Aneks A
Elektromagnetyczna teoria grawitacji dr Eda Wilsona
Kiedy dr Ed Wilson przeniósł się do Życia po Śmierci, zaczął badać rzeczy, którymi interesował się za życia w świecie fizycznym. Jednym z powodów, dla których spędzał tyle czasu na konstruowaniu narzędzi komunikowania się ze mną podczas mojego trzeciego programu Linia Życia, było pragnienie przekazania mi tego, czego się dowiedział. Elektromagnetyczna teoria grawitacji jest jednym z przykładów czegoś, co jego zdaniem było interesujące. Na studiach moim głównym przedmiotem była fizyka, Ed miał więc rację. 3 grudnia 1993, kiedy spałem, przekazał mi swą teorię.
Tego ranka przebudziłem się czując w pobliżu obecność mówiącego coś do mnie Eda. Były z nim jeszcze dwie osoby. Odniosłem wrażenie, że ci dwaj byli "ekspertami" teorii, na którą natknął się Ed zaspokajając swoją ciekawość. Jestem pewien, że moje ograniczone możliwości wyrażenia tego, co mi przekazali zniekształciły nieco informację. Ostatecznie, nikt z nas nie może mieć pewności, że słowa, których używamy na co dzień, będą w stanie wyrazić to, o czym nigdy wcześniej nie słyszeliśmy.
Czuję się trochę pretensjonalnie nawet tylko pisząc o tym. W końcu kimże jestem, aby sugerować rozwiązanie łamigłówki, nad którą głowią się fizycy od czasów samego Newtona? A jednak, wiem dość na temat fizyki, aby stwierdzić, że teoria Eda jest wyjątkowo intrygująca. Mój przekład nie odpowiada dokładnie temu, co powiedzieli nowi przyjaciele Eda. Choć nie do końca rozumiem temat, to wiem, że jest to nowy sposób rozumienia grawitacji. Teoria grawitacji Eda, połączona z obecną wiedzą na temat innych praw fizyki obowiązujących w fizycznym wszechświecie, może wskazywać na istnienie nowego konceptu teorii jednolitego pola. Jeśli jakiś fizyk znajdzie w tym choć ziarno prawdy, które skłoni go do ponownego przemyślenia siły grawitacji, to jestem pewien, że Ed będzie z tego powodu szczęśliwy.
Teoria
Siła, którą nazywamy grawitacją, jest wynikiem braku równowagi w ciśnieniu promieniowania elektromagnetycznego działającego na masę. Nierównowaga ta powstała na skutek stopniowania gęstości w niemal nie do wyobrażenia gęstym polu czystych, poruszających się przypadkowo energii elektromagnetycznych. Stopnie gęstości wywoływane są w miejscach lokalnej kompresji tego pola.
Założenia
1. Istnienie ekstremalnie gęstego Pola czystej, przypadkowo poruszającej się energii, którą można określić jako elektromagnetyczną z natury. Pole to wypełnia, penetruje i wykracza poza wszystkie "puste przestrzenie". Można je opisać jako niemal niezliczoną ilość "promieni" energii elektromagnetycznej wszystkich typów (światło widzialne, radio, promienie Rentgena, podczerwień itd.) rozchodzących się najzupełniej przypadkowo we wszystkich kierunkach przez każdy punkt w przestrzeni.
2. Owo Pole ekstremalnie gęstej energii, elektromagnetyczne z natury, jest spójne wewnętrznie.
Dostępne dowody pochodzące z eksperymentów
Obserwacja pojedynczego atomu o względnie niewielkiej wadze atomowej w wyjątkowo silnym powiększeniu pokazuje ich stały, przypadkowy "zygzakowaty" ruch. Współczesna nauka nie potrafi tego wyjaśnić. Przyjaciele Eda zasugerowali, że "atomowe zygzaki" są przykładem prawdziwości Teorii Browna, gęstego, przypadkowego Pola działającego na masę i że są one dowodem istnienia Pola. Co więcej, zasugerowali również, że analiza ilościowa owych atomowych zygzaków pozwoli zmierzyć samo Pole.
Teoria Browna
W roku 1827 Robert Brown, angielski botanik, odkrył, że oglądane pod mikroskopem ziarenka pyłku zawieszone na wodzie wykazują nieprzerwany, przypadkowy ruch. Nie było żadnego naukowego wyjaśnienia owych "ruchów pyłka" dopóki w roku 1905 Albert Einstein nie opracował teorii ruchu kinetycznego. Odkrycie Browna doprowadziło do udowodnienia istnienia atomów i ilościowego pomiaru ich wielkości.
