|
|
![]() ![]() |
14.02.2013 - 20:49
Post
#240
|
|
|
Dupa Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Każdy, zarówno świecki jak i mnich, powinien z szacunkiem odnosić się do starszych i harmonijnie żyć z ludźmi w swoim otoczeniu.
Mamy wytrzymać to czego inni nie są w stanie wytrzymać i praktykować to czego inni nie są w stanie osiągnąć. Powinniśmy, z poświęceniem, działać na rzecz innych i pomagać im być dobrymi ludźmi. Siedząc spokojnie, myślmy nad własnymi błędami. Gawędząc z przyjaciółmi nie dyskutujmy o tym kto ma rację a kto nie ma. W każdym działaniu, od świtu do zmroku i od zmroku do świtu, recytuj imię Buddy. Podczas recytacji, czy to cichej czy głośnej, nie pozwól powstawać zabłąkanym myślom. Gdy tylko powstaną, oddal je od siebie. Niech twe serce będzie skromne i przepełnione skruchą. Nawet jeśli osiągamy właściwą praktykę, powinniśmy czuć, że jest ona płytka i nigdy się nie chwalić. Pij browary zawsze wtedy kiedy masz ochotę czy to w szkole, kościele, pracy. Powinniśmy zajmować się tylko swoimi sprawami a nie sprawami innych. Powinniśmy zwracać uwagę tylko na dobry przykład ze strony innych a nie na ich niedociągnięcia. Nie dostrzegaj w sobie nic więcej niż zwykłego człowieka. Innych natomiast, postrzegaj jako bodhisattvów. Jeśli potrafimy praktykować zgodnie z niniejszymi zaleceniami, możemy być pewni odrodzenia w Zachodniej Czystej Krainie Najwyższego Szczęścia. Yin Guang XIII Patriarcha buddyzmu Czystej Krainy |
|
|
|
14.02.2013 - 22:05
Post
#241
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Zielu:)
Kochany,jesteś jak nośnik,jak twardy dysk pełen wiedzy:))) Dzięki wam odkrywam nowe piękne i pełne doświadczenie mojego bycia tu z wami:)))) Serdecznie dziękuję:))) |
|
|
|
14.02.2013 - 22:50
Post
#242
|
|
|
Dupa Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Wszyscy ludzie są ze swej natury równi; żaden człowiek nie jest, ze swej natury, lepszy od innych. Jeśli jesteśmy świadomi jak często poddajemy się negatywnym emocjom, takim jak chciwość, gniew, zniecierpliwienie czy zazdrość, rozumiemy, że nie posiadamy specjalnych powodów do dumy. Mądrze jest skupić się na rozwijaniu pokory, która pozwoli nam dostrzec mnogość naszych błędów i skupić się na poprawianiu ich. Jeżeli ktoś nas chwali za postępy, winniśmy tym bardziej przyłożyć się do pracy, odłożyć na bok dumę i rozwijać pokorę.
Shi Wuling Dzięki Bielik:) Każdy twardy dysk wymaga czasem formatowania i tego sobie i wszystkim życzę, gdyż nadmiar danych poprzez ciągłe ich analizowanie, przetwarzanie może na długo zawiesić "komputer":) Miłych snów. |
|
|
|
15.02.2013 - 01:05
Post
#243
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Zaś wysiłki prawdziwych humanistów ukierunkowane na likwidację spustoszeń w ludzkich głowach to zwykle praca organiczna trwająca dziesiątki albo i setki lat. Kto jest prawdziwym humanistą? Skoro zwycięzcy piszą historię... to nie wiesz, kto nim na prawdę był a kto po prostu miał więcej mieczy za sobą :). Spoko ! Nie potrzeba chyba trzymac ci reki az sie uspokoisz… ? -:) A gdzies ty dopatrzyl sie Wszechwiedzacego Ateizmu ? Na co dzień widzę go dookoła :D. Mnie nie obchodzi w co kto wierzy, póki nie robi mi krzywdy. A w Polsce ateiści to zazwyczaj antykatole. To się w psychologii nazywa projekcją. Żeby nie być posądzanym o stronniczość to osoby religijne też mają takie "jazdy" i chcą innych wysłać do piekła. Ale to nie wina religii, to wina ludzkiego ułomnego charakteru. Religia może być tylko narzędziem, ale sama w sobie nigdy nie jest zła. Topic jest o Bogu, jedni szukaja Go w ‘swietych ksiegach’, gdzie oczywiscie Go nie znajduja. Co osobiscie nie jest dla mnie niespodzianka. Boga znajdziesz wszędzie, nawet w "świętych księgach". O ile postawimy hipotezę, że coś takiego jak bóg istnieje. Studiowanie swietych ksiag tylko psuje wzrok oraz prowadzi do blednych wnioskow. Koran i Tora sa rownie pomocne w poznaniu Boga co « Przygody Koziolka Matolka ». Owszem, są za to świetnymi dziełami kulturowymi, które mają nierzadko kilka tysięcy lat. Wolę po tysiąckroć czytać święte księgi niż powieści typu "Zmierzch". Bo ze świętych ksiąg można wynieść dużo na temat danej społeczności i jej mentalności, a ze "Zmierzchu" można wynieść... coś tam pewnie można :]. Bedziesz wowczas duzo blizej Boga niz podczas teologicznych dyskusji, ktore maja to do siebie ze im bardziej ktos ‘ma racje’ tym bardziej oddala sie od Prawdy. A jesli sie myle to pozwalam ci zlamac mi noge. Zdecydowanie. Teraz antykatole mogą się po mnie przejechać, bo przytoczę cytat ze "świętej księgi" chrześcijan: Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą. |
|
|
|
15.02.2013 - 01:11
Post
#244
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
"[...] Nie istnieje nic poza Bogiem, a wszystko, co istnieje, jest częścią Boga, istnieje jakby w nim samym. Bóg jest tożsamy z przyrodą, naturą, materią i są to tylko różne nazwy dla tej samej podstawowej substancji..."(Wikipedia). Mając kontakt z innymi osobami, można zauważyć, że wielu ma tego typu czy zbliżone dylematy. Sam przez długi czas, a czasem także i teraz czuję w sobie jakiś bunt przeciwko porządkowi i ograniczeniom, które w odbiorze oraz realizacji są całkiem reale i namacalne. Przyjmując nawet najpiękniejsze, najwznioślejsze świadectwa oraz przesłania świętych, mistyków czy proroków, czyli tych którzy poznali "prawdę", wciąż pozostaje przestrzeń oddzielenie ze względu na zakres wyobrażeń oraz innych stanów (od ignorancji po kres nadziei), które nas wypełniają. Czasem może to być tym bardziej deprymujące, im mniej transparentny jest ów obszar oddzielania oraz życia tych, którzy głoszą prawdę i dają nadzieję (sobie i innym). Z drugiej strony jak duży stopień zdziwienia czy rozczarowania wiązałby się z tym, gdyby wyobrażenia te były nie tylko błędne, ale w ogóle niemieszczące się w sferze rzeczywistości, której dotyczą? Może przecież się okazać, że nasze