Rozdział 20
Zaczyna dzwonić telefon
Poszedłem jeszcze do kuchni i nalałem sobie dużą szklankę wody, po czym skierowałem się do pokoju gościnnego i usiadłem na sofie. Czując zdenerwowanie i nie wiedząc co właściwie powinienem powiedzieć i co może się stać w wyniku tego z Helainą, podniosłem słuchawkę. Zanim wykręciłem jej numer, porozumiałem się z Trenerem.
- Trenerze... naprawdę boję się to zrobić.
- Jeśli będziesz mnie potrzebował, to jestem przy tobie - poczułam, jak mówi. - Pamiętaj tylko, żeby poprosić.
- A jeśli ta kobieta znajdzie się w jakiejś okropnej sytuacji, bo powiem coś nie tak? Nie chciałabym być odpowiedzialny za coś takiego.
- A jeśli nic nie zrobisz?
- Dlatego jestem taki zdenerwowany! Wiem, że muszę to zrobić, ale jeśli to spaprzę? Ona będzie musiała ponosić wszystkie konsekwencje.
- A jeśli nic nie zrobisz?
- Zdaje się, że znalazłem się między młotem a kowadłem!
- Wybór należy do ciebie, Bruce.
- A wybór Helainy?
- Zadzwoniła do ciebie - przypomniał mi Trener. - Ona już dokonała swojego wyboru.
- W takim razie zadzwonię do niej i zrobię co w mojej mocy, żeby jej pomóc. Przeraża mnie tylko myśl o tym, co może się stać. Nie jestem żadnym ekspertem. Sam wciąż się uczę tego wszystkiego!
- Czy muszę ci przypominać, że przede wszystkim musisz ufać?
- Tylko bądź tu i połącz mnie z tym, co jest najlepsze dla Helainy, ok.?
- Będę tu cały czas, tylko poproś.
Zanim wykręciłem numer Helainy, wziąłem kilka głębokich oddechów, tak dla uspokojenia. Zastanowiłem się w jakim kierunku powinienem poprowadzić rozmowę, a moje myśli odeszły od pracy i energetyczno-duchowych spotkań. Wyrzucenie ducha z jej mieszkania nie było problemem, ale jeśli jej strach i niechęć do samej siebie nie zniknie, to będzie to krótkotrwała ulga. Nie minie wiele czasu, a znów jakiś duch o podobnych gustach ją wywęszy, wprowadzi się i wszystko zacznie się od początku. Musi stać się coś, co sprawi, że Helaina zmieni nastawienie do samej siebie i do całego świata. To mnie właśnie martwiło, gdyż bardzo ostrożnie należało ukazywać innym ich błędy i brać na siebie odpowiedzialność za zmiany, jakich dana osoba powinna dokonać w życiu. Tak właśnie postępowałem w przeszłości. Nie miałem pojęcia jak teraz mamy sobie z tym poradzić. Okazało się jednak, że jest to najmniejszy z moich problemów.
Znów poprosiłem Trenera, aby był przy mnie i dostarczał informacji najlepszych w sytuacji, w jakiej znalazła się Helaina, po czym sprawdziłem jej numer.
- No dobrze, Trenerze, zaczynamy... Telefon zdążył zadzwonić zaledwie raz, kiedy w słuchawce rozległ się głos Helainy.
- Halo?
Przesunąłem spojrzeniem po wyświetlaczu zegarka na moim video. Była 18.04.
