Rozdział 17
Babcia poznaje Boba i Nancy
Pager, który noszę ze sobą wszędzie, z wyjątkiem kabiny prysznicu, jest dla mnie narzędziem pracy, lecz klienci nie są jedynymi osobami, które się przez niego ze mną kontaktują. Pewnego, późnego wieczoru mój pager zaczął piszczeć, a na wyświetlaczu pokazał się numer telefonu mojej byłej żony. Chciała przekazać wiadomość od mojej zdenerwowanej matki, która nie mogła się ze mną skontaktować, bowiem wykręcała nieaktualny numer telefonu. Chodziło o to, że moja babcia Winnie, mama mojej mamy, umarła przed kilku godzinami. Nie miało znaczenia nawet to, że wykręciła niewłaściwy numer, gdyż byłem wtedy w mieszkaniu Pharon, mojej narzeczonej. Można mnie było złapać tylko przez pager. Moja była żona i dzieciaki znali numer; dzwonili na pager cały czas.
Winnie przybyła do Ameryki z Anglii we wczesnych latach siedemdziesiątych, i teraz, mając ponad dziewięćdziesiąt lat, wciąż mówiła z lekkim brytyjskim akcentem. Była to słodka starsza pani, która nigdy nikomu nie powiedziała przykrego słowa. Przeżyła dwóch mężów i aż do dnia śmierci myślała jasno i była świadomą swego otoczenia i kochającą istotą.
Kiedy kilka minut później zadzwoniłem do matki, w jej głosie wyczułem rozpacz. Rozmawialiśmy przez chwilę, dzieląc się naszymi uczuciami w stosunku do Winnie i jej śmierci. Mama opowiedziała mi wszystkie szczegóły.
Winnie miała dziewięćdziesiąt sześć lat. Za trzy miesiące skończyłaby dziewięćdziesiąt siedem. Była tak zdrowa, jak tylko osoba w jej wieku może być. Aż do ubiegłego tygodnia, kiedy złapał ją lekki kaszel i niewysoka gorączka. Umarła we śnie między 16.00 a 16.30. O ile wiedziałem, Winnie bała się jednego rodzaju śmierci, uduszenia. Wiedziała dość dużo, aby nie bać się opuszczenia tego świata. Miała zbyt wiele doświadczenia z Życiem po Śmierci, żeby martwić się o to, gdzie się znajdzie potem. Przez większość życia moja babcia Winnie rozmawiała z umarłymi. Nigdy w ten sposób tego nie nazywała, rzecz jasna. Mówiła tylko o tych dziwnych snach, które miewała.
W naszej kulturze panuje zwyczaj polegający na tym, że starych ludzi umieszcza się razem. Domy opieki dla ludzi starszych, domy starców - w takich właśnie miejscach zbiera się starszych ludzi, aby tam dożyli swych dni. Zazwyczaj zawierają tam przyjaźnie z innymi starszymi ludźmi, którzy umierają raczej wcześniej niż później. Mając sześćdziesiąt kilka lat, Winnie owdowiała, co dało jej prawo do zamieszkania w miłym domu opieki w północnym Minneapolis. Mieszkało tam wielu starszych ludzi. Wielu przyjaciół Winnie wyruszyło w swą ostatnią podróż przez tylne drzwi tego domu.
Jako dziecko słyszałem opowieści o babci Winnie i jej dziwnych snach. Moja mama z ciotką były pewnie któregoś dnia u babci, a potem, w domu, podsłuchałem ich rozmowy i opowieści. Jedna z nich zapadła mi głęboko w pamięć. Tydzień wcześniej w domu babci musiał ktoś umrzeć. Zmarły i jego żona, teraz wdowa, mieszkali w tym domu razem. Moja ciotka poszła do babci z wizytą, a ta opowiedziała jej o jednym ze swoich dziwnych snów. Pewnej nocy obudził ją jakiś męski głos rozlegający się w jej pokoju. Kiedy otworzyła oczy, ujrzała przed swoim łóżkiem swego zmarłego sąsiada. Przyszedł, aby poprosić
Winnie o przysługę. Od jego śmierci wdowa po nim szukała polisy na życie i wciąż nie mogła jej znaleźć. Sąsiad poprosił Winnie, aby przekazała jej, gdzie znajduje się ów dokument. Następnego dnia babcia poszła do wdowy i opowiedziała jej o swoim dziwnym śnie. Dokumenty leżały dokładnie tam, gdzie babcia kazała wdowie zajrzeć. Babcia nie myślała wiele nad tą sprawą. To był po prostu jeden z tych jej dziwnych snów. Jak już powiedziałem, Winnie za dużo wiedziała, aby bać się śmierci. Miała zbyt wiele doświadczeń, aby martwić się takimi błahostkami. Bała się jedynie, że spotka ją śmierć wskutek uduszenia. Kiedy rozmawiałem z mamą o śmierci babci, mama powiedziała, że dzięki Bogu, babcia umarła spokojnie we śnie. Była to mała pociecha, której moja mama mogła się uchwycić w swojej żałobie.
