oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 6
Morderstwo Scotta

Scott został zamordowany w restauracji w Oakland w Kalifornii w lutym 1993 roku. Dowiedziałem się o tym dopiero, kiedy w październiku tego samego roku zadzwoniłem do jego matki. Mieszkałem w Wirginii już jakiś miesiąc, kiedy nagle poczułem, że muszę zadzwonić do mojej przyjaciółki Barb. Barb przeprowadziła się z Minnesoty do Południowej Karoliny na wiele lat przedtem, zanim jej mąż Rób zaczął pracować na uniwersytecie w Kolumbii. Poznałem Barb w początkach lat siedemdziesiątych, kiedy mieszkaliśmy po sąsiedzku nad jeziorem w podmiejskim Minneapolis. Nie kontaktowaliśmy się ze sobą od długiego czasu, więc pomyślałem sobie, że dobrze by było znowu porozmawiać i podać jej mój nowy adres i numer telefonu.

Niespodziewane wieści zasmuciły mnie już na początku rozmowy.

- Wiesz, w lutym straciliśmy Scotta. Został zamordowany podczas napadu na restaurację w Oakland - zawiadomiła mnie.

W jej głosie zabrzmiał smutek, gniew i żal. Trzech mężczyzn weszło do restauracji, którą prowadził Scott, tuż przed godziną zamknięcia. Wzięli wszystkie pieniądze, jakie znaleźli w kasie i u klientów, a potem kazali Scottowi i dwóm innym pracownikom położyć się na podłodze twarzą w dół. Za współpracę zostali zastrzeleni szybko; strzałem w tył głowy każdy. Zmarli natychmiast.

Barb martwiła się o Bev, żonę Scotta. Pobrali się zaledwie na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Osiem miesięcy po jego śmierci Bev wciąż nie potrafiła zaakceptować tego, że Scott nie żyje. Ona i Scott nie mieli łatwego życia przed ślubem. Dopiero potem dla obojga wszystko 'zaczęło się układać. Byli szczęśliwi, dobrze zarabiali, a radość bycia razem sprawiała, że przyszłość wydawała się pełna obietnic. Mieli dom z widokiem na ocean pod San Francisco, i łódź cumującą na miejscowej przystani. Byli szczęśliwym, młodym małżeństwem. I wtedy, w jednej bezsensownej chwili, Scott umarł. Podczas rozmowy telefonicznej z Barb, Bev powiedziała, że czasami czuje obecność Scotta w ich domu. Czasami czuje, że stoi przed drzwiami na patio, za którymi rozciągał się przepiękny widok na Pacyfik. Ich pies, powiedziała, czasami zachowywał się tak, jakby widział Scotta w różnych miejscach w całym domu. Wszystko to przypominało jej o stracie i sprawiało, że wciąż Scotta opłakiwała i nie mogła zacząć żyć dalej.

Barb wspomniała również, że ona sama nie spała dobrze od jakichś dwóch czy trzech tygodni. Budziała się często w środku nocy, słysząc płacz małego chłopca i prośby o pomoc. Żałosne zawodzenie głosu przerażało ją i sprawiało, że bała się zasnąć. Była to dla Barb męka, bo snów przecież nie można kontrolować. Zastanawiała się co też mogą znaczyć, lecz nie wiedziała co ma robić. Opowiedziała mi o tych snach, a ja odniosłem wrażenie, że to Scott próbuje się skontaktować z matką, jakby błagał ją o pomoc, niby przestraszony, mały chłopiec nawołujący swą mamę.

Zasugerowałem jej, że Scott może w jakiś sposób wiązać się z jej snami. Opowiadałem Barb o moich doświadczeniach z programem Linia Życia, ale wiedziałem, że podchodzi do tego cokolwiek sceptycznie. Kiedy zaproponowałem, że poszukam Scotta i sprawdzę co się z nim dzieje, Barb chciała wiedzieć co właściwie miałem na myśli. Wyjaśniłem jej, że poszukam go w sposób niefizyczny, a kiedy go znajdę, spróbuję stwierdzić w jakim stanie psychicznym się znajduje, a jeśli potrzebowałby pomocy, zaproponuję mu ją. Musiało to zabrzmieć dla niej trochę dziwnie.

- Tak, chciałabym, żebyś to zrobił - odparła jednak.

Wyjaśniłem dalej, że zazwyczaj zabiera mi to kilka dni, i że zadzwonię do niej, jak tylko nawiążę kontakt ze Scottem.