Lata temu do konstruowania bomb z zapalnikiem czasowym używano zegarków z cyferblatem. Kiedy budzik zaczynał terkotać, drut owijał się coraz ciaśniej wokół zwijarki póki nie pociągnął wyłącznika, a wtedy bomba wybuchała. Siermiężne, ale skuteczne. Wyłącznikiem bezpieczeństwa była mała dźwignia z tyłu budzika, która nastawia go. Kiedy nastawia się budzik na jakąś godzinę, słychać jak wydaje on cichy, metaliczny dźwięk, kiedy wskazówka dotrze na uzbrojoną pozycję. Kiedy dźwignia bezpieczeństwa jest wyłączona, bomba wybucha. Gdybym słuchał dość uważnie, kiedy Helaina podnosiła słuchawkę, usłyszałbym ów cichy, metaliczny trzask i delikatne kliknięcie. A przynajmniej usłyszałbym dźwięk chodzącego zegara. Nie słyszałem jednak ani jednego, ani drugiego, kiedy zaczęliśmy rozmawiać. Byłem tylko niespokojny i podenerwowany. Jakaś część mnie pewnie była świadoma, że podłożono tu bombę i że dźwignia bezpieczeństwa była odciągnięta. Znalezienie jej było już tylko sprawą czasu.
- Halo, Helaina, tu Bruce. Rozmawialiśmy jakiś czas temu. Jestem teraz w domu, więc mogę ci poświęcić tyle czasu, ile będzie trzeba.
- Poczekaj chwilę, dobrze?
Wyłączyła telewizor i usadowiła się wygodnie, po czym zaczęliśmy rozmawiać. Jeszcze jadąc do domu, powtórzyłem sobie sposoby rozpoczęcia naszej rozmowy. Zaczęliśmy więc od granic pomiędzy światem fizycznym i niefizycznym, oraz od tego, jak owe granice mogą zniknąć w przypadku osoby znajdującej się pod wpływem silnego napięcia emocjonalnego. Wcześniej już zapytałem ją czy żyje w wielkim napięciu w związku z toczącym się rozwodem. Rozmawialiśmy dalej o tym, że w świecie niefizycznym myśli przybierają postać realną, a wtedy lody zostały przełamane i oboje popłynęliśmy z prądem.
- Zanim do ciebie zadzwoniłem, zebrałem trochę informacji o twojej sytuacji.
- Co masz na myśli, mówiąc "zebrałem trochę informacji"? - zapytała.
- Najpierw odprężyłem się, żeby móc się znaleźć w stanie medytacyjnym. Potem nawiązałem mentalny kontakt z twoją sytuacją, aby zebrać informacje, które mogą nam się przydać.
- I czego się dowiedziałeś? - zapytała z ciekawością.
- Na przykład, kiedy sprawdzałem ciebie, ujrzałem piękną młodą kobietę o ciemnej, gładkiej cerze. Tańczyła. Miała bardzo ciemne, proste włosy sięgające ramion i wprost promieniowała silnym, pięknym uśmiechem. Odniosłem wrażenie, że była szczęśliwa i uwielbiała tańczyć.
Odpowiedziałem na jej pytanie, ale nie powiedziałem tego, co zobaczyłem dalej. Coś mi mówiło, żeby tego nie robić - może Trener.
- Tańcem zarabiam na życie i kocham tańczyć. Mam czarne włosy do ramion, ale kręcone, a nie proste. Moimi przodkami byli Hindusi, Portugalczycy i Irlandczycy, a moja skóra jest istotnie ciemna. Wiem, że jestem ładna, może nie nadaję się na okładkę Cosmo, ale i tak jestem dość ładna. Na ile mnie wtedy zobaczyłeś? - zapytała zaniepokojona. Najwidoczniej martwiła się, że zobaczyłem więcej niż na to pozwalała przyzwoitość.
- Z początku widziałem tylko twarz kobiety, a potem zobaczyłem jak tańczy. Nie martw się, to było raczej wrażenie niż faktyczne widzenie fizycznego widzenia ciała. Dla mnie było to jak obraz w ziarnistej bieli i czerni - uspokoiłem ją ze śmiechem, próbując rozwiać jej niepokój co do nachalnego podglądacza.
- W jaki sposób mnie znalazłeś? To znaczy, kiedy mnie zobaczyłeś, skąd wiedziałeś, że to właśnie ja, a nie ktoś inny?