- Po prostu chcesz, żeby oni żyli zawsze, ale to niemożliwe - powiedziała mama podczas naszej rozmowy. - Pewnego dnia oni odchodzą.
Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu mama zaczęła się uspokajać. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, czym się zajmuję, wiedziała więc co miałem na myśli, mówiąc, że sprawdzę jak się ma Winnie. Po rozmowie postanowiłem zrobić sobie krótki spacer na parking. Chciałem zostać sam.
Kiedy wyszedłem na chłodne wieczorne powietrze, wyraziłem zamiar odnalezienia Winnie i sprawdzenia, czy nie mógłbym w czymś pomóc, gdyby mojej pomocy potrzebowała. Myślałem o dwóch miejscach jednocześnie. Część mnie skupiła się na odnalezieniu jej w świecie niefizycznym, a reszta na parkingu i drodze do mojego jeepa. Chciałem dotrzeć do puszki z tytoniem i napełnić saszetkę. Zrobiłem zaledwie kilka kroków od drzwi, kiedy poczułem lekkie przyspieszenie ku owej ziarnistej, trójwymiarowej czerni i poczułem obecność Winnie. Kiedy zbliżyłem się do niej, odwróciła się, spojrzała w moim kierunki i uśmiechnęła się ciepło. Siedziała na krześle przed długim, niskim stolikiem. Przywitała mnie wesoło i całkowicie rozumnie, acz na swój 96-letni sposób. Wyczułem, że wciąż pozostaje pod wrażeniem życia w bardzo starym ciele. Wiedziałem od razu, że wkrótce się od niego uwolni.
- Och, kochani, nie potrzebujecie się o mnie martwić! - poczułem jak mówi. - Czuję się świetnie.
Chciała się upewnić, że nikt nie smuci się za bardzo z powodu jej śmierci i poprosiła mnie, abym przekazał tę wieść wszystkim, którzy ją opłakują. Cała Winnie! Zawsze myśli najpierw o innych.
Musiałem na chwilę odwrócić od niej uwagę, żeby wyjąć puszkę z tytoniem z jeepa i przełożyć ją do kieszeni. Później, znów skupiłem uwagę na Winnie. Tym razem poczułem, że są z nią jeszcze dwie inne osoby. Kiedy wyraźnie ujrzałem pokój, w którym siedziała, rozpoznałem Boba i Nancy Monroe. Scena przypominała typową popołudniową herbatkę. W jej ojczyźnie, Anglii, taka herbatka jest zwyczajem.
Bob i Nancy przedstawili się jako "przyjaciele jej wnuka, Bruce'a". Najwyraźniej gawędzili sobie już od jakiegoś czasu. Cała trójka natychmiast zauważyła moje przybycie.
- Masz tu sympatycznych przyjaciół - poczułem słowa Winnie. - Bardzo miło nam się rozmawia, kochanie.
Bob zabrał mnie na chwilę na stronę i powiedział, że z Winnie wszystko w porządku.
- Nie ma się czym martwić - stwierdził. - Twoja babcia jest w świetnej kondycji i dobrze sobie radzi.
