Rozdział 19
Sen Helainy
- Wczoraj, zanim położyłam się spać, pomyślałam sobie, że dobrze byłoby zobaczyć babcię. Ona już nie żyje, a ja nigdy nie poznałam jej za życia. Rodzina opowiadała mi, że to była szalona kobieta, ale ja uważam, że i tak byłoby fajnie ją poznać. Na początku tego snu stałam z mężem na rogu ulicy. Staliśmy pod lampą i byli tam jeszcze mężczyzna i kobieta. Wszyscy mówili mi naprawdę przykre, paskudne rzeczy, próbując mnie przestraszyć. Im dłużej ich słuchałam, tym bardziej się bałam, czułam się bezwartościowa i zła. W końcu miałam tego dość. Uciekłam od nich i przebiegłam przez ulicę do mego małego pickupa. Tak naprawdę to nie mam takiego samochodu, ale w tym śnie miałam. Ruszyłam z piskiem opon i jechałam naprawdę szybko po takich wąskich, starych uliczkach. Musiałam uciec od nich zanim zrobiliby ze mną coś złego.
Zatrzymałam się przed jakimś starym domem. Wiedziałam, że w tym śnie właśnie w nim mieszkam. Weszłam do środka i poszłam po schodach do mojej sypialni. Kiedy dochodziłam do szczytu schodów, usłyszałam, że ta stara kobieta coś do mnie mówi. Stała u dołu schodów i szła do mnie. Mówiła naprawdę przykre rzeczy. Kiedy do mnie podeszła, chciała dać mi coś paskudnego, co trzymała w rękach. Bałam się jej jak cholera! - głos Helainy stał się piskliwy i przerywany; znów się bała.
- Helaina, zrobisz coś dla mnie? - przerwałem jej.
- Co? - zapytała, a strach w jej głosie jakby trochę zmalał.
- Weź głęboki oddech lub dwa i odpręż się przez chwilę.
I znów usłyszałem jak oddycha głęboko do słuchawki, a kiedy znów zaczęła mówić, napięcie znikło z jej głosu.
- No i zepchnęłam tę kobietę ze schodów i chciałam ją zabić. Ale ona najzwyczajniej podniosła się i wróciła do mnie. Spychałam ją z tych schodów i spychałam, a ona wciąż wracała. Jestem naprawdę złym człowiekiem. Właściwie to nawet podobało mi się to spychanie, to, że chciałam ją zabić, powstrzymać ją. Wtedy, nagle znalazłam się w łóżku na plecach i nie mogłam się ruszyć. Nie mogłam mówić ani nawet krzyczeć. Coś mnie przyciskało do tego łóżka, a ja nie mogłam tego pokonać. Byłam jakby sparaliżowana. Widziałam drzwi przede mną. Za nimi była jasność. Nie widziałam samego światła, a tylko jasność przedostającą się przez szparę pod drzwiami. Bałam się, że mnie to ukarze, zabije i zabierze gdzieś na zawsze, bo jestem taka zła i krzywdziłam tamtą kobietę. Nie mogłam mówić; byłam tak przerażona, że niemal nie mogłam myśleć. W dzieciństwie nigdy właściwie nie nauczyłam się modlić, ale teraz krzyczałam w myślach do Boga, modląc się, żeby przybył i uratował mnie przed tym straszliwym światłem za drzwiami. Po prostu wiedziałam, że jeśli te drzwi się otworzą, to już po mnie. Nikt nigdy by mnie już nie zobaczył ani nie usłyszał. Umrę i nie będzie mnie.
Strach znów był w jej głosie i emanował we wszystkich kierunkach, był niemal namacalny. Nie była to jeszcze histeria, ale prawdziwy, rzetelny strach.
- Myślę, że mój sen ma coś wspólnego z tym czymś, co ma się stać w moim życiu. W tym śnie dalej próbuję się poruszyć i wykrzykuję moje myśli do Boga i modlę się, żeby mnie uratował.
- W jakiej religii się wychowałaś? - zapytałem.
- W żadnej, moja rodzina nigdy nie chodziła do kościoła.
- Czy kiedykolwiek miałaś do czynienia z rzeczami metafizycznymi?
- Chyba nie. Ale co właściwie znaczy "metafizyczny"? - zapytała.
- To badanie tego, co niektórzy ludzie mogą nazwać czymś "nadprzyrodzonym" - wyjaśniłem.