Przyjaciele Eda zaczęli swe wyjaśnienia od zasugerowania wykorzystania teorii Browna jako metafory i modelu. W ten sposób miałem lepiej zrozumieć założenia Teorii. Zasugerowali również, że dalsze badania nad Teorią można prowadzić za pomocą tej samej metafory. Abyś mógł to lepiej zrozumieć, czytelniku, zachęcam cię, jak przyjaciele Eda zachęcili mnie, do tego, abyś wyobraził sobie obrazy, o których mówili.
Klasyczny eksperyment w teorii Browna
Po pierwsze, przypomnij sobie eksperyment przeprowadzany zazwyczaj na lekcji fizyki w trzeciej klasie liceum, który demonstruje teorię Browna. W mojej klasie eksperyment ten wyglądał następująco: niewielką, przezroczystą kostkę kładzie się pod mikroskopem; przez otwór wdmuchuje się do kostki niewielką ilość dymu; otwór zamyka się, izolując w ten sposób dym w stojącym powietrzu kostki. Ponieważ kostka jest przezroczysta, mikroskop można skupić na maleńkich cząsteczkach dymu znajdującego się wewnątrz. Okaże się, że bynajmniej nie są one całkiem nieruchome, jak się tego spodziewaliśmy, lecz poruszają się nieustannie nieskoordynowanymi ruchami. Ruchy te nazwano ruchami Browna, który był ich odkrywcą. Poruszają się one na skutek tego, że molekuły powietrza znajdujące się w nieustannym ruchu, odbijają się od cząsteczek dymu. Nasz obraz molekuł powietrza w kostce pokazuje ogromną ilość bardzo małych cząsteczek odbijających się od siebie wzajemnie, od ścianek kostki i cząsteczek dymu zupełnie nieskoordynowanymi ruchami. Zachowują się one jak "promienie" z teorii Eda, "rozchodzące się najzupełniej przypadkowo we wszystkich kierunkach przez każdy punkt w przestrzeni". Cząsteczki dymu reprezentują pojedyncze atomy materii z Teorii grawitacji Eda.
Masa pojedynczej cząsteczki dymu jest bardzo mała, dzięki czemu mamy możliwość zaobserwowania skutków nieskoordynowanych ruchów molekuł powietrza. Molekuła powietrza uderza w cząsteczkę dymu na takiej samej zasadzie, jak jedna kula bilardowa uderza w drugą. Molekuła powietrza przekazuje część swego pędu cząsteczce dymu. Siła użyta przez pojedynczą molekułę powietrza działa na cząsteczkę dymu jak ziarnko piasku na kamień; jest zbyt mała, żeby ją w ogóle dojrzeć. Lecz kiedy miliardy miliardów molekuł powietrza zamknięte są w niewielkiej przestrzeni, wtedy miliardy uderzeń zachodzą w bardzo krótkim czasie. Ponieważ ruch molekuł powietrza jest całkowicie przypadkowy, istnieje prawdopodobieństwo, że w każdej chwili w jedną stronę cząsteczki dymu uderzy więcej niż jedna molekuła powietrza. Cząsteczka dymu oddala się wtedy od źródła uderzenia z większą szybkością. Jakby sto miliardów kuł uderzyło w jedną stronę innej kuli, a tylko pięćdziesiąt uderzyło w drugą. Kula będzie się poruszała w kierunku, który nada jej uderzenie stu miliardów kuł. W następnej chwili inna strona cząsteczki dymu może otrzymać jeszcze większą ilość przypadkowych uderzeń, które skierują ją w inną stronę. Po jakimś czasie przypadkowe uderzenia zostaną rozmieszczone równomiernie wokół cząsteczki dymu, która w tej jednej chwili zatrzyma się. Owe przypadkowe, probabilistyczne uderzenia molekuł powietrza wyjaśniają ruch zygzakowaty, ruch Browna, cząsteczek dymu w pojemniku. Ruch Browna jest punktem wyjściowym do zrozumienia konceptu elektromagnetycznej teorii grawitacji Eda.
Eksperyment z użyciem wyobraźni
Jak dotąd, przy użyciu modelu Browna można wyjaśnić nieskoordynowane ruchy cząsteczek nazwane "dostępnymi dowodami pochodzącymi z eksperymentów", przytoczone powyżej. Pojedynczy atom materii z Teorii Pola będzie się poruszał w sposób nieskoordynowany, jak o tym mówi teoria Browna. Przy polu o dostatecznej gęstości jego przypuszczalna siła uderzenia wprawi w ruch pojedynczy atom o niskiej masie.
