oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

Rozdział 15
Wizyta i propozycja Boba Monroe'a

Pewnego wieczoru, kiedy niemal już zasypiałem, jakieś dwa miesiące po swojej śmierci, Bob Monroe złożył mi kolejną wizytę. Minęły trzy tygodnie od zamachu bombowego w Oklahoma City i zdążyłem już zupełnie dojść do siebie po mojej niefizycznej wizycie, jaką tam złożyłem. Ci z was, którzy czytali Podróże w Nieznane pamiętają pewnie, że pierwszy rozdział opowiada o tym właśnie doświadczeniu i jego następstwach. Wspominam o tym teraz, aby umiejscowić w czasie chwilę obecną.

Była późna noc i, prawie już zasypiając, widziałem przed oczami owe ulotne obrazy twarzy i rzeczy, które trwają zanim sen nie zmorzy na dobre. A wtedy poczułem głos Boba wołającego mnie po imieniu i ujrzałem jego i Nancy stojących tuż przede mną.

- Cześć, Bob. Nancy, miło cię znów widzieć. Cieszę się, że wpadliście.

- Jak się masz, Bruce - odpowiedzieli oboje.

- Cieszę się, że wciąż piszesz. Pamiętaj, trzymaj się tego, a ja z tej strony pomogę ci to wszystko opublikować w formie książki - przypomniał mi Bob.

- Uhm, pracuję nad następnym artykułem, chcę go przesłać Danowi do Instytutu. Jakiś czas temu odzyskałem babkę kobiety, którą poznałem na studium biblijnym.

- Tak, wiemy o tym - zauważyła Nancy. - Całkiem nieźle ci wtedy poszło.

- Zauważyłeś pewnie, że ostatnio poziom twojej energii znacznie się podniósł? - zapytał Bob.

- To zdumiewające! Wracam do domu po całym dniu pracy, włączam komputer i piszę non stop do drugiej nad ranem, prawie co dzień. Cztery godziny później wstaję całkiem wypoczęty i idę do pracy. Powinienem być zupełnie wyczerpany, ale czuję się świetnie! Cieszę się z tego, bo praca na pełen etat zazwyczaj nie zostawia wiele czasu na pisanie.

- Powiedziałem ci przecież, że kiedy będziesz pisał o Oklahoma City, masz nie przerywać, a ja zrobię, co będę mógł z mojej strony.

Wtedy nie uświadamiałem sobie, że Bob miał na myśli wspomaganie mnie dodatkową energią, potrzebną do pisania. Swój stan przypisywałem temu, że naprawdę cieszyło mnie pisanie. W pracy przez cały czas czekałem właściwie na chwilę, kiedy wrócę do domu i zasiądę przy komputerze.

- Słuchaj, nie przyszliśmy tu tylko, żeby pogadać. Mam dla ciebie propozycję.

W jednej chwili zrobiłem się czujny. Kiedy Bob żył jeszcze Tutaj, miał pewien sposób angażowania ludzi w swoje projekty, a zazwyczaj zaczynał właśnie od tych słów rzucanych jakby od niechcenia.

- Co to za propozycja, Bob?

- Ja... to znaczy, my... moglibyśmy dokonać pewnej niewielkiej poprawki, która znacznie ułatwiłaby ci nawiązywanie kontaktu z nami. Ale to zależy tylko od ciebie.

- Brzmi to wspaniale; czemu nie zabierzesz się za to od razu?

- Hm... widzisz... musimy mieć na to twoją zgodę.

- A dlaczego?

- Bo te poprawki będą dokonane bezpośrednio na tobie - wyrzucił z siebie.

- A... rozumiem.

Zdecydowanie należało zachować czujność! Czułem, jak kotłują się we mnie najróżniejsze myśli i potrzebowałem kilku minut, żeby się uspokoić i pomyśleć o konsekwencjach.

- Czy moglibyście chwilę poczekać? Chciałbym to przemyśleć i może jeszcze poradzić się Trenera. Zaraz wracam - powiedziałem.

