Rozdział 27
Helaina to coś dużego
- Och, następny Amisz, tym razem naprawdę duży. Ten ma moc, jest przywódcą. Przechodzi tuż przede mną. Mówi coś do mnie, ale nie rozumiem go. Jest tak wielki, że po prostu czuję, jak bije od niego pewność siebie. Skończył mówić i idzie dalej, prosto przed siebie. Przechodzi przez korytarz. Zatrzymuje się przed obrazem. Patrzy w światło. Wsysa go... zniknął. Teraz wszyscy w moim pokoju... wszyscy idą do światła, a kiedy docierają do niego, patrzą w nie, a ono ich wciąga. Mój... Boże... skąd... się... biorą... wszyscy... ci... ludzie? Nie miałam pojęcia, że tak wielu zmarłych po prostu chodzi sobie po ziemi, czekając aż ktoś im wskaże drogę. Kiedy przedtem wszyscy odeszli z mojego pokoju, myślałam, że to koniec, ale oni przychodzą... nie wiem skąd przychodzą, jest ich tak wielu! Wszyscy po prostu kierują się do światła, patrzą w nie i znikają, tylu... ludzi... Aż trudno mi uwierzyć, że jest ich tak wielu. Są tam teraz małe kule światła, jakby latają wokół tego miejsca, skąd płynie światło. To małe, jasne kule światła.
- Zdaje się, że coraz więcej Pomocników przychodzi, aby pomóc tym Amiszom. Widziałem już wcześniej takie małe kule światła; to Pomocnicy przychodzą nam pomagać kierować całym tym ruchem. Też nie wiem skąd przychodzą ci wszyscy ludzie, ale już to wcześniej widziałem. Kiedy otwiera się ścieżka i Światło może przez nią przejść i rozświetlić ciemność, zmarli błąkający się w tej ciemności, mogą je w końcu dojrzeć. Niektórych wabi ono po prostu, jak ćmy. Inni wyczuwają w tym Świetle miłość, przebaczenie i miłosierdzie, które i ty czujesz, i to właśnie ich przyciąga.
Wtedy nie byłem chyba świadom podobieństw między tym, co działo się na ścianie sypialni Helainy a moimi doświadczeniami po trzęsieniu ziemi w Indiach. Dopiero teraz, kiedy to piszę, zauważam owe podobieństwa. Nie uświadomiłem sobie również wtedy, jakie znaczenie ma sen Helainy i światło za drzwiami. Helainę paraliżował strach, kiedy patrzyła na światło przedostające się przez szparę między drzwiami a podłogą. Na tej samej ścianie wisiał obraz ze światłem, w tym samym pomieszczeniu śniła poprzedniej nocy swój sen.
Słuchając przez telefon jej opisu, miałem wrażenie, że tysięczne tłumy przechodzą przez jej pokój w kierunku Światła. Nie prosiłem jej, żeby ich liczyła; nie wydawało mi się to ważne. Odniosłem wrażenie, że Helaina zbliża się do końca swojego doświadczenia.
- Trenerze, mam wrażenie, że on niedługo skończy.
- Tak, w każdej chwili możesz pomóc jej kończyć.
- Jak?
- Sprawdź jej lodówkę - zasugerował Trener.
- Helaina, masz w swojej lodówce jakieś jedzenie?
- Niech pomyślę... mam trochę sałaty, mleka i kilka hot-dogów. W sklepie byłam ostatni raz kilka tygodni temu; chyba naprawdę muszę niedługo się tam wybrać.
- Dobrze, myślę, że hot-dogi wystarczą. Chcę, żebyś poszła do lodówki i zjadła te hot-dogi - wiedziałem, że moja prośba ją zdziwiła; był to nagły zwrot mający ją przygotować do zakończenia podróży.
- Ile mam zjeść?
- A ile ich masz?
- Eee... zaraz, możesz chwilę poczekać?