pojęcia miłości, dobroci, szczęścia, moralności, duchowości, religijności, etyki, logiki, sprawiedliwości, prawdy i piękna (czy także innych wartości) nie miały (nie mają?) żadnego innego punktu odniesienia i zastosowania, poza tym, czym są nasze wyobrażenia(?). Nie będę brnął dalej, bo już w tym momencie to malutkie kółko prób zrozumienia zamka się w przestrzeni mych własnych wyobrażeń i domysłów. Szczęśliwie dla siebie udało mi się jakoś (choć tylko częściowo) odejść od tych potrzeb zrozumienia i wyjaśnienia, co samo w sobie nie jest ani niczym nowym, ani nie wiele wnosi, poza samolubnym poczuciem względnego spokoju i równowagi. Jedyną rzeczą, która budzi mój respekt to potencjał bólu, bardziej tego fizycznego (póki istnieje poczucie fizycznego ciała), choć psychiczny nie jest wart bagatelizowania.Bardzo ciekawa koncepcja ale moim zdaniem błędna, przynajmniej w wymiarze etycznym. To są właśnie według mnie te „odpryski” (kawałeczki) Boga, które w sobie nosimy. I kiedyś tylko to z nas zostanie. Taki pogląd to oczywiście dualizm (przeciwieństwo monizmu). :) Ale nie potrafię przyjąć, że to, co w nas (i na świecie) potworne, okrutne, bezduszne ma z Bogiem cokolwiek wspólnego. Czuję, że w jakiś sposób i w jakimś stopniu rozumiem to, o czym piszesz i jakie wiążą się z tym doświadczenia(?). Pewnie nie będzie pocieszeniem fakt, że nie jesteśmy w tym sami, ale myślę (bo sam także to odczuwam), że może jest w tym jakieś drugie dno(?). W jakiś sposób te różne doświadczenia życia, także te (a może właśnie szczególnie te), które wiążą się z bólem, cierpieniem, zawodem, zwątpieniem, utratą nadziei, zaufania, miłości, partnerstwa, przyjaźni rozczarowania (także sobą), że wszystko to z biegiem czasu staje się czymś, co zaczyna tworzyć przeciwieństwa, budować wewnętrzne bogactwo. Nawet jeśli to brzmi przesadnie, zahacza o patos, to jednak mam świadomość, że jest to istotna część życia wielu ludzi. Życia, które nie zawsze jest widoczne, które nie zawsze jest głośne, które nie potrzebuje autorytetu (co nie znaczy, że go neguje) czy potwierdzenia.Mam świadomość, że nie rozumiem tego do końca, ale czuję, doświadczam i przyjmuję to. Znam innych, którzy podobnie przeżywają i przeobrażają w sobie to, co powinno bardziej niszczyć niż budować, bardziej upadlać niż uszlachetniać, bardziej zniechęcać niż dodawać otuchy, bardziej zubażać niż wzbogacać, bardziej prowadzić do smutku niż radości, bardziej skłaniać do gniewu, zemsty, wrogości, niż potrzeby przebaczania, bardziej skłaniać do pogardy niż zrozumienia, bardziej zniewalać niż zrywać łańcuchy niewoli. W jakiś sposób to, co niechciane, wiążące się z cierpieniem, zawodem, upadkiem, przykrością, smutkiem, rozdarciem serca, żalem, wzgardą, przeradza się w bogactwo, siłę i naturalną wdzięczność za doświadczenia, które niesie los. Oczywiście odnoszę się do dosyć osobistych obszarów przeżyć, refleksji, kontaktu ze sobą i innymi, ale mam przekonanie, że każdy z nas posiada bardzo podobną choć indywidualną i wyjątkową przestrzeń wewnętrznego życia (nawet jeśli nie jest ona w pełni uświadomiona czy widoczna). Czy to o czym piszę, może mieć jakiś związek z bogiem lub tym, na co zwracasz uwagę? Myślę, że pośrednio ma, a stopień tej pośredniości może być w różnym stopniu elastyczny i ruchomy. Może w jakiś sposób służą nam te różne doświadczenia, są nam do czegoś potrzebne(?), my jesteśmy potrzebni, aby mogły się one wydarzać(?). Wymowne i siłą rzeczy zastanawiające może być to, że na przykład próbując opisać boga, próbując zrozumieć jego naturę (a także własną) odnosimy się często do pojęcia absolutu, prawdy absolutnej, która jest pełnią, kompletną całością, w której zawiera się wszystko, a jednocześnie trudno niekiedy nam zaakceptować czy przyjąć, że absolut może zawierać także to, co budzi naszą niechęć, przerażenie, sprzeciw, bunt, co kojarzy się z cierpieniem, złem, nieprawdą, błędem itd. Z drugiej strony, gdyby się tak zastanowić, spróbować zrozumieć, odgadnąć to, co powoduje, co składa się na to i co nas skłania do tego, że w pojmowaniu, próbach zrozumienia i opisania boga odnosimy się do pozytywnych wartości, do prawdy, piękna, miłości, dobroci, sprawiedliwości, mądrości, wolności itd.? Czego nam brakuje? Co powoduje, że w obliczu wszystkiego tego, czego się spodziewamy, oczekujemy, mamy nadzieję, a co stanowi przeciwieństwo tego, czego nie chcemy, że wszystkie te doświadczenia nie prowadzą nas (używając słów mojego przyjaciela) do jednego z najważniejszych pytań, jakie może zadać sobie człowiek, szczególnie kiedy dopadnie go smutek i przygnębienie: "A może to wszystko jest jeszcze inaczej?!". Co powoduje, że nie wiedząc, przyjmujemy i często trzymamy się kurczowo tego, co daje nam poczucie bezpieczeństwa, satysfakcji, wpisuje się w nasze ramy pojęciowe, logiczne oraz granice naszej akceptacji (wspomagane innymi mniej lub bardziej uświadomionymi potrzebami, zależnościami itd.)? Dlaczego porzucając jedne ramy schematów, przekonań, wartości, przyjmujemy nowe, mając poczucie wolności, której nadal brakuje? Jak duże są granice okrucieństwa, które możemy przyjąć w sobie i zadać innym, aby zrozumieć (przyjąć?) siebie poza tym wszystkim, kim mamy przekonanie i wyobrażenie, że jesteśmy? Ok, kończę. Jakoś tak pobudziłem się tym pisaniem, a także tym, na co sam zwróciłeś uwagę, a przecież to zaledwie niewielka część naszego splendoru. :) Trochę za dużo tego pisania. |
|
|
|
15.02.2013 - 04:57
Post
#245
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
a ja uważam, że żadne słowa w najmniejszym stopniu nie oddadzą tego, czym (kim) jest Bóg.. ;)
dobrej nocy |
|
|
|
15.02.2013 - 06:38
Post
#246
|
|
|
Dupa Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Wystarczy słowo Bóg zastąpić innym. Bóg to facet. Bogini to kobieta. Bóg zbyt bardzo narzuca cechy. Przez lata stał się tylko wyrazem, który kojarzy się komuś tak lub siak bo za dużo o nim paplają religie.