- Jak najbardziej. Zaczekamy tu na ciebie. Natychmiast skoncentrowałem się na Trenerze. Znalazłem go od razu i poinformowałem o propozycji Boba.

- Jakieś sugestie, Trenerze? - zapytałem na koniec.

- Decyzja należy wyłącznie do ciebie. Nie chcę wywierać na ciebie żadnego wpływu.

Typowe! A ludzie nazywają takich trenerów przewodnikami! Prawie nigdy nie dostaniesz od nich prostej i jasnej odpowiedzi na tego typu pytanie!

- Może gdybyś trochę dłużej pomyślał nad swoimi problemami, doszedłbyś do jakichś decyzji - zasugerował Trener.

- Ból fizyczny to coś, czego wyjątkowo nie znoszę. Chcę mieć pewność, że to nie będzie bolało. I chcę wiedzieć czy są jakieś potencjalne, niemiłe efekty uboczne tych poprawek.

- Rozsądne pytanie - zauważył Trener.

Przez następne pół minuty próbowałem uspokoić wszystkie szalejące we mnie uczucia. Kiedy w końcu się z nimi uporałem, poprosiłem Trenera, aby mi towarzyszył w rozmowie z Bobem i Nancy. Zgodził się.

- Czy będzie mnie to boleć fizycznie, Bob? - zapytałem. - To jedno z moich największych zmartwień. Mój próg bólu wyraża się liczbą ujemną, wiesz o tym przecież.

- Może zaistnieć krótkotrwałe uczucie dyskomfortu, ale żadnego bólu. A przynajmniej nie sądzę, żeby się pojawił.

- Co to za poprawki? Jakie moje umiejętności się poprawią?

- To wszystko zależy od ciebie. Mogą ulec poprawie umiejętność komunikowania się w światach niefizycznych. A może też być tego znacznie więcej. Efekty mogą być nader dalekosiężne i mogą obejmować też inne sfery twego' życia, ale to już będzie zależało od tego jak je wykorzystasz. Mogą stać się drzwiami do wielu nowych poziomów, ale to zależy od tego, jak na nie zareagujesz.

- Czy istnieje jeszcze jakiekolwiek inne ryzyko?

- Bruce, zapewniam cię, że wszystko to zostanie zrobione ze zrozumieniem twojej obecnej sytuacji - powiedziała Nancy wyczuwając, że jej zaufam.

Już prawie się zgodziłem, kiedy zauważyłem, że pojawiła się Darlene. Powierzyłbym jej moje życie. Darlene jest tak dobra, współczująca i uczciwa, jak tylko istota ludzka może być, i to w jakimkolwiek ze światów. Jeśli ona była częścią tego projektu, to nie musiałem się o nic martwić.

- Bob, z radością przyjmuję twój dar. Możesz zaczynać, jestem gotów.

- Jest jeszcze kilka rzeczy, które musimy zrobić zanim zajmiemy się samymi poprawkami - odparł. - Ale to już nie dzisiaj. Jak tylko wszystko będzie gotowe, zajmiemy się tym, za twoim pozwoleniem, oczywiście.

- Skąd będę wiedział, że to się stało?

- Nie martw się, będziesz wiedział - odparł Bob śmiejąc się, jak to miał w zwyczaju, kiedy jeszcze był Tutaj, gdy wiedział coś, czego nie wiedział jego rozmówca, a co ów rozmówca miał wkrótce odkryć.

- Czy powinienem wiedzieć coś jeszcze, na przykład co należy zrobić kiedy te poprawki już zostaną wprowadzone? - pytałem dalej.

- Tak, dobrze by było, gdybyś pił więcej wody. Kiedy skończymy dokonywanie poprawek,, przez trzy lub cztery dni powinieneś pić naprawdę dużo wody.

- Naprawdę dużo?

- Kilka litrów!

- Coś jeszcze?

