Rozdział 24
W oku cyklonu
Helaina znów zmieniła temat.
- Umiem powiedzieć jacy ludzie są naprawdę po prostu patrząc na nich - powiedziała spokojnie. - To dla mnie coś nowego, jakby jakaś nowa umiejętność.
- Wyjaśnij mi to dokładniej, jeśli możesz - poprosiłem.
- Oczywiście. Po prostu wiem. Wypróbowałam to rozmawiając z różnymi ludźmi i moje przeczucie nigdy mnie nie myliło. Wiem czy mogę komuś zaufać, czy nie. Od pierwszego spojrzenia wiem, że od niektórych powinnam trzymać się z daleka, bo nie można im ufać. I wiem, że innym z kolei mogę zaufać, bo nigdy mnie nie skrzywdzą ani nie wykorzystają, ani nie zranią. Wiem to wszystko po prostu patrząc w ludzi. Słyszałeś kiedyś o czymś takim?
- Tak, słyszałem. Czasami też to umiem. Moi przyjaciele zawsze wykorzystywali tę umiejętność. Podejrzewam, że ma to związek z otwarciem się twojej czakry serca, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Kiedy czakra serca otwiera się, zostajemy połączeni ze wszystkim w bardzo szczególny sposób. Pamiętasz, jak o tym rozmawialiśmy? - zapytałem chcąc, aby jej odpowiedź potwierdziła to, co sam zapamiętałem.
- Pamiętam i myślę, że rozumiem - odparła zdumiewając nawet samą siebie. - Dlatego właśnie nie lubię przebywać z moim mężem. Wiesz, on sprawia, że czuję się zła, niedobra. Któregoś dnia poszliśmy pojeździć konno, a Mike'a coś doprowadziło do szewskiej pasji. Zaczął wrzeszczeć na konia, kopać go i bić. Krzyczał, że ten koń jest tak głupi, że on, Mike, nie może na nim niczego zrobić. Odwróciłam się do niego i powiedziałam: "Mike, przestań bić tego konia, to nie jego wina. Myślisz, że koń jest głupi, ponieważ tak go traktujesz. Winisz go za wszystko, co ci się przydarzyło. Wrzask i bicie tylko pogarszają sprawę. Koń nie wie już co ma robić". Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale to było to! Poznałam to po wyrazie jego twarzy. Miałam świętą rację! Powiedziałam mu jeszcze, że nie chcę już dziś z nim jeździć i pojechałam sama. Chciałam znaleźć się jak najdalej od niego. Przejechałam wiele kilometrów sama. Wracając do stajni, natknęliśmy się na siebie, ale nawet na niego nie spojrzałam. Teraz widujemy się od czasu do czasu, ale zawsze potem czuję się nic nie warta, beznadziejna i zła.
- To nie moja sprawa, ale i tak to powiem - odezwałem się w odpowiedzi na polecenie Trenera. - W seksualnym związku dwojga ludzi powstają powiązania energii. Powiązania te są czym w rodzaju otwartych kanałów, przez które biegną w obie strony myśli, emocje, pragnienia, intencje i inne uczucia. W tego typu otwartym kanale często trudno jest dokładnie określić jakie uczucia do kogo należą. Łatwo jest pomylić się i powiedzieć, że uczucia drugiej osoby należą do ciebie i zacząć na nie reagować jakby tak rzeczywiście było. Prosty przykład: twój partner jest bardzo głodny. Ty nie jesteś ani trochę głodna, a jednak zaczynasz jeść tylko dlatego, że on jest głodny i nawet nie weryfikujesz swoich odczuć. Właśnie dlatego jestem nadzwyczaj ostrożny w dobieraniu sobie partnerki. Można się naprawdę pogubić, a będąc z niewłaściwą osobą, nieustanne rozróżnianie uczuć może się stać naprawdę męczące. Czasami może to sprawić prawdziwy problem, kiedy uczucia przepływające pomiędzy wami są bardziej złożone i bolesne niż proste uczucie głodu. Rozumiesz coś z tego?
- Tak, jasne! - odparła radośnie, jakby właśnie rozbłysła w niej jakaś lampka. - Tak! W pokoju ze mną jest tu teraz jakiś inny mężczyzna - zawiadomiła mnie, a jej głos trochę się podniósł.
- Czego chce? - zapytałem niezobowiązująco.
