oobe.pl
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park

 

<< Powrót do spisu porad Brucea
Moena

PORWANY PRZEZ HURAGAN

Kiedy uczeń jest gotowy na odejście nauczyciela, nadchodzi czas próby. Zdobycie umiejętności żeglarza może dać ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa, kiedy żeglujesz na otwartym morzu. Nauczyłeś się przecież wiele i stopniowo zaczynasz czuć, że jesteś w stanie sprostać wszystkiemu. Moja kolejna podróż zaczęła się dość niewinnie. Kilka osób poprosiło mnie o pomoc w usuwaniu duchów z ich domów. Nic wielkiego, poradzę sobie z tym! I nagle stwierdziłem, że znajduję się w centrum huraganu, miotany podmuchami porywistego wichru, pośród gigantycznych fal walących na mnie ze wszystkich stron. Podczas takiej próby można tylko nie poddawać się i żeglować dalej.

Rozdział 18
Pogromca duchów

W lipcu 1995 roku nadeszła pierwsza odpowiedź na ogłoszenie, które zamieściliśmy wraz z Rebeką w Nexusie, periodyku New Agę wychodzącej w Boulder, w Kolorado. Nasze ogłoszenie ukazywało się od stycznia do marca 1994 i informowało o ostatniej burzy mózgów, dotyczącej poskramiania duchów.

Siedzieliśmy sobie przy śniadaniu, piliśmy kawę i próbowaliśmy wymyślić sposoby zarobkowania wykorzystując umiejętności nabyte podczas badania Życia po Śmierci. W zwykły słoneczny, styczniowy poranek w Kolorado zaśmiewaliśmy się z co bardziej nieziemskich pomysłów. Chcieliśmy nazwać naszą dwuosobową grupę "Prawdziwi Pogromcy Duchów". Marzyliśmy sobie, że dostajemy naglące telefony z luksusowych hoteli i kurortów z prośbą o pomoc od przerażonych ludzi nękanych przez zjawy. Dla nas nie był to problem, rozprawialiśmy się z psotnymi duchami w mgnieniu oka. Poskramiacze duchów, narodziny gwiazd! Oprah wyniosłaby nas pod niebiosa na oczach zgromadzonej w studiu publiczności. Marzyliśmy tak sobie i wymyślaliśmy coraz to nowe zdarzenia, a każde z nich było jeszcze bardziej niedorzeczne niż poprzednie. Zaśmiewaliśmy się z nich, aż po policzkach płynęły nam łzy. W którymś jednak momencie przestaliśmy się śmiać i powiedzieliśmy sobie, właściwie dlaczego nie. Napisaliśmy więc kilka ogłoszeń i umieściliśmy je w Nexusie. Jedno z nich brzmiało:

"Problemy z duchami?

Duchy to po prostu ludzie, którzy nie mają już fizycznych ciał, a których świadomość wciąż jest silnie skupiona na świecie fizycznym. Niektórzy, zwłaszcza niedawno zmarli, skonsternowani lub nieświadomi swojej nowej sytuacji, mogą wciąż pozostawać w pobliżu osoby, która w jakiś sposób jest im bliska. Albo w miejscu, kiedyś mu bliskim, znajomym i ukochanym, które teraz zyskało reputację nawiedzonego. Dla wszystkich zainteresowanych najlepiej jest, kiedy duch przechodzi do miejsca, w którym może dokonywać więcej lepszych wyborów. Mamy doświadczenie w kontaktowaniu się i komunikowaniu z duchami, pomagamy im nawiązywać ponowne kontakty z ich niefizycznymi krewnymi, przyjaciółmi, przewodnikami i innymi pomocnikami, którzy próbują do nich dotrzeć. Informacje i kontakt pod numerem pagera...".

