PODRÓŻE Z TAJEMNICZYM NAUCZYCIELEM
Sztukę żeglowania najlepiej opanować pod opieką kogoś, kto zna morze. Rebeka,
Tajemniczy Nauczyciel, badała Życie po Śmierci już od wielu lat, a ja miałem
szczęście uczyć się sztuki żeglowania właśnie od niej. Jak wszyscy dobrze
wiemy, mistrz pojawia się wtedy, gdy uczeń jest gotowy.
Rozdział 1
Dychotomlandia. Badanie Rzeczywistości Alternatywnych
Rebeka i ja wciąż spotykaliśmy się niefizycznie i wspólnie badaliśmy świat Życia po Śmierci. Jak może pamiętasz, czytelniku, większa część dowodów na istnienie egzystencji w Życiu po Śmierci pochodzi właśnie z naszych wspólnych, niefizycznych podróży. Mieszkając w odległości około 2,5 tysiąca kilometrów od siebie, spotykaliśmy się w świecie niefizycznym, aby dokonywać odzyskiwań i robić inne rzeczy. Później spisywałem to, co zdołałem zapamiętać z tych podróży. Telefoniczne porównywanie notatek następnego dnia, stało się rutynowym sposobem sprawdzania prawdziwości moich przeżyć. Nasze notatki zawsze się zgadzały. Czasami któreś z nas pamiętało więcej szczegółów niż drugie, lecz informacje podstawowe były zawsze takie same.
Podczas jednej z tych podróży właśnie przybyłem na miejsce naszego niefizycznego spotkania spodziewając się "ujrzeć" Rebekę. Zamiast tego usłyszałem jej chichot.
- Ha! ha! Hi! hi! Nie widzisz mnie! - słyszałem jak się zaśmiewa - pobawmy się w chowanego! Zakryj oczy i licz do dziesięciu.
Poczułem jak przelatuje obok mnie ze świstem i wyłączyłem percepcję na jej ruchy, co było czymś w rodzaju odpowiednika fizycznego zamknięcia oczu. Unosiłem się w ciemności głupio się czując, i głośno policzyłem do dziesięciu.
- Gotowa czy nie, idę!
Unosząc się nad miejscem naszego spotkania, szybko przeszukałem okolice. Złapałem sygnał Rebeki i wystartowałem niby pocisk w jej kierunku. Znalezienie jej nie było dla mnie żadnym wyzwaniem.
- To było łatwe! Nie ukryłaś się za dobrze!
- Wiedziałam, że dostaniesz się tu, jeśli tylko nie będziesz za wiele myślał - zaśmiała się. - Ostatnim razem, kiedy próbowałam cię tu sprowadzić, nie potrafiłeś wejść.
- Ostatnim razem, kiedy próbowałaś mnie sprowadzić gdzie?
- Rozejrzyj się trochę i powiedz gdzie jesteś - odparła ze śmiechem.
Otworzyłem świadomość na otoczenie, żeby sprawdzić gdzie też to jestem. Kiedy sięgnąłem świadomością wokół siebie, zacząłem czuć, że gdziekolwiek się właśnie znajdowałem, to miejsce to było olbrzymie. Czułem jego dwuwymiarowość, a jednak, co przecież było niemożliwe, zdawało się rozciągać we wszystkich kierunkach. Czułem jak mój Interpretator zaczyna formować myślowe koncepty tego miejsca.
- To jest olbrzymie. Mam wrażenie, że jest to największe miejsce, w jakim kiedykolwiek byłem - powiedziałem. - Gdybym mógł latać we wszystkich kierunkach z prędkością większą od światła, to i tak nigdy nie doleciałbym do jego krańców.