- Opowiem ci o tym, jak znalazłem kogoś innego; może dzięki temu to zrozumiesz. Jesteś gotowa na opowieść?
- Jasne, to mi się nawet podoba.
Opowiedziałem jej o odzyskaniu babci Marli siedzącej na drewnianym krześle w kuchni i wyjaśniłem, że aby kogoś znaleźć, muszę tylko znać imię tej osoby.
- Tylko imię? - nie mogła uwierzyć.
- Aha. Nie wiem jak to działa, ale nigdy nie zawodzi. Oczywiście, w przypadku babci Marli było to imię dość niecodzienne, Gwendilyn Euroda Winterlax.
- To rzeczywiście niezwykłe imię - zachichotała Helaina.
- Jej wnuczka, Maria, potwierdziła, że informacje, jakie zebrałem o Gwendilyn, łącznie z tym, że wszyscy, nawet sama Gwendilyn, nazywali Margaret "Maggie".
- No dobrze, ale skąd wiesz, że znalazłeś właśnie mnie? Jak możesz być tego pewien, skąd wiesz, że nie znalazłeś kogoś innego? - chciała wiedzieć.
- Kiedy obserwowałem tę tańczącą kobietę, nie miałem absolutnej pewności, że to ty. Ale robiłem to tyle razy i tyle razy to weryfikowałem, że zaczynam temu ufać. W twoim przypadku, z wyjątkiem tego, że zobaczyłem cię w prostych, a nie kręconych włosach, powiedziałbym, że wszystko raczej pasuje, prawda?
- No, tak, raczej tak. - Nie była do końca przekonana, że to możliwe, ale fakt pozostawał faktem: znalazłem ją.
- Chciałbym teraz porozmawiać trochę o tym jak się czujesz w związku ze zbliżającym się rozwodem, jeśli nie masz nic przeciwko temu? - chciałem w ten sposób przygotować ją na pierwsze pojawienie się w naszej rozmowie ducha.
Nie powiedziała nic o tym jaki chory jest jej związek z Mike'em. I nie jestem pewien czy w ogóle uważała jego zachowanie za niewłaściwe.
- Dla Mike'a najważniejsze jest to, jaką następną maszynę kupi. Nie interesuje się niczym innym. A to z kolei nie są moje zainteresowania, dlatego, nudziłem się z nim przeraźliwie. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, czym się dzielić. Czułam się tak zaniedbywana i znudzona, że po prostu musiałam go opuścić. Walczyłam z pomysłem opuszczenia go, a to naprawdę mnie stresowało.
Trener przypomniał mi, że w tym stanie nawiązanie kontaktu z duchem jest łatwiejsze. W takim właśnie stanie umysłu Helaina wyraziła życzenie nawiązania kontaktu z duchem. A ten, który przybył, przerażał ją, powodował jeszcze większy stres. Znalazła się w zaklętym kręgu strachu, którego granice pomiędzy światem fizycznym a niefizycznym stawały się coraz cieńsze. Stres sprawiał, że coraz łatwiej było działać duchowi, który mógł dzięki temu straszyć ją jeszcze bardziej.
- Czasami ludzie znajdujący się w stanie ogromnego napięcia nerwowego potrafią znacznie łatwiej zajrzeć w świat niefizyczny. Słyszałaś kiedyś o czymś takim?
- Tak, owszem. Jak wtedy, kiedy umierający ludzie widzą swoich nieżyjących krewnych? To znaczy, tego typu rzeczy?
- Tak, dokładnie! Kiedy ludzie znajdują się w stanie głębokiego stresu fizycznego lub emocjonalnego, granice między światem fizycznym a niefizycznym zacierają się. Im cieńsze się stają, tym łatwiej jest widzieć przez nie. Mam wrażenie, że tak właśnie stało się w twoim przypadku. Rozwód sprawił, że żyjesz w stresie. Dzięki temu właśnie za pierwszym razem łatwiej było ci zobaczyć ducha. Teraz ten duch przeraża cię, a przez to żyjesz w jeszcze większym stresie. To zamknięty krąg.