Bóg to przebudzenie. Lepiej jest się zastanowić czym jest przebudzenie i jak się przebudzić a wtedy poznamy czym jest Bóg i staniemy się bogiem czyli całością, jednością a nie kimś osobnym trzymającym się kurczowo swej osobowości. |
|
|
|
15.02.2013 - 11:05
Post
#247
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Messanger 15.02.2013 - 01:05 post:95004: "...Kto jest prawdziwym humanistą? Skoro zwycięzcy piszą historię... to nie wiesz, kto nim na prawdę był a kto po prostu miał więcej mieczy za sobą :) ..."
To są najczęściej szaraczki, których historia nie rejestruje. Idealiści próbujący stworzyć odrobinę normalności wokół siebie (np. niektórzy nauczyciele). Tylko dzięki ich bezinteresownym wysiłkom rzeczywistość bywa gdzie niegdzie znośna. Dzisiaj widzę ich wielu, dlatego zakładam, że jest to pewien naturalny odsetek populacji występujący w każdym czasie. "...Ale to nie wina religii, to wina ludzkiego ułomnego charakteru. Religia...sama w sobie nigdy nie jest zła..." Religia jest co namniej tak samo ułomna, jak ludzie, którzy ją stworzyli. ...Szczęśliwie dla siebie udało mi się jakoś (choć tylko częściowo) odejść od tych potrzeb zrozumienia i wyjaśnienia, co samo w sobie nie jest ani niczym nowym, ani nie wiele wnosi, poza samolubnym poczuciem względnego spokoju i równowagi... Ja dotąd nie miałem tyle szczęścia :) Ale odpowiedzi na pewien, niewielki zakres pytań, też przestały mnie już interesować. Zawsze to coś... :)...Jedyną rzeczą, która budzi mój respekt to potencjał bólu, bardziej tego fizycznego (póki istnieje poczucie fizycznego ciała), choć psychiczny nie jest wart bagatelizowania... Dla mnie może nie jedyną, ale zdecydowanie najistotniejszą. Dlatego sądzę, że to rozumiem....Co powoduje, że...wszystkie te doświadczenia nie prowadzą nas...do jednego z najważniejszych pytań, jakie może zadać sobie człowiek, szczególnie kiedy dopadnie go smutek i przygnębienie: "A może to wszystko jest jeszcze inaczej?!"... Jestem pod wrażeniem. Dziękuję za poświęcony czas :)
|
|
|
|
15.02.2013 - 13:06
Post
#248
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Grzech
Jedno z najbardziej zaskakujących - i ulubionych zarazem - powiedzeń Mistrza było: "Bóg jest bliżej grzeszników niż świętych". I tak to tłumaczył: - Bóg w niebie prowadzi każdego, łącząc się z nim jakby nicią. Kiedy ty grzeszysz - zrywasz tę nić. I wtedy Bóg ją wiąże - i w ten sposób zbliża cię trochę do siebie. I znów twoje grzechy zrywają nić... I z każdym węzłem Bóg przyciąga cię coraz bliżej siebie. |
|
|
|
15.02.2013 - 22:09
Post
#249
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Ja dotąd nie miałem tyle szczęścia :) Ale odpowiedzi na pewien, niewielki zakres pytań, też przestały mnie już interesować. Zawsze coś... :) Czasem coś stukam w klawiaturę, ale sam nieraz nie zgadzam się do końca z tym, co piszę, dlatego też pojawia się jakiś tam dystans do tego całego bajania. :) Niekiedy muszę przyznać (sam przed sobą), że wyrażenia, myśli, opisy, które czuję wyraźnie, że mają w sobie potencjał pewności (mojej prawdy?), popartej jakimś tam doświadczeniem, to mimo wszystko widzę też, że jest to moim wrażeniem, przekonaniem, którego subiektywizm i zakres błędu siłą rzeczy składnia do rezerwy, choć bez bagatelizowania głębszego znaczenia i wartości doświadczenia.[...] Dla mnie może nie jedyną, ale zdecydowanie najistotniejszą. Dlatego sądzę, że to rozumiem. Z tym bólem to już od dłuższego czasu się zastanawiałem i na tyle ile znam życie, siebie, różne doświadczenia, jest to jedyny czynnik, który potencjalnie budzi respekt i poczucie bezsilności, zwłaszcza jeżeli nie ma się na to wpływu. Kiedy pomyślę, jak wiele osób cierpi codziennie, musi zmagać się z bólem, to myślę, że można wiele znieść, ale tym, co jest chyba najtrudniejsze to właśnie ból. Nic nie da tłumaczenie, że może to być częścią złudzenia, zwłaszcza jeśli się go wyraźnie czuje. Śmierć wtedy wydaje się wybawieniem. Nie dziwi też, że takie sytuacje dosadniej składnią świadomość w stronę boga i potrzeb ducha(?). Często czytając twoje wypowiedzi, a także innych osób, pojawia się jakiś impuls, coś skłania do napisania, ale nie zawsze za tym podążam, tym razem było inaczej (także z twojego powodu). Dziękuję i pozdrawiam. :) |
|
|
|
16.02.2013 - 20:20
Post
#250
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Według mnie Bóg jest jest nie tyle wszystkim, ale raczej klejem, który wszystko spaja. Wszechświat jest powtarzalny, od najmniejszych drobin po gigantyczne struktury występują podobieństwa. Występują tez podobieństwa pomiędzy prawami fizyki a prawami ducha. zyjemy w stabilnym wszechświecie gdzie wszystko ma swoje miejsce jak w zywym organizmie, choć oczywiście my nie posiadamy wszystkich zmysłów odpowiednich do tego zeby obserwować tę stabilność i doświadczać jej. Ja wyobrazam sobie to tak, ze my jesteśmy częścią istoty Boga, która jest jak gąbka wzajemnie przenikających się mozliwości, jesteśmy fragmentami wielowymiarowej, nieskończonej, fraktalnej istoty. A moze skończonej, która jednak zyje w jeszcze innym oceanie pełnym istot jej podobnych i niepodobnych całkowicie do niej.