Kiedy to powiedziałem, miejsce owo zaczęło się kurczyć póki nie osiągnęło wielkości mniej więcej dwuwymiarowej kostki cukru unoszącej się w powietrzu przede mną. Za sobą słyszałem śmiech Rebeki. Kiedy zacząłem jej mówić co się właśnie stało, to coś o wielkości kostki cukru znów się zaczęło zmniejszać, aż stało się punkcikiem światła i znikło! Właśnie miałem zamiar powiedzieć Rebece, że to, w czym byliśmy, w jakiś sposób zmniejszyło się na tyle, że nie potrafiłem go dostrzec, kiedy nagle, z cichym "puff", owo coś znów wróciło do swoich pierwotnych, olbrzymich, niezmierzonych rozmiarów. Za sobą wciąż słyszałem śmiech Rebeki.
Kiedy obraz stał się wyraźniejszy, dostrzegłem, że było to rzeczywiście miejsce niezwykłe. Jak tylko w moim umyśle uformował się koncept tego miejsca, moja percepcja nagle, z niespodziewanym trzaśnięciem, odebrała obraz czegoś zupełnie przeciwnego. To jest grube, trzask; nie, jest cieniutkie. Raczej wysokie, trzask; nie, bardzo krótkie. Jeśli tylko w mojej głowie pojawiał się jakikolwiek koncept, natychmiast jego miejsce zajmowało jego przeciwieństwo. Stwierdziłem, że najlepszą nazwą dla tego miejsca będzie "Dychotomlandia", kraj przeciwieństw. Dychotomlandia przypomina trochę Latającą, Bliżej Nieokreśloną Strefę, opisaną w Podróżach w Nieznane. Jest to coś w rodzaju poziomu świadomości istniejącego poza moją świadomością. Jest to nader dziwna rzeczywistość alternatywna.
Unosząc się w Dychotomlandii, próbując określić czym była, przypomniałem sobie, że Rebeka próbowała ściągnąć mnie tu podczas naszego ostatniego spotkania. Teraz już wiedziałem, dlaczego wtedy wyczuwałem barierę, mającą przejście, którego jednak nie mogłem przekroczyć. Za każdym razem, gdy pomyślałem o tym, by zbliżyć się do owego przejścia, ono odsuwało się ode mnie na odległość, zdawało się, nie do pokonania. Potem, gdy już myślałem, że było zbyt daleko, nagle znów pojawiało się przede mną. Za każdym razem, gdy stwierdzałem, że stoi dla mnie otworem, ono zamykało się tak ściśle, że nie przecisnąłby się przezeń nawet elektron. A gdy tylko pomyślałem, że przejście właśnie się zamknęło i nie mogę przez nie wejść, ono znów otwierało się. Po wielu próbach przeniknięcia owej tajemniczej, nonsensownej bramy poddałem się. Rebece udało się przywieść mnie tu ostatnim razem, ale tak bardzo zająłem się określaniem tego miejsca, że nie miałem pojęcia o co tu chodzi. To właśnie Rebeka miała na myśli, mówiąc że wiedziała, iż wejdę tu, jeśli tylko nie będę za wiele myślał. Stąd też jej mała sztuczka z zabawą w chowanego.
Nie należę do tych, którzy łatwo rezygnują z racjonalnej konceptualizacji rzeczy, dlatego też postanowiłem wypróbować Dychotomlandię. Postanowiłem spróbować ją przechytrzyć, zmusić do ustabilizowania się. Zacząłem przeszukiwać moją pamięć, chcąc znaleźć coś, co nie ma przeciwieństwa, aż...
- To miejsce jest piłką nożną - pomyślałem na głos i czekałem na reakcję Dychotomlandii.