- No wiesz, uwielbiam horrory. Dwa dni temu przyjaciółka dała mi książkę pod tytułem Orzeł i róża [Książka autorstwa Rosemary Altea wydana w Polsce w roku 1999; przyp. red]. Przeczytałem ją i uważam, że niektóre rzeczy naprawdę mają sens.
- Opowiedz mi jeszcze o swoim śnie, jeśli nie masz nic przeciwko temu.
- Nie ma wiele więcej do opowiadania. W końcu byłam w stanie otworzyć oczy. Uwolniłam się i uciekłam przed tym przerażającym światłem. Po prostu wiem, że to światło wykończyłoby mnie, gdyby tylko weszło przez drzwi. Słuchaj, boję się spać dziś w tym mieszkaniu. Czy mógłbyś mi jakoś pomóc?
Wyjaśniłem jej, że wciąż jestem w pracy, właśnie wychodziłem do domu, kiedy odezwał się pager. Nie powiedziałem jej, że moje biuro stoi dokładnie naprzeciw otwartych drzwi pokoju fundamentalistycznie chrześcijańskiego właściciela firmy, w której pracuję. Fakt ten jednak sprawił, że zacząłem się denerwować prowadząc rozmowę przy biurku.
- Słuchaj, zadzwonię do ciebie, jak tylko dotrę do domu. Jeśli nie utknę w korku, to będę na miejscu za jakieś trzydzieści lub czterdzieści minut. Zgadzasz się?
- Przepraszam, nie wiedziałam, że jesteś w pracy.
- Nie ma sprawy.
- Będę w domu, pod tym samym numerem. Będę czekać tuż przy telefonie - zapewniła mnie.
- Zrobię, co tylko będę mógł, żeby ci pomóc. Zadzwonię jak tylko dojadę do domu.
Odłożyłem słuchawkę, wyłączyłem komputer i schowałem dokumenty. Potem wyszedłem z budynku, wsiadłem do mego jeepa i skierowałem się ku autostradzie. Kiedy ruch nieco się zmniejszył, zacząłem rozmyślać o Helainie i jej problemie.
Co ja mam jej powiedzieć?, zastanawiałem się. Jak, u licha, mam z nią rozmawiać, żeby coś z tego zrozumiała?
Najbardziej martwiło mnie to, że Helaina mogła nieoczekiwanie znaleźć się na jakiejś niebezpiecznej psychicznej autostradzie i po prostu rozbić się. / dlaczego nagle zaczynam czuć erotyczny pociąg do kobiety, z którą zaledwie raz rozmawiałem przez telefon? Te i inne pytania nękały mnie, kiedy jechałem stosunkowo pustą autostradą.
Wiedziałem, że w jakiś sposób Helaina otworzyła drzwi do świata niefizycznego, lecz z jej strony nie było to po prostu szybkie spojrzenie za kurtynę! Otworzyła swoją percepcję i świadomość świata fizycznego nie kroczek po kroczku, jak ja sam to zrobiłem, lecz jednym potwornym skokiem. Nie ma co się zastanawiać, wieczorem zobaczę co to za skok. Mało tego, otworzyła swą percepcję, nie mając żadnego religijnego, duchowego czy metafizycznego przygotowania innego, niż hollywoodzkie horrory i jedna przeczytana książka. W wyniku tego wokół niej zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
Wciąż myślałem o tym, że znajdowała się w objęciach tak wielkiego strachu, który mógł ją nawet doprowadzić do tego, że wybiegnie w środku nocy na ulicę z krzykiem. To mnie naprawdę martwiło! Gdyby w tym stanie umysłu opowiedziała to wszystko komuś innemu, to najpewniej osoba ta stwierdziłaby, że Helaina nadaje się tylko do wariatkowa i powinna zostać nafaszerowana lekami uspokajającymi. Osoby odpowiedzialne za przypisywanie takich leków muszą się martwić o swoje dyplomy i zazwyczaj kroczą na granicy błędu. Jeśli to coś nad czym nie ma kontroli zapanowało nad Helaine, wtedy mogła dostać się w taki medyczny wir, który mógłby sprawić, że znajdzie się w stanie totalnego odurzenia narkotykami. W takich przypadkach mówi się zwykle: "aż do chwili, kiedy nie będzie stanowić zagrożenia dla siebie i innych". Były jeszcze gorsze możliwości, lecz za bardzo się bałem, żeby o nich w ogóle myśleć. Musiałem po prostu zaufać temu, że potrafię jej pomóc, cokolwiek by się nie zdarzyło. Bałem się na samą myśl o ryzyku, jakie wiązało się z tym wszystkim i o tym, co się z nią stanie, jeśli mi się nie powiedzie. Postanowiłem więc na razie zwracać większą uwagę na ruch na autostradzie, a o resztę martwić się później.
