Rozdział 8
DEC pod berłem
Uzdrawianie na odległość jest techniką, której naucza się podczas niemal wszystkich programów prowadzonych przez Instytut Monroe'a. Co najmniej jedna taśma Hemi-Sync poświęcona jest wykorzystywaniu narzędzi uzdrawiania na odległość z ich Dolphin Energy Club (DEC). Jednym z tych narzędzi jest wizualizacja pomocnika w postaci delfina, który bierze udział w procesie leczenia. Uczestnicy moją pozwolić owemu delfinowi przeprowadzić proces energetycznego uleczenia, który jest tematem programu. Program trwa tydzień. W tym czasie jego uczestnicy przez kilka wieczorów zbierają się w wielkiej sali konferencyjnej na grupowych sesjach. Krzesła ustawia się w kręgu, uczestnicy zamykają oczy, odprężają się i podążają za dźwiękami Hemi-Sync i werbalnymi instrukcjami płynącymi z głośników umieszczonych w sali. Przed sesją grupową grupy DEC, trenerzy otrzymują imię osoby, która prosiła o leczenie na odległość. Uczestnicy znają jedynie imię tej osoby, nic więcej. Potem zostaje włączona taśma i zaczyna się sesja. W czasie pierwszej sesji mojego trzeciego programu Linia Życia wszystko poszło całkiem dobrze. Przywołałem mojego delfina, "Decky", aby zobaczyć pacjenta i w odpowiedniej chwili wysłałem przez niego uzdrawiającą energię. Po sesji trenerzy omówili powody, dla których pacjent zdecydował się poprosić o sesję. Jak zwykle moja "diagnoza" była bardzo bliska prawdy, jako że opisałem prawidłowo fizyczny stan pacjenta i jego chorobę. Czułem, że staję się w tym niezłym ekspertem. Więcej, byłem z siebie niezwykle zadowolony.
Dwie noce później, podczas kolejnej sesji grupowej, mieliśmy uleczyć siebie wzajemnie, a nie, jak to bywało do tej pory, osobę znajdującą się w jakiejś od nas odległości. Wszystko szło dobrze, póki nie usłyszałem polecenia, aby wyobrazić sobie delfina. Spojrzawszy z zamkniętymi oczami rzecz jasna w dół po mojej lewej stronie, spodziewałem się zobaczyć mojego małego, uśmiechniętego, niefizycznego delfina, spoglądającego na mnie. Zawsze wydawał się tak szczęśliwy i chętny do pomocy! Lecz tym razem nie było go. Zamiast niego ujrzałem coś, co wyglądało jak berło. Jego długa na pół metra, rzeźbiona, drewniana rączka zakończona była sferyczną, mlecznobiałą kulą, która mogła być wykonana ze szkła lub kwarcu. Kula miała jakieś trzynaście centymetrów średnicy i była matowa. Takie właśnie berło unosiło się w powietrzu tam, gdzie zawsze znajdowałem mojego delfinka.
Kiedy usłyszałem głos mówiący, że mam się upewnić, że mój delfin jest wyraźny i jasny, poczułem konsternację. Kula berła wcale nie była wyraźna i jasna. Wręcz przeciwnie, wyglądała jak zimny, pozbawiony życia kawałek kamienia. Mój racjonalny umysł przejął inicjatywę i zacząłem się martwić, że czymkolwiek ta rzecz była, bynajmniej nie wyglądała dobrze. Nie miałem pojęcia co z tym robić! To było ćwiczenie DEC, a więc miał się tu zjawić Decky, mój delfin, a nie jakieś dziwne berło! Mam przecież wysłać Decky'ego wokół pokoju do każdej siedzącej tu osoby. A jeśli ta rzecz jest niebezpieczna? Nie wiedząc co robić, zapomniawszy zupełnie, że najważniejsze jest zaufanie, zrobiłem to, co zrobiłby każdy dobry inżynier. Postanowiłem, że lepiej najpierw zbadam tę rzecz, zanim użyję jej w stosunku do kogoś innego.