Widziałem dosyć, żeby móc się z nim w pełni zgodzić. Była najzupełniej świadoma swego otoczenia. Wiedziała, że nie żyła już w ciele fizycznym i nawiązała kontakt z osobami z nowego otoczenia. Nie miałem tu nic do roboty, z wyjątkiem przekazania dobrych wieści tym, którzy wciąż żyli Tutaj i opłakiwali ją. Wyraziłem zamiar ukończenia wieczornego spaceru i wróciłem do mieszkania Pharon, gdzie razem dokończyliśmy oglądanie filmu, który akurat nadawano, kiedy wyszedłem. Pharon opowiedziała mi co się zdarzyło w ciągu tych trzech czy czterch minut, które straciłem.
Jakąś godzinę później postanowiłem znów odwiedzić Winnie. Skupiłem uwagę na dotarciu do niej, kiedy poczułem, że ciągnie mnie Trener. Domyślając się, że w ten sposób daje mi znać, że chce mi coś powiedzieć, odwróciłem się w jego kierunku i zacząłem iść, póki go nie ujrzałem.
- Cześć, Trenerze! Właśnie idę odwiedzić babcię. Umarła dziś i pomyślałem sobie, że jeszcze raz zobaczę jak się miewa.
Pewnie bywałem dla niego czasami źródłem uciechy. Trener żyje w świecie niefizycznym i ma dostęp do każdej mojej myśli i każdego czynu. A jednak, kiedy go spotkałem, wyjaśniłem, że idę do babci, jakby tego sam nie wiedział! Izolacja życia w świecie fizycznym sprawia, że łatwo zapominam, iż nie wszyscy mają świadomość tak ograniczoną jak nasza. Muszę przyznać, że Trener był na tyle taktowny, że nie śmiał się w głos z mego postępowania.
- Tak, wiem - powiedział tylko. - Może chciałbyś mi ją przedstawić?
Tak więc poszliśmy do babci razem. Zbliżyliśmy się do drzwi pokoju, w którymi siedzieli babcia, Bob i Nancy. Słysząc ich głosy po drugiej stronie, zapukałem lekko, otworzyłem drzwi i obaj weszliśmy do środka.
- Och, kochanie, to znowu ty! - wykrzyknęła Winnie. A kto tam jest z tobą?
Przedstawiłem babcię Trenerowi i obaj dołączyliśmy do towarzystwa.
- Masz tu bardzo wielu przyjaciół, Bruce - uśmiechnęła się do mnie Winnie. - I tak dobrze się razem bawimy! Powiedz wszystkim, żeby się o mnie nie martwili.
Podziękowałem wszystkim i wróciłem do świadomości fizycznej, do mieszkania Pharon. Robiło się późno, trzeba było iść spać.
Następnego ranka postanowiłem znów odwiedzić Winnie. Jak tylko się obudziłem, udałem się z powrotem do miejsca, gdzie znalazłem ją wczoraj. Z niemiłym zaskoczeniem stwierdziłem, że jej tam nie ma, a kiedy zapytałem o nią, ktoś, kogo nie widziałem powiedział mi, że odeszła.
- Odeszła, dokąd? - zapytałem.
Kimkolwiek był ten gość, nie rozumiałem go dokładnie. Dowiedziałem się tylko, że nie mam się martwić.
Winnie nie było. Zmartwiony, otworzyłem świadomość jak mogłem najszerzej i sięgnąłem we wszystkich kierunkach, chcąc znaleźć choćby najmniejszy ślad Winnie. Nic. Nigdzie nie mogłem jej wyczuć. Zawęziłem trochę świadomość i skupiłem się na tej osobie, która przekazała mi wieści.
- Tak, nie ma jej teraz, ale nie martw się, wszystko jest w porządku - poczułem jego słowa, tym razem bardziej zrozumiałe.
- To dla mnie po prostu szok, bo po raz pierwszy zdarza mi się, że nie ma kogoś, kogo odszukałem wcześniej. Martwię się, że może błąka się gdzieś i jest sama.
- Nie, wszystko z nią dobrze, po prostu nie możesz teraz się z nią zobaczyć. Ale wróci. Spróbuj jeszcze raz później - nadeszła odpowiedź.