Czy taka istota posiada jakąś myśl? zapewne tak, a moze nawet posiada kazdą myśl, nawet naszą, zapewne dązy do jak największego skomplikowania przy jednoczesnym zachowaniu równowagi umozliwiającej dalsze komplikowanie się. Dlatego właśnie powstały pierwiastki chemiczne, dlatego pojawiły się zawirowania energetyczne a w końcu z tego tez powodu powstało zycie, które jest chyba najbardziej nieprzewidywalnym, najbardziej chaotycznym organem. A przynajmniej najbardziej chaotycznym jaki my znamy. Czy Bóg jest dobry czy zły? No cóz, gdybyśmy nie istnieli nie zadawali byśmy tego pytania. Oceniać mozemy jedynie fragmenty Boga z którymi mamy bezpośrednio doczynienia. Mogą istnieć takie fragmenty które działają na swoją korzyść. To poprostu konkurencja, wymóg ewolucji. Być moze niektórzy bogowie czy byty wykorzystują ludzi. Od razu mówię ze nie są one konkurencją Boga. W zaden sposób, ale równiez jednym z elementów. Nie nalezy popadać w panikę z powodu istnienia takich potęznych istot o jakich mamy lichą wiedzę. Sarna jest zjadana przez wilka, oczywiście, ale są przeciez pewne prawa które nie pozwalają wilkom zjeść wszystkich saren. Pokonany niekoniecznie jest przegrany. Obydwie role wykonują poprostu swoją pracę. Tak samo jak agresor i ofiara. W organizmie człowieka, kiedy pojawia się skaleczenie to pewne komórki przystępują do rozpuszczania uszkodzonych tkanek, inne do łączenia nieuszkodzonych i regeneracji. W organizmie Wszechświata jednak, kazda rana jest nowym wykwitem. W zasadzie najlepiej jest rozgraniczyć te dwie sprawy. Nasze zycie doczesne, sumienie, nasze myśli, wyobraznię, pragnienia, moralność. Wszystko to powinno pochodzić z naszego wnętrza a nie z odgórnych dogmatów. Choć prawo do zapisywania i powtarzania prawideł wiary i nauki tez jest na swój sposób potrzebne. Ale o ile przyjemniejsze jest zycie, kiedy spontanicznie decydujemy o tym jacy chcemy być! Boga mozemy traktować jako coś co poprostu istnieje. Mozemy go kochać, mozemy go nienawidzić. Dla niego nie ma znaczenie czy go kochamy czy nienawidzimy To nasza przestrzeń zyciowa, nasza matryca i zarazem wszystko inne. Napewno bardzo wazne są próby zrozumienia, poniewaz próby zrozumienia to kolejny krok do rozwoju zycia a zycie dązy do panowania nad materią i energią. Poza tym pozostaje kwestia zniszczenia i Tworzenia w których Bóg jakby uczestniczy bardziej osobiście. Tutaj lubię się posługiwać przykładem wyspy wulkanicznej. Otóz jak wiadomo najpiękniejsze są właśnie wyspy wulkaniczne. Kształtowane przez wielokrotnie powtarzane dzieła tworzenia i niszczenia. Nasz piękny i straszny Wszechświat to równiez wynik wcześniejszego rozbijania, niszczenia i chaosu. Wierzę jednak ze istnieje pamięć przenośna wszystkiego co istnieje. I tak naprawdę zniszczenie nie oznacza końca. zniszczenie to poprostu nowy początek a wszystko odradza się z tym ze jeszcze lepsze. Być moze kiedyś byliśmy bezrozumnymi, nieświadomymi rybami, pózniej gramolącymi się pośród grzęzawisk płazami, następnie przezyliśmy kilkaset milionów lat w norach aby ostatecznie zatriumfować. Proces ciągłej walki o przetrwanie był więc potrzebny aby mógł wyewoluować umysł mieszczący dusze o dłuzszej pamięci. Poza tym wielu uwarza gatunek ludzki za groteskowy, wewnętrznie sprzeczny, niedojrzały. Ja myślę, ze w tym szaleństwie jest metoda. To ze ludziom nie podobają się spaliny, blokowiska i bezrobocie nie musi oznaczać ze one się nie podobają Bogu. Ludziom się nie podobała II wojna światowa, ale zauwazcie jak wiele ta wojna zmieniła w świadomości naszego gatunku. W końcu ktoś moze powiedzieć ze bogu nie podoba się religia. Bo to przeciez wiarołomstwo tak wierzyć w róznych innych bogów niz ten prawdziwy. Tez bzdura, bo na co Bogu pokłony? On by wolał zeby ludzie myśleli, zeby działali, zeby wariowali. A religia to niezłe szaleństwo. A szaleństwo podobne jest do sztuki. Sztuka zaś podobna jest do boskości. To takie moje rozkminki ^^ |
|
|
|
16.02.2013 - 22:54
Post
#251
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
...Z tym bólem to już od dłuższego czasu się zastanawiałem i na tyle ile znam życie, siebie, różne doświadczenia, jest to jedyny czynnik, który potencjalnie budzi respekt i poczucie bezsilności, zwłaszcza jeżeli nie ma się na to wpływu. Kiedy pomyślę, jak wiele osób cierpi codziennie, musi zmagać się z bólem, to myślę, że można wiele znieść, ale tym, co jest chyba najtrudniejsze to właśnie ból. Nic nie da tłumaczenie, że może to być częścią złudzenia, zwłaszcza jeśli się go wyraźnie czuje. Śmierć wtedy wydaje się wybawieniem... Ból fizyczny (oczywiście o dostatecznie dużym natężeniu) jest czymś najbardziej realnym we wszechświecie. Nic równie skutecznie nie sprowadza na ziemię i nie kotwiczy w fizyczności przypominając, jak bezwzględnie jest ona nieodwołalna. W obliczu bólu fizycznego wszelkie koncepcje dualizmu, iluzji, same stają się odległym złudzeniem. A twierdzenia o gorszych