Wciąż nie do końca wierząc w swoje możliwości, poprosiłem o pomoc Rebekę, jako że miała ona więcej doświadczenia z odzyskiwaniami. Okazało się, że potrzebne nam pomieszczenia laboratorium w Instytucie Monroe'a były wolne, zamówiliśmy je więc. Laboratorium to wykorzystuje się w badaniach nad różnymi stanami świadomości człowieka. Jest to dźwiękoszczelny pokój z kontrolowaną temperaturą, wyposażony w łóżko wodne wypełnione słoną wodą i najróżniejszego rodzaju urządzenia elektroniczne. Pomieszczenie to otacza aura, która zazwyczaj dodaje mi pewności siebie. Wtedy wciąż znajdowałem się na etapie uczenia się i aby przenieść się do Focusa 27 potrzebowałem pomocy dźwięków Hemi-Sync. Urządzenia elektroniczne, w które wyposażone było owo laboratorium mogły mi je zapewnić. Tego wieczoru udaliśmy się do laboratorium i, za pomocą Swobodnego Lotu 27, wyruszyliśmy na poszukiwania Scotta.

Nie minęło wiele czasu i udało nam się go znaleźć. Wyglądał na zagubionego. Oboje z Bev byli sobie bardzo bliscy, a tej sytuacji stanowiło to wręcz przeszkodę. Scott wiedział, że Bev nie może dać sobie rady ze smutkiem, chciał więc desperacko pomóc i pocieszyć ją. Krótko po swojej śmierci Scott pomyślał, że zostając z nią mógłby pomóc jej przezwyciężyć smutek i odzyskać spokój umysłu. Lecz próbując tego dokonać, sam wpadł w pułapkę żalu i zaczął go odczuwać co najmniej tak silnie jako ona sama. A to w znaczny sposób wpłynęło na jego sposób myślenia, w wyniku czego Scott utknął w zamkniętym kręgu żalu. Nie potrafił już stanąć obok żalu, jaki oboje z Bev odczuwali. W chwili, kiedy go odnaleźliśmy, stan ten stał się permanentnym, powtarzalnym cyklem dla obojga. Jeśli któreś z małżonków zaczęłoby z niego wychodzić, łącząca ich więź emocjonalna wciągnęłaby ich na powrót i cykl zacząłby się od początku. Działo się tak już od ośmiu miesięcy i nie zanosiło się na żadną zmianę. Scott był wyczerpany, otumaniony i zagubiony. Znajdował się w tym stanie tak długo, że nie potrafił już myśleć samodzielnie, nie czując w sobie jej żalu. Chciał pomóc Bev, chciał uleczyć jej ból, lecz zamiast tego sam zaczął go odczuwać tak mocno, że stał się częścią problemu. W jego obecnym stanie umysłu nie potrafił się uwolnić i spojrzeć na wszystko bardziej obiektywnie. Wraz z Bev znalazł się w zamkniętym kręgu żalu, a tym samym utknął w Focusie 23. Wiedział, że nie żyje; nie na tym polegał jego problem. Moc jego uczuć była po prostu tak wielka, że nie potrafił sobie z nimi poradzić. Czuł się jakby zamknięty we śnie, z którego musiał się obudzić, żeby od niego uciec, lecz moc tych uczuć sprawiała, że sen trwał i trwał.

Omówiliśmy to z Rebeką niefizycznie i postanowiliśmy, że się rozdzielimy. Ona miała pracować ze Scottem, a ja miałem zająć się Bev. Później mieliśmy porównać notatki. Odszedłem od Scotta tam, gdzie rozciągała się przede mną nieprzenikniona, jednolita czerń. Wyraziłem zamiar nawiązania kontaktu z Bev i zajrzałem w czerń przede mną, czekając na cokolwiek, co miało się zdarzyć. Nie minęło wiele czasu. Gdzieś w rogu mego pola widzenia pojawił się niewielki, mocny, czarny wir. Skoncentrowałem się na nim, otworzyłem świadomość na wszystko, co mógł przedstawiać. Chwilę później w czerni pojawił się pokój. Był to salon w jakiejś posiadłości. Miałem wrażenie, że musiały być to czasy wojny secesyjnej.