- Nie, to by było wszystko na dziś - powiedział. - Cieszę się że wyraziłeś zgodę. Wiem, że podjęcie takiego ryzyka wymagało z twojej strony odwagi. Pójdziemy już, a ty odpocznij sobie. Dobranoc.

To powiedziawszy Bob, a wraz z nim Nancy, Darlene i Trener zniknęli w czerni snu.

Przez kilka następnych tygodni doświadczałem kilkakrotnie niewielkiej dezorientacji i "prawie bólów głowy". Tak to nazywam, kiedy czuję się ospały, niemrawy i trochę jakby obolały. Mam wtedy wrażenie, jakby właśnie zaczynała mnie boleć głowa, lecz sam ból na dobre nigdy się nie pojawia. Zastanawiałem się czy to właśnie mogą być efekty owych poprawek, o których mówił Bob, ale równie dobrze mogło to być bardzo łagodne przeziębienie.

Trzy tygodnie po ich wizycie poprawki, o których mówili Bob i Nancy, i na które wyraziłem zgodę, ukazały się w całej pełni. W piątek poprzedzający trzydniowy weekend związany z Dniem Pamięci Narodowej, mniej więcej o pół do drugiej po południu, siedziałem sobie w moim pomieszczeniu w pracy. "Poprawki" zaczęły się od wyjątkowo głośnego tonu wydobywającego się z punktu u podstawy mojej czaszki, bardzo blisko miejsca, gdzie czaszka łączy się z kręgosłupem. Tuż przy tym miejscu poczułem też energię, którą nazywałem Wahunką. Pojedynczy dźwięk: był tak głośny, że zagłuszył wszystkie inne dźwięki, które zazwyczaj rozlegają się wokół mnie. Nie słyszałem głosu mojego sąsiada rozmawiającego przez telefon czy czegokolwiek innego, z wyjątkiem tego niewiarygodnie głośnego dźwięku. Trwał jakieś pięć do siedmiu sekund. Zaskoczony, mogłem tylko siedzieć spokojnie i czekać aż się skończy. Chwilę później przycichł i umilkł zupełnie.

Na jego miejsce pojawiło się wrażenie gorąca w tym samym punkcie o wielkości ziarnka groszku. Najpierw punkt ten zrobił się po prostu ciepły, lecz zaraz jego temperatura się podniosła, aż w końcu zaczął parzyć, jakby, przyłożono mi tam rozgrzane do białości żelazo. Przez cały ten czas zachowałem pełną świadomość wszystkiego, co się ze mną działo. Parę sekund później wrażenie przypalania zmniejszyło się do granicy tolerancji, pozostał jedynie niewielki ból. Od chwili, kiedy cały ten proces się zaczął, nie miałem najmniejszych wątpliwości, że są to właśnie te poprawki. Gdybym nie był na nie przygotowany, wpadłbym w panikę, takie to było intensywne! Gdy tylko uświadomiłem sobie, że mogę to znieść, wstałem i wyszedłem na zewnątrz.

Siedząc przy stole, zwinąłem papierosa i uważnie obserwowałem cały proces. W ciągu pięciu minut obszar ten osiągnął rozmiary piłki golfowej. Po dziesięciu minutach był wielkości piłki tenisowej, a uczucie parzenia znacznie osłabło. Zgasiwszy drugiego papierosa, poszedłem zadzwonić do Rebeki, która potrafiła określić stan zdrowia na odległość. Chciałem usłyszeć jej opinię.

- Nie czuję, żeby to był zawał ani nic, co zagrażałoby twojemu zdrowiu - oświadczyła, kiedy opowiedziałem jej czego doświadczyłem.

- Dzięki, to potwierdza moje przypuszczenia. Sądzę, że jest to coś, o czym rozmawiałem z Bobem i Nancy trzy tygodnie temu - i wyjaśniłem jej o co chodzi.

- Czy powiedział, że masz pić dużo wody? - zapytała tylko.

- Skąd wiesz? - zdziwiłem się.