To postanowiwszy, spojrzałem w górę (cały czas z zamkniętymi fizycznymi oczami) i zdumiałem się, jako że wyraźnie widziałem wszystkich członków grupy siedzących na swoich krzesłach w kręgu. Przyjrzałem się dokładniej wszystkim. Mieli zamknięte oczy; bez wątpienia więc pracowali z delfinami DEC-a, czyli robili to, co mieli robić. Wciąż im się przyglądając, starałem się racjonalnie postanowić, na kim najpierw powinienem wypróbować ową rzecz. Sądząc, że mogła ona działać inaczej na mężczyzn i inaczej na kobiety, wybrałem jednego mężczyznę i jedną kobietę. Obie trenerki były kobietami, mężczyznę musiałem więc wybrać spośród członków grupy. Wstałem, niefizycznie, trzymając berło przed sobą obiema rękami. Miałem wrażenie, że robiłem to już wcześniej. Czułem, jakbym dokonywał jakiegoś rytualnego obrzędu, lecz przecież w moim życiu nie miałem do czynienia z czymś takim. Sposób, w jaki szedłem i trzymałem berło był mi w jakiś dziwny sposób znajomy. Podszedłem niefizycznie do mężczyzny, który miał być moim pierwszym pacjentem. Zatrzymałem się, uniosłem berło przed nim na jakiś metr i obserwowałem jego reakcję. Na jego twarzy pojawiło się zdumienie, otworzył gwałtownie oczy i pochylił się w przód. Potem znów zamknął oczy i odprężył się. Niewiele mi to wszystko mówiło, więc z powrotem usiadłem na moim własnym krześle.
Pomyślałem sobie, że trenerka pewnie lepiej sobie poradzi z tym berłem, czymkolwiek ono było, wybrałem więc jedną z nich, a nie którąś z kobiet uczestniczących w sesji. Podszedłem do tej, która siedziała bliżej mnie. Podszedłem do niej niefizycznie, trzymając przed sobą berło i znów odniosłem wrażenie, że już to kiedyś robiłem. Stanąłem w niewielkiej odległości przed nią, uniosłem berło na mniej więcej metr i czekałem na reakcję. Najpierw ujrzałem na jej twarzy uśmiech, a jej ciało jeszcze bardziej odprężyło się. Potem, niespodziewanie, jej niefizyczne oczy otworzyły się szeroko i ujrzałem w nich strach. Obracała głową, jakby patrzyła po kolei na wszystkich, którzy znajdowali się w sali. Strach przeszedł falą z jej oczu na całe ciało i w następnej chwili ujrzałem, że usiłuje gorączkowo wstać i schować się za krzesłem. Szybkim ruchem cofnąłem berło i nakryłem je dłonią, próbując powstrzymać to, co robiło. Nie miałem jednocześnie najmniejszego pojęcia co też by to mogło być i jak mam to zatrzymać. Popędziłem z powrotem do mojego krzesła i usiadłem. Odłożyłem berło tam, gdzie je znalazłem, cały czas nakrywając kulę dłonią i mając nadzieję, że nie skrzywdziłem nikogo. Byłem zmartwiony i siedziałem cicho aż do kańca sesji. Dobrze, że nie użyłem go w stosunku do pozostałych członków grupy! Po zakończeniu sesji zaczęliśmy opowiadać sobie to, co ujrzeliśmy. Kiedy nadeszła moja kolej, opisałem berło i powiedziałem co z nim robiłem. Zapytałem też trenerkę, co się stało wtedy, kiedy próbowała niemal uciec z krzesła.
- Mogę opisać to dwoma słowami. Czakra korzenia!
Słysząc te słowa wszyscy zaczęli się śmiać. Później przeprowadziliśmy prywatną rozmowę, podczas której wyjaśniła mi co miała na myśli.
- Z początku poczułem ciepło i miałam bardzo przyjemne odczucia. Miały one silny, zmysłowy, seksualny charakter. Uczucie to narastało aż stało się tak silne, że nagle poczułem jak zaczynają mi drżeć uda. Czułem się bardzo dobrze. Nagle uderzyła mnie myśl, że nie mam pojęcia skąd pochodzi ta energia i to mnie przestraszyło! W tamtej chwili pulsująca wibracja była tak silna, że niemal czułem, jak moje uda uderzają o siebie. Nie wiedząc skąd i od kogo pochodzi ta energia chciałem uwolnić się od niej. To pewnie właśnie wtedy zobaczyłeś jak usiłuję uciec z krzesła.