I rzeczywiście, kiedy kilka godzin później znów się do niej wybrałam, była tam, radosna i szczęśliwa, że mnie widzi. Porozmawialiśmy trochę i niedługo potem musiałem już iść. Później tego samego dnia zadzwoniłem do mojej mamy i przekazałem jej wiadomość od Winnie. Cieszę się, że moi rodzice zaakceptowali w końcu to, że moje badania Życia po Śmierci nie są jakimś dziwactwem. Nie uważają już, że to takie niezwykłe, że ich syn "rozmawia ze zmarłymi", jak to ujęli. To miłe, kiedy rodzina cię akceptuje.
Przez kilka następnych dni odwiedzałem Winnie jeszcze parokrotnie. Zawsze była, kiedy tam się zjawiałem. Cieszyła się, że mnie widzi i może opowiedzieć trochę o tym, czym się zajmuje. Miałem rację co do tego, że nie będzie się długo trzymała wizerunku siebie jako starej kobiety, jaką była w chwili śmierci. Zauważyłem, że jej ruchy stają się takie, jakie zapamiętałem z czasów dzieciństwa. W miarę upływu czasu zacząłem zauważać też, że Winnie z każdą moją wizytą wygląda młodziej.
Z czystej ciekawości zapytałem kiedyś gdzie była wtedy, gdy nie mogłem jej znaleźć. Z tego co zrozumiałem, Winnie była zajęta czymś, o czym nie powinienem wiedzieć. W jakiś sposób była wtedy chroniona przed moimi poszukiwaniami; upewniono się, że nie będę przeszkadzał. Nie wyjaśniła mi na czym dokładnie polegały jej zajęcia, pozostawiając to moim własnym dociekaniom. Nie wydawało mi się to aż takie ważne, więc nigdy się tą sprawą nie zająłem.
Jedną z rzeczy, które uświadomiła mi śmierć mojej babci jest to, jak bardzo zmieniły się moje przekonania i wierzenia, odkąd zacząłem odbywać te podróże. Początkowo wierzyłem we wszystko, czego nauczono mnie na lekcjach religii, i co przyjąłem na wiarę. Bazując na tej wiedzy, mogłem mieć tylko nadzieję, że moja babcia dostała się do właściwego miejsca, czymkolwiek by ono nie było. Dowiedziawszy się jak ją odnaleźć po śmierci i jak jej pomóc, gdyby takiej pomocy potrzebowała, nie musiałem bazować li tylko na domysłach. Dzięki zaufaniu, które wyrosło na bazie moich doświadczeń, wiedziałem, że śmierć to tylko zmiana miejsca zamieszkania. Zmiana niewiele różniąca się od tego, gdyby przeprowadziła się z powrotem do Anglii. Pewnie minie sporo czasu póki będę się mógł z nią spotykać bardziej regularnie, jako że i Życie po Śmierci, i Anglia są daleko od mojego domu. Lecz możemy przecież odwiedzać się od czasu do czasu; nie straciłem jej na zawsze. Przeciwnie, Winnie zjawiła się, kiedy umarła moja własna mama i pomogła jej przejść do życia w Nowym Świecie. To, jak poradziłem sobie ze śmiercią Winnie jest dla mnie znakiem, że coraz mniej jest we mnie wątpliwości.
Dzieląc się z moją matką swoimi dziwnymi snami, Winnie otworzyła dla mnie wrota wiary. Jej historia o sąsiedzie i papierach ubezpieczeniowych jest jednym z powodów, dla których badam Życie po Śmierci. Jest ona źródłem wiary w możliwość istnienia takiego miejsca. Historia Winnie sprawiła, że wrota te pozostają nadal otwarte, tak że pewnego dnia ja sam będę mógł przez nie przejść i odkrywać dalej. Dzięki, babciu.
Odniosłem jeszcze jedną korzyść z takiego, a nie innego nastawienia Winnie do śmierci. Winnie wiedziała o istnieniu Życia po Śmierci ze swoich snów. Dla niej odwiedziny sąsiada, który zmarł tydzień wcześniej, były częścią jej rzeczywistości. Nie bała się tego, co może się z nią stać kiedy umrze. Śmierć uważała po prostu za naturalną część ludzkiej egzystencji. Winnie zdobyła wiedzę o Życiu po Śmierci jeszcze w Tym Życiu, dlatego właśnie z taką łatwością odbyło się jej przejście. |