- Na twoim miejscu zaczęłabym pić od razu i nie przestawałabym przez następnych kilka dni - poradziła.

Zrobiłem, jak zasugerowała. Trzy godziny później, kiedy wróciłem z pracy do domu, gorący punkt na moim karku wciąż był wielkości piłki tenisowej. I taki pozostał przez cały weekend. Dobrze, że wybrali na swoje poprawki dni, kiedy nie musiałem być w pracy.

Kiedy poczucie gorąca u podstawy czaszki zmalało do delikatnego ciepła, poczułem niewielki ból pośrodku klatki piersiowej. Utrzymywał się on przez jakiś tydzień. Czasami intensywny, czasami łagodny, wiedziałem, że nie jest to ból fizyczny, ale mimo tego, ból w piersi to jednak powód do zmartwienia. Minęło pięć dni i znów zadzwoniłem do Rebeki po radę.

- Masz rację, nie chodzi tu o twoje fizyczne serce. Cały ten proces gorącego punktu i bólu w piersi to wołanie o otwarcie czakry serca. To ten rodzaj inteligencji, który nie do końca jest racjonalny.

Kiedy skończyliśmy rozmawiać, poczułem ulgę znalazłszy potwierdzenie, że nie jest to żaden fizyczny problem. W dniu, kiedy usłyszałem tamten dźwięk i poczułem gorący punkt, moje życie zmieniło się. W ciągu następnych tygodni i miesięcy zacząłem powoli rozumieć co znaczy otworzyć czakrę serca. Zacząłem doświadczać uczuć, o których nawet nie pomyślałem od wielu lat, o których niemal już zapomniałem. Radość, smutek, wesołość, przygnębienie i tak dalej, i tak dalej. Odkryłem, że jako młody chłopak robiłem, co tylko mogłem, aby zamknąć serca przed każdym emocjonalnym bólem, w obronie przed zranieniem zbyt ciężkim, żeby je znieść. Tak działo się przez następnych czterdzieści lat. Emocjonalnie rzadko wychodziłem poza granice owej stabilnej, nudnej izolacji. Teraz stopniowo uczyłem się doświadczać coraz większej ilości uczuć. Moje życie stało się smakowaniem odcieni uczuć, byłem jak dziecko smakujące różne rodzaje lodów. Niektóre podobały mi się, niektóre mnie nie obchodziły, ale wciąż byłem otwarty na wszystkie smaki, jakie tylko mogłem odnaleźć. Budowałem zaufanie do nowego siebie. Zaufanie mówiące mi, że wszystko, czego doświadczam jest w porządku. Babcia i skunks nauczyli mnie jak przekonania mogą zablokować percepcję. Poprawki, na które wyraziłem zgodę, były początkiem procesu uczenia się nowego języka, języka uczuć. Rebeka miała rację; serce to nie inteligencja, która jest racjonalna, i którą można sklasyfikować. Nie jest to uczenie się za pomocą logicznego rozumowania. Jest to raczej inteligencja, która pochodzi z samych uczuć. Nie potrzebuje logiki, aby udowodnić czy wyjaśnić skąd wie. Wiedza przychodzi z serca.

Zdaje mi się, że nie idzie mi łatwo wyjaśnianie idei poprawek, których dokonali na mnie Bob i Nancy. Może dzieje się tak dlatego, że jest to proces, który wciąż trwa, wciąż się uczę. Lecz wiem, że ważne jest, abyśmy zrozumieli, my, ludzie, którzy wyjątkowo rzadko mamy choćby najsłabsze pojęcie o tym, co znaczy wiedzieć sercem. Wiedza zdobyta sercem nie wymaga logiki, aby obalić wiedzę, która pochodzi z serca. Przez rok, od kiedy zaczął się ten proces, nauczyłem się ufać wiedzy pochodzącej z serca. Wciąż pozwalam sobie na to, żeby odczuwać rzeczy, a wiedza zdobyta sercem i ulepszona percepcja będąca jej skutkiem wciąż rozpraszają moje wątpliwości.