Aby zacząć wyjaśniać Teorię, posłużmy się wyobraźnią i poprowadźmy eksperyment Browna krok dalej. Aby wyjaśnić grawitację, wykorzystamy spójność Pola.
Zacznijmy od stworzenia nowego, podobnego do powietrza, gazowego środka o pewnej skali spójności. Nazwiemy go "nieotrzymywalny", jako że potrzebna nam jest nazwa czegoś, co bardzo trudno otrzymać. Nieotrzymywalny będzie taki sam jak powietrze, z jedną dodatkową cechą: będzie miał spójność wewnętrzną. Innymi słowy, można go rozciągać jak gumę. Ma "wskaźnik rozciągliwości", żeby tak to ująć.
A teraz wyobraźmy sobie nowy pojemnik Browna, przezroczyste, prostokątne pudełko o długości około trzydziestu, głębokości trzech i szerokości dwudziestu centymetrów. Wypełniamy owo pudełko naszym nieotrzymywalnym i wyobraźmy sobie, że jego cienka powłoka, mniej więcej pięć centymetrów szeroka i trzydzieści długa, przywarła do boków pojemnika niby guma. Wyobraźmy sobie dalej, że długopisem oznaczamy ową powłokę "rozciągliwego powietrza", regularnie rozmieszczonymi na całej długości, równoległymi liniami znajdującymi się w odległości pół centymetra od siebie. Linie te są czymś w rodzaju oznakowania początkowej gęstości naszego nowego gazu. Regularne rozmieszczenie tych linii wskazuje, że molekuły naszego nowego gazu są rozmieszczone jednolicie. Nasz nieotrzymywalny jest jednakowo gęsty na całej powierzchni pojemnika. Gdybyśmy umieścili cząsteczkę dymu w jakimkolwiek miejscu naszej cienkiej powłoki nieotrzymywalnego, jej ruchu nie będzie można odróżnić od klasycznych ruchów Browna w normalnym powietrzu. Będzie ona poruszała się zygzakami w sposób przypadkowy z tych samych powodów, które omówiliśmy wyżej.
Scena została przygotowana dla naszego eksperymentu z wykorzystaniem specjalnej, wyobrażeniowej właściwości spójności wewnętrznej naszego nieotrzymywalnego. Umieszczamy dwie klamry, jedną w pobliżu środka naszego nieotrzymywalnego, a drugą naprzeciw niej. Są one równoległe względem siebie, a znajdują się w odległości piętnastu centymetrów od siebie. Mechanizm znajdujący się pomiędzy nimi pozwala na ich zbliżenie do odległości dwóch centymetrów. Zbliżając je do siebie, obserwujemy jednocześnie linie wyrysowane na warstwach nieotrzymywalnego.
Właśnie wywołaliśmy miejscowe zacieśnienie naszego podobnego do powietrza gazu w pobliżu środka jego długości. Linie pomiędzy klamrami znajdują się teraz bliżej siebie, pokazując, że gęstość naszego nieotrzymywalnego jest większa pomiędzy klamrami. Przypatrzmy się teraz bliżej liniom znajdującym się poza klamrami. Zauważymy, że nie są już równomiernie ułożone. Zostały rozciągnięte, a największa powierzchnia ciągnienia znajduje się w miejscu leżącym najbliżej klamr, w środku warstwy gazu. Przy końcach warstwy rozciągnięcie asymptotycznie bliskie jest zeru. Początkowe równomierne ułożenie wskazywało na jednolitą gęstość gazu. Rosnąca odległość między tymi liniami wskazuje teraz na to, że początkowa gęstość naszego podobnego do powietrza gazu została zmieniona względem jego długości. Molekuły nie są już rozmieszczone w pojemniku równomiernie. Liczba molekuł między, liniami pozostała niezmieniona dzięki wewnętrznej spójności naszego gazu, lecz poza klamrami zajmują one teraz większą przestrzeń. Fizyk powiedziałby, że mają one mniejszą gęstość.
Przy końcach warstwy, najmniej rozciągniętych, gęstość naszego gazu bliska jest początkowej, nierozciągniętej wartości. W pobliżu środka warstwy, najbardziej rozciągniętego, gęstość jest mniejsza niż na początku. Zapoczątkowaliśmy stopniowanie gęstości wzdłuż dłuższego boku warstwy. W każdym jego miejscu gęstość warstwy zmniejsza się ku środkowi i zwiększa ku końcom. Każdy kawałek owej warstwy, prostopadły do kierunku rozciągnięcia, będzie miał tę wartość gęstości.