- Mam nadzieję, że nie wyrządziłem ci żadnej krzywdy!
- Gdybym wiedziała co się dzieje, odprężyłabym się i dalej oddawała miłym wrażeniom. To było naprawdę niesamowite odczucie.
Sprawdziliśmy jeszcze mężczyznę, na którym również zastosowałem działanie berła i okazało się, że nie był on właściwie świadom, aby coś niezwykłego zaszło podczas sesji. Tu również nie wyrządziłem żadnych szkód.
Przemyślawszy wszystko dokładnie, zacząłem sobie robić wyrzuty, że nie zaufałem berłu. Uświadomiłem sobie, że pojawiło się ono, ponieważ miało zostać użyte podczas sesji leczenia grupowego. Pozwoliłem, aby kontrolę przejął mój umysł racjonalny, razem z jego przekonaniami mówiącymi, że należy bać się wszystkiego, co nieznane. Później tego samego wieczoru urządziłem sobie swoją własną sesję, aby spróbować naprawić ten błąd. Zanim odpłynąłem w sen, udałem się niefizycznie do każdego członka grupy po kolei i zaofiarowałem im energię berła. Wszystkie kobiety przyjęły ją z uśmiechem na twarzy. Mężczyźni podzielili się na dwie grupy: tych, którzy wydawali się zadowoleni z oferty, oraz tych, którzy doznali szoku i starali się uchylić przed działaniem energii.
Przez czas pozostały do zakończenia programu wielokrotnie zastanawiałem się nad pochodzeniem berła. Przypominałem sobie, jak z nim szedłem, niosąc je w pewien szczególny sposób, który jednak był mi w jakiś sposób znajomy, jakbym już wcześniej niejeden raz odprawiał tego typu ceremoniał. Podczas kilku ćwiczeń programu Linia Życia zadawałem pytania dotyczące berła i otrzymywałem strzępy informacji. Obraz, który z nich złożyłem przedstawia prastarą szkołę, w której byłem nauczycielem, w którymś z poprzednich wcieleń. Szkoła nauczała technik duchowego rozwoju poprzez skupianie i wykorzystanie energii seksualnej. Berło wykorzystywane było podczas tych rytuałów do zbierania, skupiania i rozdzielania owej energii między uczniów. Miało wynosić uczniów na ekstatyczne wręcz poziomy podniecenia seksualnego, które oni uczyli się wykorzystywać do rozwoju duchowego. Odkryłem, że jednym z moich kolegów-nauczycieli z tej szkoły jest ktoś, kogo znam w moim obecnym życiu. Osoba ta pamięta nas jako nauczycieli w tej szkole, przytacza też szczegóły, które pasują do tego, czego już zdążyłem się nauczyć podczas sesji programu Linia Życia. Dobrze jest mieć tego typu dowody. Istnienie reinkarnacji przyjąłem całe lata przed Linią Życia. Mimo to, zawsze dobrze jest, kiedy nasze własne, osobiste prawdy zostają potwierdzone przez inne, niezależne źródło.
Badając nieprzerwanie Życie po Śmierci, od czasu do czasu odkrywam narzędzia takie jak owo berło, którymi posługiwałem się w poprzednich wcieleniach. Podczas podróży mających na celu badanie i odkrywanie siebie samego możesz natknąć się na podobne narzędzia. Silny, niewytłumaczalny pociąg do jakiegoś eksponatu muzealnego. Poczucie, że umie się korzystać z narzędzia, którego nigdy j wcześniej się nie widziało. Czasami bywa tak, że wskazówki tego rodzaju pokazują nam drogę do części nas samych j ukrytych gdzieś głęboko w naszej podświadomości. Jeśli; natkniesz się na taki przedmiot, to, co wiem z własnego | doświadczenia, warto poświęcić trochę czasu na zastanowienie się dlaczego on cię tak pociąga. Ujrzyj ten przedmiot podczas medytacji i uświadom sobie obrazy, jakie niesie on ze sobą. Może to stanowić początek kolejnej podróży, w której odkryjesz siebie samego na nowo. Tym| właśnie było dla mnie dziwne berło. |