Wciąż koncentrowałem się na czarno-białym, holograficznym obrazie pokoju, kiedy w polu widzenia pojawiły się dwie kobiety. Jedna z nich siedziała na krześle, za które dzisiejszy handlarz antykami wziąłby fortunę. Druga, młodsza, stała tyłem do pięknego, ciemnego stołu wykonanego z jakiegoś rodzaju twardego drewna. Patrzyła w okno, na drogę, która prowadziła do posiadłości. Spojrzawszy w jej oczy, poczułem, że z jej serca uchodziło całe życie. A uchodziło ono na tę właśnie drogę, kiedy tak wpatrywała się w dal. Wiedziałem, że mężczyzna, którego kochała odjechał tą drogą. Poczucie obowiązku zmusiło go do wzięcia udziału w wojnie, która zabrała mu życie. Kobiecie opowiedział o tym świadek jego śmierci, nie było więc żadnych wątpliwości. Jej mężczyzna nie żył. A jej życie wciąż, każdego dnia, uchodziło tym oknem i tą drogą. Nie potrafiła przyjąć do wiadomości jego śmierci. To musiało być jakieś nieporozumienie. Któregoś dnia, wierzyła w to głęboko, ujrzy jego roześmianą twarz na tej drodze i życie znów się dla niej zacznie. Czekała tak na niego aż, wylawszy na drogę całe swoje życie, umarła. Nigdy nie przyjęła do wiadomości tego, że on nie wróci. Nigdy nie uleczyła rany żalu, jaki czuła po jego utracie. Umarła w tamtym życiu, zamknięta w żalu, od którego nigdy nie potrafiła się uwolnić. Kobieta żyjąca wtedy, podczas wojny secesyjnej, mieszkała teraz w Bay Area w Kalifornii. Teraz miała na imię Bev i od nowa przeżywała ten sam cykl smutku z powodu utraty męża. To ona była ową młodą kobietą, stojącą przy oknie wychodzącym na drogę. W tamtym życiu to właśnie Scott był tym, który nigdy nie powrócił z wojny drogą, prowadzącą do posiadłości. Wszystkie te informacje, i nie tylko te, nadeszły do mnie w czasie krótszym niż potrzeba na ich przytoczenie. Oddaliłem się od niej trochę, aby lepiej objąć całą scenę.

W jednej chwili dowiedziałem się więcej o Scotcie i Bev, i ich życiu w czasach wojny secesyjnej. Wtedy też byli małżeństwem. Posiadali wielką plantację i mieszkali w ogromnym domu. Nie wiedziałem dokładnie w jaki sposób stali się jego właścicielami, lecz posiadłość ta oznaczała dla nich bogactwo, życie w luksusie. Zaczęli właśnie zbierać owoce swej wspólnej pracy na plantacji, kiedy wybuchła wojna. Scott wiedział, że jego obowiązkiem było wzięcie w niej udziału, jak to zrobiło wielu innych. Musiał walczyć za styl życia, jaki prowadzili i na jaki zasługiwali oni wszyscy. Takie były jego odczucia. Kiedy wyjeżdżał, wszystkim towarzyszył wielki smutek i nadzieja. Ona bała się, że on znajdzie się w niebezpieczeństwie, z dala od niej, i miała nadzieję, że zwyciężą, a on wróci do domu. Odjechał drogą, która prowadziła do plantacji. Bev patrzyła jak odjeżdża, odczuwając ten sam strach, który czuły wszystkie żony, kiedy ich mężowie idą na wojnę.

Parę miesięcy później jego listy przestały przychodzić. Po jakimś czasie, który dla niej zdawał się wiecznością, dotarł na plantację człowiek, będący świadkiem śmierci Scotta, który opowiedział Bev o wszystkim. Bardzo ciężko to przeżyła. Pochowano go niedaleko pola bitwy, tam, gdzie umarł. Było to daleko, a ona nigdy nie ujrzała jego ciała. A nie widząc jego ciała w tamtym życiu, mogła nie dopuszczać do siebie myśli, że to się stało. Tak więc, przeżyła całe życie stojąc u okna salonu wychodzącego na drogę prowadzącą do domu i czekając na jego powrót aż w końcu śmierć uwolniła i ją.

Spojrzałem na drugą kobietę. Była starsza, a kiedy przyjrzałem się jej bliżej, uświadomiłem sobie, że była to moja przyjaciółka Barb. Tam, w saloniku, patrzyłem jak Barb rozmawia z Bev i próbuje ją pocieszyć i pomóc jej zaakceptować śmierć ukochanego. Nie widziałem dokładnie jakie więzy łączą te dwie kobiety w tamtym życiu, lecz zdawało mi się, że Barb musiała być kimś w rodzaju ciotki.