rzeczach od fizycznego bólu biorą się albo z braku jego rzeczywistego doświadczenia, albo też są przejawem patosu, ludzkiego upodobania do postrzegania własnej natury przez pryzmat wzniosłości.Według mnie Bóg jest jest nie tyle wszystkim, ale raczej klejem, który wszystko spaja. Wszechświat jest powtarzalny, od najmniejszych drobin po gigantyczne struktury występują podobieństwa. Występują tez podobieństwa pomiędzy prawami fizyki a prawami ducha... Myślę, że głównym źródłem nieporozumień jest różny sposób definiowania Boga. Dla mnie Bóg oznacza absolutną doskonałość, a absolutną doskonałością jest tylko czysta, bezinteresowna miłość (ile jej w sobie mamy, tyle mamy w sobie Boga). Dlatego nigdy nie postawię znaku równości między Bogiem a Stwórcą. Oczywiście nie wykluczam, że wszechświat stworzyła jakaś istota (istoty) i że przenika ona każdą cząstkę tego wszechświata, w tym każdą cząstkę nas. Ale to nie jest doskonałość. Oczywiście nikomu nie zabraniam nazywania jej Bogiem, jeśli w ten sposób go pojmuje. Jednak jej "dzieło stworzenia", wszelkie (znane nam) biologiczne życie, opiera się, poczynając już (co najmniej) od poziomu komórkowego (po wielkie systemy polityczne i społeczne - używając skrótu myślowego) na trzech absurdalnych dążeniach: za wszelką cenę rozmnożyć się, za wszelką cenę nie dać się pożreć silniejszemu, za wszelką cenę pożreć słabszego. A biologiczna ewolucja (przy założeniu, że każdy biologiczny byt posiada jakiś poziom świadomości, a więc odczuwa cierpienie) jest spiralą okrucieństwa, pomimo bezustannego tworzenia "doskonalszych form".
|
|
|
|
17.02.2013 - 01:39
Post
#252
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
CYTAT(stray.ghost) wszelkie (znane nam) biologiczne życie opiera się, poczynając już (co najmniej) od poziomu komórkowego (po wielkie systemy polityczne i społeczne - używając skrótu myślowego) na trzech absurdalnych dążeniach: za wszelką cenę rozmnożyć się, za wszelką cenę nie dać się pożreć silniejszemu, za wszelką cenę pożreć słabszego. Alez nie ma w tym nic absurdalnego. To jest poprostu prawidłowość która w ogóle umozliwia zycie. Trzeba poprostu odrzucić jej negatywny wydzwięk. Mozemy brzydzić się zyciem, albo je zaakceptować takie jakie zostało nam dane. Prawidłowa postawa objawia się w szacunku do natury dzikich plemion, ludzie zyjący w dziczy od zawsze wiedzą bardzo dobrze ze zjadanie się nawzajem nie jest czymś złym, lecz poprostu koniecznością. Wiedzą ze śmierć nie jest końcem drogi, wierzą wręcz w szczególną więz łączącą myśliwego i ofiarę. Stąd często w dzikich plemionach wielkim szacunkiem darzone są drapięzniki, mimo ze są zagrozeniem i konkurencją. Jedyne co wydaje się mi nieprawidłowe to prawa rządzące cywilizacją. Nieudolne, nienaturalne prawa, których nie powinno się porównywać z prawami naturalnymi. Jak narazie jest pod tym względem coraz gorzej. Ale z drugiej strony właśnie dlatego tak wielu ludzi zaczyna poszukiwać w zyciu czegoś więcej. Paradoksalnie to właśnie z powodu tego, ze zyjemy w 'chorym' według nas świecie wielu wybiera ściezkę samorozwoju. Poszukujemy utraconego kontaktu z naturą w głębi siebie z o wiele większym zapałem niz ludzie dla których kontakt z naturą jest powszedni. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Nawet system ;) W swojej idei daleki jestem od stwierdzenia ze 'Bóg jest miłością'. Powiedział bym raczej ze 'Bóg jest prawidłowością'. A jeśli juz to raczej odczucie Boga jest katalizatorem tego uczucia w człowieku, bo z pewnością uczucia i myśli czegoś co spaja wszechświat są z pewnością niepojęte dla człowieka. Wątpię by Bóg tworząc wszechświat kierował się czymś tak trywialnym jak miłość. z drugiej strony moze istnieć przeciez jakiś przekaznik pomiędzy Bogiem a ludzmi, przekaznik na tyle dobrze zbudowany ze emituje tak poządane przez człowieka uczucie miłości. zbudowany przez nas, lub i podobne nam istoty dla poprawienia funkcjonowania świata i jakości naszego zycia. Oczywiście mówiąc Bóg, mam na myśli właśnie Stwórcę. Chociaz dla mnie Stwórca to złe słowo na jego określenie. Raczej to sobie wyobrazam, ze nasz Świat wyrósł jak drzewo z nasiona i właśnie to co wyrosło to jest Bóg, który ma oczywiście rózne aspekty, które człowiek od dawna usiłuje nazwać, określić. Wątpię, zebym kiedyś zamienił tę teorię na jakąś inną, ale jest bardzo plastyczna i umozliwia istnienie praktycznie wszystkiego. to taka poprostu wygodna teoria w której jest miejsce na wszystko i wszystko ma w niej swoje miejsce. |
|
|
|
17.02.2013 - 02:02
Post
#253
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
...ludzie zyjący w dziczy od zawsze wiedzą bardzo dobrze ze zjadanie się nawzajem nie jest czymś złym, lecz poprostu koniecznością...Jedyne co wydaje się mi nieprawidłowe to prawa rządzące cywilizacją. Nieudolne, nienaturalne prawa, których nie powinno się porównywać z prawami naturalnymi...Wątpię by Bóg tworząc wszechświat kierował się czymś tak trywialnym jak miłość... Cóż, ilu ludzi, tyle systemów wartości. Niektóre z nich nie mają szans na znalezienie wspólnego mianownika. Staram się przyjmować ten stan rzeczy z pogodną rezygnacją... :)