W międzyczasie myślałem też nad tym, jak mógłbym zacząć czekającą mnie rozmowę. Przyszło mi do głowy, że "myśli są rzeczami" i stwierdzenie to pasuje do jej sytuacji, i że "strach i miłość nie mogą współistnieć". W chwili, kiedy nacisnąłem przycisk pilota drzwi garażu, byłem już bardziej niż zdenerwowany.
Pharon, wtedy jeszcze moja narzeczona, była w domu, pracując nad listami i swoim resume. Opowiedziałem jej pokrótce o co chodzi i uprzedziłem, że muszę się położyć i skontaktować z Trenerem. Byliśmy wtedy ze sobą już dość długo i nie przerażały jej już rzeczy, którymi się zajmowałem. To wspaniała kobieta, która świetnie mnie rozumie i potrafi wesprzeć, kiedy tego potrzebuję. Zostawiłem ją przy komputerze i poszedłem do sypialni. Zamknąłem drzwi i położyłem się na łóżku wodnym, aby skontaktować się z Trenerem.
Odprężyłem się i poczułem wyraźnie, że zaczynam nawiązywać z nim kontakt. Właśnie zacząłem formułować prośbę o informacje, gdy poczułem, że jest przy mnie.
- Będziesz musiał odprężyć się jeszcze bardziej, Bruce. W porządku, odprężyłem się jeszcze bardziej i znów chciałem zacząć.
- To znaczy, o wiele bardziej, Bruce - poczułem, jak mówi.
Poczekałem aż małe sprawy dnia codziennego powoli ode mnie odpłyną i znalazłem się w stanie głębokiej relaksacji. Minęło pięć czy sześć minut, kiedy zdałem sobie sprawę, że już prawie nie czuję dotyku łóżka wodnego, na którym leżałem. Moje ciało przybrało kształt wielkiego jaja. Kiedy spróbowałem je poczuć, mogłem dotknąć każdy centymetr owego jaja, od wewnątrz i na zewnątrz. Miało jakieś półtora metra średnicy w pasie i było długie na około dwa metry. W dotyku było twarde, jakby pełne w środku, a na powierzchni wyczuwało się jakby lekkie drgania elektryczne.
- Chyba już jestem dość odprężony - przez mój umysł przepłynęła niespiesznie myśl. Wszystkie moje kanały energetyczne są czyste, jasne, otwarte i działają perfekcyjnie. Wszystkie inne energie, które przeze mnie przepływają, nie wywierają żadnego efektu.
Zacząłem wykorzystywać afirmację, jaką zasugerowała mi Rebeka po epizodzie w Oklahoma City z poprzedniego kwietnia. Odzyskując tam 168 ofiar bomby terrorystów, zacząłem jednocześnie dźwigać ciężki energetyczny i emocjonalny bagaż. Pięć dni zajęło mi pozbycie się tej energii i dojście do siebie. Dowiedziałem się wtedy, że nawet najlepsza ochrona przed energiami emocjonalnymi, jakie zbieram podczas moich niefizycznych podróży, tak naprawdę nie jest żadną ochroną. Aby sparafrazować Kurs cudów, każda obrona jest jedynie zaproszeniem do ataku. Od tego czasu dowiedziałem się też, że najlepiej jest pozwolić przejść takim energiom przez siebie. Stąd owa afirmacja.
- Możesz teraz zadawać swoje pytania; myślę, że dobrze nam pójdzie - pomyślał Trener do mnie.
- Chcę otrzymać wszystkie informacje, które będą przydatne w sytuacji Helainy - powiedziałem i wyraziłem ten sam zamiar w myślach.
Skupiłem się na czakrze serca i zerknąłem na podrygujący galimatias w trójwymiarowej czerni rozciągającej się przede mną. Czekając na rozwój wydarzeń ujrzałem, że Czerń przekształca się w obraz kobiety. Widziałem tylko jej twarz, młodą i piękną. Twarz o gładkiej, ciemnej karnacji promieniowała cudownym, nęcącym uśmiechem. Cofnąłem się nieco i ujrzałem, że kobieta tańczy. Uwielbiała tańczyć, a zmysłowe ruchy jej ciała i ręce kołyszące się powoli nad głową, nęciły i uwodziły.