Barb starała się jak mogła ulżyć cierpieniom Bev, z której uchodziła energia, co zagrażało życiu młodej kobiety. Nie udawało jej się, a Barb widziała bezcelowość swych wysiłków; co dnia złamane serce Bev było bliższe śmierci. Emocje płynące z tej sceny zaczęły docierać i do mnie; odczuwam je zawsze ilekroć sobie ją przypomnę. Jest to przeogromny smutek, który sprawia, że do oczu napływają mi łzy, kiedy przypomnę sobie puste, zagubione spojrzenie Bev, pogrążonej w smutku i nieustannie wyglądającej przez okno na tę drogę. Wiedziałem, że niedawno śmierć Scotta łączyła się w jakiś sposób z reakcją Bev na jego śmierć w życiu w czasie wojny secesyjnej.

Czując, że zebrałem już dość informacji, aby zrozumieć sytuację Bev, wyszedłem z saloniku, a cała scena rozpłynęła się w czerni. Skupiłem się na odnalezieniu Scotta, który za chwilę pojawił się na horyzoncie. Rozmawiał z Rebeką. Wyglądał teraz lepiej, był bardziej ożywiony, jego twarz i oczy jaśniały. Wielki żal i ból minęły; teraz Scott pochłonięty był rozmową z Rebeką, która wyjaśniała mu jego sytuację i proponowała, że odprowadzi go do miejsca, gdzie mógłby dojść do siebie. Może później, mówiła, kiedy będzie silniejszy, będzie mógł wrócić i pomóc Bev. Jeśli wróci do niej teraz, to najprawdopodobniej znów znajdzie się w tym na wpół świadomym stanie umysłu, zamknięty w kręgu bólu.

Zdawało się, że Scott zrozumiał co mówiła Rebeka i pojął implikacje swoich wyborów. Zgodził się pójść z nią do miejsca, które opisała. Poszedłem za nimi do Focusa 27, gdzie Scotta powitał starszy mężczyzna, którego ten natychmiast rozpoznał. Wyczułem, że mężczyzna ten musiał być chyba jego wujem. Zostawiliśmy Scotta razem z tym mężczyzną i wróciliśmy do pomieszczeń Instytutu. Otworzyliśmy oczy i zaczęliśmy porównywać notatki.

Rebeka opowiedziała mi wszystko o swoim spotkaniu ze Scottem, kiedy ja wyruszyłem na spotkanie z Bev. Rebeka dodała Scottowi energii potrzebnej do usunięcia skutków emocjonalnego napięcia, jakie towarzyszyło mu od tak dawna. Dzięki jasności umysłu, którą mu zapewniła Rebeka, Scott przypomniał sobie co sprawiło, że utknął w tym stanie. Chciał pomóc Bev w jej bólu. Będąc blisko niej, próbując dać jej znać, że z nim wszystko w porządku, czuł jej ból. Tak bardzo skoncentrował się na jej stanie emocjonalnym, że przestał jasno myśleć. Przez wszystkie miesiące, jakie upłynęły od jego śmierci, był jedynie na wpół świadomy. Próbował nawiązać kontakt ze swoją matką, mając nadzieję, że ona mu pomoże, ale wszystko to było jak sen. W tym stanie umysłu nie zdawał sobie sprawy z tego, że mógł przecież samodzielnie podejmować decyzje i realizować je. Z pomocą Rebeki, Scott uświadomił sobie, że jeśli wróci do Bev, jak to robił do tej pory, znów zagubi się w tym śnie. Zrozumiał, że musi rozdzielić się z Bev, żeby potem gdy nabierze sił, móc do niej wrócić. Dlatego zgodził się pójść do Focusa 27 i tam być z ludźmi, którzy mogą mu pomóc odzyskać siły.

