzam podjąć ku temu walkę. Nawet jeśli nie dane mi zwyciężyć, to i tak zamierzam przyjąć tą właściwą stronę, a nie jak chorągiewka na wietrze tą wygraną, co tylu ludzi robi, mimo że ta strona, która wydaje się wygrana, jest jest tak okropna. Czy ludzie potrzebują gwarancji zwyciężenia i profitów w przyszłości, żeby czynić dobro na Ziemi, żeby stanąć po właściwej stronie? Dobrze powiedział Korwin Mikke, że kiedyś ludzie byli gotowi walczyć i ginąć w obronie zasad i wartości, a dziś ludzie dobrowolnie dają się robić w ograniczonych niewolników, tylko w zamian mówią: "Just pay me enough". Żeby jeszcze tylko naprawdę płacili i żeby te pieniądze coś dały...
No właśnie ? DLA CIEBIE. Może nie każdy chce tworzyć i doświadczać szczerego piękna. I może nawet nie mieć nic przeciwko temu. Po prostu przeżył już kiedyś ten etap ? doświadczył go i teraz np. woli doświadczać szczerego cierpienia albo? ot, zacząć sadzić marchewki :)
Szczerze w to wątpię. Jeśli ktoś już doświadczył piękna i stwierdził, że to jest nudne, to musi znaczyć tylko tyle, że było to tylko średnio piękne piękno i nie doświadczył jeszcze większego piękna, albo doświadczył go za mało. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że zwykle jeśli ktoś czyni celowo cierpienie, to nie sobie, a innym. Nawet asceci czy emo, mimo że ściągają celowo na siebie cierpienie, to żeby wyciągnąć z niego pewną radość, a więc to nie do końca cierpienie w ich przypadku. To tak jak słuchanie smutnych piosenek - nieraz sprawiają więcej radości czy ukojenia, niż te skoczne, szczególnie gdy mamy adekwatny do nich nastrój. Tak więc ludzie ogólnie lgną do szczęścia, do radości, do piękna... tylko różnie je interpretują. Jednak uważam, że jest coś takiego jak obiektywne piękno, a subiektywne ludzkie opinie piękna są jedynie jakimś jego lepszym lub gorszym przybliżeniem. Sadzenie marchewek jest piękne ^^.
|
|
|
|
|
|
Vamdou
|
26.08.2015 - 19:05
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 179
Dołączył: 04.10.2011
Nr użytkownika: 8595

|
Nie wiem, czy w ogóle jest możliwe coś takiego jak OBIEKTYWNE DOBRO albo OSTATECZNE PIĘKNO. Co to w ogóle znaczy? I mam tu na myśli wyższe kategorie poznania, jakieś postrzeganie pozazmysłowe, a wcale nie to, co możemy poznać naszymi ziemskimi/fizycznymi umysłami, które myślę, że bardzo łatwo zmanipulować lub zauroczyć, że coś jest takie albo inne. Myślisz, że w ogóle można by się było nasycić takim PIĘKNEM?
W tym wszystkim, co obserwujesz dookoła przejawia się Nieskończoność. Przede wszystkim różnego rodzaju możliwości. To, że rzeczywistość wygląda tak, jak aktualnie wygląda jest wyborem NAS WSZYSTKICH. Zarówno poprzez działania, jak i myśli i energie, które wysyłamy w świat. Możesz, walczyć o to, by jak najwięcej osób zechciało zmienić swój sposób myślenia, ale nie możesz sprawić, by zechcieli czynić w określony sposób, jeśli sami nie będą tego chcieli. Wszystko możesz. Ja mogę wszystko. Oni mogą wszystko. Ostatecznie i tak chodzi o doświadczanie. I wszystko się rozchodzi o subiektywne postrzeganie, etykietkowanie i ocenianie. Ty widzisz zło na świecie i na nim się skupiasz w jakiejś tam części. Ale piszesz, że chcesz doświadczać piękna. Więc po co skupiasz się na tym co piękne nie jest?
|
|
|
|
|
|
Pavveł
|
26.08.2015 - 20:19
|
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 3855
Dołączył: 18.03.2008
Nr użytkownika: 3901