Potem jej wizerunek zmienił się nagle. Stojąc w niewielkiej od niej odległości, ujrzałem tę samą młodą kobietę Zastygłą w bezruchu. Całe jej ciało było spowite gęstą, twardą, smoliście czarną siecią strachu. Niemal instynktownie zacząłem przesuwać rękami w górę i w dół wzdłuż jej ciała, osłabiając energetycznie ów strach. Kiedy ujrzałem, że czarna maź zaczyna robić się cieńsza, wykorzystałem metodę "niewidzenia tego tam". Chwilę później czarna sieć strachu zniknęła. Kontynuowałem energetyczny masaż, aby rozluźnić i rozświetlić jej pole. Nie minęła minuta, a znów tańczyła i śmiała się radośnie. Pracując nad nią, odniosłem wrażenie, że to właśnie ona była powodem aktywności poltergeista w swoim mieszkaniu, jak go nazwała. Jeszcze przez chwilę patrzyłem jak tańczy i czekałem na więcej informacji. Potem poczułem, że mam dość i postanowiłem sprawdzić co się dzieje z duchem, który mieszka w jej szafie.
Ten gość wcale nie był przyjemny. Był tego rodzaju facetem, który terroryzuje kobietę w powolnym, brutalnie dręczącym procesie zabijania, po to, aby karmić się jej strachem. Przeciągał jej męki i umieranie jak tylko mógł, żeby tylko jak najdłużej móc spijać każdą kroplę strachu z jej żył. Żyjąc w ciele fizycznym też to robił. Posłużył się kiedyś wiosłem, które Helaina widziała kiedyś w jego rękach, aby zbić do nieprzytomności kobietę, z którą był nad rzeką. Potem, siedząc na niej, patrząc jej prosto w twarz, czekał aż odzyska przytomność, a następnie powoli pociął ją nożem i w ten sposób zabił. Radość, jaką sprawiło mu przerażenie malujące się na jej twarzy przyprawiała o mdłości. Przyszły mi na myśl opowieści o Kubie Rozpruwaczu, innym łotrze, który karmił się strachem kobiet.
Teraz, kiedy żył w świecie niefizycznym, potrzebował ofiary ze świata fizycznego, która mogła go zobaczyć. Nie mógł nikogo terroryzować, póki nie pokazał swej ofierze co chciał zrobić, a to budziło w niej przeraźliwy strach. Odczuwał nienasycony głód, który zaspokoić mógł jedynie strach przerażonej kobiety. Helaina wyraziła pragnienie nawiązania kontaktu z duchem, na które odpowiedział wyjątkowo paskudny osobnik.
Dość tego, pomyślałem pozwalając, aby wizerunek ducha z szafy rozpłynął się. Czaj sprawdzić mażą Helainy.
Jej mąż (nazwę go Mike) był najwyraźniej złym człowiekiem, który często odgrywał swój gniew i frustrację na kobiecie, z którą się ożenił. Nie bił jej fizycznie. Jego ataki przybierały formę pełnych jadu słów i energii mentalnej mającej na celu wywołanie jak największego bólu, strachu i upokorzenia. W taki właśnie sposób utrzymywał nad Helaina pełną kontrolę.
To zdumiewające, pomyślałem wtedy, w jaki sposób wybieramy sobie partnerów, którzy mają spełnić nasze podświadome przekonania co do tego, na co zasługujemy w życiu.
Jego też miałem już dość, doszedłem więc do wniosku, że zakończę sesję i zadzwonię do Helainy. Kiedy zatrzymałem się, aby opowiedzieć Pharon czego się dowiedziałem, zwróciła mi uwagę na coś, o czym nie pomyślałem. Energetyczny związek pomiędzy Helaina a Mike'em musiał odgrywać pewną rolę w jej związku z duchem. Mike bez przerwy utrzymywał ją w stanie strachu i upokorzenia, które sprawiały, że żyła w ciągłym oczekiwaniu kary za to, że jest taka zła. W takim właśnie energetycznym stanie wyraziła życzenie nawiązania kontaktu z duchem. Ten więc, który się pojawił, pasował najlepiej do stanu wywołanego w jej umyśle przez męża. Mike'a i ducha łączyła z Helaina podobna więź. A to sprawiało, że jej związek z duchem był znacznie silniejszy niż można by było przypuszczać, jako że pasował przecież do tego, czego spodziewała się w życiu codziennym po Mike'u. Stwierdziłem, że pewnie będę rozmawiał z Helaina dość długo.
Żeby tylko! |