Jak jej wcześniej powiedziałem, brak pożywienia może zawęzić granice między światem fizycznym a niefizycznym. Dziś zjadła bardzo niewiele, co częściowo wpłynęło na to, że zaszło to, co zaszło. Zjedzenie czegokolwiek w tej chwili sprawi, że część percepcji Helainy na świat niefizyczny zostanie zablokowana. Fakt, że hot-dogi, z całą swoją chemią, znalazły się w jej lodówce, był wprost błogosławieństwem. Ogromna część jej świadomości będzie musiała skupić się na tym paskudztwie, żeby je przetrawić. Nie mogłem wymyślić nic, co mogłoby wywołać szybszą fizyczną reakcję. Kiedy znów podniosła słuchawkę, usłyszałem jak przeżuwa.
- Dlaczego mam jeść hot-dogi? Nawet ich nie lubię!
- Pomogą ci w czymś, co nazywa się "lądowanie". Zjedzenie solidnego posiłku sprawia, że część twojej świadomości musi się skupić na trawieniu. A dzięki temu mniejsza część twojej świadomości może dalej zajmować się sprawami zewnętrznymi, czyli światem niefizycznym, a to zatrzyma cię tutaj.
- Ile mam zjeść?
- Ile jesteś w stanie zjeść?
- Może trzy.
- Wystarczy. Trzy hot-dogi zajmą się tobą wystarczająco.
W jednej chwili Helaina zjadła swoją porcję.
- Wiesz, myślę, że w tej chwili nie muszę już tego robić - odezwała się w końcu. - Mam wrażenie, że na jedną noc to mi wystarczy.
Pomyślałem sobie wtedy, to chyba źle powiedziane, dość na jedną noc! Kochana, dla mnie to dość na całe lata!
- Co teraz czujesz? - zapytałem, z góry znając odpowiedź.
- Trudno mi w to uwierzyć, ale czuję niewiarygodny spokój. Jestem taka spokojna, tak zupełnie się nie boję... spokojna. Pamięć tego doświadczenia blaknie, jak sen, kiedy się obudzisz. Wszystko zdaje się teraz takie odległe.
- Helaina, cieszę się, że jesteś spokojna i że panujesz nad sytuacją. Naprawdę świetnie sobie ze wszystkim poradziłaś, wspaniale!
- Bruce, czy ty tego uczysz? - zapytała znienacka. - Dałabym wszystko, żeby tylko móc nauczyć się więcej o całej tej metafizyce.
- No, w zasadzie to nie uczę. Jestem inżynierem i mam normalną pracę. Mogę ci polecić kilka książek, które mogą ci pomóc.
- Och, myślałam, że uczysz tego - odparła, a potem zaraz znów zmieniła biegi. - Nie czuję się jak bohater ani nic takiego - zaryzykowała. - Wszyscy ci ludzie chcieli znaleźć drogę powrotną do Boga, a ja po prostu trochę im w tym pomogłam. To nie robi ze mnie bohatera. Uważam, że po prostu powinniśmy to dla nich robić. Bruce, czy kiedykolwiek spotkałeś kogoś takiego, jak ja? To znaczy, czy są inni, tacy jak ja, których poznałeś i z którymi rozmawiałeś? - zapytała zastanawiając się czy była jedyną przedstawicielką swego rodzaju.
- Pracowałem z wieloma ludźmi, którzy doświadczyli tego, co ty. Może nie całkiem do takiego stopnia, to znaczy nie tyle na raz. Większość ludzi, z którymi pracowałem robiła niniejsze kroki, jeden niewielki krok na jakiś czas, a nie jeden gigantyczny krok za wszystkie.
- Czy z tobą było podobnie?
- Nie, ja szedłem znacznie wolniej, bardzo małymi kroczkami. Jestem tego rodzaju osobą, która pozwoli sobie na niewiele na raz. Miałem w sobie mnóstwo sprzecznych przekonań co do tego, co powinno się dziać i byłem dość uparty. Miałem kilku niesłychanie cierpliwych nauczycieli, którzy pomogli mi uczyć się w moim własnym, powolnym tempie.
- Może teraz, kiedy to wszystko się stało, powinnam przestać pracować jako tancerka. Tak właśnie zarabiam na życie; jestem striptizerką. Pracuję trzy noce w tygodniu. Może po tym wszystkim nie powinnam już tego robić.
Kiedy powiedziała "Jestem striptizerką", wiele rzeczy nagle ułożyło się w spójną całość. To by wyjaśniało owe erotyczne obrazy przepływające przez mój umysł od naszej pierwszej rozmowy.