Jak dotąd otrzymywaliśmy tylko odpowiedzi od innych gazet, które starały się sprzedać nam miejsce na ogłoszenie na swoich szpaltach. W marcu 1994 doszliśmy do wniosku, że Boulder w Kolorado nie jest jeszcze gotowe na nadejście Prawdziwych Pogromców Duchów. Wtedy właśnie nasze ogłoszenie pojawiło się po raz ostatni. Warto jednak było spróbować, mieliśmy przynajmniej niezłą zabawę wymyślając sobie najróżniejsze zdarzenia.

Potem, ponad rok później, oddzwoniłem do pewnej kobiety z Colorado Springs, która odpowiedziała na nasze ogłoszenie. Dzwoniła wcześniej do kilku księgami metafizycznych w okolicach Denver chcąc znaleźć kogoś, kto byłby w stanie jej pomóc. Okazało się, że w Nic-Nac-Nook, moim ulubionym metafizycznym sklepie w Denver, nasze ogłoszenie zostało wywieszone na tablicy ogłoszeń, a dzięki temu zachowało się dłużej. Kiedy kobieta ta zadzwoniła do sklepu, Candy, właścicielka, podała jej numer mojego pagera.

Kobieta ta i jej rodzina nabyła niedawno dom w Colorado Springs, a niedługo potem wszyscy zaczęli widzieć ducha. Widując go od czasu do czasu, postanowili sprawdzić kim był. Chcieli zidentyfikować go i odszukać informacje na temat poprzednich właścicieli domu, aby przekonać się, że to, co widzą jest prawdą. Znając imię i adres kobiety, poszedłem niefizycznie na zwiady.

Podczas moich dwóch pierwszych wizyt odnajdywałem ducha bez trudu. Zdawał się być po prostu bardzo zagubionym, starym człowiekiem. Wiedziałem, że rodzina sama chce go zidentyfikować, szanując więc ich życzenie pozostawiłem go w ich domu. Za każdym razem próbowałem dowiedzieć się jak ma na imię, lecz wątpiłem czy mi to wyjawi, a on oczywiście tego nie zrobił. Podczas mojej ostatniej wizyty odkryłem, że był alkoholikiem i że zmarł w tym domu rok wcześniej. Znajdował się w pijackim stuporze i pokazał w całej okazałości jaki może być złośliwy, gwałtowny i nieobliczalny. W domu tym mieszkały dzieci, które przecież mogły się go bać, postanowiłem więc, że nadszedł czas, aby go przenieść. Dość bezceremonialnie chwyciłem go i zataszczyłem do Centrum Przyjęć w Focusie 27. Tam miał nawiązać kontakt z ludźmi, którzy mogli mu pomóc przestać straszyć dzieci.

Dwa dni później, kobieta ta zadzwoniła do mnie i powiedziała, że zdaje się, że ducha już nie ma. Od dwóch dni nikt go nie czuł i nie widział, zastanawiała się więc co się mogło stać. Wydawała się być trochę rozczarowana tym, że nie będzie mogła zweryfikować jego istnienia, lecz zgodziła się, że to właśnie on był odpowiedzialny za zdenerwowanie dzieci, więc dobrze, że go usunąłem. Taki był koniec mojej pierwszej przygody jako Prawdziwego Pogromcy Duchów.

