oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 9
Banshee

Matka Gwen mieszkała wraz z mężem w Bostonie. Umarła, zostawiając swego 66-letniego męża, Marty'ego. Miesiąc po jej śmierci Marty miał poważny zawał serca. Lekarze powiedzieli Gwen, że prognozy nie są dobre i że Marty'emu został miesiąc, może dwa, życia. Wtedy Gwen przyśniła się jej matka i powiedziała, że Marty niedługo do niej dołączy. Gwen nie chciała, żeby jej ojciec umarł samotnie, daleko od niej, gdzieś w domu opieki w Bostonie. Dlatego, poniósłszy wielkie koszty, sprowadziła go do Kolorado, żeby swe ostatnie dni spędził z jej rodziną i w jej domu w Nederland. Marty przybył do nich w listopadzie 1993 roku.

Rebeka i ja byliśmy wtedy w Kolorado i wciąż razem odkrywaliśmy świat Życia po Śmierci. Gwen skontaktowała się z nami w marcu 1994 za pośrednictwem niewielkiej gazety metafizycznej wydawanej w Boulder. Od dnia, kiedy jej ojciec przyjechał, przez całe noce, od chwili, gdy zasnął aż do momentu przebudzenia, krzyczał na cały głos, ogromnie czymś przerażony. Przez cały ten czas ani Gwen, ani jej mąż nie przespali spokojnie jednej nocy. Zadzwoniła więc do nas, aby zapytać czy moglibyśmy jej pomóc. Kiedyś nauczyłem się jednego z Praw Natury obowiązujących w Życiu po Śmierci. Prawo to mówi, że Miłość i Strach nie mogą koegzystować w świecie niefizycznym, a jest to prawo tak obowiązujące jak nasze fizyczne prawo ciężkości.

Najpierw odwiedziliśmy Marty'ego niefizycznie, aby określić powód, dla którego krzyczał po nocach. Zajrzawszy w trójwymiarową czerń przed moimi zamkniętymi oczami, zwróciłem uwagę na niewielką, czarną wirującą masę. Wyraziłem zamiar zbliżenia się do niej, poczułem jak się poruszam przez czerń i wyskoczyłem po drugiej stronie. Stałem na jałowej pustyni. Blade światło Księżyca oświecało rachityczne roślinki rosnące tu i ówdzie na płaskiej, pustej przestrzeni. Potem ujrzałem Marty'ego; skulony w pozycji płodowej, obejmował siebie samego ramionami i drżał. Otaczała go czerń strachu. Zaraz potem ujrzałem to, czego bał się Marty. Chwilę po naszym przybyciu na miejsce, pojawiła się wielka, stereotypowa Banshee [Banshee - współczesna nazwa bean sidhe - kobieta z wróżek, tradycyjnej postaci legend irlandzkich. Zawodzenie banshee ma zapowiadać zbliżającą się śmierć; przyp. tłum]. Wyglądała jak ta, którą widziałem w jednym ze starych filmów Walta Disneya, zielone, mgliste zjawisko o przerażającej twarzy, ubrane w powiewające wokół długie szaty.

Marty spojrzał w górę i ujrzał Banshee w chwili, kiedy ta właśnie gwałtownie zbliżyła się do niego błyskawicznym ślizgiem z wysokości jakichś trzech metrów. O milimetry minęła jego głowę, poszybowała z powrotem w górę i znów zawróciła w kierunku Marty'ego. Za każdym nawrotem Banshee strach Marty'ego rósł. Trząsł się i drżał jak ścigana przepiórka, pojękiwał ze strachu, aż jego przerażenie sięgnęło granicy wytrzymałości. Wtedy, niby przepiórka wyskakująca ze swego ukrycia, Marty nagle skoczył krzycząc na równe nogi i zaczął biec najszybciej jak potrafił. Czułem jak bardzo pragnie znaleźć gdzieś na wymarłej pustyni kryjówkę. Biegł aż do wyczerpania. Potem zatrzymał się i znów skulił, jęcząc ze strachu. Zatrzymał się przy małym krzaku szałwi, niższym niż on sam, który nie stanowił żadnego schronienia, lecz Marty wciąż miał nadzieję, że jednak uda mu się schować. Poza tym, musiał już się zatrzymać i odpocząć. Pragnął rozpaczliwie uciec przed Banshee, kulił się i czekał. Nic z tego. Chwilę potem przerażająca zjawa znów się pojawiła i zaczęła nurkować ku Marty'emu, oszalałemu już ze strachu. Wytrzymywał jak długo potrafił, aż w końcu znów skoczył z krzykiem na równe nogi i zaczął uciekać.