- Ja jestem inżynierem, a ty striptizerką; nie widzę, żebyśmy tak znów bardzo się różnili. Obojgu nam ktoś płaci za zrobienie czegoś, na czym mu zależy, gdy tymczasem oboje wolelibyśmy robić coś innego. Oboje musimy zarabiać na życie i płacić rachunki. Dla mnie nie ma znaczenia co będziesz robiła w przyszłości. Czy zdecydujesz się zmienić pracę czy nie, zależy wyłącznie od ciebie.
- Czy moglibyśmy się spotkać? Nie miałbyś nic przeciwko temu? - zapytała.
Wyraźnie czułem w jej głosie pragnienie weryfikacji. Przed naszą rozmową była pewna, że wszystkie te dziwne rzeczy, które działy się w jej życiu były tylko i wyłącznie dziełem jej wyobraźni. Chciała się upewnić,, że nasza rozmowa była prawdziwa.
- Jasne, Helaino, poznam cię z przyjemnością, kiedy tylko będziesz chciała.
- Może jutro?
- Może być. Masz numer mojego pagera; zadzwoń do mnie jutro i ustalimy miejsce i czas spotkania.
- Dobrze, dzięki, zadzwonię jutro - w jej głosie zabrzmiała ulga. - Wiesz, kiedy oni przechodzili przeze mnie, tak naprawdę nie czułam się źle. Czułam coś jakby chłodna bryza przenikała przez moje ciało, to wszystko.
- Rozumiem to świetnie. Byłaś dość mocno skupiona na swoim niefizycznym ciele. Ci ludzie również byli niefizyczni. mogłaś więc ich poczuć. Wielu ludzi opisuje takie doświadczenie jako uczucie chłodu lub zimna.
- Tylko, że to było takie niegrzeczne z ich strony; wcale na mnie nie zważali. Zachowywali się jakby mnie tam wcale nie było, to mnie tak zdenerwowało. Czy mogę cię o coś zapytać?
- Jasne.
- Czy duchy w moim mieszkaniu widzą mnie? To znaczy, czy mogą mnie obserwować, na przykład kiedy biorę prysznic, gdyby tego chcieli?
- O ile wiem, to jeśli tylko skupią uwagę, mogą zobaczyć wszystko w świecie fizycznym.
- Więc widzą mnie? - zapytała poruszona.
- Rozumiem to tak, że prywatność, nawet prywatność naszych myśli jest zwykłym mitem - odparłem. Zmartwiło ją to.
- Jak ty z tym żyjesz, Bruce?
- Po prostu zaakceptowałem to jako fakt; tak po prostu jest. Jeśli chcą na mnie patrzeć w moich najbardziej prywatnych chwilach, to w końcu co z tego, niech sobie patrzą. Tak właśnie z tym żyję, po prostu akceptuję to.
- Och, no dobrze, zadzwonię do ciebie jutro. Na pewno nie masz nic przeciwko naszemu spotkaniu?
- Na pewno i czekam na wiadomość od ciebie. A dziś już odpocznij.
- Tak, dobrze, do widzenia.
- Cześć.
Wciskając guzik zakończenia rozmowy na moim przenośnym telefonie, czułem, że wracam do mojego własnego świata. Uświadomiłem sobie, że Pharon chodzi po kuchni, i że kolacja jest już gotowa. Przypominam sobie, że poczułem radość z jej obecności i wielką wdzięczność. Pozwoliła mi bez żadnych pytań przeprowadzić całą tę skomplikowaną rozmowę z Helainą. Dla Helainy rozmowa ta zaczęła się od dzikiej histerii, kilkakrotnie zbliżała się do granicy ślepej paniki, a zakończyła odprężającym spokojem. Helainą zrozumiała, że może nad wszystkim panować.
- Trenerze, jestem taki szczęśliwy, że wszystko się skończyło. Dziękuję tobie i wszystkim innym, którzy nam pomogli.
- Nie ma za co, Bruce. Wszyscy tu mówią, że świetnie sobie poradziłeś.
Spojrzałem na zegar na video; była 21.29. Rozmawialiśmy trzy i pół godziny. Wiatry uciszyły się. Fale uspokoiły. Przeszedłem przez huragan, sam. |