- Nie widzę ich wszystkich, ale wiem, że teraz jest tu ich wielu. Wszyscy chcą ze mną rozmawiać. Wszyscy chcą mi coś powiedzieć, jak ten, którego widzę. Chce mi coś powiedzieć, ale nie bardzo wiem co. Ma jakiś kłopot, o którym chce mi opowiedzieć. Nie wiem jak miałabym mu pomóc.
- Chcesz, żeby odszedł?
- Może sobie iść; i tak nie wiem jak mu pomóc - mówi, a w jej głosie brzmi desperacja raczej niż strach. - Pomyślałam do niego, że powinien sobie pójść i nie ma go już.
- Bardzo dobrze, Helaino, świetnie sobie z tym radzisz - mówię i naprawdę ją za to podziwiam. - Kontrolujesz sytuację i świetnie ci to idzie.
- Dlaczego ci wszyscy ludzie tu przyszli? Dlaczego wszyscy chcą ze mną rozmawiać? - pyta, znów zaciekawiona.
Teraz, pisząc te słowa, żałuję, że nie kazałem jej porozmawiać z jednym z nich. Może nawet Trener prosił mnie o to, ale go nie słyszałem, a może po prostu nie byłem w formie. W każdym razie, z jakiegoś powodu myśl, żeby poprosić ją o to, aby porozmawiała z którymś z nich, nie powstała w mojej głowie. Patrząc na to wstecz, mogło to być doświadczenie, które pozwoliłoby Helainie znaleźć odpowiedzi na pytania, które pewnego dnia i tak będzie musiała znaleźć. Byłem skoncentrowany bardziej na tym, że mogłem się z nią kontaktować jedynie telefonicznie. Gdyby przestraszyła się i uciekła, nie mógłbym w żaden sposób jej znaleźć. Nie chciałbym przeczytać o niej w jutrzejszej gazecie.
- Może to dlatego - zaryzykowałem. - że mają pytania, a ty jesteś pierwszą żyjącą i jednocześnie widzącą ich osobą, którą znaleźli. Widziałaś film pod tytułem "Duch"?
- Tak.
Czułem jej niepokój wywołany tym, do czego może doprowadzić moje pytanie.
- Pamiętasz, jak Whoopi Goldberg była fałszywym medium póki Patrick Swayze nie nawiązał z nią kontaktu?
- Tak, pamiętam to.
- On miał wiadomość, którą chciał przekazać swojej dziewczynie, a Whoopi była jedyną osobą, przez którą mógł to zrobić. Kiedy Whoopi zaczęła się z nim kontaktować, była w stanie rozmawiać też z wieloma innymi. A oni tłoczyli się w jej pokoju, bo wiedzieli, że ich słyszy. Mogła przekazywać informacje od nich do świata fizycznego. To właśnie przyciągało ich do niej. Otworzyłaś swoją percepcję na świat duchów, kiedy zobaczyłaś tę wielką twarz w swojej sypialni. Jak Whoopi Goldberg po usłyszeniu Patricka Swayze. Możliwe, że ci wszyscy ludzie są w twoim pokoju dlatego właśnie, że wiedzą, że ich słyszysz, a oni mają coś do powiedzenia. To są zwyczajni ludzie, tacy jak ty czy ja, poza tym, że nie żyją już w ciałach fizycznych. Dlatego nie mogą się tu z nikim skontaktować, chyba że znajdą kogoś, kto ich widzi lub słyszy. Nie są groźni. To po prostu zwyczajni ludzie, którzy mając coś do powiedzenia. Rozumiesz coś z tego?
- Tak, rozumiem, co mówisz. Wciąż się tego boję, ale rozumiem.
- Pojawiło się jeszcze dwoje ludzie, których odesłała myślą, a potem zjawił się trzeci i stanął sobie w rogu pokoju. W jej głosie już prawie nie było strachu. Wciąż się bała, ale element szoku zniknął, kiedy powiadomiła mnie, że pojawił się trzeci.
- Co on robi? - zadawszy to pytanie, poczułem w jej myślach zaproszenie.
- Chce ze mną porozmawiać.. Chce mi coś powiedzieć. Nie chcę z nim rozmawiać; nie podoba mi się sposób, w jaki na mnie patrzy.
- Chcesz, żeby sobie poszedł? - zapytałem tonem niemal konwersacyjnym.
- Nie wiem. On naprawdę chce mi coś powiedzieć. Też ma problem, wielki problem. Nie, nie mogę mu pomóc; tak, może odejść. Powiedziałam mu, żeby sobie poszedł i już go nie ma. |