- Teraz zaczynam to rozumieć - odparła. I nagle zmieniła temat. - Czy widzisz w pomieszczeniu coś takiego jak energia, coś, co się rusza? To znaczy, widzę wszystko, co znajduje się w mieszkaniu, ale powietrze jest pełne czegoś niemal niedostrzegalnego, czegoś, co można jedynie czuć.
- Tak, czasami wyczuwam coś takiego, czemu pytasz?
- Mój pokój gościnny wygląda... i czuję go teraz w ten właśnie sposób - stwierdziła trochę nerwowo.
Znów zmieniła temat. Mówiła teraz o nowym, narastającym poczuciu mocy w klatce piersiowej.
Jest to coś w rodzaju napięcia, które promieniuje z mojej klatki piersiowej - opisała. - Czy miałeś kiedyś do czynienia z czymś takim?
- Wygląda mi to na coś, co nazywa się otwarciem czakry serca. W którym miejscu w klatce piersiowej to wyczuwasz?
- W środku i promieniuje we wszystkich kierunkach.
- Wiesz coś o czakrach?
- Nie, co to takiego?
- To różnego rodzaju ośrodki energii w ciele fizycznym. Czakra serca to ośrodek, przez który kochamy. Przepływa przez nią energia jedności ze wszystkim, co żyje. W ludzkim ciele jest siedem głównych czakr rozłożonych wzdłuż linii kręgosłupa. Energia każdej z nich jest inna. W miejscach takich jak Nic-Nac-Nook można kupić wiele książek, które mówią o czakrach. Mógłbym ci jakąś polecić, jeśli byś chciała?
- Może kiedyś później poczytam sobie o tym.
To, co mówiła o swojej czakrze przypomniało mi, że chciałem porozmawiać o jej śnie. Chciałem jej przekazać to, co wiedziałem o strachu i miłości, a konkretnie to, że nie mogą one współistnieć. Miałem nadzieję, że Helaina zrozumie i będzie potrafiła wykorzystać technikę, której chciałem ją nauczyć, a którą miałaby stosować zawsze wtedy, kiedy jej strach stawał się nie do zniesienia.
- Wiesz, jest sposób wykorzystania czakry serca, który mógłby ci pomóc. Możesz nauczyć się rozpraszać strach, który czujesz w snach i innych sytuacjach. Chciałabyś, żebym ci o tym opowiedział?
- Jasne.
- Żeby zobrazować ci co mam na myśli, opowiem inną historię z mojego własnego doświadczenia.
- Okay.
Opowiedziałem jej historię banshee, czyli formy, jaką przybrał strach Marty'ego. Wyjaśniając jej jak Rebeka nauczyła go obejmować miłością również banshee, dzięki czemu zjawa znikała, miałem nadzieję, że Helaina zrozumie związek z jej własnymi strachami.
- Dzięki temu, że obejmował miłością banshee, ta zawsze znikała, ponieważ takie jest prawo natury w świecie niefizycznym; Miłość i Strach nie mogą znajdować się w jednym miejscu w tym samym czasie. Podejrzewam, że niektóre z tych rzeczy, jakie widzisz, to twój strach, który przybrał taką, a nie inną formę. Zwłaszcza w snach. Możesz rozciągnąć swą miłość ze środka klatki piersiowej ku temu, co cię przeraża we śnie albo ku czemukolwiek innemu. Jeśli rzeczy te powstały z twoich obaw, to na pewno znikną.
- A jeśli one nie powstały z moich obaw? - zapytała, a w jej głosie wyczułem prawdziwe zaciekawienie.
