Rozdział 25
Kim jest ten poltergeist w sypialni?
- Co teraz czujesz?
- Znów czuję spokój. Już się wcale nie boję.
- Helaina, naprawdę świetnie sobie radzisz! Dajesz sobie radę rewelacyjnie. - Jak tylko to powiedziałem, poczułem, jak znów ogarnia ją porażający strach.
- Jest jeszcze jeden w łazience! - krzyczy. - Stoi za drzwiami!
- Co robi? - pytam jak poprzednio; wiem już, że w ten sposób mogę jej pomóc.
- Boję się spojrzeć, ale muszę. Wygląda na mnie zza drzwi - mówi trochę spokojniej. A potem znów krzyczy w słuchawkę: - Otworzył drzwi; drzwi do łazienki same się otworzyły! - znów jesteśmy na skraju załamania, Helaina znów może za chwilę wybiec na ulicę i krzyczeć na cały głos.
- Nie, Helaina, to ty otworzyłaś te drzwi! Do tego potrzebne jest ciało fizyczne! - zdumiał mnie spokój brzmiący w moim głosie. - To ty otworzyłaś te drzwi, nie on.
Cisza, która trwa jakieś dziesięć sekund. Czuję, jak Helaina przetrawia to, co właśnie jej powiedziałem.
- Masz rację! - przypomniała sobie na głos. - Jak tylko zobaczyłam go za tymi drzwiami, chciałam, żeby się otworzyły trochę bardziej, żebym mogła go lepiej zobaczyć! Masz rację! To ja otworzyłam te drzwi! Zrobiłam to myślą!
Czułam to samo, co wtedy, gdy wysyłałam myśli do tych ludzi. Byłam przerażona. Pragnęłam otworzyć drzwi. Otworzyłam drzwi myślą!
- Zdaje się, że właśnie poznałaś prawdę o poltergeistach - stwierdziłem.
Dziękują ci, Trenerze, czy komukolwiek, kto to powiedział przeze mnie, dziękują; już myślałem, że po tym wszystkim, co przeszliśmy, stracimy ją.
- Nie ma go, odesłałam go. Był taki sam jak inni, miał problem i chciał, żebym mu pomogła. Nie mogę mu pomóc! Przecież nie widzę ich moimi fizycznymi oczami, wiem, że są tam, gdzie patrzę, ale tak naprawdę nie widzę ich. Rozumiesz mnie?
- Tak, wiem dokładnie o co ci chodzi. Niektórzy mówią, że widzą ich oczami umysłu. Czasami ich obraz nakłada się na obraz świata, który widzisz fizycznymi oczami. Po prostu mówimy, że ich widzimy, ale wiem dokładnie o czym mówisz.
- Jest tu jeszcze jeden, stoi przy drzwiach - tym razem jej głos nie zabrzmiał histerycznie. Wciąż była przestraszona, ale już mi się nie wymykała.
- Czego chce?
- Jak wszyscy inni, chce rozmawiać. Jest Amiszem, wszyscy tu są Amiszami. Wszyscy mieszkali w jednym miasteczku i wszyscy tu umarli dawno temu. Nie w jednej chwili, ale po prostu żyli i umarli w tym samym miejscu. Wszyscy są bardzo starzy. Mają na sobie coś w rodzaju wyjściowych, czarnych garniturów, a na głowach duże, czarne kapelusze. Nie mam pojęcia skąd to wiem, ale jestem pewna, że to prawda. Jak to możliwe?
- Komunikowanie się przez serce nie wymaga słów. Nie musi być werbalne, żeby było prawdziwe. Tak samo, jak wiesz pewne rzeczy o kimś, na kogo tylko patrzysz. Nie wiem jak to wyjaśnić, chyba tylko tak, że ta wiedza przychodzi sama, cała, bezpośrednio i od razu, w jednej chwili. Niekoniecznie przez twoją głowę, raczej przez jakieś inne miejsce, i po prostu wiesz. I wcale nie w postaci łańcucha myśli, ale raczej pojawia się to wszystko od razu, nagle po prostu wszystko wiesz.
- Ci wszyscy ludzie w moim pokoju są mężczyznami; nie ma tu żadnych kobiet, tylko sami mężczyźni. To też po prostu wiem.
- Rozumiem, co masz na myśli. W twoim pokoju znajdują się tylko mężczyźni, nie ma tam żadnych kobiet - powtarzałem za nią spokojnie, weryfikując jedynie jej informacje.
- Jakoś... zdaje mi się... nie wiem skąd to się bierze... mam uczucie, że ktoś mi mówi, że mam ich posłać w kierunku światła. Wydaje mi się to głupie, ale takie odnoszę wrażenie.
Czuję, że Helaina w końcu nawiązała kontakt z kimś, kto kryje się za całym tym wydarzeniem. Zdaje się, że zbliżamy się do mety.
- Dobrze. Helaina, pamiętasz kiedy rozmawialiśmy o rozciąganiu miłości ze środka klatki piersiowej? Rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć?
- Tak, chyba tak.
- Dobrze, kiedy powiesz do tego mężczyzny w kącie to, co ci przekażę, zrób to poprzez uczucie płynące ze środka twojej piersi. Nie z głowy. Rozumiesz, o co mi chodzi?
- Chyba... tak, rozumiem. Jakbym myślała głową, ale czuła te myśli w piersi, a nie w głowie. - Zdaje się, że Helaina lepiej czuje ten koncept niż. wyraża go słowami.
- Spójrz tam, gdzie stoi ten mężczyzna. Rozciągnij swoją miłość, która płynie ze środka twojej piersi i powiedz: "Szukaj światła".
Usłyszałem, jak powtarza głośno i zastanawiałem się kto też mógł ją o to prosić.
- A teraz powiedz: "Kiedy zobaczysz światło, pójdź w jego kierunku". - Znów usłyszałem jak powtarza te słowa i znów przyszło mi do głowy to samo pytanie. - Co on teraz robi?
- Stoi tam, rozgląda się wokoło, chyba jest trochę skonsternowany. Teraz patrzy na coś... uśmiecha się... zniknął - opowiada spokojnie, może trochę zaskoczona, ale mówi to tak, jakby takie rzeczy przydarzały jej się codziennie.
- Co teraz czujesz, Helaino? - znów pytam, sprawdzając w jakim stanie umysłu się znajduje.
- Jestem spokojna, bardzo... spokojna; wcale się już nie boję. To wspaniałe, czuję się tak silna - odpowiada cichym, miękkim głosem, w którym wyczuwam prawdziwą siłę.
- Bruce - wtrąca się Trener. - Najlepiej będzie, jeśli doświadczenie to zakończysz, kiedy Helaina uzna je za zakończone. Nie próbuj go przerywać ani zatrzymywać, chyba że stanie się coś naprawdę dziwnego i poczujesz, że ją tracisz.
Pomyślałem, że prawie już dobrnęliśmy do celu. Głupio pomyślałem. |