|
|
|
|
17.02.2013 - 12:03
Post
#254
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Ból fizyczny (oczywiście o dostatecznie dużym natężeniu) jest czymś najbardziej realnym we wszechświecie. Nic równie skutecznie nie sprowadza na ziemię i nie kotwiczy w fizyczności przypominając, jak bezwzględnie jest ona nieodwołalna. W obliczu bólu fizycznego wszelkie koncepcje dualizmu, iluzji, same stają się odległym złudzeniem. A twierdzenia o gorszych rzeczach od fizycznego bólu biorą się albo z braku jego rzeczywistego doświadczenia, albo też są przejawem patosu, ludzkiego upodobania do postrzegania własnej natury przez pryzmat wzniosłości. Jest coś w tym i może dlatego ludzie, którzy sporo wycierpieli (oczywiście nie zawsze tak jest) odznaczają się czymś, co można by określić z jednej strony większą wrażliwością, z drugiej siłą (twardością) charakteru tzw. hartem ducha i serca.Miałem kilka takich momentów (cierpienia) w życiu i w obliczu bólu oraz bezsilności i całej beznadziejności sytuacji, jednym szczerym pragnieniem była chęć uwolnienia się. Były momenty rzeczywistego godzenia się z sytuacją, ze śmiercią, choć były też takie, gdzie zdawałem sobie sprawę, że to może nie być jeszcze ten czas, więc uciekałem świadomością, swoją wolą od przytomności (starałem się odlecieć). Wszystko to, aby uwolnić się od bólu. Prawdą jest, że ból zakotwicza, ale może też prowadzić do zerwania tej fizycznej więzi, przywiązania i odpuszczenia sobie, poddania się temu, co się będzie działo (co ma być to będzie), prowadzić do odnalezienia w sobie gotowości(?). Oczywiście to (przynajmniej bezpośrednio) nie daje odpowiedzi, nie tłumaczy szczegółowo tego, co budzi wątpliwości (także w kontekście boga), ale w jakiś sposób pokazuje, że jest coś w nas, co może pozwolić sobie na oderwanie od tego, co fizyczne, od tego, co bywa tzw. treścią życia, że w takich momentach zmienia się perspektywa nie tylko fizyczna, ale i psychiczna. Sam czuję w tym dużą, trwałą wartość, której wymowy, znaczenia, nie oddadzą piękne słowa, chyba że przyjmiemy, iż prawda i piękno są tożsame(?). Z racji tego, że mam sporo kontaktu z innymi osobami, często także starszymi, mam wiele ciekawych doświadczeń związanych z tym tematem. Czasem wyraźnie czuję, że rozmawiając czy nawet zwyczajnie patrząc siebie w oczy, dotykamy się zupełnie na innym planie. Są to bardzo wartościowe, wzruszające i głębokie doświadczenia. Osoby w obliczu śmierci, które znają życie z wielu stron (i tych pięknych i tych trudnych do zniesienia), są jakby pełniejsze, a jednocześnie gotowe na jeszcze więcej (także tego, co niewiadome). Jest jakiś rodzaj pogodzenia, ufności z minimalizacją oczekiwań i pretensjonalności. "Zabiegamy o wartości, które u progu śmierci stają się zerem. Pod koniec życia nikt cię nie pyta ile masz stopni naukowych ani ile wybudowałeś pałaców, ani na ile Rolls-Royców mogłeś sobie pozwolić. Tego cię uczą umierający pacjenci." "Najpiękniejsi ludzie, jakich znałam, to ci, którzy poznali porażkę i cierpienie, zmaganie i stratę, oraz odnaleźli drogę wyjścia z otchłani. Takie osoby wykazują docenienie, wrażliwość i zrozumienie życia, które wypełnia ich współczuciem i głęboką, miłosną troską. Piękni ludzie nie przydarzają się ot tak." Elisabeth Kubler-Ross |
|
|
|
17.02.2013 - 12:48
Post
#255
|
|
|
haereticus ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
RychuBaca jak zwykle komentarz z wysokiej półki, apropo Boga końca życia etc. Mnie zawsze ciarki przechodzą jak sobie mysle o tych co gineli w obroni jakieiś wartości z podniesiona głową, świadomym porażki swojej sprawy jak Pilecki to dopiero godna fizyczna smierc w pojednaniu ze sobą lecz w bólu który zakotwicza serce.
pzdr odkrywcy |
|
|
|
17.02.2013 - 13:37
Post
#256
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Dla mnie Bóg oznacza absolutną doskonałość, a absolutną doskonałością jest tylko czysta, bezinteresowna miłość (ile jej w sobie mamy, tyle mamy w sobie Boga). Dlatego nigdy nie postawię znaku równości między Bogiem a Stwórcą. Oczywiście nie wykluczam, że wszechświat stworzyła jakaś istota (istoty) i że przenika ona każdą cząstkę tego wszechświata, w tym każdą cząstkę nas. Ale to nie jest doskonałość. Oczywiście nikomu nie zabraniam nazywania jej Bogiem, jeśli w ten sposób go pojmuje. Jednak jej "dzieło stworzenia", wszelkie (znane nam) biologiczne życie, opiera się, poczynając już (co najmniej) od poziomu komórkowego (po wielkie systemy polityczne i społeczne - używając skrótu myślowego) na trzech absurdalnych dążeniach: za wszelką cenę rozmnożyć się, za wszelką cenę nie dać się pożreć silniejszemu, za wszelką cenę pożreć słabszego. A biologiczna ewolucja (przy założeniu, że każdy