- Jeśli nie powstały z twoich obaw i przerażają cię, to może to znaczyć, że twoje obawy przybrały maskę lub pokrywę ochronną i przez to nie widzisz tego, czym naprawdę są. W takim przypadku objęcie ich miłością może usunąć ową maskę, a dzięki temu zobaczysz wyraźniej kto lub co się za nią kryje.
- Możesz dać mi jakiś przykład?
- Na przykład ten sen, który miałaś ostatniej nocy. Chciałaś odwiedzić swoją zmarłą babkę. Wcześniej miałaś ten sen z Mike'em, dlatego twój umysł już był niespokojny. Póki się bałaś, wszystko w tym śnie mogło być zabarwione twoim strachem. Bardzo możliwe, że kobieta, wchodząca po schodach była właśnie twoją babką. W rzeczywistości mogła ona być najsłodszą starszą panią, jaka kiedykolwiek istniała, mogła przyjść do ciebie, żeby dać ci coś wspaniałego. Ale ponieważ na wszyskim, co widziałaś, , leżała owa maska, pokrywa strachu, babka wydała ci się złą staruchą raniącą cię słowami i próbującą dać ci coś wstrętnego. Gdybyś w tym śnie rozciągnęła na nią swą miłość, mogłaby się stać jedna z dwóch rzeczy. Gdyby ta twoja babka była zrobiona całkowicie z twojego strachu, to znikłaby i taki byłby jej koniec. Gdyby natomiast naprawdę była twoją kochaną babunią, próbującą nawiązać z tobą kontakt poprzez ową pokrywę strachu otaczającą twój umysł, to ta pokrywa by znikła. A wtedy zobaczyłabyś ją taką, jaka naprawdę jest. O ile mogę się domyślać, to dałaby ci wspaniały prezent. Kto wie, może próbowała ci pomóc pozbyć się problemu ducha. Lecz twój umysł opanował strach, dlatego ujrzałaś ją jako wstrętną i złą - wyjaśniałem. - To samo odnosi się do tego światła za drzwiami, którego tak się bałaś. Gdybyś rozciągnęła miłość na to światło, to może maska strachu opadłaby i z niego. Krzyczałaś do Boga, żeby przyszedł i uratował cię, a tymczasem gdybyś objęła to światło miłością, to może przez te drzwi wszedłby sam Bóg.
- Wierzysz w Boga?
- Tak.
- I wierzysz, że to jakiś ważny gość, który siedzi na tronie i rządzi nami?
- Nie, nie w takiego Boga wierzę. Dla mnie, Bóg jest Wszystkim i Wszystko jest Bogiem, dla mnie Bóg jest Miłością, a Miłość jest Bogiem.
- A wierzysz, że jest Piekło? Miejsce, do którego Bóg zsyła naprawdę złych ludzi, aby ich ukarać za zło, które uczynili za życia?
Odniosłem wrażenie, że był to jeden z jej strachów, który dotyczył jej własnej przyszłości.
- Nie. Wiele podróżowałem po świecie niefizycznym i znalazłem tylko jedno miejsce, które mógłbym nazwać Piekłem. Ale nie było to Piekło z ludzkich wyobrażeń, z ogniem i diabłami, i tak dalej.
- Naprawdę?
- Jesteś gotowa na następną historię?
- O Piekle, które znalazłeś? Jasne. Przez następne kilka minut opowiadałem jej o Maxie i życiu, jakie wiódł w świecie fizycznym.
- Masz rację, nie wygląda na miłego gościa.
Potem opowiedziałem jej o miejscu, gdzie znalazłem Maxa po jego śmierci, o tym, co tam robił i o innych ludziach, którzy tam żyli. Powiedziałem jej też dlaczego uważam, że takie właśnie miejsce przyciągnęło Maxa.
- Zdaje się, że to dość paskudne miejsce - zauważyła Helaina z niesmakiem.