Rozmawiałem potem z Candy w Nic-Nac-Nook, powiedziałem jej kim jestem, i że to właśnie numer mojego; pagera wywiesiła u siebie. Dałem jej numer telefonu do domu i poprosiłem, żeby kierowała do mnie każdego, kto znajdował się w prawdziwej potrzebie. W listopadzie otrzymałem kolejny interesujący telefon, lecz niestety nie l chodziło o duchy. Gość, który zadzwonił skarżył się na i hałasy dobywające się z szafy i pomyślał, że pewnie ma tam ducha. Kiedy poszedłem zbadać sprawę, okazało się, że w jego szafie nie straszy żaden duch. Człowiek ten; oddzielił od siebie kawałek samego siebie, który schował głęboko w owej szafie, nawet przed samym sobą. Ów aspekt jego samego hałasował w szafie, starając się zwrócić na siebie jego uwagę. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś takim. Słuchał mojego raportu z lekkim niedowierzaniem. Nie mogłem go za to winić, sam nie byłem tego pewien. Szukałem w jego szafie ducha, wyszedł mi na spotkanie aspekt jego samego i wyjaśnił całą sytuację. Byłem prawdziwie zdumiony, kiedy człowiek ten zadzwonił do mnie tydzień później i wyjaśnił o co w tym wszystkim chodziło. Część jego samego, której istnieniu zaprzeczał, nawiązała z nim kontakt pewnego spokojnego dnia. Ostatnio słyszałem, że przechodzi on proces ponownego integrowania owej części do swego życia.

Potem, 13 listopada o 15.55, kiedy właśnie kończyłem pracę i wybierałem się do domu, odezwał się mój pager, a na wyświetlaczu ukazał się numer, którego nie znałem. Zadzwoniłem, a kobieta, która odebrała, stała się moją trzecią klientką. Ta sprawa była jednak bardzo skomplikowana. Znasz to powiedzenie, że kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel? Ten nauczyciel okazał się dla mnie egzaminem zaufania w moje niefizyczne umiejętności. Kobieta ta ogłosiła początek owego egzaminu zrozpaczonym głosem, który natychmiast przykuł moją uwagę.

- Dzięki Bogu, że pan oddzwonił! Nie wiem czy zaczynam wariować, czy co, ale muszę z kimś porozmawiać!

Przez następne dwadzieścia minut słuchałem kobiety, którą nazwałem tu Helaina. Kiedy tak opowiadała swą historię nieznajomemu, od czasu do czasu głos jej się załamywał z niepokoju i nerwów. Opowieść rwała się i bywały chwile, że trudno mi było za nią nadążyć. Chciała wyrzucić z siebie wszystko, wszystko od razu i skakała po wydarzeniach w takim tempie, że ciężko mi było ułożyć wszystko w sensowną całość. Musiałem jej przerywać, żeby ją uspokoić i uszeregować wszystko chronologicznie. Starała się jak mogła, aby opowiadać mi wszystko po kolei. Nie ułatwiało jej tego napięcie brzmiące w jej głosie. Była zdenerwowana, przestraszona, niespokojna i rozdygotana, chwilami nie panowała nad sobą i mamrotała daty, miejsca i wydarzenia. Przez cały czas czułem jedno: bijący od niej przeogromny strach. Bała się, że traciła zmysły albo gorzej, że już dawno przekroczyła granicę, która oddziela nas od choroby psychicznej. Teraz, po jakimś czasie, mogę opowiedzieć historię Helainy chronologicznie i zrozumiale.

Tego ranka, kiedy do mnie zadzwoniła, przechodziła obok obrazu, który wisiał w jej sypialni, w nogach łóżka. Zauważyła, że w tym momencie między nią a obrazem przepłynęło coś białego i powiewnego. Nie wiedziała co to takiego, ale i tak wystraszyło ją to śmiertelnie. Była to ostatnia kropla wody w kielichu dziwnych zdarzeń, które doprowadziły ją do tego, że zaczęła szukać pomocy. Tyle się już wydarzyło, że bez przerwy była rozdygotana i podenerwowana. Bez przerwy się bała. Dwa dni wcześniej zadzwoniła do Nic-Nac-Nook i chciała wyjaśnić swój problem. Wtedy też się bała, postanowiła więc poszukać pomocy na żółtych stronach [Panorama Firm; przyp. tłum.]. Nic-Nac-Nook był pierwszym i jedynym miejscem, do którego zadzwoniła. Spodobało jej się ich ogłoszenie, w którym przeczytała, że są "miłym sklepem metafizycznym". To właśnie zwróciło jej uwagę. Osoba, która odebrała telefon, zaproponowała spotkanie z kimś obdarzonym pewnymi zdolnościami, lecz najwcześniej dopiero za tydzień. Umówiła się na spotkanie, ale po tym, co się stało dzisiejszego ranka, nie mogła już dłużej czekać. Coś trzeba było zrobić zarazi Zanim zadzwoniła do mnie, skontaktowała się jeszcze raz ze sklepem. Osoba, która odebrała telefon, siostra Candy, wysłuchała historii Helainy i powiedziała, że ma numer telefonu kogoś, kto chyba będzie mógł jej pomóc.