Rebeka i ja przyglądaliśmy się tej pogoni, powtarzanej za każdym razem tak samo. Potem Rebeka zbliżyła się do Marty'ego i zwróciła na siebie jego uwagę. Rozmawiała z nim pomagając sobie gestami ręki. Kiedy Banshee ponownie się zbliżyła, Rebeka przyłożyła rękę do serca, a potem wyciągnęła ją w górę, ku zielonemu, mglistemu zjawisku. Wtedy Banshee zblakła i zniknęła niby mgła w promieniach słońca. Rebeka znów przemówiła do Marty'ego. Banshee jeszcze raz się pojawiła, mknąc ku nim z przerażającą prędkością. Rebeka znów przyłożyła rękę do serca i znów wyciągnęła ją w kierunku Banshee. Ta znów zniknęła na tle nocnego nieba.

Kiedy Banshee pojawiła się ponownie, Rebeka zachęciła Marty'ego, aby sam wykonał ów ruch ręką, który mu pokazała. Przerażające zjawisko znów znikło. Marty był uszczęśliwiony! Jeszcze wielokrotnie patrzyliśmy jak Marty z powodzeniem odgania Banshee, a za każdym razem czerń otaczającego go strachu przejaśniała się. Niestety, kiedy Banshee pojawiła się po raz kolejny, Marty dał się złapać w kleszcze strachu. Zapomniał dotknąć ręką serca i wyciągnąć ją w stronę bestii; zawładnął nim strach. Był przerażony, znów krzyczał i uciekał. Nic więcej nie mogliśmy zrobić, musieliśmy więc zostawić Marty'ego uciekającego i kryjącego się.

Potem oboje skontaktowaliśmy się z innymi członkami jego rodziny, jako że chcieliśmy zebrać więcej informacji o sytuacji Marty'ego. Dowiedzieliśmy się, że bał się spotkać z żoną w Życiu po Śmierci, a to z powodu rzeczy, które zrobił w tym życiu. To, plus jego silny strach przed śmiercią, sprawiało, że tak bardzo jej się opierał. Kiedy później porównywaliśmy notatki, Rebeka wyjaśniła mi, że Banshee była dziełem Marty'ego, a raczej jego strachu przed śmiercią. Strach ten przybrał kształt Banshee i terroryzował go we śnie. Przez niego właśnie krzyczał co noc. Gest, który wykonywała Rebeka, a który potem powtórzył Marty, miał nauczyć go stosować Naturalne Prawo Miłości i Strachu obowiązujące w Życiu po Śmierci. Obejmując swą miłością Banshee, a nie pokazując jej swój strach, sprawiłby, że przestałaby istnieć. Kiedy w jakiejkolwiek sytuacji, która zrodziła się ze strachu, czymkolwiek jest produkt tego strachu, wyemanuje się miłość, wtedy strach zniknie. Kiedy Marty potrafił objąć miłością Banshee, prawo działało. Kiedy znów poczuł strach, Banshee - odzwierciedlenie jego strachu - wracała i znów go terroryzowała. Marty utknął w Focusie 23 jeszcze za życia fizycznego, odsuwając od siebie to, co byłoby, zważywszy jego stan zdrowia, litościwą śmiercią.

Dowiedzieliśmy się wtedy również tego, że między Martym a jego córką najwyraźniej istniały wciąż nierozwiązane kwestie, które również trzymały go przy życiu w świecie fizycznym. Jakiś czas później rozmawialiśmy z Gwen i przekazaliśmy jej to, czego się dowiedzieliśmy. Niestety, nie byliśmy w stanie nic dla Marty'ego zrobić.

Kiedy teraz przypominam sobie nasze doświadczenia z Gwen i Martym, cieszę się, że miałem sposobność nauczenia się czegoś jeszcze o zawiłościach ludzkiej egzystencji. Fakt, że Miłość i Strach nie mogą koegzystować w Życiu po Śmierci jest cenną lekcją, która ma również zastosowanie w każdym świecie, fizycznym czy niefizycznym.