Kiedy tak rozmawialiśmy, stało się jasne, że morderstwo Scotta było próbą uleczenia otwartej rany, z którą Bev umarła dawno temu, na plantacji w czasach wojny secesyjnej. Gdyby Bev nie potrafiła teraz uleczyć tej rany, musiałaby najprawdopodobniej przeżywać tę sytuację w następnym życiu, aby spróbować jeszcze raz. Śmierć Scotta na restauracyjnej podłodze była inna od śmierci podczas wojny secesyjnej. Tym razem Bev widziała jego ciało. Nie został pochowany gdzieś na dalekim polu bitwy, w grobie, do którego nie wiadomo było jak trafić, co zawsze pozostawiało nadzieję, że może jednak żyje. Tym razem Bev była pewna śmierci męża, a jego najgorętszą nadzieją było to, że ona przyjmie tę śmierć do wiadomości i uleczy swą dawną ranę. W wypadku zaplanowanym przez uniwersum, on poświęcił swe życie, aby dać Bev szansę uleczenia. Teraz wszystko zależało od Bev. Jasne było, że to w niej tkwi żal i za śmierć Scotta, i za swą duchową śmierć. Aby się uleczyć, będzie musiała wyrzucić z siebie te uczucia.

Kilka dni później, kiedy już wszystko dokładnie omówiliśmy, zadzwoniłem do Barb, aby jej powiedzieć czego się wraz z Rebeką dowiedzieliśmy. Barb potwierdziła, że męczące ją sny o nawołującym ją małym chłopcu skończyły się tej samej nocy, podczas której my dokonaliśmy odzyskania. W trakcie tej rozmowy okazało się, że podobieństwa tego życia Scotta i Bev do ich życia na plantacji są uderzające. Póki się nie spotkali, Scott żył trochę jakby bez celu, błąkając się i próbując znaleźć swe miejsce na Ziemi. Bev była odnoszącą sukcesy kobietą interesu. Po ślubie wszystko zaczęło się układać. Wzbogacili się, co pozwoliło im kupić piękny dom nad oceanem oraz łódź, z której cieszyli się oboje jednakowo. Byli zakochani, a wszystko w życiu zdawało się być na dobrej drodze. Odnieśli sukces finansowy, mieli wspaniały dom i wspólne życie, które obiecywało równie wspaniałą, wspólną przyszłość. A potem, w jednej, tragicznej chwili, wszystko skończyło się na podłodze, w restauracji w Oakland.

Barb wypełniała obecnie względem Bev i Scotta tę samą rolę, jaka była jej udziałem w tamtym, wcześniejszym życiu. Wielokrotnie w ciągu tygodnia dzwoniła do Bev i rozmawiała z nią. Najlepiej jak potrafiła, Barb próbowała pomóc Bev uporać się z jej stratą, tak jak uporała się ze swoją. Lecz widać było wyraźnie, że Bev nie robi żadnych postępów. W najlepszym razie wydawało się, że po prostu utknęła w swym żalu; w najgorszym, że oddalała się od życia Bev korzystała również z pomocy psychoterapeuty, lecz i to nie przynosiło żadnych rezultatów.

Pod koniec tygodnia wybrałem się niefizycznie do Bev. Było dla mnie jasne, że spotkania z psychoterapeutą pomagały jej unikać bólu, służyły jako przykrycie cierpienia, którego już nie okazywała, lecz nie rozwiązywały problemu. Tymczasem Bev musiała stanąć z nim twarzą w twarz i wyrazić je podczas tej podróży. Trener, mój niefizyczny przewodnik, o którym pisałem w pierwszej książce, Podróże w Nieznane, zaproponował, żeby Bev skorzystała z pomocy grupy wsparcia, czyli grupy złożonej z ludzi, którzy przeżyli podobną stratę. Można by w ten sposób przyspieszyć jej wyleczenie, powiedział, gdyż będzie się stykać z ludźmi, których ukochani zostali im zabrani w jakimś nagłym, niespodziewanym i bezsensownym akcie przemocy.

Barb przekazała tę sugestię Bev, która, jak się domyślam, przyjęła ją i w ciągu kilku miesięcy zaczęła żyć od nowa. Wyprowadziła się z domu nad oceanem, pełnego wspomnień, i przeniosła się do południowej Kalifornii, żeby zacząć wszystko od nowa. Ostatnio słyszałem, że ma się znacznie lepiej, lecz to nie koniec tej historii.