- Numer pagera był na twojej sekretarce - powiedziała. - Jakoś nie potrafiłam zostawić wiadomości na sekretarce, to by nie oddało sensu sprawy i bałam się, że pomyślisz, że jestem wariatką. Musiałam zadzwonić na twój pager i porozmawiać osobiście.

Dziwne rzeczy działy się w mieszkaniu Helainy, przerażające rzeczy. Opowiedziała mi o nich przyciszonym głosem, w którym brzmiał strach i zdenerwowanie. Odbiorniki radiowe włączały się samoczynnie codziennie o godzinie szóstej rano, bez względu na to czy był nastawione czy nie. Telewizory włączały się i wyłączały same z siebie. Rolety na oknach same opadały właśnie wtedy, gdy ona miała zamiar je opuścić. A miska! Miała zestaw czterech misek, sama je kupiła i jedną z nich pożyczyła bratu. Wziął ją do szkoły i zgubił. Nie było jej przez tydzień. Pewnego ranka chciała zrobić sobie śniadanie, ale okazało się, że wszystkie miski były brudne i znajdowały się w zmywarce. Otworzyła szafkę chcąc znaleźć jakieś naczynie. Kiedy znów spojrzała na stół, zaginiona miska nagle zmaterializowała się.

- Wiem, że mój brat nie przyniósł jej z powrotem! Pytałam go o to; powiedział, że zgubił ją i nie ma pojęcia gdzie jest. Nie skłamałby mi! - krzyczała napiętym głosem. - W moim mieszkaniu jest duch. Szedł za mną z mieszkania mojego męża, kiedy się od niego wyprowadziłam. Byliśmy wtedy w trakcie rozwodu. To, co on robi przeraża mnie. Boję się, że całkiem zwariuję! Ty też uważasz, że oszalałam? Czy rozumiesz coś z tego?

- Rozumiem, Helaino. I nie myślę, że zwariowałaś. Boisz się rzeczy, które się wokół ciebie dzieją, a których nie potrafisz wyjaśnić.

- Nie okłamujesz mnie, prawda? Naprawdę nie myślisz, że oszalałam?

- Jestem wobec ciebie szczery, Helaino. To, o czym mówisz zgadza się z moimi doświadczeniami i rozumiem to. Mów dalej, proszę.

- Dobrze - westchnęła z ulgą. - Wszystko zaczęło się w mieszkaniu mojej przyjaciółki. Wprowadziłam się do niej, jak tylko zaczęła się sprawa rozwodowa. Pewnej nocy czułam się samotna i pomyślałam sobie, że fajnie byłoby mieć ducha, z którym mogłabym rozmawiać, kogoś naprawdę starego. I poprosiłam, żeby ktoś się zjawił. To zaczęło się kilka nocy później. Spałam już, kiedy nagle obudziłam się i nie mogłam się poruszyć. Byłam całkowicię sparaliżowana. Spojrzałam na drzwi i zobaczyłam tam twarz, wielką twarz unoszącą się w powietrzu. Byłam trochę przestraszona, ale też ucieszyłam się. Zawsze interesowałam się duchami. Poprosiłam, żeby jakiś tu się zjawił i zjawił się. Ale im częściej go widywałam, tym bardziej się go bałam. Niedługo po jego pojawieniu się moja kotka stała się taka nerwowa, że wylizała większość futerka. Przez cały czas lizała to swoje futerko. Zabrałam ją do weterynarza, bo myślałam, że cierpi na coś w rodzaju nieustannego niepokoju. Musiałam dawać jej leki na uspokojenie i dopiero wtedy przestała zlizywać futerko. Czy koty widzą duchy?