|
CYTAT(Vamdou @ 26.08.2015 - 20:05)  Nie wiem, czy w ogóle jest możliwe coś takiego jak OBIEKTYWNE DOBRO albo OSTATECZNE PIĘKNO. Co to w ogóle znaczy? I mam tu na myśli wyższe kategorie poznania, jakieś postrzeganie pozazmysłowe, a wcale nie to, co możemy poznać naszymi ziemskimi/fizycznymi umysłami, które myślę, że bardzo łatwo zmanipulować lub zauroczyć, że coś jest takie albo inne. Myślisz, że w ogóle można by się było nasycić takim PIĘKNEM? Można by powiedzieć, jeśli spojrzeć pod odpowiednim kątem, że nic nie wiemy. Poza tym, że coś czujemy. A co w związku z tym? Nie wiemy. Bo wszystko inne to tylko, albo i aż, teorie. Ale główkując wydaje mi się, że jest coś takiego. Co to znaczy? Nie ma sensu próbować tego zawrzeć w słowach. Jak widzisz coś bardzo pięknego, to nie masz na to słów, chyba że tylko "ach", a co dopiero mówić o ostatecznym czy obiektywnym pięknie :) Tym bardziej tak sądzę, że odnoszę wrażenie, że doznałem w życiu już paru takich intensywnych skrajnych doznań, które pretendowałyby choćby na stan w jakimś stopniu bliższy temu absolutnemu, niż standardowe ziemskie, i na tyle wyższy od tych standardowych, że wyróżniający się na tyle, by zasługiwać na wyróżnienie. Też mam na myśli wyższe kategorie poznania, wykraczające poza słowa i materialistyczną logikę, a ogarniające abstrakcje i odczucia na poziomie także niewyjaśnialnym przez owe słowa i logikę, acz wyczuwalnym. Co do nasycenia się, zastanawiam się. Z jednej strony to byłoby tak piękne, że nie. Z drugiej strony życie to ciągła zmiana i ruch, więc w obrębie jakiś koordynatów musiałaby się ona zmieniać, trzeba by tworzyć ciągle coś nowego, albo i wracać do starych doznań od czasu do czasu, ale nie utrzymywać ich w całkowitym zastoju. Jednak byłoby to wszystko na takim poziomie, że nigdy nie byłoby nam dość i zawsze chcielibyśmy już tam pozostać. CYTAT(Vamdou @ 26.08.2015 - 20:05)  W tym wszystkim, co obserwujesz dookoła przejawia się Nieskończoność. Przede wszystkim różnego rodzaju możliwości. To, że rzeczywistość wygląda tak, jak aktualnie wygląda jest wyborem NAS WSZYSTKICH. Zarówno poprzez działania, jak i myśli i energie, które wysyłamy w świat. Możesz, walczyć o to, by jak najwięcej osób zechciało zmienić swój sposób myślenia, ale nie możesz sprawić, by zechcieli czynić w określony sposób, jeśli sami nie będą tego chcieli. Wszystko możesz. Ja mogę wszystko. Oni mogą wszystko. Ostatecznie i tak chodzi o doświadczanie. I wszystko się rozchodzi o subiektywne postrzeganie, etykietkowanie i ocenianie. Ty widzisz zło na świecie i na nim się skupiasz w jakiejś tam części. Ale piszesz, że chcesz doświadczać piękna. Więc po co skupiasz się na tym co piękne nie jest? Bo nie zakładam różowych okularów i nie nazywam gówna cukierkiem. Patrzę realnie. Jeśli uważasz, że jest tak pięknie, to czy tak wspaniale czujesz się gdy Twój szef Cię karci, a sam popełnił błąd, a jak wylecisz to jesteś na lodzie? Jeśli uważasz, że tak masz na wszystko wpływ, to czemu (zakładam dla przykładu) nie masz wymarzonej kobiety, stabilnego statusu finansowego, fajowego domu, samochodu, basenu i jachtu? Nie chcesz? Nie wierzę. Przecież wystarczy tylko zdecydować się, zgodzić się by to mieć x) Czy wyborem ofiar różnego typu przemocy jest cierpienie tego wszystkiego? Można tak to tłumaczyć, że same to wybrały ich dusze - tak można wszystko tłumaczyć i usprawiedliwiać dalszą obecność zła, obojętności i spartaczonej roboty. A pytałeś ich dusze, że wiesz że tak wybrały? A nawet jeśli, to co z tego że dusze wybrały, skoro to te dzieci cierpią, a nie ich dusze i te dzieci nie chcą tego doświadczać? Może jest tak, jak piszesz, a może nie. Nie wiem. Ale wiem, że inni też nie wiedzą. Tylko tak gadają. Skupiam się zarówno na dobru i złu. Staram się czynić dobro i zaradzać złu. I trudno mi sobie wyobrazić, żeby ładne było ciągłe delektowanie się różnymi pięknościami, gdy jesteśmy całkowicie cały czas, mimo że świadomi tego, obojętni na to, że tuż obok nas umierają z głodu dzieci błagające o bochenek chleba, umierają hurtowo porywane, wywożone za granicę, sprzedawane, gwałcone i zabijane dziewczyny, gdzie ludzie są wyzyskiwani i wykorzystywani przez całe życie, że żyją w kiepskich warunkach, w ciągłym stresie i nie mają czasu dla siebie i żadnych możliwości w tym świecie, itp. itd. To nie jest wcale ładne. I teoretycznie czasem nie mamy na to wpływu. Czasem to nie nasza sprawa, jeśli ktoś nie walczy o coś, nie chce zmian, to czemu my mamy o to walczyć. Czasem tak jest. Ale czasem jest inaczej, że mamy wpływ i że ludzie chcą zmian, a nie mogą, albo też że jest to nasza sprawa, a mimo tego i tak wtedy nic nie robimy, nawet się nie staramy, nie próbujemy. Nie doświadczysz też piękna, jeśli będziesz olewał nieład dookoła Ciebie. Jeśli masz bałagan, trzeba go posprzątać, a nie udawać że go tam nie ma. Ot, cała filozofia. A ci wszyscy pseudooświeceni mówią, że bałagan to iluzja, nie ma odpowiedzialności, usiądź na środku kupy brudu, sraj pod siebie i ciesz się tym wszystkim. Widać różni ludzie mają różne definicje piękna, a o gustach ponoć się nie dyskutuje :/ No cóż, mogę jedynie współczuć takim osobom, bo widać nie zaznały niczego piękniejszego w życiu i dlatego do tego nie dążą...
|
|
|
|
|
|

|
 |
|