Jakieś pół roku po moim ostatnim spotkaniu ze Scottem, kiedy zostawiliśmy go z jego "wujem" w Focusie 27, zabrałem moje dzieciaki na wakacje do Minnesoty. Wylądowaliśmy na lotnisku i pojechaliśmy do domu babci i dziadka nad jeziorem. Barb i Rób przeprowadzili się z Południowej Karoliny z powrotem w okolice Minneapolis i zaproponowali, abyśmy skorzystali z jednego z ich samochodów. Moja matka przyjechała po nas na lotnisko i wszyscy pojechaliśmy odwiedzić Barb. Kiedy siedzieliśmy na patio i rozmawialiśmy przy podwieczorku poczułem, że jest z nami Scott. Ilekroć skupiałem się na jego obecności, on jakby skakał radośnie wokół nas, a w umyśle czułem jego głos.

- Powiedz mojej matce: purpura i złoto, Bruce, purpura i złoto - powtarzał wciąż.

Nie miałem pojęcia co to znaczyło; dla mnie nie miało to żadnego sensu. Czułem się trochę dziwnie i nieswojo na myśl o tym, że miałbym przy wszystkich mówić na głos do nie wiadomo kogo. Dlatego zaczekałem aż moja mama z dzieciakami wyruszą wreszcie w dwugodzinną podróż do domu nad jeziorem.

Po ich odjeździe mogłem lepiej się skupić na Scot'cie. Wiedziałem, że chciał przeze mnie przekazać wiadomość matce. Wieść ta smakowała inaczej, jakby był w szkole od czasu przybycia do Focusa 27 i zdobywał wiedzę. Chciał powiedzieć matce, że niedługo miał tę szkołę ukończyć.

Rozmowę z Barb zacząłem od pytania o to, jak sobie radzi po odejściu Scotta. Powiedziała, że poradziła sobie z bólem i gniewem, ale że niepokoiły ją sny, które znów ją od niedawna nawiedzały. Różniły się od tych, które miała poprzednio, lecz czuła, że Scott próbuje nawiązać z nią kontakt. Usłyszawszy to, poczułem się pewniej.

Scott jest tu teraz z nami i chce, żebym ci powiedział "purpura i złoto". Czy te kolory mają dla ciebie jakieś znaczenie?

Po chwili pytający wyraz jej twarzy zmienił się, jakby nagle brakujący kawałek łamigłówki wpadł na właściwe miejsce.

- Purpura i złoto to kolory liceum, do którego chodził Scott. Miał na sobie ubranie w tych kolorach podczas rozdawania świadectw maturalnych.

Zrozumiałem wtedy, co Scott chciał przeze mnie przekazać matce.

- Kończę szkołę, mamo - zdawał się mówić. - Czuję się dobrze. Chodzę tu do szkoły i niedługo ją skończę.

Nie wiedziałem dokładnie co oznaczało skończenie szkoły w Focusie 27 i nie potrafiłem wyjaśnić tego Barb. Odniosłem wrażenie, że jest to jakieś święto, ale nie wiedziałem nic poza tym. Niedługo potem wsiadłem w samochód i wyruszyłem w dwugodzinną podróż na północny zachód, aby dołączyć do moich rodziców i dzieciaków.

Tydzień później nasze wakacje dobiegły końca i wróciliśmy do domu Barb i Roba, aby zwrócić im samochód. Sny Barb zmieniły swój charakter, spała teraz lepiej. Wraz z Robem urządzili przyjęcie, na które zaprosili kilku przyjaciół oraz braci i siostrę Scotta. Kiedy przyjęcie zakończyło się, goście pożegnali się, a w domu została tylko rodzina i kilku najbliższych przyjaciół. Siedzieliśmy wszyscy przy stole w jadalni, kiedy Barb poprosiła mnie, abym powiedział wszystkim to, co powiedziałem jej, począwszy od samego początku aż po mój ostatni kontakt ze Scottem. Zacząłem więc opowiadać o wszystkim, kiedy w pewnej chwili młodsza siotra Scotta przerwała mi i w podnieceniu powiedziała, że niedawno doszły ją wieści o Scotcie. Rozmawiała właśnie z przyjaciółką obdarzoną ponadzmysłowymi zdolnościami i podczas tej rozmowy poruszyły wątek Scotta. Przyjaciółka również powiedziała Amy, że Scott niedługo skończy szkołę. Potraktowałem to jako coś w rodzaju niezależnego potwierdzenia tego, co Scott powiedział mnie. Niewielki to dowód, ale jednak dowód na to, że faktycznie nawiązałem z nim kontakt i prawidłowo przekazałem jego wieści rodzinie. Coraz bardziej upewniałem się co do prawdziwości moich doświadczeń i coraz bardziej ufałem w to, że naprawdę istnieje świat Życia po Śmierci.