- Tak, chyba nawet wtedy, kiedy my ich nie widzimy.

- Na początku myślałam, że to może być ktoś, kto umarł w starym domu mojej przyjaciółki, więc postanowiłam się wyprowadzić. Wyrzuciłam wszystko: meble, talerze, moją suknię ślubną, wszystko. Obrączkę ślubną sprzedałam przyjaciółce, dostałam za nią sto dolarów. Kiedy przeprowadziłam się do mojego własnego mieszkania, miałam ze sobą tylko ubrania. Kupiłam wszystko nowe, to i znaczy, na tyle, na ile było mnie wtedy stać. Ale nic nie; pomogło; ten duch chyba za mną tu przyszedł. Mieszkaj w mojej szafie. Temperatura w mieszkaniu może się pod- \ nieść nawet do 30 stopni, a w szafie i tak będzie mróz, nawet jeśli drzwi od niej zostawię otwarte na całą szerokość. Czasami widzę go w lustrze w łazience. Ma jakieś trzydzieści lat, jest bardzo przystojny i jest z nim kobieta, młoda i bardzo piękna. Myślę, że zrobił jej coś bardzo złego. Widzę ich nad rzeką, a on niesie wiosło. Myślę, że, zrobił jej coś nożem; może nawet ją zabił - głos Helainy zaczął się trząść ze strachu. Niemal płakała. - On wciąż próbuje pokazać mi co z nią zrobił, ale ja nie chcę tego widzieć. Zawsze odwracam od lustra wzrok zanim on zdąży to zrobić - wyczułem w jej głosie lekką histerię. - Czasami, kiedy widzę go w szafie, mam wrażenie, jakby wyrywał coś z mojej piersi.

- Helaina? - przerwałem jej.

- Co?

- Weź parę głębokich oddechów, odpręż się i spróbuj się uspokoić.

Usłyszałem jak oddycha głęboko, a potem, już trochę spokojniej, mówiła dalej.

- Ktoś musi mi pomóc pozbyć się go! Nie mogę tam z nim mieszkać, to mnie doprowadza do szału. Nie mogę spędzić tam z nim ani jednej nocy więcej! Naprawdę boję się, że pewnej nocy wybiegnę z krzykiem na ulicę i wszyscy pomyślą, że zwariowałam. Myślisz, że zwariowałam? Myślisz, że wymyśliłam sobie to wszystko? - przerwała na chwilę, a potem, bardzo stanowczo dodała: - Mów mi prawdę!

- Helaina, podobne historie słyszałem już od innych ludzi - zapewniłem ją. - Nie oszalałaś. Wierzę, że naprawdę widziałaś to wszystko. Mów dalej.

- Boję się, że on zrobi ze mną to samo, co zrobił z tą kobietą. To on manipuluje radiem, telewizorem i roletami. Po prostu wiem, że zrobi ze mną coś strasznego!

- On nie może cię skrzywdzić fizycznie; może tylko pokazywać ci się i straszyć cię - odparłem. - Mów dalej.

- Mam wrażenie, że w moim życiu stanie się coś naprawdę ważnego! Czuję to już od jakiegoś czasu. Nie wiem co to ma być, ale wiem, że to będzie coś wielkiego. I wiem, że muszę być na to gotowa, tylko nie mam pojęcia jak się do tego przygotować. Wczoraj miałam sen i w tym śnie wydawało mi się, że cokolwiek ma to być, to będzie to coś naprawdę wielkiego.

- Chciałabyś opowiedzieć mi swój sen?