- A najśmieszniejsze jest to, że Max będzie musiał tam zostać póki nie przebaczy sobie i innym, i nie postanowi zmienić się. Wtedy będzie mógł przejść do znacznie lepszego miejsca. Jego jedyną karą jest to, że musi żyć życiem dokładnie takim, jakiego pragnął i ponosić tego konsekwencje. To wszystko narzucamy sami sobie. W momencie, kiedy się zmieni, będzie mógł opuścić to miejsce.
- Masz rację, nie jest to Piekło takie, o jakim się zazwyczaj słyszy. A jednak zdaje się, że to idealny sposób na ludzi, którzy za życia byli źli.
- Najlepsze z tego jest to, że wcale nie musimy czekać na śmierć i żyć w naszym własnym Piekle, żeby się zmienić. Możemy podjąć decyzję o zmianie w każdej chwili.
Wtedy Helaina znów zmieniła temat.
- Jak to jest, że to wszystko dzieje się w moim życiu, jeśli nawet nigdy o tym nie słyszałam? Opuściłam szkołę w dziewiątej klasie [czyli w wieku lat czternastu; przyp. tłum.] i poszłam do pracy, żeby pomóc rodzicom. Nigdy nie wychowywano mnie w żadnej religii. Jak więc takie rzeczy mogą przytrafiać się właśnie mnie?
- Po pierwsze, są ludzie, którzy przez całe życie studiują i nie pragną niczego innego jak tylko tego, żeby przytrafiło się im właśnie to, co dzieje się u ciebie. To znaczy, mam na myśli otwarcie czakry serca i świadomości świata niefizycznego. Wiem, że w tej chwili może to dla ciebie brzmieć dziwnie, ale to, co się z tobą dzieje teraz, będzie dla ciebie błogosławieństwem, o jakim nawet nie marzą ludzie, i to na wiele sposobów.
- Racja, trudno mi w to uwierzyć.
- A jeśli chodzi o to dlaczego to wszystko się dzieje... widzisz, fakt, że nie masz żadnej wiedzy na ten temat sprawia, że jest ci nawet łatwiej bezpośrednio doświadczać tych rzeczy, właśnie dlatego, że nie masz wielu przekonań przeczących tym zjawiskom. Przekonania człowieka mogą nawet uniemożliwić zachodzenie takich zjawisk.
- Naprawdę? Dlaczego?
- Ktoś będący mocno przekonany, że nie można zobaczyć ducha, rzeczywiście nigdy go nie zobaczy. Jego przekonania nie pozwolą mu zobaczyć czegoś, w co nie wierzy. Przekonanie, że coś jest niemożliwe opuszcza coś w rodzaju zasłony, poza którą nie można zajrzeć. Wiele naszych przekonań pochodzi z czasów szkolnych lub z nauk kościoła albo wiedzy metafizycznej. Uważam, że to wyjaśnia, po części przynajmniej, dlaczego te rzeczy przytrafiają się właśnie tobie.
- No?
- Najprawdopodobniej masz mniej przekonań przeciw tym zjawiskom niż większość ludzi. Wcześnie opuściłaś szkołę, nigdy nie chodziłaś do kościoła i nigdy nie studiowałaś metafizyki. Stąd właśnie większość ludzi czerpie przekonania, które później nie pozwalają im spojrzeć w świat niefizyczny. Rozumiesz coś z tego?
- Tak, w jakiś dziwaczny sposób, chyba to do mnie dociera. To znaczy, że nie wiem, że to się nie może dziać, więc się dzieje.
- Dokładnie to mam na myśli - odparłem. Cofnęła się trochę w czasie i zaczęła mówić o swoim dzieciństwie.
- W moim życiu zdarzyło się wiele złych rzeczy. Niektórzy moi przyjaciele zastanawiają się, dlaczego właściwie już dawno temu nie skoczyłam z mostu. A ja im mówię, że dzięki tym rzeczom jestem silniejsza. |