Wszystko zaczęło syczeć i trząść się niby jakiś ogłupiały dzieciak w napadzie złego humoru. Wyglądało to, jakbym wywołał krótkie spięcie czymś, z czym nie mogło sobie poradzić. Cały czas skupiałem się na obrazie piłki nożnej. Niestety, mój Interpretator po prostu nie potrafił siedzieć cicho. Wykorzystując skojarzenia z innymi rzeczami, mój Interpretator przeskoczył z obrazu piłki nożnej jako przedmiotu na samą grę. Ujrzałem zawodników na boisku. Potem jakieś skojarzenie mojego Interpretatora przeskoczyło z gry na cały stadion. Ujrzałem olbrzymi tłum kibiców wiwatujących na cześć swojej drużyny. Gdy tylko zobaczyłem ów tłum, Dychotomlandia miała już z czym pracować. Moje skojarzenie powędrowało ku przeciwieństwu wielkiego tłumu, do odludzia. Potem Dychotomlandia zaczęła zmieniać swój obraz/koncept to na wielki tłum, to na odludzie. Najpierw widziałem stadion pełen ludzi, a potem, trzask; puste miejsca, trzask; znów stadion pełen ludzi.
To ja zostałem przechytrzony, ale musiałem spróbować jeszcze raz. Ostatecznie przecież, racjonalna konceptualizacja powinna poradzić sobie z każdym wyzwaniem. Nie chcąc ustąpić Dychotomlandii, mentalnie wykrzyknąłem na głos: "To miejsce to stadion baseballowy!" i znów czekałem na to, co się stanie. Dychotomlandia wykazała się inteligencją. Uczyła się! W jednej chwili zmieniła mój obraz/koncept stadionu baseballowego na cykl obrazów pełnego i pustego stadionu. Usłyszałem jak Rebeka zaśmiewa się do łez z moich wysiłków.
Nie miałem zamiaru dać się pokonać Dychotomlandii! Co by się stało, gdybym nie dal jej żadnego obrazu?, zastanawiałem się. Tym razem nie pomyśle, absolutnie o niczym. Unosiłem się więc w ciszy nie myśląc o niczym. Dychotomlandia zaczęła skakać we wszystkich kierunkach jednocześnie. Drgała, dygotała i wibrowała niby wrzeszczący bachor, który chce pokazać coś naprawdę imponującego, ale nie potrafi zdecydować, co by też to mogło być. Trudno mi było utrzymać umysł w stanie absolutnego niemyślenia! Kiedy drgawki, dygotanie i wibrowanie ustało, stwierdziłem, że unoszę się w przeraźliwej i ogłuszającej kakofonii syczących dźwięków. Dychotomlandia znów wygrała! Hałas jest mieszanką wszystkiego i jest przeciwieństwem niczego.
Rebeka i ja opuściliśmy Dychotomlandię śmiejąc się histerycznie z moich prób pokonania jej. Porównując notatki następnego dnia, stwierdziłem, że szczegóły jej małego oszustwa i moich prób pokonania Dychotomlandii zgadzały się. Wciąż się ze mnie śmiała wspominając moje wysiłki.
Większość moich podróży poza horyzont świata fizycznego miała jednak ton nieco poważniejszy. Wycieczka do Dychotomlandii była czymś w rodzaju eskapady do wesołego miasteczka istniejącego w świecie niefizycznym. Pojąłem wtedy, że w odniesieniu do konceptualizacji, była to dla mnie specjalna lekcja. Aby stworzyć obraz przeciwieństwa czegokolwiek, Dychotomlandia wykorzystała pokłady pamięci i skojarzeń zgromadzone przez Interpretatora. Stan, w którym umysł "przestaje myśleć" jest wspaniałym ćwiczeniem niezbędnym w nauce osiągania równowagi pomiędzy Interpretatorem a Postrzegającym. Powtarzając ćwiczenie w tej dziedzinie, można nauczyć się umiejętności zatrzymywania procesu konceptualizacji, co daje wyraźniejszy obraz tego, co naprawdę jest Tam. Umiejętność ta jest bardzo przydatna w pracy z jakimkolwiek osobistym problemem, na przykład zwątpieniem, podczas zbierania informacji w jakimkolwiek poziomie niefizycznego Nowego Świata. Wydaje mi się również, że kiedy starałem się skupić umysł na Niczym, Dychotomlandia otworzyła się na Wszystko. Chyba zacznę częściej medytować. |