A teraz, wyobraźmy sobie, że zbudowaliśmy zamkniętą komorę wypełnioną nieotrzymywalnym, czyli powietrzem o pewnym stopniu gęstości i możemy zadać jedno ciekawe pytanie: "Co się stanie, jeśli wykorzystując model Browna, umieścimy jedną cząsteczkę dymu gdzieś w rozciągniętym rejonie nieotrzymywalnego?". No cóż, wiemy, że liczba przypadkowych kolizji molekuł gazu z cząsteczką dymu zostanie zmieniona ze względu na wartość gęstości, którą wcześniej wprowadziliśmy. Gęstość jest największa bliżej brzegów komory i najmniejsza bliżej jej środka. Tak więc, zawsze powinno być więcej uderzeń molekuł powietrza w ten bok cząsteczki dymu, który zwraca się ku stronie komory o większej gęstości, czyli ku jej brzegom, a mniej takich kolizji na bokach zwróconych ku miejscowej kompresji, czyli środkowi komory. A zatem, odpowiedź na pytanie brzmi: cząsteczka dymu umieszczona w komorze gdzieś w rozciągniętym rejonie warstwy będzie dążyła ku środkowi komory popychana nierówną ilością kolizji. W rzeczywistości, postronny obserwator nie widzący linii na naszym niewidzialnym, magicznym gazie mógłby powiedzieć, "Hmmm, wydaje mi się, że klamry rozciągają siłę podobną do grawitacji na zewnątrz ściągającą ku sobie cząsteczkę dymu!". Lecz my wiemy, co się naprawdę stało. Wprowadziliśmy pewną wartość gęstości do gazu otaczającego cząsteczkę dymu, dlatego zmieniona w ten sposób liczba przypadkowych kolizji molekularnych popycha ją ku klamrom. Klamry nie rozciągają przyciągającej siły na cząsteczkę dymu. Cząsteczka jest popychana ku klamrom przez nierówną ilość kolizji z cząsteczkami nieotrzymywalnego, wywołaną zmienioną wartością gęstości spowodowaną przez klamry lokalnie kompresujące gaz. Grawitacja jest pchnięciem, a nie pociągnięciem.
Wyobraźmy sobie teraz, że zastępujemy nieotrzymywalny wyjątkowo gęstym, spójnym Polem, najzupełniej przypadkowo działającej energii, wypełniającym cały fizyczny wszechświat. Zastąpmy pojedynczy atom materii cząsteczką dymu.
Poruszając się dalej stwierdzamy, że Pole zostało ściśnięte. Jeśli zostanie ono ściśnięte wystarczająco silnie, to ten obszar Pola stanie się Materią! Tym właśnie, według przyjaciół Eda, jest Materia. Jest to miejscowa kompresja wyjątkowo gęstego Pola energii, o którym mówimy. Materia i energia elektromagnetyczna są tym samym. Pamiętasz Einsteina i jego twierdzenie: energia elektromagnetyczna = masa pomnożona przez prędkość światła do kwadratu, E=mc2? To, co nazywamy energią elektromagnetyczną i masą, jest dwoma różnymi formami tej samej rzeczy. Wydają się one być dwoma różnymi rzeczami, lecz naprawdę są jedynie różnymi manifestacjami, czyli formami, tej samej rzeczy, Pola.
Więcej niż grawitacja
Mam nadzieję, że zdołałeś, czytelniku, rozumieć to, co powiedzieli mi przyjaciele Eda, którzy potem wyjaśnili mi ową teorię jeszcze bardziej szczegółowo. Mówili o formacji materii, o tym jak Pole zostaje ściśnięte, oraz o tym, co utrzymuje masę w całości na poziomie atomowym. Wyjaśnili mi dlaczego masa ograniczona jest do podróżowania z prędkością mniejszą od prędkości światła w ramach Pola, które opisali. Mówili również o nadprzewodnictwie, również w kategoriach Pola.
Aby kontynuować tu ich dyskurs, musiałbym mieć więcej miejsca niż mogę na to poświęcić w tej książce. Wystarczy powiedzieć, że wyjaśnili mi wszystko bardzo dokładnie, a mnie zadowalał fakt, że wszystko układało się w jeden spójny wzorzec. To, o czym tu napisałem, ma być przedsmakiem tego, jakie informacje można zdobyć w Życiu po Śmierci. Jestem pewien, że jeśli tylko uda się znaleźć Tam właściwą osobę, taką, z którą będzie można porozmawiać, to okaże się, że nie ma pytania, na które nie znajdziemy odpowiedzi. |