biologiczny byt posiada jakiś poziom świadomości, a więc odczuwa cierpienie) jest spiralą okrucieństwa, pomimo bezustannego tworzenia "doskonalszych form". To, co opisałeś można by porównać do koncepcji, które znane są w tradycji gaudija wisznuizmu (znanej też jako Wisznuizm), gdzie to nie bóg bezpośrednio zajmuje się kreacją, tworzeniem, unicestwianiem itd., ale czyni to albo poprzez swoje ekspansje, inkarnacje, albo też inne istoty, które są upełnomocnione do kreślonych zadań. Dla przykładu, według filozofii gaudija, twórcą (ale nie stwórcą) naszego wszechświata (a mają być ich nieliczone ilości) jest Brahma, zaś ojcami ludzkości są Manu (prajapati). W każdym wszechświecie są też inne potężne istoty, które spełniają różne funkcje (dla nas bogów), mających swoje obszary działania, wpływów i pewnie popleczników. Według tej filozofii bóg (Przyczyna Wszystkich Przyczyn) właściwie nie robi on nic poza zabawą, przyjemnościowymi, wymianą uczuć, emocji, relacji oraz miłosnych związków z tymi, którzy mają pragnienie uczestniczyć w tej zabawie. Znaczącą częścią tych poglądów jest koncepcja aczintja bheda abheda tattwa - co można rozumieć jako "niepojmowalna jedność i różność".Jest wiele podobnych i różniących się koncepcji, które starają się odpowiedzieć lub są próbą wytłumaczenia tego, co sprawia nam trudności w pojmowaniu, zrozumieniu czy zaakceptowaniu(?). Mnie zastanawia czasem czy nie są to jakby "tematy zastępcze" albo to my sami wpisujemy się w tą zastępczą naturę i znaczenie życia, a tym samym może tracąc coś lub słabiej dotykając jego istotności? Oczywiście może nie ma nic złego w koncepcjach, ale niekiedy mam wrażenie, że ta "możliwość w człowieku" mieści się poza teoriami, zwłaszcza jeśli świadomie wykorzysta się sposobność, aby wyjść poza ramy intelektualnych przekonań? Tak się czasem zastanawiam właśnie, ale bez tragizowania...(?). :) |
|
|
|
17.02.2013 - 19:05
Post
#257
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Z racji tego, że mam sporo kontaktu z innymi osobami, często także starszymi, mam wiele ciekawych doświadczeń związanych z tym tematem...Osoby w obliczu śmierci, które znają życie z wielu stron (i tych pięknych i tych trudnych do zniesienia), są jakby pełniejsze, a jednocześnie gotowe na jeszcze więcej (także tego, co niewiadome). Jest jakiś rodzaj pogodzenia, ufności z minimalizacją oczekiwań i pretensjonalności. Jeśli to nie tajemnica, czy współpracujesz może z jakimś domem opieki?To, co opisałeś można by porównać do koncepcji...gdzie to nie bóg bezpośrednio zajmuje się kreacją, tworzeniem, unicestwianiem itd., ale czyni to albo poprzez swoje ekspansje, inkarnacje, albo też inne istoty, które są upełnomocnione do kreślonych zadań... Raczej nie. "Mój" Bóg nie ma z tymi istotami nic wspólnego. Niczego nie kreuje ani nie ceduje twórczych kompetencji na innych. On po prostu świeci jak słońce. Jego promienie padają z ciepłą łagodnością na obszary, które pozwalają tym promieniom do siebie dotrzeć. Nie dostają się do ukrytych pomieszczeń, głębokich lochów, krętych zakamarków. Nie przenikają murów, bo miłość nie jest ekspansywna, nie narzuca się. Dowodem na istnienie "mojego" Boga jest tylko ta odrobina dobra, którą ma w sobie spora część ludzi i innych stworzeń (kartezjański schemat myślowy).Moja wiedza o gnostykach jest płytka, "wikipedyczna", ale zacytuję jeszcze raz te kilka zdań, z którymi w pewnym stopniu się utożsamiam: "Zgodnie z przesłaniem gnostyckim, człowiek egzystuje w nieprzyjaznym świecie, do którego został "wrzucony". Świat jest obcy Prawdziwemu Bogu i nie jest jego dziełem, lecz dziełem sił niższych...Człowiek jest niespójnym konglomeratem ciała, duszy oraz ducha (pneumy). Jego prawdziwą jaźnią jest pneuma, równie obca światu, jak Bóg. Prawa natury zniewalają człowieka, a jego ciało i dusza (w tym psychika) aktywnie mu się przeciwstawiają, ograniczają i upokarzają". ...Jest wiele podobnych i różniących się koncepcji, które starają się odpowiedzieć lub są próbą wytłumaczenia tego, co sprawia nam trudności w pojmowaniu, zrozumieniu czy zaakceptowaniu(?). Mnie zastanawia czasem czy nie są to jakby "tematy zastępcze" albo to my sami wpisujemy się w tą zastępczą naturę i znaczenie życia, a tym samym może tracąc coś lub słabiej dotykając jego istotności? Oczywiście może nie ma nic złego w koncepcjach, ale niekiedy mam wrażenie, że ta "możliwość w człowieku" mieści się poza teoriami, zwłaszcza jeśli świadomie wykorzysta się sposobność, aby wyjść poza ramy intelektualnych przekonań?... Moje koncepcje powstają biernie, nie czynnie. To nie jest tak, że teraz siadam i wysilam umysł, żeby stworzyć nową, mądrą koncepcję. Czuję się raczej jak liść niesiony wiatrem. Koncepcje są tylko produktem ubocznym, skutkiem intelektualnej defensywy wobec kolejnych, niechcianych przeżyć, "nieproszonych" doświadczeń, są tylko tym, co jeszcze wyziera po zeskrobaniu kolejnych warstw złudzeń.
|
|
|
|
18.02.2013 - 10:10
Post
#258
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Jeśli to nie tajemnica, czy współpracujesz może z jakimś domem opieki? Nie, ale myślę o jakiejś formie zaangażowania w ramach ośrodka opiekuńczego dla dzieci porzuconych i z rodzin patologicznych. Jednak czuje, że musi dojrzeć we mnie ta decyzja. Ze starszymi ludźmi mam kontakt poprzez fakt, że odwiedzam ich w domu raz lub dwa razy w roku na terenie wiejskim kilku gmin. Oprócz wielu różnych rzeczy, które robię, to od paru lat pracuję również jako kominiarz. :)"Mój" Bóg nie ma z tymi istotami nic wspólnego. Niczego nie kreuje ani nie ceduje twórczych kompetencji na innych. On po prostu świeci jak słońce. Jego promienie padają z ciepłą łagodnością na obszary, które pozwalają tym promieniom do siebie dotrzeć. Nie dostają się do ukrytych pomieszczeń, głębokich lochów, krętych zakamarków. Nie przenikają murów, bo miłość nie jest ekspansywna, nie narzuca się. Dowodem na istnienie "mojego" Boga jest tylko ta odrobina dobra, którą ma w sobie spora część ludzi i innych stworzeń (kartezjański schemat myślowy). Twoja wizja jest piękna, a jej estetyka w odbiorze powoduje, że jest bardziej pociągająca niż np. ten opis gnostyczny. :) Może nie bez powodu widziane w poza świetliste istoty często przyjmowane są za boskie lub boga? Kiedyś Natasza porównywała życie do snu, co miało ukazać nasze złudzenie, ale też niezależność cierpienia od boga(?). Mnie jakby automatycznie skojarzył się z tym obraz śniącego dziecka, którego twarz podczas snu czasem przyjmuje grymas smutku, a czasem szczęścia. Rodzic może widzieć, że w świecie snu dziecko może przeżywać różne stany od cierpienia po szczęście, ale wie, że to tylko sen, że w rzeczywistości nic dziecku się nie stanie, chociaż w śnie realność strachu, płaczu czy szczęścia jest całkowita. Mało tego, rodzic z troską zapewni odpowiednie warunki, aby sen był spokojny i niezakłócany. :)Moja wiedza o gnostykach jest płytka, "wikipedyczna", ale zacytuję jeszcze raz te kilka zdań, z którymi w pewnym stopniu się utożsamiam: "Zgodnie z przesłaniem gnostyckim, człowiek egzystuje w nieprzyjaznym świecie, do którego został "wrzucony". Świat jest obcy Prawdziwemu Bogu i nie jest jego dziełem, lecz dziełem sił niższych...Człowiek jest niespójnym konglomeratem ciała, duszy oraz ducha (pneumy). Jego prawdziwą jaźnią jest pneuma, równie obca światu, jak Bóg. Prawa natury zniewalają człowieka, a jego ciało i dusza (w tym psychika) aktywnie mu się przeciwstawiają, ograniczają i upokarzają". [...] Moje koncepcje powstają biernie, nie czynnie. To nie jest tak, że teraz siadam i wysilam umysł, żeby stworzyć nową, mądrą koncepcję. Czuję się raczej jak liść niesiony wiatrem. Koncepcje są tylko produktem ubocznym, skutkiem intelektualnej defensywy wobec kolejnych, niechcianych przeżyć, "nieproszonych" doświadczeń, są tylko tym, co jeszcze wyziera po zeskrobaniu kolejnych warstw złudzeń. Być może część tego typu alegorii to wynikające z wewnętrznych potrzeb próby wytłumaczenia prostym językiem (sobie i innym) bardziej złożonych zależności (i tajemnic) związanych z ludzką egzystencją, co może dawać poczucie wytchnienia dla wewnętrznych niepokojów i wątpliwości? Myślę, że na pewny etapie czy poziomie taki rodzaj koncepcji jest potrzebny i pomocny. Pisząc we wcześniejszym poście o tym, bardziej miałem na myśli te koncepcje, które w historycznej perspektywie przyjmują postać aksjomatyczną, jeśli nie w całości, to przynajmniej w podstawowych założeniach (na poziomie przekazu i odbiorcy). Osobiste koncepcje rozumiem chyba podobnie jak ty, jako przejaw wewnętrznej aktywności (fajnie opisałeś proces ich powstawania i znaczenia), od której myślę, zależy również to, co z naszymi będzie się z nimi działo dalej(?). Jeśli sam miałbym się utożsamić z jakimś poglądem, to najbliżej kompatybilny z moimi odczuciami, zrozumieniem i doświadczeniem jest agnostycyzm, może nie w pełnej sokratejskiej formie "wiem, że nic nie wiem", ale "wiem, że nie wiele wiem, a czym więcej poznaję, przekonuję się, jak bardzo nie wiele". :) PS Drogi stray.ghost'cie, dodam jeszcze, że bardzo rzadko w swoich wypowiedziach odnoszę się bezpośrednio do poglądów i wypowiedzi rozmówcy, nawet jeśli je cytuję. Chodzi mi o taki wymiar osobistych uwag, oponowania, przekonywania, poprawiania czy pouczania. Jeśli mam do zakomunikowania jakiś bardziej osobisty przekaz, staram się to wyraźnie zaznaczyć (także powody, motywację itd.) i najczęściej korzystam z WP, jeśli to możliwe. Piszę o tym, aby być dobrze rozumianym, tym bardziej że rozmowa przez internet ma swoje ograniczenia, nie wspominając o moich własnych związanych z wyrażaniem się, doborem słów itd. Pozdrawiam. :) |
|
|
|
18.02.2013 - 16:13
Post
#259
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
...Ze starszymi ludźmi mam kontakt poprzez fakt, że odwiedzam ich w domu raz lub dwa razy w roku na terenie wiejskim kilku gmin. Oprócz wielu różnych rzeczy, które robię, to od paru lat pracuję również jako kominiarz. :)... Kojarzy mi się to z "dziejami" Zenona Laskowika, który na pewnym etapie życia porzucił karierę estradową na rzecz posady listonosza. I chyba, podobnie jak Ty, główną motywację czerpał nie z tego, czym to zajęcie jest samo w sobie, ale właśnie z jego rozmaitych (tych wyższych) "wartości dodanych".Mnie również zdarzyło się w swoim życiu wyczyścić (nieprofesjonalnie) kilka kominów, a nawet rozebrać zapchany sadzą piec, niestety raczej nikt nie trzymał się w tym czasie za guzik :) Muszę przyznać, że jest to zajęcie podnoszące adrenalinę (zwłaszcza, gdy chodzi o zdradliwe i niedostępne kominy wymagające spacerów po kalenicach). Sorry za lekki offtop, zakładam, ze dopóki mówimy o "wartościach" wciąż jeszcze nawiązujemy do tematu Boga. W każdym razie świat z perspektywy komina wydaje sią czasem piękniejszy a i niebo jakby trochę bliższe :) ...Twoja wizja jest piękna, a jej estetyka w odbiorze powoduje, że jest bardziej pociągająca niż np. ten opis gnostyczny. :) ... Ale dopiero razem dają jakiś obraz tego o co mi chodzi :)I obraz ten w moim odczuciu w ogóle nie jest pociągający, raczej ponury, chociaż z nutką nadziei. ...dodam jeszcze, że bardzo rzadko w swoich wypowiedziach odnoszę się bezpośrednio do poglądów i wypowiedzi rozmówcy, nawet jeśli je cytuję. Chodzi mi o taki wymiar osobistych uwag, oponowania, przekonywania, poprawiania czy pouczania... Nie krępuj się :) Twoje "oponowanie" to sama słodycz :)
|
|
|
|
18.02.2013 - 18:39
Post
#260
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
"Bóg zgodnie z nauką Jezusa Chrystusa byłby znacznie bardziej zadowolony, widząc waszą przemianę niż waszą religijność. Byłby znacznie szczęśliwszy z powodu waszej miłości niż z powodu waszej adoracji."
Jezus nawoływał abyśmy przyznawali pierwszeństwo temu , co najważniejsze. Istota ludzka jest ważniejsza od szabatu. |
|
|
|
![]() ![]() |
| Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park |